Widok

Inseminacja- w walce o cud

Rodzina i dziecko Temat dostępny też na forum:
Witam nie jestem nowa na forum ale bardziej obserwowałam niż udzielałam się, wiem, że są na forum takie osoby jak ja które walczą o pierwszy cud o ukochanego maluszka. Z mężem jesteśmy po ślubie 5 lat i od tego czasu staramy się o dzidzie. Przez pierwsze lata nie zdawaliśmy sobie sprawy co też może nas spotkać i że walka żeby spełnić nasze marzenie będzie tak wyglądać. Leczenie trwa już od ponad 2 lat pierw były monitoringi wszystko oki badanie hormonów w normie tylko prolaktyna troszkę za duża biorę dostinex, pierw przez lekarza o wielę za dużą dawkę. Na szczęście na naszej drodzę pojawiła się dr Śliwicki z Gamety, który jako pierwszy lekarz poprowadził nas naprawdę dobrze, a najważniejsze rozpoznał problem, z którym inni lekarze nie mogli sobie dać radę bo niby wszystko było oki. Więc najważniejsze trafić na dobrego lekarz, który umię zdiagnozować problem. Po teście po stosunku wyszło, że posiadam antyciała, które niszczą plemniki mężusia i zajście drogą naturalną to w naszym przypadku 1% to był duży cios. Zrobiono mi HSG, które było bardzo bardzo bolesnę a w tamtym tygodniu przystąpiliśmy do inseminacji po raz pierwszy. Wiem, że to tylko 15% ale może będzie cud...Dziewczyny czy którejś z Was udało się zajść w ciążę przez inseminacje? za którym razem Jak radzić sobie z emocjami stresem, który pomimu starań cały czas towarzyszy....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
~smith2002 napisała:
"dla mnie akurat ciąża nie była najpiękniejszym okresem życia, poród nie był wyjątkowy (chyba że wyjątkowo bolesny, obrzydliwy i upakarzający) a macierzyństwo nie jest wcale tak cudowne jak to wszędzie opisują"

zgadzam się z tobą w 66,66 % ;) (tzn. jeśli chodzi o poród i macierzyństwo)

natomiast ciążę zawsze będę miło wspominała :) jako (chyba) najbardziej magiczny, niezwykły okres w moim życiu :) może nawet i najpiękniejszy :) (pomimo różnych dolegliwości, cukrzycy, strasznie spuchniętych nóg itp.)
świadomość, że ma się w brzuchu maleńką fasolkę, która ma już serduszko... że właśnie zaczyna ruszać rączkami (chociaż tego nie czuję), że wygląda jak mała żabka z ogonkiem ;) a dalej - że jest tam maleńki człowieczek, który rośnie i jest coraz bardziej kontaktowy - np. odpowiada na pukanie w brzuch ;) pierwsze ruchy - czekanie kiedy to będzie i jak to się czuje? i wreszcie śmieszne łaskotki jak uderzanie skrzydełkami motylka - albo jakby bąbelki w brzuchu skakały - cud :) że fajnie podskakuje brzuch gdy on ma czkawkę, bo ćwiczy łykanie wód ;)

to jest bezcenne :) wyjątkowe :) magiczne :) niezwykłe :) i to piszę ja - ta bez większego instynktu macierzyńskiego ;)



więc dlaczego inne kobiety mają nie próbować za wszelką cenę tego doświadczyć?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja nie byłabym w stanie pokochać nie swoje dziecko i tyle. sporo jest przypadków,że rodzice adopcyjni po latach nawet dzieci oddają niestety;( nie jest to takie proste. Nie mozna tez dziecko przyrównywać do psa, nad którym opieka jest zupelnie inna
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zaskocze was, ale dobrze wiem co mówię. Mam 3 dzieci. Jedno swoje (staraliśmy się 3 lata, więc wiem jak to jest starać się o dziecko). Dwoje (rodzeństwo) adoptowane. I kocham je równie mocno. Każde inaczej, ale równie mocno. I za całą trójkę oddałabym życie.
Każdy ma swoje doświadczenia i każdy ma swoje przeżycia. Dla mnie ciąża i poród to nie było nic wspaniałego. Miło wspominam niektóre momenty, ale tak w ogóle to nie było szału ani fajerwerków.

Nie mówię żeby w ogóle nie rodzić dzieci, przechodzicie w skrajności. Ale jeżeli nie ma szans na własne dziecko to chociaż warto o tym pomyśleć.

Poza tym czepiacie się słówek. Niektóre kobiety czy pary, rzeczywiscie wyprawiają cyrki, nie zaprzeczajcie, bo wiem o czym mówię. Kredyty na leczenie, wyjazdy za granicę do jakiegoś super specjalisty, który nic poradzić nie może, życie obracające się wokół owulacji, popadanie w paranoję, codzienne wynajdywanie oznak ciąży i kilka testów na betę w miesiącu to wg mnie cyrk.

Nie porównuję dziecka do psa, ani opieki nad dzieckiem do opieki nad psem, porównuję uczucia. A skoro można kochać obcego psa, TYLKO psa, to tym bardziej można pokochać dziecko, AŻ dziecko
(przytoczyłam to porównanie żeby na przykładzie pokazać, że obce można też kochać).

Tak jak mówię, każdy robi tak jak chce. To jest tylko i wyłącznie moje zdanie, moje przekonanie wynikające z moich doświadczeń. Możecie mieć zdanie inne, ale nie musicie na mnie naskakiwać.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Żeby zaadoptować dziecko trzeba przejść bardzo długą drogę - spełnić kryteria, czekać, czekać i czekać. Ostatnio czytałam artykuł, w którym ludzie z ośrodków adopcyjnych mówili, że w Polsce nie ma już prawie małych=niemowlaków dzieci czekających na rodziców, które są zdrowe (FAZ, upośledzenia, choroby genetyczne...). A zaadoptować chore dziecko jest chyba jeszcze trudniej.

Powodzenia dla autorki wątku! Uda się! :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Amchi problem, w tym, ze chyba troche za ostro napisalas swoj pierwszy post :)
Jest w tym co piszesz sporo racji, ale to wcale nie jest tak, ze jest tak duoz dzieci, ktore tylko czekaja na adopcje i mozna sobie od tak, szybko i bezproblemowo adoptowac dziecko. A juz na pewno nie malutkie i mozliwie zdrowe. Ale skoro masz adoptowane dzieci, to pewnie jestes tego swiadoma.
Ja sie zgadzam, ze ciaza i porod sa przereklamowane. Sa przyjemne momenty, ale zasadniczo jest to wielka meczarnia. Przynajmniej dla mnie byla ;) Drugie dziecko najchetniej bym tez adoptowala, ale wiem, jaka to skomplikowana i dluga procedura, wiec prosciej bedzie jednak kolejne dziecko tez samemu sobie "zrobic".
A co do kwesti, czy leczyc bezplodnosc, czy adoptowac, to mysle, ze zalezy od sytuacji. Trzeba chyba wiedziec, do jakiego momentu starac sie o swoje biologiczne, a kiedy trzeba odpuscic i pomyslec o innych opcjach, bo faktycznie zaczyna sie z tego robic "cyrk".
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ahiu, ale to Ty pierwsza naskoczylas na autorke watku i inne starające sie

Tak jak napisalas, kazdy ma prawo decydowac o tym jakie proby i ile czasy moze trwac leczenie i walka o swoje dziecko
Ty zaadoptowalas i super, ale nie kazdy jest do tego zdolny, a moze inaczej dopiero jak wykorzysta wszystkie dostepne metody mysli o adopcji

Autorka wątku jest chyba raczej na poczatku drogi i staran o dziecko (jesli chodzi o leczenie) bo dopiero po 1 inseminacji

Mam znajomych, ktorzy zaadoptowali dziecko po 10 latach staran o swoje i pewnie, ze wszyscy traktujemy ich syna jako naszego kochanego chlopaka :) ale musialo minac sporo czasu, ciezkich chwil zwatpienia zanim zdecydowali sie uruchomic procedure adopcyjną!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja właśnie zgadzam się częściowo z Ahiu, sama nade wszystko marzyłam zawsze i marzę nadal o dzieciach i ciąży choć boję się jej bardzooo, ale trzeba patrzeć realnie, nie rozumiem kobiet które za wszelką cenę dążą do biologicznego dziecka biorąc mega kredyty i całe swoje życie ustawiając pod kontem badań, lekarzy itp. kilka inseminacji, kilka in vitro;

ja leczę się już 4 lata i czas powiedzieć "dość", znam diagnozę, próbowałam kilku metod, ale widocznie Pan Bóg chce inaczej, nie wiem może jestem dziwna, może uznacie, że się poddałam, może stwierdzicie, że wcale nie chcę dzieci... otóż NIE poddałam się, wciąż mam nadzieję, że zdarzy się cud i uda mi się zajść w upragnioną ciążę i urodzić dziecko, ale nie chcę już tak żyć, w bólach, w stresie fizycznym i psychicznym, a adopcja to nie jest wcale taka straszna droga jak piszecie :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Naskoczyć nie chciałam, ciężko określić swoje emocje w poście na forum, źle odczytałyście moje intencje.

Niemowlaka nie adoptowałam, nawet nie brałam pod uwagę niemowlaka. Adoptowałam rodzeństwo, 2 i 4 latka :) Moja Amelka chodzi już do I klasy :) 4 letni Sebastian jest chory na astmę, ale to nic takiego, leczymy się i jest dobrze, chodzi normalnie do przedszkola, świetnie się rozwija, robi postępy :) Młodszy Maciuś jest zdrowy, chodzi do żłobka.
Na poczatku byliśmy "rodziną zaprzyjaźnioną", braliśmy dzieciaki na weekendy, wakacje, święta. Dzięki temu później było łatwiej z adopcją. Ważne było to żeby ich nie rozdzielać, a mało kto decyduje się na adopcję rodzeństwa. No ale nie bede o tym opowiadać, to nie wątek o adopcji.
Z resztą postanowiłam sobie, że na forum nie bede opowiadać o swoim życiu prywatnym, bo z tego co zauważyłam "wszystko co powiesz zostanie użyte przeciwko tobie" ;) No ale trudno, poszło pękło ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witaj, my również staraliśmy się ponad dwa lata, problemy były podobne jak i u Was. Mimo wielu wątpliwości przystąpiliśmy do inseminacji. Teraz jestem w 10 t.c, na razie wszystko ok. Udało się za pierwszym razem, tak więc nie traccie nadzieji. Dodam że też leczyliśmy się w Gamecie, tylko u innego lekarza. Pozdrawiam i życzę powodzenia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Warto wierzyć w cuda!!! na szczęście nie straciłam nadzieji...dziś odebrałam wynik bety 245 nie mogę w to uwierzyć! jesteśmy tacy szczęśliwi podejście nr 1 i udało się!!! Wszystkim dziewczyną znajdującym się w podobnej sytuacji życzę wielę cierpliwości nie traccie nadzieji cuda naprawdę się zdarzają! a dr Śliwiński to anioł na ziemi :-) ale pięknie! Pozdrawiam i podejść do IUI naprawdę warto!
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Gratulacje :) dbaj o siebie i maleństwo... super wiadomość!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Julka super, oby wszystko było dobrze i się rozwijało prawidłowo :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No widzisz Julka, i I IUI czasami się udaje;-) super, gratuluję i życzę spokojnej ciąży:-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dziś jestem po pierwszej IUI, wierzę, że za pierwszym razem też może się udać chociaż nie robimy sobie wielkich nadziei. Z drugiej strony może nie będzie to prima aprilisowy żart ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

My z mezem walczyliśmy 4 lata. Ciagle badana, lekarze, tak naprawdę cale nasze zycie tylko na tym się skupilo. W końcu zdecydowaliśmy się na inseminacje tutaj http://gameta.pl/leczenie-nieplodnosci/inseminacja/ i udało się i to w momencie kiedy już obydwoje stracilismy nadzieje ze kiedykolwiek zostaniemy rodzicami .
Trzeba walczyc! Ja wierze ze każdej z Was się uda czasami niektore z nas po prostu potrzebują więcej czasu, a innym udje się od razu! Trzymam kciuki
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko bez ogłoszeń

Czy zostawiacie wasze 7-latki w 1 klasie? (22 odpowiedzi)

Chodzi mi o dzieci z rocznika 2009

do góry