Widok
Dzięki za odzew :-D...może jeszcze ktoś coś?...każdy głos cenny
Zastanawiałam się nad odpowiedzią na własne pytanie i stwierdziłam że łatwiej byłoby mi napisać czego nie lubię ;-)
No ale to nie o tym.
I tak...uwielbiam zupy...wszystkie poza chłodnikami.
Pierogi,kluski wszelakie podawane na tysiące sposobów.
I nr one to grzyby, pod wszelkimi postaciami włącznie z pogardzaną ,ale zawsze w zasięgu ,pieczarką.
O surówkach i sałatkach nie wspomnę bo to oczywiste ;-)
Zastanawiałam się nad odpowiedzią na własne pytanie i stwierdziłam że łatwiej byłoby mi napisać czego nie lubię ;-)
No ale to nie o tym.
I tak...uwielbiam zupy...wszystkie poza chłodnikami.
Pierogi,kluski wszelakie podawane na tysiące sposobów.
I nr one to grzyby, pod wszelkimi postaciami włącznie z pogardzaną ,ale zawsze w zasięgu ,pieczarką.
O surówkach i sałatkach nie wspomnę bo to oczywiste ;-)
Musiałem sobie to powoli przemyśleć. Zdecydowanie za wolno myślę. Ale wreszcie mam.
Uważam, że zakładanie knajpy z zamiarem "co lubicie jeść" mija się z celem. Nie będę chodził do knajpy na ruskie pierogi, bo ja je robię lepiej. A nawet jeżeli nie, to po dwóch tygodniach jedzenia ruskich pierogów zacznę warczeć.
Knajpa ma przyciągnąć klimatem i filozofią, a nie odgadywaniem gustów klienteli.
Gdybym ja miał otworzyć knajpę (czego nie zrobię, bo nie wiem czy bym ścierpiał przychodzących do niej ludzi) to byłaby to kuchnia autorska, coś w stylu White'a (jestem równie uzdolniony i równie arogancki jak on). Wyglądałoby to tak:
Od 8 do 10 zaopatrzenie, sam kupuję na jakimś targu, załatwiam dostawców, wszystko świeże, warzywa, mięso, ryby. O 10 robimy z zespołem śniadanie i ustalamy menu. Każdego dnia menu inne, bo zależne od tego, co uda nam się kupić. W menu 2-3 przystawki, 2-3 zupy, 3-4 dania główne, do tego nieśmiertelna pornografia kulinarna czyli sałatki, sandwicze, frytki i smażony kurczak. O 11 zaczynamy obieranie i gotowanie. O 12 otwieramy knajpę i podajemy lancze - sałatki mieszane na życzenie, sandwicze, tosty, frytki, szejki i napoje. O 15 zaczynamy wydawać dania obiadowe utrzymując dania lanczowe. O 18 zaczynamy wydawać dania kolacyjne - codziennie jakieś 2-3 pozycje. Plus przegryzki do alko. Równolegle w kuchni zaczynamy piec chleby na dzień następny, nastawiać zakwas chlebowy na dzień kolejny, marynować mięsa i warzywa, zużywać to co nam zostało robiąc pasztety, galaretki, pasty, sosy, marynując i co tam się da i potrzeba. Robimy tez własne limoniady, piwo, wędzonki i soki. O 22 zamykamy i idziemy spać.
W knajpie mamy 4-6 stolików, przyjmujemy rezerwacje, od 12 do 15 godzinne, po 15 trzygodzinne. Knajpa to styl życia, więc zapominamy o rozrywkach, kinie, filmach wieczorem, podwójnej whisky, rodzinie i znajomych, wędkowaniu i innych rzeczach na które nie mamy czasu, znajdując przyjemność w prowadzeniu knajpy, gotowaniu i naszych gościach.
Jedyną osoba, którą znam, a która do tego by się nadawała to Ćma.
To mówiłem ja, Jarząbek.
Uważam, że zakładanie knajpy z zamiarem "co lubicie jeść" mija się z celem. Nie będę chodził do knajpy na ruskie pierogi, bo ja je robię lepiej. A nawet jeżeli nie, to po dwóch tygodniach jedzenia ruskich pierogów zacznę warczeć.
Knajpa ma przyciągnąć klimatem i filozofią, a nie odgadywaniem gustów klienteli.
Gdybym ja miał otworzyć knajpę (czego nie zrobię, bo nie wiem czy bym ścierpiał przychodzących do niej ludzi) to byłaby to kuchnia autorska, coś w stylu White'a (jestem równie uzdolniony i równie arogancki jak on). Wyglądałoby to tak:
Od 8 do 10 zaopatrzenie, sam kupuję na jakimś targu, załatwiam dostawców, wszystko świeże, warzywa, mięso, ryby. O 10 robimy z zespołem śniadanie i ustalamy menu. Każdego dnia menu inne, bo zależne od tego, co uda nam się kupić. W menu 2-3 przystawki, 2-3 zupy, 3-4 dania główne, do tego nieśmiertelna pornografia kulinarna czyli sałatki, sandwicze, frytki i smażony kurczak. O 11 zaczynamy obieranie i gotowanie. O 12 otwieramy knajpę i podajemy lancze - sałatki mieszane na życzenie, sandwicze, tosty, frytki, szejki i napoje. O 15 zaczynamy wydawać dania obiadowe utrzymując dania lanczowe. O 18 zaczynamy wydawać dania kolacyjne - codziennie jakieś 2-3 pozycje. Plus przegryzki do alko. Równolegle w kuchni zaczynamy piec chleby na dzień następny, nastawiać zakwas chlebowy na dzień kolejny, marynować mięsa i warzywa, zużywać to co nam zostało robiąc pasztety, galaretki, pasty, sosy, marynując i co tam się da i potrzeba. Robimy tez własne limoniady, piwo, wędzonki i soki. O 22 zamykamy i idziemy spać.
W knajpie mamy 4-6 stolików, przyjmujemy rezerwacje, od 12 do 15 godzinne, po 15 trzygodzinne. Knajpa to styl życia, więc zapominamy o rozrywkach, kinie, filmach wieczorem, podwójnej whisky, rodzinie i znajomych, wędkowaniu i innych rzeczach na które nie mamy czasu, znajdując przyjemność w prowadzeniu knajpy, gotowaniu i naszych gościach.
Jedyną osoba, którą znam, a która do tego by się nadawała to Ćma.
To mówiłem ja, Jarząbek.
Jak myślę o knajpie, to się zastanawiam, jakie są prawne warunki jej prowadzenia. Chyba rzeczywiście czas zmienić pracę ;)
Musisz się zastanowić kogo chcesz przyciągnąć do tej knajpki. Czy klient ma tam wpadać codziennie na śniadanie albo lunch w przerwie od pracy? Czy może ma to być miejsce na wieczorne/weekendowe wyjście ze znajomymi/rodziną?
Wiesz już, że ma być smacznie i zdrowo :) Pytanie - dla kogo?
Musisz się zastanowić kogo chcesz przyciągnąć do tej knajpki. Czy klient ma tam wpadać codziennie na śniadanie albo lunch w przerwie od pracy? Czy może ma to być miejsce na wieczorne/weekendowe wyjście ze znajomymi/rodziną?
Wiesz już, że ma być smacznie i zdrowo :) Pytanie - dla kogo?
Mistrzowie Kuchni, Ludzie biznesu, Pogromcy Pieroga, miło się Was czyta;-)
Ja miałbym mnóstwo pomysłów na moją idealną restaurację, jednak to moje pomysły wiążą się z grubszą kasą i pozwolicie, że na tą chwilę a może i na zawsze pozostaną w sferze marzeń.
Doświadczenie życiowe mnie uczy, że dziś wielcy restauratorzy zbudowali swoje miłe przytulne restauracje na niczym, tzn. zaczynali od małych rzeczy, skupiając się bardziej na Kliencie masowym za przystępną cenę.
Jak wiecie, z jedzenie nie ma tak, że coś może być tanie i dobre a na końcu przynosi jeszcze zysk. Więc są dwa wyjścia:
albo robimy ludzi w "ciula"
albo staramy się max. dogodzić Klientowi, godząc się na mniejszy zysk. Pamiętając, że mniejszy zysk to nie tylko mniejszy przychód dla Nas ale również dla pracowników, których zatrudniamy.
Można by wiele pisać jak mogłaby wyglądać knajpka z prawdziwego zdarzenia - mam ja osobiście wyobrażenie.
W rozważaniach na temat Menu, proponuję skupić się na trzech rzeczach - by osiągną sukces:
1). Nastawienie na Klienta masowego, jednak proponuję nie myśleć o dowozach jedzenia do Klienta, ponieważ takie akcie pomniejszają jeszcze nasz zysk.
2). Na jakości związanej z samą potrawą oraz wielkością porcji, by mieć argumenty wabiąc Klienta.
3). Do tego dobrze skorelowana cena do jakości, wielkości.
Zgadzam się z moim przedmówcą. Prowadzenie restauracji nie polega na tym by się zajechać, tylko mieć przyjemność z tego. Pomysły na autorskie Kuchnie są jak najbardziej wskazane. Moim zdaniem na początku, uruchomienie takiej Kuchni autorskiej i liczenie na zysk może w początkowej fazie zabić cale przedsięwzięcie.
Jeżeli w swojej restauracji będziesz mieć przypuśćmy 30 Klientów dziennie a w autorskiej 10, to dynamika rozwoju twojej restauracji jest trzykrotnie większa, w skali roku, dwóch, pięciu, dziesięciu to już robi się ogromna skala. Dynamika pozyskania Klienta jest Ci niezbędna, ponieważ Ty tą restaurację dopiero uruchamiasz i potrzebujesz Klientów, by Oni mogli przyciągać kolejnych, itd.
Kiedy już się wszystko zaczyna Kręcić wtedy możesz sobie pozwolić na uruchomienie np. innego punktu i tam eksperymentować do woli, skupiać się na tym Co tak naprawdę kochasz gotować, masz pieniądze na to: na wynajem lokalu z dobrym punkcie, na koszty i czas na przyciąganie tego ekskluzywnego Klienta. To niestety kosztuje.
Mam kolegę, którego niedoszła Teściowa prowadzi dwie bardzo ekskluzywne restauracje, gdzie zawsze trzeba rezerwować stolik, gdzie są autorskie dania, gdzie co dziennie w nich jest dekorator wnętrz, dostarczane są co dziennie świeże kwiaty, zmieniane jest wystrój. Pytam: Kogo na początku na to stać?
Ta druga restauracja dodatkowo ma Managera, który zajmuje się ofertowaniem, ma samochód służbowy jeździ do Klientów biznesowych, ofertuje usługi związane z Eventami dla firm itd. Bawią się dodatkowo w Catering ale nie taki typowy jak np. do szkół Czy innych placówek. Nastawieni są na Klienta typowo biznesowego.
Ja miałbym mnóstwo pomysłów na moją idealną restaurację, jednak to moje pomysły wiążą się z grubszą kasą i pozwolicie, że na tą chwilę a może i na zawsze pozostaną w sferze marzeń.
Doświadczenie życiowe mnie uczy, że dziś wielcy restauratorzy zbudowali swoje miłe przytulne restauracje na niczym, tzn. zaczynali od małych rzeczy, skupiając się bardziej na Kliencie masowym za przystępną cenę.
Jak wiecie, z jedzenie nie ma tak, że coś może być tanie i dobre a na końcu przynosi jeszcze zysk. Więc są dwa wyjścia:
albo robimy ludzi w "ciula"
albo staramy się max. dogodzić Klientowi, godząc się na mniejszy zysk. Pamiętając, że mniejszy zysk to nie tylko mniejszy przychód dla Nas ale również dla pracowników, których zatrudniamy.
Można by wiele pisać jak mogłaby wyglądać knajpka z prawdziwego zdarzenia - mam ja osobiście wyobrażenie.
W rozważaniach na temat Menu, proponuję skupić się na trzech rzeczach - by osiągną sukces:
1). Nastawienie na Klienta masowego, jednak proponuję nie myśleć o dowozach jedzenia do Klienta, ponieważ takie akcie pomniejszają jeszcze nasz zysk.
2). Na jakości związanej z samą potrawą oraz wielkością porcji, by mieć argumenty wabiąc Klienta.
3). Do tego dobrze skorelowana cena do jakości, wielkości.
Zgadzam się z moim przedmówcą. Prowadzenie restauracji nie polega na tym by się zajechać, tylko mieć przyjemność z tego. Pomysły na autorskie Kuchnie są jak najbardziej wskazane. Moim zdaniem na początku, uruchomienie takiej Kuchni autorskiej i liczenie na zysk może w początkowej fazie zabić cale przedsięwzięcie.
Jeżeli w swojej restauracji będziesz mieć przypuśćmy 30 Klientów dziennie a w autorskiej 10, to dynamika rozwoju twojej restauracji jest trzykrotnie większa, w skali roku, dwóch, pięciu, dziesięciu to już robi się ogromna skala. Dynamika pozyskania Klienta jest Ci niezbędna, ponieważ Ty tą restaurację dopiero uruchamiasz i potrzebujesz Klientów, by Oni mogli przyciągać kolejnych, itd.
Kiedy już się wszystko zaczyna Kręcić wtedy możesz sobie pozwolić na uruchomienie np. innego punktu i tam eksperymentować do woli, skupiać się na tym Co tak naprawdę kochasz gotować, masz pieniądze na to: na wynajem lokalu z dobrym punkcie, na koszty i czas na przyciąganie tego ekskluzywnego Klienta. To niestety kosztuje.
Mam kolegę, którego niedoszła Teściowa prowadzi dwie bardzo ekskluzywne restauracje, gdzie zawsze trzeba rezerwować stolik, gdzie są autorskie dania, gdzie co dziennie w nich jest dekorator wnętrz, dostarczane są co dziennie świeże kwiaty, zmieniane jest wystrój. Pytam: Kogo na początku na to stać?
Ta druga restauracja dodatkowo ma Managera, który zajmuje się ofertowaniem, ma samochód służbowy jeździ do Klientów biznesowych, ofertuje usługi związane z Eventami dla firm itd. Bawią się dodatkowo w Catering ale nie taki typowy jak np. do szkół Czy innych placówek. Nastawieni są na Klienta typowo biznesowego.
Z uwagą Was czytam. I sami widzicie że co człowiek to inna wizja. I jak to wszystko pogodzić ? ;-)
Wiem jedno. Restauracje eksluzywne i klienci biznesowi nie dla mnie aczkolwiek wiem , że na nich można najwięcej zarobić.
Wolę swojskie klimaty. Bez nadęcia. Także biznesmeni z poluźnionymi krawatami jak najbardziej ;)
Wiem jedno. Restauracje eksluzywne i klienci biznesowi nie dla mnie aczkolwiek wiem , że na nich można najwięcej zarobić.
Wolę swojskie klimaty. Bez nadęcia. Także biznesmeni z poluźnionymi krawatami jak najbardziej ;)
Coś jeszcze dodam:
Te dwie restauracje ekskluzywne mają podwaliny takie, że to wszystko się zaczęło od Budy z Hamburgerami w na Dworcu w 1985 r. Później była pierwsza autorska restauracja a później druga.
Proponuję zacząć od czegoś małego ale obrotowego;-)))
Jeszcze ciut opowieści z innej beczki. Mam innego kolegę, który wydaje codziennie ok. 600-700 posiłków (pełnych dań) a teraz może i więcej? Nie rozmawiałem z nim ostatnio o tym biznesie;-) ale to nie można nazwać restauracją a raczej stołówką. Prowadzi Ją w zakładzie produkcyjnym gdzie zatrudnia się ok. 1,5 tys. osób. Rentowność tego biznesu złapał bo 2-3 latach? Nie pamiętam, więc nie chcę tutaj strzelać. Wyposażenie Kuchni nie w setkach a raczej mln złotych, ludzi w cholerę na Kuchni, produkty też dobre, bo jak coś pracownikowi podał nie smacznego to stracisz kontrakt a to wszystko na mega niskich marżach bo przetarg trzeba było wygrać. Tak w kwestii kosztów.
Ten sam znajomy prowadzi również Catering ale dostarcza głównie dla szkół podstawowych (kilka) tam marże są np. 0,50 zł na posiłku? a czasem i mniej.
Kiedyś wygrał przetarg na dostarczenie produktów do szkoły, przyjechał do Pani Dyrektor i pyta, że chce przeprowadzić ankietę wśród uczniów / rodziców. Czego oczekują od niego, jakie jedzenie jest preferowane przez Uczniów, Rodziców, Dyrekcję - zbaraniała Dyrektorka;-) Coś tam odburknęła;-) a On do niej mówi, mi nie chodzi o zarobek tylko o zdrowie Pani uczniów. Powiedział mi wtedy, że to zależy od szkoły, czasem jest tak, że niektóry kontrakt ze szkołą realizuje po kosztach. Jednak On żyje z czegoś innego niż być restauratorem i bardziej zależy mu na tym by zdrowo żywić. Sam jest pasjonatem jedzenia. Sam dla siebie prowadzi hodowlę kaczek, gęsi, krów (jakichś tak specyficznych), świń i sam nie wiem czego tam jeszcze. I ten cały inwentarz ma dla siebie (na imprezy dla swoich znajomych), które robi nader często;-) Jednak podkreślam, nie żyje On z restauracji ma całkowicie odmienny biznes, który przynosi mu prawdziwe pieniądze.
Co do Sushi - Jeśli Ktoś się zna na tym profesjonalnie, był w Japonii, mieszkał tam jakiś czas, nauczył się tego robić, to jak najbardziej tutaj w Polsce można nazwać to jako coś co autorsko wykonuje, połączenie tego wszystkiego z restauracją z Klimatem, gdzie Klienci spożywając Sushi tworzą jedną rodzinę, odpowiednie zaaranżowanie miejsc siedzących plus zabawa z niektórymi potrawami, które płyną na łódeczce do Klienta i Czy aby to moje;-) daje nie zapomnianą atmosferę i powoduje to, że tam wracamy i łączymy się z ludźmi tam przebywającymi;-) Żeby to moje opowiadanie o Sushi zrozumieć trzeba to przeżyć.
Dziękuję za uwagę. Życzę wszystkim chętnym więcej odwagi bo w dobrym gotowaniu jest przyszłość a idą trochę takie czasy, że coraz mnie ludzi umie i chce gotować. Woli zapłacić. Powadzenia;-)))
Te dwie restauracje ekskluzywne mają podwaliny takie, że to wszystko się zaczęło od Budy z Hamburgerami w na Dworcu w 1985 r. Później była pierwsza autorska restauracja a później druga.
Proponuję zacząć od czegoś małego ale obrotowego;-)))
Jeszcze ciut opowieści z innej beczki. Mam innego kolegę, który wydaje codziennie ok. 600-700 posiłków (pełnych dań) a teraz może i więcej? Nie rozmawiałem z nim ostatnio o tym biznesie;-) ale to nie można nazwać restauracją a raczej stołówką. Prowadzi Ją w zakładzie produkcyjnym gdzie zatrudnia się ok. 1,5 tys. osób. Rentowność tego biznesu złapał bo 2-3 latach? Nie pamiętam, więc nie chcę tutaj strzelać. Wyposażenie Kuchni nie w setkach a raczej mln złotych, ludzi w cholerę na Kuchni, produkty też dobre, bo jak coś pracownikowi podał nie smacznego to stracisz kontrakt a to wszystko na mega niskich marżach bo przetarg trzeba było wygrać. Tak w kwestii kosztów.
Ten sam znajomy prowadzi również Catering ale dostarcza głównie dla szkół podstawowych (kilka) tam marże są np. 0,50 zł na posiłku? a czasem i mniej.
Kiedyś wygrał przetarg na dostarczenie produktów do szkoły, przyjechał do Pani Dyrektor i pyta, że chce przeprowadzić ankietę wśród uczniów / rodziców. Czego oczekują od niego, jakie jedzenie jest preferowane przez Uczniów, Rodziców, Dyrekcję - zbaraniała Dyrektorka;-) Coś tam odburknęła;-) a On do niej mówi, mi nie chodzi o zarobek tylko o zdrowie Pani uczniów. Powiedział mi wtedy, że to zależy od szkoły, czasem jest tak, że niektóry kontrakt ze szkołą realizuje po kosztach. Jednak On żyje z czegoś innego niż być restauratorem i bardziej zależy mu na tym by zdrowo żywić. Sam jest pasjonatem jedzenia. Sam dla siebie prowadzi hodowlę kaczek, gęsi, krów (jakichś tak specyficznych), świń i sam nie wiem czego tam jeszcze. I ten cały inwentarz ma dla siebie (na imprezy dla swoich znajomych), które robi nader często;-) Jednak podkreślam, nie żyje On z restauracji ma całkowicie odmienny biznes, który przynosi mu prawdziwe pieniądze.
Co do Sushi - Jeśli Ktoś się zna na tym profesjonalnie, był w Japonii, mieszkał tam jakiś czas, nauczył się tego robić, to jak najbardziej tutaj w Polsce można nazwać to jako coś co autorsko wykonuje, połączenie tego wszystkiego z restauracją z Klimatem, gdzie Klienci spożywając Sushi tworzą jedną rodzinę, odpowiednie zaaranżowanie miejsc siedzących plus zabawa z niektórymi potrawami, które płyną na łódeczce do Klienta i Czy aby to moje;-) daje nie zapomnianą atmosferę i powoduje to, że tam wracamy i łączymy się z ludźmi tam przebywającymi;-) Żeby to moje opowiadanie o Sushi zrozumieć trzeba to przeżyć.
Dziękuję za uwagę. Życzę wszystkim chętnym więcej odwagi bo w dobrym gotowaniu jest przyszłość a idą trochę takie czasy, że coraz mnie ludzi umie i chce gotować. Woli zapłacić. Powadzenia;-)))