Widok
jazda na suwak jest bez sensu
przynajmniej na gdańskie warunki - jazda na suwak ma sens jeśli dalej, na tym zwężonym pasie ruch jest płynny.
A weźmy np taką Armii Krajowej wpadająca w Kartuską - kartuska stoi to i AK stoi. I żadne jazdy na suwak nic nie zmienią. Szybkie ruszanie na zielonym też nic nie zmieni bo i tak maks 1 samochód wjedzie.
A weźmy np taką Armii Krajowej wpadająca w Kartuską - kartuska stoi to i AK stoi. I żadne jazdy na suwak nic nie zmienią. Szybkie ruszanie na zielonym też nic nie zmieni bo i tak maks 1 samochód wjedzie.
"Bzdura. Jeżeli wiadomo, że pas się kończy to jechanie do końca kiedy obok już czekają samochody to zwykłe cwaniactwo."
Koleś, powinni ci momentalnie odebrać prawo jazdy za pisanie takich głupot. Jeśli ktoś jest tak tępy i ograniczony jak ty, to powinien jeździć komunikacją miejską. Przez takich głupków korkują się suwaki.
Dojeżdża się DO KOŃCA suwaka i tam zjeżdża z pasa kończącego, stosując zasadę: wjeżdża jeden z lewego pasa, potem jeden z prawego i tak na zmianę. Nawet namalowana instrukcja na znakach drogowych do was nie przemawia (tutaj masz rysunek baranie http://bi.gazeta.pl/im/2/5666/z5666162X.jpg). Nauczcie się w końcu jeździć i nie traktujcie Suwaków jak pola walki, bo co rusz widać idiotów, którzy nie wpuszczają ludzi zjeżdżających, jakby postawili sobie to za punkt honoru.
Koleś, powinni ci momentalnie odebrać prawo jazdy za pisanie takich głupot. Jeśli ktoś jest tak tępy i ograniczony jak ty, to powinien jeździć komunikacją miejską. Przez takich głupków korkują się suwaki.
Dojeżdża się DO KOŃCA suwaka i tam zjeżdża z pasa kończącego, stosując zasadę: wjeżdża jeden z lewego pasa, potem jeden z prawego i tak na zmianę. Nawet namalowana instrukcja na znakach drogowych do was nie przemawia (tutaj masz rysunek baranie http://bi.gazeta.pl/im/2/5666/z5666162X.jpg). Nauczcie się w końcu jeździć i nie traktujcie Suwaków jak pola walki, bo co rusz widać idiotów, którzy nie wpuszczają ludzi zjeżdżających, jakby postawili sobie to za punkt honoru.
Popieram
Moim zdaniem , jazda na suwak ma sens w momencie, gdy za kończącym się pasem jest wolna droga, a nie "przeszkoda" w postaci świateł. To że będziemy jeździć na suwak nie zmieni przepustowości skrzyżowania , przejedzie dokładnie tyle samo, a moim zdaniem mniej aut, gdyż samo wpuszczanie trwa długo, jeden patrzy na drugiego wpuści, nie wpusci, wymusi, nie wymusi.
Moim zdaniem , jazda na suwak ma sens w momencie, gdy za kończącym się pasem jest wolna droga, a nie "przeszkoda" w postaci świateł. To że będziemy jeździć na suwak nie zmieni przepustowości skrzyżowania , przejedzie dokładnie tyle samo, a moim zdaniem mniej aut, gdyż samo wpuszczanie trwa długo, jeden patrzy na drugiego wpuści, nie wpusci, wymusi, nie wymusi.
Jak sama nazwa wskazuje: "jazda na suwak" jest płynną jazdą na zmianę auta z jednego pasa a potem z drugiego. Żadnego oglądania się za siebie czy na innych - warunki:
- auta zapełniają oba pasy równomiernie, jakby nie było żadnego końca jednego z tych pasów ruchu;
- kierowcy nie oglądając się za siebie na zwężeniu tworzą ruch aut w formie suwaka (1/1), ruch zazębia się z obu pasów i zamyka w jeden pas ruchu, płynnie i bez przestojów
- jeśli jest akurat małe natężenie ruchu można suwak pozostawić otwarty i poruszać się tylko pasem, który ciągnie się dalej.
W tym nie ma żadnego cwaniactwa - a auta, kierowców, którzy blokują kończący się pas i próbują ustanawiać swoje reguły, swoją sprawiedliwość - należy fotografować i fotki te wrzucać na jakiś portal, bez ukrywania rejestracji oczywiście... w sumie należy im się mandat, ale nie mieszajmy w to policji, załatwmy to po ludzku...
- auta zapełniają oba pasy równomiernie, jakby nie było żadnego końca jednego z tych pasów ruchu;
- kierowcy nie oglądając się za siebie na zwężeniu tworzą ruch aut w formie suwaka (1/1), ruch zazębia się z obu pasów i zamyka w jeden pas ruchu, płynnie i bez przestojów
- jeśli jest akurat małe natężenie ruchu można suwak pozostawić otwarty i poruszać się tylko pasem, który ciągnie się dalej.
W tym nie ma żadnego cwaniactwa - a auta, kierowców, którzy blokują kończący się pas i próbują ustanawiać swoje reguły, swoją sprawiedliwość - należy fotografować i fotki te wrzucać na jakiś portal, bez ukrywania rejestracji oczywiście... w sumie należy im się mandat, ale nie mieszajmy w to policji, załatwmy to po ludzku...
...ktoś mnie posłuchał, przeczytał czy co?? :)
http://korki.trojmiasto.pl/Agresja-kierowcy-w-jezdzie-na-zamek-n50654.html
http://korki.trojmiasto.pl/Agresja-kierowcy-w-jezdzie-na-zamek-n50654.html
No dobra, idea suwaka jest dobra. Ale wyobraźmy sobie sytuację, gdy na długo przed skrzyżowaniem tworzy się korek na pasie do jazdy prosto przez skrzyżowanie, natomiast luźno jest na pasie, który przed samym skrzyżowaniem przechodzi w lewoskręt. Teoretycznie ktoś kto chce jechać prosto może jechać lewym pasem dopóki nie zobaczy znaków informujących z którego pasa można gdzie pojechać. Tak? Jak ktoś jedzie pierwszy raz to może nie wiedzieć jak zorganizowane jest skrzyżowanie. No i tu pojawia się problem, bo takich samochodów które przed skrzyżowaniem zmieniają pas z lewego na prawy do jazdy na wprost jest dużo i skutecznie blokują korek który już się utworzył na prawym pasie. Ja wiem, że to jest inna sytuacja niż "SUWAK", ale nie mam pewności czy takie wbijanie się z pustego lewego na zakorkowany prawy jest w porządku. Czy trzeba zmieniać pas jak tylko zobaczy się korek czy też można jechać lewym aż do miejsca znaków informujących o kierunkach jazdy?
Dokładnie! Dobrze to ująłeś/aś "ostatnie miejsce gdzie powinniśmy zjechać na prawy jest dosyć płynne".
Ja się nad tym samym zastanawiam. Ustawiać się na końcu kolejki na prawym pasie czy jechać aż do oznaczenia/ linii ciągłej rozdzielającej pasy. W jakim momencie zmiana pasa NIE jest cwaniactwem? Ja wybieram póki co to pierwsze rozwiązanie bo widzę na co dzień jak kończy się jazda lewym pasem dla innych kierowców - kiedy postanawiają w końcu zmienić pas ruchu jeszcze przed linią ciągłą, kierowcy obok nie chcą wpuszczać (co w pewnym sensie rozumiem bo mnie też to denerwuje kiedy samochód który przyjechał 10 minut po mnie chce zjechać wcześniej niż ja). I stoi wtedy ten biedny kierowca i blokuje przejazd dla tych co chcą skręcić w lewo, jest obtrąbywany i besztany pomimo, że w teorii ma prawo tamtędy jechać i tam zmieniać pas. Więc jak to w końcu powinno wyglądać?
Ja się nad tym samym zastanawiam. Ustawiać się na końcu kolejki na prawym pasie czy jechać aż do oznaczenia/ linii ciągłej rozdzielającej pasy. W jakim momencie zmiana pasa NIE jest cwaniactwem? Ja wybieram póki co to pierwsze rozwiązanie bo widzę na co dzień jak kończy się jazda lewym pasem dla innych kierowców - kiedy postanawiają w końcu zmienić pas ruchu jeszcze przed linią ciągłą, kierowcy obok nie chcą wpuszczać (co w pewnym sensie rozumiem bo mnie też to denerwuje kiedy samochód który przyjechał 10 minut po mnie chce zjechać wcześniej niż ja). I stoi wtedy ten biedny kierowca i blokuje przejazd dla tych co chcą skręcić w lewo, jest obtrąbywany i besztany pomimo, że w teorii ma prawo tamtędy jechać i tam zmieniać pas. Więc jak to w końcu powinno wyglądać?
Zdecydowanie można jechać do znaków informujących...
To nie ma znaczenia, że tam jedziesz ósmy czy dwudziesty raz, a wiesz dlaczego? Bo kategorycznie nie można jeździć na pamięć!! Po piętnastym mijaniu tego miejsca przez Ciebie drogowcy mogliby zrobić zmianę organizacji ruchu i co wtedy w brodę se będziesz pluć, żeś stała ??
Być może to inna sytuacja niż SUWAK jednak podstawowa idea dążąca do braku kilometrowych korków jest jedna - drogi kilku pasmowe...
A po co Nam one jeśli korzystamy z jednego pasa? Żaden przepis nie reguluje kiedy możesz zmienić pas - no chyba, że ciągła linia - Ci którzy tego nie ogarniają twierdzą, że jest to "cwaniactwo". Gdyby jednak wszyscy ogarniali - kilometrowy korek (w Twoim przypadku) na pasie do jazdy na wprost nie blokował by skrzyżowania poprzedniego, bo wszyscy używali by jednakowo wszystkich dozwolonych pasów...
Inna odpowiedź na Twoje pytanie to dodatkowa sprawa w Twojej sytuacji: Na tym pasie do jazdy na wprost - już tam gdzie namalowane są znaki poziome - stoi na awaryjnych ciężarówka. Ominiesz ją pasem do skrętu w lewo czy będziesz czekać aż ją naprawią? Czy w takiej sytuacji wszyscy znajdujący się za nią mają momentalnie przemieścić się na pas do lewoskrętu i to nawet Ci którzy są kilometr od tej ciężarówki?
Kierowcy - myślcie...
To nie ma znaczenia, że tam jedziesz ósmy czy dwudziesty raz, a wiesz dlaczego? Bo kategorycznie nie można jeździć na pamięć!! Po piętnastym mijaniu tego miejsca przez Ciebie drogowcy mogliby zrobić zmianę organizacji ruchu i co wtedy w brodę se będziesz pluć, żeś stała ??
Być może to inna sytuacja niż SUWAK jednak podstawowa idea dążąca do braku kilometrowych korków jest jedna - drogi kilku pasmowe...
A po co Nam one jeśli korzystamy z jednego pasa? Żaden przepis nie reguluje kiedy możesz zmienić pas - no chyba, że ciągła linia - Ci którzy tego nie ogarniają twierdzą, że jest to "cwaniactwo". Gdyby jednak wszyscy ogarniali - kilometrowy korek (w Twoim przypadku) na pasie do jazdy na wprost nie blokował by skrzyżowania poprzedniego, bo wszyscy używali by jednakowo wszystkich dozwolonych pasów...
Inna odpowiedź na Twoje pytanie to dodatkowa sprawa w Twojej sytuacji: Na tym pasie do jazdy na wprost - już tam gdzie namalowane są znaki poziome - stoi na awaryjnych ciężarówka. Ominiesz ją pasem do skrętu w lewo czy będziesz czekać aż ją naprawią? Czy w takiej sytuacji wszyscy znajdujący się za nią mają momentalnie przemieścić się na pas do lewoskrętu i to nawet Ci którzy są kilometr od tej ciężarówki?
Kierowcy - myślcie...
Tak, myślę podobnie, bo to logiczne i zgodne z przepisami.
Jest tylko jedna wątpliwa sprawa w tym przypadku, a mianowicie jeśli korek rozłoży się równomiernie na oba pasy to blokuje tych, którzy chcą skręcić w lewo. Zatem w korku stoją nie tylko ci co chcą jechać prosto/w prawo ale WSZYSCY, a to siłą rzeczy wydłuża korek. Klasyczny suwak (dwa pasy przechodzą w jeden) nie stwarza utrudnienia jazdy dla innego kierunku. Czyli i tak źle, i tak niedobrze, gdyż odblokowujemy skrzyżowanie poprzednie kosztem całkowitego zablokowania skrzyżowania "przed". Zresztą nie wiem czy w takim układzie odblokujemy poprzednie skrzyżowanie skoro zwiększymy ilość aut czekających w korku. Z tego powodu zdania są podzielone i nagminnie zdarza się, że ci "skręczace" w lewo trąbią na tych czekających aż ich ktoś wpuści na prawy. No i ci z prawego tez nie chcą wpuszczać bo to przecież nie SUWAK :)
Jest tylko jedna wątpliwa sprawa w tym przypadku, a mianowicie jeśli korek rozłoży się równomiernie na oba pasy to blokuje tych, którzy chcą skręcić w lewo. Zatem w korku stoją nie tylko ci co chcą jechać prosto/w prawo ale WSZYSCY, a to siłą rzeczy wydłuża korek. Klasyczny suwak (dwa pasy przechodzą w jeden) nie stwarza utrudnienia jazdy dla innego kierunku. Czyli i tak źle, i tak niedobrze, gdyż odblokowujemy skrzyżowanie poprzednie kosztem całkowitego zablokowania skrzyżowania "przed". Zresztą nie wiem czy w takim układzie odblokujemy poprzednie skrzyżowanie skoro zwiększymy ilość aut czekających w korku. Z tego powodu zdania są podzielone i nagminnie zdarza się, że ci "skręczace" w lewo trąbią na tych czekających aż ich ktoś wpuści na prawy. No i ci z prawego tez nie chcą wpuszczać bo to przecież nie SUWAK :)
Hmmm, podejrzewam, że masz na uwadze jedno konkretne skrzyżowanie i zjeżdżasz notabene właśnie w lewo - i czujesz się wtedy pokrzywdzona...? :-)
No cóż: Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś na przykład ze zjeżdżających w lewo np choćby z zakorkowanej w godzinach szczytu Grunwaldzkiej we Wrzeszczu na Kościuszki trąbił, bo chce zjechać na ten pas zjeżdżający w lewo...a przecież pas, który staje się lewoskrętem to nic innego jakby się dopiero tam zaczynał pas zjazdowy więc suma sumarum - twierdząc tak wysuwasz tezę, że codziennie wszyscy kierowcy jadący Grunwaldzką prosto wydłużają korek, bo nie puszczają tych paru skręcających w Kościuszki.
Biorę poprawkę jednak, że "Twój konkretny przypadek" to miejsce, w którym zjeżdżających w lewo jest bardzo dużo - niech zatem to miejsce rządzi się swoimi prawami - nic tam nie będę na odległość regulował - mogę jedyni życzyć Ci cierpliwości jeśli faktycznie tam zjeżdżasz i masz ochotę trąbić... mam nadzieję, że jednak tego nie robisz, bo to tylko zwiększa nerwowo-korkowo atmosferę... ja na przykład wtedy daję głośno muzykę lub wykonuję jakiś telefon "do przyjaciela" :-)
No cóż: Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś na przykład ze zjeżdżających w lewo np choćby z zakorkowanej w godzinach szczytu Grunwaldzkiej we Wrzeszczu na Kościuszki trąbił, bo chce zjechać na ten pas zjeżdżający w lewo...a przecież pas, który staje się lewoskrętem to nic innego jakby się dopiero tam zaczynał pas zjazdowy więc suma sumarum - twierdząc tak wysuwasz tezę, że codziennie wszyscy kierowcy jadący Grunwaldzką prosto wydłużają korek, bo nie puszczają tych paru skręcających w Kościuszki.
Biorę poprawkę jednak, że "Twój konkretny przypadek" to miejsce, w którym zjeżdżających w lewo jest bardzo dużo - niech zatem to miejsce rządzi się swoimi prawami - nic tam nie będę na odległość regulował - mogę jedyni życzyć Ci cierpliwości jeśli faktycznie tam zjeżdżasz i masz ochotę trąbić... mam nadzieję, że jednak tego nie robisz, bo to tylko zwiększa nerwowo-korkowo atmosferę... ja na przykład wtedy daję głośno muzykę lub wykonuję jakiś telefon "do przyjaciela" :-)
:-)
Nie. Mam na myśli przebudowywaną ulicę Nowolipie w kierunku skrzyżowania z Kartuską. I nie, nie skręcam w lewo, jadę na wprost ustawiając się na końcu korka, który czasami zaczyna się już od skrzyżowania z Schuberta. Taka frajerka jestem... ale obserwuję co się dzieje na lewym pasie i nie mam odwagi tamtędy jeździć, tym bardziej, że znaki informujące oraz ciągła linia zaczynają się dosłownie parę metrów przed skrzyżowaniem, czyli jadąc lewym pasem omijałabym cały koreczek :-) Czy nie wygląda to na cwaniactwo? Większość kierowców tak właśnie to traktuje. Ja sama wpuszczam powiedzmy co drugi samochód, który chce przede mnie wjechać z lewego. Większość kierowców nie wpuszcza w ogóle. Mam ochotę jeździć lewym, ale wiem, że byłoby to dla mnie stresujące więc sobie darowałam.
Nie. Mam na myśli przebudowywaną ulicę Nowolipie w kierunku skrzyżowania z Kartuską. I nie, nie skręcam w lewo, jadę na wprost ustawiając się na końcu korka, który czasami zaczyna się już od skrzyżowania z Schuberta. Taka frajerka jestem... ale obserwuję co się dzieje na lewym pasie i nie mam odwagi tamtędy jeździć, tym bardziej, że znaki informujące oraz ciągła linia zaczynają się dosłownie parę metrów przed skrzyżowaniem, czyli jadąc lewym pasem omijałabym cały koreczek :-) Czy nie wygląda to na cwaniactwo? Większość kierowców tak właśnie to traktuje. Ja sama wpuszczam powiedzmy co drugi samochód, który chce przede mnie wjechać z lewego. Większość kierowców nie wpuszcza w ogóle. Mam ochotę jeździć lewym, ale wiem, że byłoby to dla mnie stresujące więc sobie darowałam.