Widok
Nasza córka, studentka, zamieszkała z chłopakiem. Byliśmy zdruzgotani, przecież wychowaliśmy ją w jasnych zasadach. Ostro przedstawiliśmy swoją opinię. Wtedy zaczęła nas unikać. Jej chłopak zaatakował nas, że się wtrącamy, manipulujemy córką, że jesteśmy zacofani i psujemy relacje między nimi.
Odcięliśmy finanse, ale jego rodzice chętnie im pomagają, a córka coraz rzadziej się z nami kontaktuje. Niedawno w rozmowie telefonicznej wykrzyczała, że z jego rodzicami dobrze się rozumie. Nie jest nam łatwo z tym problemem.
Rodzice
Córka i jej chłopak odsuwają się od Was, bo jednak mimowolnie stajecie się ich, a szczególnie jej, wyrzutem sumienia. Gdyby więcej ludzi z naszego pokolenia zachowywało się tak jednoznacznie jak Państwo, to może byłoby lepiej? Niestety, każdy wzdycha i powtarza, że takie czasy. A coraz więcej starszych już nawet nie wzdycha, tylko przyjmuje tę nowość jako coś naturalnego. Nie dajcie się przekonać, że Wasza niezłomna postawa jest przyczyną kłopotów między nimi. Mocne fundamenty wiary powinny dać efekty. Podkreślajcie, że córka może na Was liczyć. Ale to nie znaczy, że będziecie pochwalać jej decyzję. Zapewniajcie ją, że przykazania nie ograniczają, ale pomagają. Niestety, pokolenie córki musi popełnić wielką ilość błędów, by dojść do wniosków, które Wy jej chcecie już podać. Znajomy ksiądz mówił mi, że w pewnym wieku należy jednak się odsunąć i z oddalenia przyglądać się swojemu dorosłemu dziecku. Nie ingerować. Dopiero gdy potrzebuje pomocy, to pomóc i nie mówić, że to było do przewidzenia. Wychowujemy dzieci najlepiej jak tylko potrafimy. Ale współczesność też na nie działa. I jest prawidłowością, że oferta świata wydaje się dziecku bardziej atrakcyjna. Ale czas płynie i oni zaczną realizować odwieczne wzorce, chociaż to może bardzo długo potrwać.
Bycie rodzicem dorosłego dziecka wymaga ogromnej pokory. To już nie nasze decyzje i nie my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Myślę, że przede wszystkim potrzebna jest szczerość. Czyli powtarzajcie, że bardzo ją kochacie i dlatego nie milczycie, gdy w tak zasadniczej sprawie podejmuje decyzje odcinające ją od sakramentów. Nie potępiacie jej jednak i nie osądzacie, tylko jest Wam bardzo przykro. Chcielibyście też poznać ich plany na przyszłość i dowiedzieć się, czy myślą o ślubie. Jedyne, co mogą zrobić współcześni rodzice, to kochać, nie odrzucać swoich zagubionych dzieci, ale trwać przy swoich zasadach i przykładem własnego życia przekonać je do naśladowania. Najlepiej zachować złoty środek między wielką serdecznością a przypominaniem, że muszą mieć świadomość konsekwencji swoich decyzji. Odsunięcie się córki od Boga i od Was to przykrość i ból. Najlepiej je ofiarować w jej intencji. Raz jeszcze polecam stronę internetową http://www.rozaniecrodzicow.pl. Tam się dzieją cuda, proszę poczytać.
Takie doświadczenie jak Wasze jest znane już większości rodzin. Nie rozmawia się o tym dużo, nierzadko ukrywa przed dalszą rodziną. Rodzice obwiniają często siebie. Lecz moda na życie bez ślubu szerzy się w wielkim tempie. Bardzo lubimy szukać winnych, a przecież Boża logika nie ma z naszą wiele wspólnego. O łaskę wiary dla naszych dzieci też warto się modlić.
http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1264411990&dzi=1207826152&katg=
Odcięliśmy finanse, ale jego rodzice chętnie im pomagają, a córka coraz rzadziej się z nami kontaktuje. Niedawno w rozmowie telefonicznej wykrzyczała, że z jego rodzicami dobrze się rozumie. Nie jest nam łatwo z tym problemem.
Rodzice
Córka i jej chłopak odsuwają się od Was, bo jednak mimowolnie stajecie się ich, a szczególnie jej, wyrzutem sumienia. Gdyby więcej ludzi z naszego pokolenia zachowywało się tak jednoznacznie jak Państwo, to może byłoby lepiej? Niestety, każdy wzdycha i powtarza, że takie czasy. A coraz więcej starszych już nawet nie wzdycha, tylko przyjmuje tę nowość jako coś naturalnego. Nie dajcie się przekonać, że Wasza niezłomna postawa jest przyczyną kłopotów między nimi. Mocne fundamenty wiary powinny dać efekty. Podkreślajcie, że córka może na Was liczyć. Ale to nie znaczy, że będziecie pochwalać jej decyzję. Zapewniajcie ją, że przykazania nie ograniczają, ale pomagają. Niestety, pokolenie córki musi popełnić wielką ilość błędów, by dojść do wniosków, które Wy jej chcecie już podać. Znajomy ksiądz mówił mi, że w pewnym wieku należy jednak się odsunąć i z oddalenia przyglądać się swojemu dorosłemu dziecku. Nie ingerować. Dopiero gdy potrzebuje pomocy, to pomóc i nie mówić, że to było do przewidzenia. Wychowujemy dzieci najlepiej jak tylko potrafimy. Ale współczesność też na nie działa. I jest prawidłowością, że oferta świata wydaje się dziecku bardziej atrakcyjna. Ale czas płynie i oni zaczną realizować odwieczne wzorce, chociaż to może bardzo długo potrwać.
Bycie rodzicem dorosłego dziecka wymaga ogromnej pokory. To już nie nasze decyzje i nie my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Myślę, że przede wszystkim potrzebna jest szczerość. Czyli powtarzajcie, że bardzo ją kochacie i dlatego nie milczycie, gdy w tak zasadniczej sprawie podejmuje decyzje odcinające ją od sakramentów. Nie potępiacie jej jednak i nie osądzacie, tylko jest Wam bardzo przykro. Chcielibyście też poznać ich plany na przyszłość i dowiedzieć się, czy myślą o ślubie. Jedyne, co mogą zrobić współcześni rodzice, to kochać, nie odrzucać swoich zagubionych dzieci, ale trwać przy swoich zasadach i przykładem własnego życia przekonać je do naśladowania. Najlepiej zachować złoty środek między wielką serdecznością a przypominaniem, że muszą mieć świadomość konsekwencji swoich decyzji. Odsunięcie się córki od Boga i od Was to przykrość i ból. Najlepiej je ofiarować w jej intencji. Raz jeszcze polecam stronę internetową http://www.rozaniecrodzicow.pl. Tam się dzieją cuda, proszę poczytać.
Takie doświadczenie jak Wasze jest znane już większości rodzin. Nie rozmawia się o tym dużo, nierzadko ukrywa przed dalszą rodziną. Rodzice obwiniają często siebie. Lecz moda na życie bez ślubu szerzy się w wielkim tempie. Bardzo lubimy szukać winnych, a przecież Boża logika nie ma z naszą wiele wspólnego. O łaskę wiary dla naszych dzieci też warto się modlić.
http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1264411990&dzi=1207826152&katg=
no kurcze jeśli taki ksiądz jeszcze istnieje to naprawdę nie często się zdarza -tylko oby to wszytsko wyglądało w ;praktyce -ja z kościołem problemów nie mam ślub kościelny mamy dziecko po Chrzcie ale pamiętam jak ksiądz przyszedł na kolędę i mały miał dopiero za tydzień Chrzciny i to w innej parafii niż mieszkamy i Ksiądz pyta"a to co leży na łóżku to już ochrzczone "no ja myślałam,że mnie szlak trafi co za pytanie więc wtedy sobie pomyślałam ,że za cholipkę nie będę mu tłumaczyć ,że Chrzciny za tydzień a on na to "że proszę podejść do parafii ochrzcimy tego małego przecież to nic nie kosztuj e"a dodam ,że tydzień szybciej moja koleżanka w naszej parafii chrzciła i wiedziałąm jaki jest klimat opłat za Chrzciny więc mówię nic nie kosztuje???a on na to "Co łaska oczywiście ale nigdy nie jest to mniej niż 400 zł"-ja poprostu wywaliłam go z domu !!No ludzie taka rozmowa jest dla mnie nie na miejscu jak tak można ???w kościele w którym Chciliśmy ksiądz po zapytaniu ile się należy powiedział "powiem Wam tak każdy daje ile może "włożyliśmy do koperty 250 zł on wyjął 100 zł i powiedział ,że to prezent dla maluszka i że koniecznie mamy mu coś kupić to był szok przecież on nie wiedział ani jaka jest nasza sytuacja ani nic innego -rok wcześniej braliśmy w tym kościele ślub i też była taka sama sytuacj apary wkładały pieniądze w koperte a on wyjął z każej 100 zł i powiedział ,że to na prezent od niego :) i dlatego tak bardzo miło wspominam wszystkie sakramenty w tamtym kościele a u mnie w parafii tragedia normalnie ostatnio cały kościół ludzi wyszedł w połowie mszy jak ksiądz zaczął brednie gadać -także moja parafia jest naprawdę wyjątkowa :)
KL, napisałaś: "podobno księża często pomagają więc sprawdziłabym jaka jest rzeczywistość ?". Potwierdzam więc, ża tak jest rzeczywistość i chętnie pomogę jeśli jesteś w potrzebie.
Co do kolędy, to byłem wczoraj na kolędzie odwiedziłem 18 rodzin. Od 27 grudnia w sumie odwiedziłem koło 250 rodzin i przyznam, że przeważnie jest bardzo miło. Przede wszystkim przychodzę jako ksiądz pomodlić się i poznać bardziej ludzi; porozmawiać o sprawach życia codziennego, o tym czym żyją i co przeżywają.
Czasami jest wesoło, innym razem pojawia się płacz wobec różnych problemów, ale najważniejsze jest to, aby się wspólnie pomodlić i prosić o Boże błogosławieństwo dla całej rodziny i dla wszystkich mieszkańców. MODLITWA - to jest główny powód wizyty księdza.
Co do "kopert"... przy okazji kolędy ludzie składają ofiary na kościół. Jeśli ktoś wie, co dzieje się na parafii, to widzi na co idą te pieniądze i jak bardzo budowa kościoła idzie do przodu. Jest to możliwe dzięki ofiarom a także dzięki modlitwie wielu parafian.
Jeśli ktoś nie ma ochoty dawać koperty, to nie musi. Nie jest to jakiś narzucony z góry obowiązek. Ostatnio byłem u rodziny, w której mąż i żona stracili pracę, dlatego zasugerowałem, aby pieniądze zostawili dla siebie, i zachęciłem, żeby zgłosili sie do naszego Caritasu.
Pojawił się również temat ślubu itd...
No cóż... to nie są łatwe rozmowy... Ostatnio miałem takie 2 sytuacje, kiedy ludzie żyli bez ślubu. Tu nie chodzi o to, aby komuś coś wyrzucać, ale żeby troszczyć się o życie wieczne i o życie z Bogiem. Oczywiście, jeśli ktoś nie chce Boga w swoim związku, na siłę nie ma sensu kogoś zmuszać, ale wiem też, że często ludziom brakuje motywacji. Taka rozmowa ma też kogoś zmusić do refleksji, a wizyta po kolędzie jest okazją do tego, aby jako ksiądz zaproponować pomoc w przygotowaniu do ślubu.
Na koniec chciałbym powiedzieć, że kolęda jest idealną okazją do poruszenia w rozmowie tych tematów, które kogoś dotyczą. Więc jeśli ktoś ma jakieś zastrzeżeonia albo uwagi, mozna je poruszyć w 4 oczy na kolędzie.
Dziękuję wszystkim za dotychczasowe przyjęcie, a z niektórymi pewnie jeszcze się zobaczę na kolędzie (nie wiedząc, czy ktoś to czytał :p) Pozdrawiam. Szczęść Boże.
Co do kolędy, to byłem wczoraj na kolędzie odwiedziłem 18 rodzin. Od 27 grudnia w sumie odwiedziłem koło 250 rodzin i przyznam, że przeważnie jest bardzo miło. Przede wszystkim przychodzę jako ksiądz pomodlić się i poznać bardziej ludzi; porozmawiać o sprawach życia codziennego, o tym czym żyją i co przeżywają.
Czasami jest wesoło, innym razem pojawia się płacz wobec różnych problemów, ale najważniejsze jest to, aby się wspólnie pomodlić i prosić o Boże błogosławieństwo dla całej rodziny i dla wszystkich mieszkańców. MODLITWA - to jest główny powód wizyty księdza.
Co do "kopert"... przy okazji kolędy ludzie składają ofiary na kościół. Jeśli ktoś wie, co dzieje się na parafii, to widzi na co idą te pieniądze i jak bardzo budowa kościoła idzie do przodu. Jest to możliwe dzięki ofiarom a także dzięki modlitwie wielu parafian.
Jeśli ktoś nie ma ochoty dawać koperty, to nie musi. Nie jest to jakiś narzucony z góry obowiązek. Ostatnio byłem u rodziny, w której mąż i żona stracili pracę, dlatego zasugerowałem, aby pieniądze zostawili dla siebie, i zachęciłem, żeby zgłosili sie do naszego Caritasu.
Pojawił się również temat ślubu itd...
No cóż... to nie są łatwe rozmowy... Ostatnio miałem takie 2 sytuacje, kiedy ludzie żyli bez ślubu. Tu nie chodzi o to, aby komuś coś wyrzucać, ale żeby troszczyć się o życie wieczne i o życie z Bogiem. Oczywiście, jeśli ktoś nie chce Boga w swoim związku, na siłę nie ma sensu kogoś zmuszać, ale wiem też, że często ludziom brakuje motywacji. Taka rozmowa ma też kogoś zmusić do refleksji, a wizyta po kolędzie jest okazją do tego, aby jako ksiądz zaproponować pomoc w przygotowaniu do ślubu.
Na koniec chciałbym powiedzieć, że kolęda jest idealną okazją do poruszenia w rozmowie tych tematów, które kogoś dotyczą. Więc jeśli ktoś ma jakieś zastrzeżeonia albo uwagi, mozna je poruszyć w 4 oczy na kolędzie.
Dziękuję wszystkim za dotychczasowe przyjęcie, a z niektórymi pewnie jeszcze się zobaczę na kolędzie (nie wiedząc, czy ktoś to czytał :p) Pozdrawiam. Szczęść Boże.
przemiły Wielebny ja nie potrzebuje Caritasu -także dziękuję za pomoc -ale nie potrzebuje też tego żeby podstawą kolędy była koperta lub pozostawienie kwitka z numerem konta a tak niestety jest przynajmniej w 95% także bez zgryzoty :(ja wiem ,że ksiądz to człowiek ale patrząc na to z punktu innego powinien świecić przykładem dla parafian a tak niestety nie jest :(
Ponurasku, nie jestem zaślepiona, nie musisz mnie obrażać.
Czasem mam wrażenie, że jesteś równie "straszny" jak ten "paskudny kościół", bo wg Ciebie racja jest tylko po Twojej stronie, a cała reszta myśląca inaczej żyje w ciemnocie i tępocie....
Krzyczysz tak głośno o tolerancji - a gdzie Ty ją masz?
Może załóż swój własny kościół, myślę, że znajdziesz wielu chętnych parafian. I oczywiście u Ciebie wszystko będzie idealnie. O ile będziesz w nim sam, bo jeśli tylko dołączą do Ciebie ludzie, to przyjdą razem ze swoimi słabościami i grzechami i może nie być już tak różowo.
A póki co życzę Ci, z nowym rokiem, życia bardziej w zgodzie z własnym sumieniem - może to jest lekarstwo na Twoje rozgoryczenie i ponuractwo.
Czasem mam wrażenie, że jesteś równie "straszny" jak ten "paskudny kościół", bo wg Ciebie racja jest tylko po Twojej stronie, a cała reszta myśląca inaczej żyje w ciemnocie i tępocie....
Krzyczysz tak głośno o tolerancji - a gdzie Ty ją masz?
Może załóż swój własny kościół, myślę, że znajdziesz wielu chętnych parafian. I oczywiście u Ciebie wszystko będzie idealnie. O ile będziesz w nim sam, bo jeśli tylko dołączą do Ciebie ludzie, to przyjdą razem ze swoimi słabościami i grzechami i może nie być już tak różowo.
A póki co życzę Ci, z nowym rokiem, życia bardziej w zgodzie z własnym sumieniem - może to jest lekarstwo na Twoje rozgoryczenie i ponuractwo.
Ponury, a wyjaśnij mi proszę jaka jest różnica w tym, że Ty się na forum przyznajesz do hipokryzji a ja nie. Może mi wystarczy to, że zdanie na ten temat wypowiadam wśród najbliższych a nie na forum całego trójmiasta?
Wg mnie bez znaczenia jet to że się przyznajesz, bądz nie. Ja też nie wierzę w kler i instytucję kościoła jako tako. Ale staram się też nikogo nie obrażać. Żyję jak uważam za stosowne i nic mi do tego jak żyją inni. Jeśli ktoś ma ochotę niech biega do kościoła i 5 razy dziennie. I 3 razy w roku przyjmuje księdza, a pensje oddaje rydzykowi. Dopóki taka osba nie wtrąca się do mojego życia nie przeszkadza mi to.
Wg mnie bez znaczenia jet to że się przyznajesz, bądz nie. Ja też nie wierzę w kler i instytucję kościoła jako tako. Ale staram się też nikogo nie obrażać. Żyję jak uważam za stosowne i nic mi do tego jak żyją inni. Jeśli ktoś ma ochotę niech biega do kościoła i 5 razy dziennie. I 3 razy w roku przyjmuje księdza, a pensje oddaje rydzykowi. Dopóki taka osba nie wtrąca się do mojego życia nie przeszkadza mi to.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
warbuziaczek - jestem w totalnym szoku!!!!!!
Nas ks. Krzysztof potraktował całkiem na odwrót.
Kopertę wziął bez zająknięcia, a widział że mieliśmy wtedy w domu tylko stół i cztery krzesła, gołe żarówki na kablu przy suficie i materac zamiast łóżka...
Nigdy mu tego nie zapomnę!
I jeszcze potraktował nas - dosłownie - jak gówno, bo nie mamy ślubu kościelnego!
Bo tacy ludzie jak my w jego mniemaniu są chyba niegodni przyjmować kolędę. To było 2 lata temu. W zeszłym roku był już u nas ks. Sylwester i było dużo lepiej ale gryzłam się strasznie, czy w ogóle przyjmować kolędę, bo byłam w zaawansowanej ciąży i nie chciałam znów słuchać wywodu o życiu w grzechu itd.
Jak by to chodziło o jego samego (ks. Krzysztofa) to bym go już nigdy do domu nie wpuściła, ale tłumaczę sobie że kolęda jest ważna.
Ślub kościelny będziemy mieć w lecie 2010 ale póki co jeszcze jedna kolęda przed nami i znów pewnie wykład :/ Mam nadzieję, że nie przyjdzie proboszcz.
A wiecie co mnie jeszcze u niego wkurza?
Że po zakończonej kolędzie przedstawia na mszy całą statystykę: ile parafian żyje w grzechu... ile z nich mogło by wziąć ślub (bo nie ma przeszkód) tylko nie chce... itp. To chore!!
Wkurzam się, ale zaciskam zęby i klnę pod nosem.
W końcu nie dla tego idioty chodzę do kościoła.
Nas ks. Krzysztof potraktował całkiem na odwrót.
Kopertę wziął bez zająknięcia, a widział że mieliśmy wtedy w domu tylko stół i cztery krzesła, gołe żarówki na kablu przy suficie i materac zamiast łóżka...
Nigdy mu tego nie zapomnę!
I jeszcze potraktował nas - dosłownie - jak gówno, bo nie mamy ślubu kościelnego!
Bo tacy ludzie jak my w jego mniemaniu są chyba niegodni przyjmować kolędę. To było 2 lata temu. W zeszłym roku był już u nas ks. Sylwester i było dużo lepiej ale gryzłam się strasznie, czy w ogóle przyjmować kolędę, bo byłam w zaawansowanej ciąży i nie chciałam znów słuchać wywodu o życiu w grzechu itd.
Jak by to chodziło o jego samego (ks. Krzysztofa) to bym go już nigdy do domu nie wpuściła, ale tłumaczę sobie że kolęda jest ważna.
Ślub kościelny będziemy mieć w lecie 2010 ale póki co jeszcze jedna kolęda przed nami i znów pewnie wykład :/ Mam nadzieję, że nie przyjdzie proboszcz.
A wiecie co mnie jeszcze u niego wkurza?
Że po zakończonej kolędzie przedstawia na mszy całą statystykę: ile parafian żyje w grzechu... ile z nich mogło by wziąć ślub (bo nie ma przeszkód) tylko nie chce... itp. To chore!!
Wkurzam się, ale zaciskam zęby i klnę pod nosem.
W końcu nie dla tego idioty chodzę do kościoła.
Wielcy obrońcu księży co Wy w nich widzicie co???Macie jakiś układ czy co?>??Ludzie opanujcie się kościół to najbardziej złodziejska instytucja jaką znam -tylko oczy im sie świeca na kopertę i na tacę w kościele a potem efekt piorunujący każdy super auto -dzieci -panie na boku -no ludzie to sorry ja tego sponsorować nie muszę :(kolędę przyjmuję wierząca jestem ale płacic za to ,że przyszedł nie będę -to jego obowiązek a gdybym zastała kartkę z numerem konta tego samego dnia zaniosłabym mu kartkę z moim numerem konta i napisała ,że ma wpłacić -podobno księża często pomagają więc sprawdziłabym jaka jest rzeczywistość ?
Czy ja mówię że nie jestem hipokrytą? A pewnie że jestem. Tylko że większość z was jest, ale nie potraficie się do tego przyznać.
Jeden ksiądz odważył się i przyznał że invitro ma sens... i co z tego, skoro cała instytucja jest chora i niereformowalna?
Ciekawe dlaczego nie apelują o nie znęcanie się nad zwierzętami? Ostatnio to obśmiali dziennikarze. Kościół nie zajmuje się tym, czym powinien, tematy traktuje wybiórczo, chciałby mieć monopol na pomoc biednym (stąd ataki na Owsiaka i Ochojską) itd.
A kolęda? Ksiądz tak naprawdę ma gdzieś to, co mu powiesz. A jak uzna, że "rodzina laicyzująca" to to wpisze w kartotekę. I to jeszcze bezczelnie na kolędzie - nosi te kwity pod ręką z danego bloku czy ulicy.
"Piszę do ciebie mały gryps, wiedz że broniłem poczty w Gdańsku, tak, dzisiaj rozstrzelają nas..." Horytnica.
Jeden ksiądz odważył się i przyznał że invitro ma sens... i co z tego, skoro cała instytucja jest chora i niereformowalna?
Ciekawe dlaczego nie apelują o nie znęcanie się nad zwierzętami? Ostatnio to obśmiali dziennikarze. Kościół nie zajmuje się tym, czym powinien, tematy traktuje wybiórczo, chciałby mieć monopol na pomoc biednym (stąd ataki na Owsiaka i Ochojską) itd.
A kolęda? Ksiądz tak naprawdę ma gdzieś to, co mu powiesz. A jak uzna, że "rodzina laicyzująca" to to wpisze w kartotekę. I to jeszcze bezczelnie na kolędzie - nosi te kwity pod ręką z danego bloku czy ulicy.
"Piszę do ciebie mały gryps, wiedz że broniłem poczty w Gdańsku, tak, dzisiaj rozstrzelają nas..." Horytnica.
Tinker - super to ujęłaś ;-).
Ja przyjmuję kolędę co roku. Zawsze to przyjemne wizyty, rozmowy. Dzięki temu wiem, że u mnie w parafii są "normalni" księża. Np. rok temu zaczął z nami temat in-vitro, że nie miał pojęcia, że tyle par boryka się z niepłodnością i że on, oraz wielu jego kolegów księży, nie rozumie tego, że kler się do tego miesza i jest na nie. On uważa, że to wręcz powinno być refundowane. Także miło nas zaskoczył.
U mnie w parafii są chyba życiowi ludzie, bo jak mieszkaliśmy jeszcze bez ślubu, nigdy nie usłyszałam przykrego słowa. Nie robili problemu jak przygotowaliśmy się do ślubu - cieszyli się, że się zdecydowaliśmy i nawet powiedzieli, że nie musimy iść na nauki przedmałżeńskie, bo przecież już wiemy jak się żyje w rodzinie, bo długo razem mieszkamy. Ale poszliśmy na jedno spotkanie z proboszczem - baaardzo miłe. Bez prawienia morałów. Nie spodziewałam się takiego ludzkiego podejścia.
Także są księża i księża - ja mam szczęście.
Ja przyjmuję kolędę co roku. Zawsze to przyjemne wizyty, rozmowy. Dzięki temu wiem, że u mnie w parafii są "normalni" księża. Np. rok temu zaczął z nami temat in-vitro, że nie miał pojęcia, że tyle par boryka się z niepłodnością i że on, oraz wielu jego kolegów księży, nie rozumie tego, że kler się do tego miesza i jest na nie. On uważa, że to wręcz powinno być refundowane. Także miło nas zaskoczył.
U mnie w parafii są chyba życiowi ludzie, bo jak mieszkaliśmy jeszcze bez ślubu, nigdy nie usłyszałam przykrego słowa. Nie robili problemu jak przygotowaliśmy się do ślubu - cieszyli się, że się zdecydowaliśmy i nawet powiedzieli, że nie musimy iść na nauki przedmałżeńskie, bo przecież już wiemy jak się żyje w rodzinie, bo długo razem mieszkamy. Ale poszliśmy na jedno spotkanie z proboszczem - baaardzo miłe. Bez prawienia morałów. Nie spodziewałam się takiego ludzkiego podejścia.
Także są księża i księża - ja mam szczęście.