Widok
Na placu zabaw...
Wczoraj bylam na placu zabaw z moim 1,5 rocznym synem. Dzien jak kazdy. Troche w piaskownicy, troche na zjezdzalni, troche na huśtawkach...
Ale za ktorym razem, jak moj probowal wdrapac sie po drabince na zjezdzalnie, mialo miejsce cos co mnie oburza ale i zastanawia. Przed moim dzieckiem wchodzil chlopiec, ok. 7letni. MOje dziecko bylopod nim. Byl miedzy nimi jakis szczebelek przerwy. Moj go ani nie dotknal ani nie spojrzal na tego starszego. Byl po prostu zajety wspinaczka. Ja go caly czas asekurowalam. Ale nagle ten starszy zamiast trzymac noge na szczebelku probowal kopnac mojego w raczke. Zwrocilam mu uwage ale on nic. Wspial sie i znikl nam z oczu... Ufff. Po jakims czasie poszlismy na hustawki. Byly 2 obok siebie. Na jednej byl ten starszy chlopiec, ale ja nie zorientowalam sie od razu. Usiedlismy razem na sasiedniej hustawce. Ten rozhustal swoja hustawke, z ktorej juz zszedl. W pierwszej chwili pomyslalam ze chcialby nia wycelowac w nas, ale uznalam ze przesadzam. Po chwili podszedl do nas i probowal mojemu dziecku odpiac rzep na sandalach. Powiedzialam zeby tego nie robi i wogole nie dotykal mojego dziecka. Sprobowal go zlapac za glowke! CHYBA bardziej zeby mi zrobc na zlosc niz mojemu krzywde... chyba... Torbe z rzeczami polozylam obok nog hustawki. Wiec ten starszy uznal ze bedzie robil fikołki na poziomej belce, ktora byla ponad moja torba. Uznalam ze bedzie uwazal zeby nie nadepnac jej. Ja juz hustalam sie z dzieckiem. A on na poczatku niby przypadkiem nadepnal na nia. Powiedzialam zeby bardziej uwazal, a po chwili zaczal przesuwac ja noga tak ze prawie moje rzeczy powypadaly. Pomyslalam sobie ze nie bede z tepakiem sie meczyc i przesiadlam sie do hustawek ktore staly obok. Usiadlam na tej ktora byla najdalej od tego smarka. A on za nami. Cos mu tam powiedzialam ale w koncu wyszlismy z placu zabaw. Ja bylam glodna i zmeczona. Hustawki sa najdalej polozone od miejsca gdzie moglaby byc jego matka. Moze tego nie widziala... Ale zastanawiam sie jak powinnam reagowac? Do tego chlopaka nic nie docieralo. Widac bylo ze jakby szukal jakiegos zajecia ale zabawy go nie interesowaly... Wogole nic nie mowil, nawet nie pyskowal. Tez nie mam ochoty spinac sie z jakas obca baba, bo wiadomo ze bedzie bronic guaniarza.
Ale tez chce byc opoka dla mojego dziecka, zeby wiedzialo ze nikt nie ma prawa robic mu krzywdy czy czegos zabierac. A poza tym zastanawiam sie co z tamtym bylo nie tak.
Zgadzam sie ze zdarzaja sie podobne sytuacje. Ale zazwyczaj jakies dziecko chce zabrac cos mojemu, lub bawic sie w tym samym miejscu. Albo np. bawic sie furtka, bo zobaczy ze mojemu sie to podooba. Ale tym razem moje dziecko nic takiego nie robilo. Jak sie bawil w piaskownicy to tamten nic mu nie robil.
Czy ktos ma podobne doswiadczenia i jak sobie z tym radzil?
Ale za ktorym razem, jak moj probowal wdrapac sie po drabince na zjezdzalnie, mialo miejsce cos co mnie oburza ale i zastanawia. Przed moim dzieckiem wchodzil chlopiec, ok. 7letni. MOje dziecko bylopod nim. Byl miedzy nimi jakis szczebelek przerwy. Moj go ani nie dotknal ani nie spojrzal na tego starszego. Byl po prostu zajety wspinaczka. Ja go caly czas asekurowalam. Ale nagle ten starszy zamiast trzymac noge na szczebelku probowal kopnac mojego w raczke. Zwrocilam mu uwage ale on nic. Wspial sie i znikl nam z oczu... Ufff. Po jakims czasie poszlismy na hustawki. Byly 2 obok siebie. Na jednej byl ten starszy chlopiec, ale ja nie zorientowalam sie od razu. Usiedlismy razem na sasiedniej hustawce. Ten rozhustal swoja hustawke, z ktorej juz zszedl. W pierwszej chwili pomyslalam ze chcialby nia wycelowac w nas, ale uznalam ze przesadzam. Po chwili podszedl do nas i probowal mojemu dziecku odpiac rzep na sandalach. Powiedzialam zeby tego nie robi i wogole nie dotykal mojego dziecka. Sprobowal go zlapac za glowke! CHYBA bardziej zeby mi zrobc na zlosc niz mojemu krzywde... chyba... Torbe z rzeczami polozylam obok nog hustawki. Wiec ten starszy uznal ze bedzie robil fikołki na poziomej belce, ktora byla ponad moja torba. Uznalam ze bedzie uwazal zeby nie nadepnac jej. Ja juz hustalam sie z dzieckiem. A on na poczatku niby przypadkiem nadepnal na nia. Powiedzialam zeby bardziej uwazal, a po chwili zaczal przesuwac ja noga tak ze prawie moje rzeczy powypadaly. Pomyslalam sobie ze nie bede z tepakiem sie meczyc i przesiadlam sie do hustawek ktore staly obok. Usiadlam na tej ktora byla najdalej od tego smarka. A on za nami. Cos mu tam powiedzialam ale w koncu wyszlismy z placu zabaw. Ja bylam glodna i zmeczona. Hustawki sa najdalej polozone od miejsca gdzie moglaby byc jego matka. Moze tego nie widziala... Ale zastanawiam sie jak powinnam reagowac? Do tego chlopaka nic nie docieralo. Widac bylo ze jakby szukal jakiegos zajecia ale zabawy go nie interesowaly... Wogole nic nie mowil, nawet nie pyskowal. Tez nie mam ochoty spinac sie z jakas obca baba, bo wiadomo ze bedzie bronic guaniarza.
Ale tez chce byc opoka dla mojego dziecka, zeby wiedzialo ze nikt nie ma prawa robic mu krzywdy czy czegos zabierac. A poza tym zastanawiam sie co z tamtym bylo nie tak.
Zgadzam sie ze zdarzaja sie podobne sytuacje. Ale zazwyczaj jakies dziecko chce zabrac cos mojemu, lub bawic sie w tym samym miejscu. Albo np. bawic sie furtka, bo zobaczy ze mojemu sie to podooba. Ale tym razem moje dziecko nic takiego nie robilo. Jak sie bawil w piaskownicy to tamten nic mu nie robil.
Czy ktos ma podobne doswiadczenia i jak sobie z tym radzil?