~the raven
31.61.141.*
(10 lat temu) 22 grudnia 2015 o 08:57
Ciekawe, że ludzie z różnych czsów i stron świata podobnie przeżywają 4 nad ranem. Ziemianin pisał list do ukochanej i usychał z tęsknoty, bo nie mógł dotknąć jej włosów. Potem słuchał hejnału. To w Krakowie grają hejnał o 5 rano? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Cohen pisał list do brata-kata, który odebrał mu miłość i nadzieję. Słuchał muzyki z Clinton Street. Był jeszcze Richard, co pisał do mamy bo zrozumiał, że wbił jej kilka noży w serce. Jak prawie każdy syn prawie każdej mamie. I słuchał muzyki, co okazała się grać tylko w jego głowie.
Dzieje się coś dziwnego. Stokrotki i bazie się pokazały. Bardzo mocno wieje. Kiedy w górach wieje halny to jest to okoliczność łagodząca dla każdej żony, która rozbiła mężowi garnek na głowie i dla każdego szwagra, który swojego odpowiednika pogonił z siekierą. W takich warunkach organzim ludzki nie zachowuje się normalnie. A do tego te święta, które chyba u nikogo już nie są takie, jak to sobie w dzieciństwe wyobrażaliśmy. Kolega, który jeździ karetką powiedzial mi kiedyś, że w święta jest najwięcej prób samobójczych. Zbyt duży dysonans między rzeczywistością a oczekiwaniami. I między życiem naszym a wyobrażeniem o życiu innych.
No i Kościół, który katuje nas wesołymi kolędami i opowieściami o nieskazitelnej Świętej Rodzinie.
Dlatego teraz...
Manifest 10 i ostatni. Święta Rodzina pod prąd.
Adwent się kończy, coś tam sobie poukładałem i przelałem tutaj. Nadal nie wiem czemu, R.N. To się zdarza, ze Duch Święty lubi sobie pohulać.
Święty Józef. Człowiek, któremu z dnia na dzień posypało się całe życie. Kochał Miriam, pięknie zaplanował sobie z nią całą przyszłość i zupełnie mu nie wyszło. Nagle okazało się, ze ukochana jest w ciąży i do tego nic mu nie mówi. Jak się musiał czuć? Ano adekwatnie do tego, co zrobił. Powiedzaił: sorry Maryśka, ale musisz się spakować. Wiadomo, potem przyszedł anioł i wszystko mu wyjaśnił. Ale zwróćcie uwagę na to, że przyszedł we śnie. Wy uwierzylibyście, że wasza żona zaszła w ciążę w nadprzyurodzony sposób tylko dlatego, że jakiś facet wam się przyśnił? On uwierzył, bo po pierwsze bardzo ją kochał, a po drugie był człowiekiem ogromnej wiary. Ale niepewnmość i wątpliwości musiały mu towarzyszyć do końca życia. Mamy więc człowieka niepewnego, którego życie przebiegło całkiem inaczej, niż sobie zaplanował. CZłowieka, który nigdy nie mógł być ze swoją kobietą tak, jak każdy facet chciałby być. No i emigranta, który oprócz tego wszystkiego, co działo się w jego wnętrzu musiał uciekać w nieznane, żeby tej swojej pokręconej rodzinie zapewnić bezpieczeństwo.
A może u kogoś z was jest ktoś, kto musiał wyjechać i nie dotrze na święta? Może wtedy warto na Świętą Rodzinę spojrzeć pod tym katem?
Miriam. Co by nie gadać była to matka, która kompletnie nie rozumiała swojego syna. Może porzeczyta, to jakaś mama, która często powtarzała sobie: no jak ja mam brac przykłąd z Maryi jako matki, skoro ona miała do wychowania takiego idealnego Jezusa. No wierzymy, ze nie kradł, nie pił i nie ćpał, ale może warto zastanowić się nad tym, jak oni słabo się dogadywali. Ona kompletnie nie rozumiała, czemu zgubił się w świątyni, czemu jest dla niej jakiś oschły i odległy, czemu na weselu w Kanie powiedział do niej coś na kształt: co ty w ogóle ode mnie chcesz? To nie jest nadinterpretacja. W Biblii są fragmenty świadczące o tym, że rodzice kompletnie nie rozumieli, o co chodzi ich dziecku. "Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu." Może zajrzy tu kiedyś ktoś, kto nie rozumie, czemu syn został filozofem a nie lekarzem. Albo kto pokłócił się z synem, bo ten zagłosował na Korwina i ciężo im teraz do stołu usiąść. Tak też można spojrzeć na tę pokręconą trójkę śmiejącą się do nas z wigilijnej szopki.
No i Jeszua. Dziecko niezwykłe baz dwóch zdań. Bóg-człowiek. Ale też musiał pewnie zmierzyć się z totalnym niezrozumieniem ze strony rodziców. Czyli dokładnei z tym, co boli większość nastolatków. Miał swój film, swoją drogę życiową, a starzy kompletnie tego nie czaili. Bo tro nie jest tak, że On był sobie od dziecka Bogiem całkiem świadomym swojej boskości. Bóg potrafi zakrywać pewne sprawy sam przed sobą. Dlatego Jezus dopiero wszystko w sobie odkrywał, będąc przy tym narażony na wszystkie możliwe pokusy i zwątpienia. Dlatego kiedy 33 lata po narodzeniu pocił się krwawym potem i płakał w Ogrójcu krwawymi łzami, to przeżywał to wszystko całkiem prawdziwie i autentycznie. Medycyna wyjaśniła ten przypadek. To była hematohydrozja - krwawy pot i łzy pojawiają się, kiedy cierpienie i stres są naprawdę niewyobrażalne.
Można chyba zatem znaleźć w tej rodzinie odniesienia do naszego zwykłego, parszywego losu. Zburzone marzenia, totalne niezrozumienie międzypokoleniowe, problemy ekonomiczne, emigracja zarobkowa. No ale dali radę. Receptą była miłość, wielkie wzajemne zaufanie i pomoc innych ludzi. I tego wszystkim życzę. Jedni drugich brzemiona noście.
Z Bogiem
PS1. Nigdzie nie odlatuję. Tylko manifesty zakończyłem
PS2. Ktoś tu kiedyś wspomniał Tomasza Beksińskiego. On właśnie z tych świątecznych wigilijnych samobójców niestety. Zatem może mój kolega z karetki ma sporo racji. Walczcie więc dzielnie. Dzień będzie niedługo coraz dłuższy. A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój.
4
0