Widok
wczorajsza przegrana GKS Wybrzeże
to tylko same serie wywrotek i częste awarie motocykli ...
Cóż ... prezes oszczędza na sprzęcie ... ale żeby wysyłać młodego na pierwszą jazdę aby zdobyć triumf ekstraligii ???
Ach ... nie ma to jak zapach spalonego oleju napędowego i palonej flagi kibiców Wybrzeża ! :))
Cóż ... prezes oszczędza na sprzęcie ... ale żeby wysyłać młodego na pierwszą jazdę aby zdobyć triumf ekstraligii ???
Ach ... nie ma to jak zapach spalonego oleju napędowego i palonej flagi kibiców Wybrzeża ! :))
raport z wypadku
List osoby poszkodowanej w wypadku przy pracy, nadesłany do zakładu ubezpieczeń jako odpowiedz na prośbę o udzielenie bliższych informacji dotyczących okoliczności wypadku:
Szanowni państwo!
W raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: "próba samodzielnego wykonania pracy". W liście stwierdzili Państwo, ze powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie. Sadze, ze poniższe szczegóły będą wystarczające.
Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku. Kiedy zakończyłem prace, stwierdziłem, ze mam ponad 150 kilogramów cegieł porozrzucanych wokoło. Zdecydowałem nie znosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je na dół w beczce, używając liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Po zabezpieczeniu liny na dole wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, a następnie, trzymając ja mocno, zacząłem powoli opuszczać 150-kilowy ciężar.
W raporcie o wypadku napisałem, ze ważę 80 kilogramów. Możecie sobie Państwo wyobrazić, jak duże było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry - strąciłem orientacje, nie puściłem jednak liny. Nie musze dodawać, ze ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, po ścianie budynku. W połowie drugiego pietra spotkałem się z opadającą beczka - to tłumaczy pękniętą czaszkę oraz złamany obojczyk.
Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie, nie zatrzymując się, aż kostki mojej prawej ręki nie weszły w blok. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę pomimo bólu i ran.
W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemie. W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła już tylko 25 kilogramów. Przypominam, ze ja ważę 80 kilogramów, wiec w tej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać, i w połowie drugiego pietra ponownie spotkałem się z beczka, która tym razem wznosiła się do góry. W efekcie mam pęknięte kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, ze odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł - złamane tylko trzy zebra.
Z przykrością musze stwierdzić, ze gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać, ani się poruszać, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina, spadla na dół i połamała mi nogi.
Mam nadzieje, ze udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie. Teraz już Państwo zapewne rozumieją, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.
Szanowni państwo!
W raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: "próba samodzielnego wykonania pracy". W liście stwierdzili Państwo, ze powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie. Sadze, ze poniższe szczegóły będą wystarczające.
Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku. Kiedy zakończyłem prace, stwierdziłem, ze mam ponad 150 kilogramów cegieł porozrzucanych wokoło. Zdecydowałem nie znosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je na dół w beczce, używając liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Po zabezpieczeniu liny na dole wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, a następnie, trzymając ja mocno, zacząłem powoli opuszczać 150-kilowy ciężar.
W raporcie o wypadku napisałem, ze ważę 80 kilogramów. Możecie sobie Państwo wyobrazić, jak duże było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry - strąciłem orientacje, nie puściłem jednak liny. Nie musze dodawać, ze ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, po ścianie budynku. W połowie drugiego pietra spotkałem się z opadającą beczka - to tłumaczy pękniętą czaszkę oraz złamany obojczyk.
Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie, nie zatrzymując się, aż kostki mojej prawej ręki nie weszły w blok. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę pomimo bólu i ran.
W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemie. W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła już tylko 25 kilogramów. Przypominam, ze ja ważę 80 kilogramów, wiec w tej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać, i w połowie drugiego pietra ponownie spotkałem się z beczka, która tym razem wznosiła się do góry. W efekcie mam pęknięte kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, ze odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł - złamane tylko trzy zebra.
Z przykrością musze stwierdzić, ze gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać, ani się poruszać, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina, spadla na dół i połamała mi nogi.
Mam nadzieje, ze udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie. Teraz już Państwo zapewne rozumieją, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.
a co mi tam... czemu nie..
Policjant zatrzymuje dresiarza w BMWicy:
P: Dokumenciki prosze...
D: Nie mam dokumencików...
P: Ach tak, bez dokumencików jedziemy?
D: Prosze, tu mam zaświadczenie o kradzieży dokumentów, mam jeszcze tydzień na wyrobienie nowych...
Policjant sprawdza, pieczęci, podpisy wszystko sie zgadza... Policjant obchodzi samochód patrząc badawczo, uśmiecha się szeroko i mówi:
P: No proszę, jedziemy autkiem na niemieckich numerach?
D: A tak, prosze bardzo - mienie przesiedleńcze, mam jeszce dwa tygodnie na zarejstrowanie - podaje policjantowi dokument. Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza... Poirytowany każe otworzyć bagażnik - w bagażniku trup!
P: A to co!?!
D: To Wujek Rysiek, proszę oto akt zgonu - podaje policjantowi dokument.
Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza ...
P: No akt zgonu w porządku, ale tak nie wolno przewozić zwłok ...
D: Proszę tu jest pozwolenie na transport zwłok, jutro pogrzeb w kaplicy Świętego Jana w Krakowie - podaje policjantowi dokument.
Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza ... Zdesperowany zagląda do bagażnika, zauważa coś i pyta triumfalne:
P: A dlaczego denat ma lutownicę w tyłku?!
Dresiarz spokojnie podaje mu dokument:
D: Proszę bardzo - oto ostatnia wola Wujka Ryśka...
P: Dokumenciki prosze...
D: Nie mam dokumencików...
P: Ach tak, bez dokumencików jedziemy?
D: Prosze, tu mam zaświadczenie o kradzieży dokumentów, mam jeszcze tydzień na wyrobienie nowych...
Policjant sprawdza, pieczęci, podpisy wszystko sie zgadza... Policjant obchodzi samochód patrząc badawczo, uśmiecha się szeroko i mówi:
P: No proszę, jedziemy autkiem na niemieckich numerach?
D: A tak, prosze bardzo - mienie przesiedleńcze, mam jeszce dwa tygodnie na zarejstrowanie - podaje policjantowi dokument. Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza... Poirytowany każe otworzyć bagażnik - w bagażniku trup!
P: A to co!?!
D: To Wujek Rysiek, proszę oto akt zgonu - podaje policjantowi dokument.
Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza ...
P: No akt zgonu w porządku, ale tak nie wolno przewozić zwłok ...
D: Proszę tu jest pozwolenie na transport zwłok, jutro pogrzeb w kaplicy Świętego Jana w Krakowie - podaje policjantowi dokument.
Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza ... Zdesperowany zagląda do bagażnika, zauważa coś i pyta triumfalne:
P: A dlaczego denat ma lutownicę w tyłku?!
Dresiarz spokojnie podaje mu dokument:
D: Proszę bardzo - oto ostatnia wola Wujka Ryśka...
Do was.
A ja sie zgadzam z panem Michalem P., bo napisal zrozumiale tak prosto dla wszystkich i te rozumowanie jest mi blizsze od bagginsa.I jeszcze jedno ja tez mam swiadomosc ze robie duzo bledow i gramatycznych i stylistycznych a byc moze i ortograficznych, a to nie dyskwalifikuje mnie jako czlowieka.I nie zgadzam sie z tym ze ten iks chcial w napisaniu o dysgrafii obrazic kogos.tak mi sie wydaje.Nie lubie pisac o takich rzeczach wole jak ludzie sie usmiechaja moze to infantylne albo jeszcze nawet dziecinne, ale czy nie lepiej w taki sposob byc?Staram sie z tej odleglosci pisac poprawnie dlatego tez czesto zagladam na polskie strony i tak trafilam do was tutaj.
Przepraszam za bledy i juz sobie pojdepojezdzic bo bedzie za pozno.
papapa : - ))))
Przepraszam za bledy i juz sobie pojdepojezdzic bo bedzie za pozno.
papapa : - ))))