Widok
Pozwoliłybyście córce na biwak?
Moja 10-letnia córka jest zuchem.
W czasie wakacji organizowany jest wyjazd pod namiot na 10 dni.
Ona chce jechać , ale ja jestem w rozterce. Czy nie jest za mała, aby jechać na tego typu przygodę, czy nie będzie płakać itp.Nigdy sama nigdzie nie była, stąd moje obawy.
Dziewczyny, a wy co myślicie, pozwalacie Waszym dzieciom na takie wyjazdy?
W czasie wakacji organizowany jest wyjazd pod namiot na 10 dni.
Ona chce jechać , ale ja jestem w rozterce. Czy nie jest za mała, aby jechać na tego typu przygodę, czy nie będzie płakać itp.Nigdy sama nigdzie nie była, stąd moje obawy.
Dziewczyny, a wy co myślicie, pozwalacie Waszym dzieciom na takie wyjazdy?
A ją bylem kiedyś na takim zgrupowaniu.
Lat mniej niż do pierwszej komunii, sylwestrową noc, noc pasowania na zucha. Biegalismy w nocy po lesie wykonując różne zadania przekazane przez harcerzy..kurcze to bylo cos...ciemno a ty biegniesz za dalekim swiatelkiem migajacym pomiędzy drzewami po kolejne zadanie w którym mozesz sie wykazać. To bylo cos...w ciągu ponad 30 letniego życia malo bylo okazji cos podobnego przeżyć..
A potem pasowanie na zucha...jaki dumny bylem wtedy :]
Wyluzuj mamuśko, niech się mała uczy życia i niech ma wspomnienia lepsze niż te, że jej mama nie pozwoliła. A wiedz, że będzie długo pamietac o tym :)
Lat mniej niż do pierwszej komunii, sylwestrową noc, noc pasowania na zucha. Biegalismy w nocy po lesie wykonując różne zadania przekazane przez harcerzy..kurcze to bylo cos...ciemno a ty biegniesz za dalekim swiatelkiem migajacym pomiędzy drzewami po kolejne zadanie w którym mozesz sie wykazać. To bylo cos...w ciągu ponad 30 letniego życia malo bylo okazji cos podobnego przeżyć..
A potem pasowanie na zucha...jaki dumny bylem wtedy :]
Wyluzuj mamuśko, niech się mała uczy życia i niech ma wspomnienia lepsze niż te, że jej mama nie pozwoliła. A wiedz, że będzie długo pamietac o tym :)
Dziękuję za odpowiedzi.
Macie rację, niech jedzie w poszukiwaniu ,,swoich przygód".
Mo,aż pieje z radości : ,, A widzisz, a widzisz...", jak przeczytała Twój post.
f_m no właśnie...niezapomniane przeżycia. Już raz szukali jakiegoś skrzata (od niedawna jest zuchem) i wróciła taka podekscytowana, że do dziś wszystkim opowiada.
Macie rację, niech jedzie w poszukiwaniu ,,swoich przygód".
Mo,aż pieje z radości : ,, A widzisz, a widzisz...", jak przeczytała Twój post.
f_m no właśnie...niezapomniane przeżycia. Już raz szukali jakiegoś skrzata (od niedawna jest zuchem) i wróciła taka podekscytowana, że do dziś wszystkim opowiada.
Ja jeździłam jako opiekun na kolonie/obozy/ biwaki.
u nas były nawet dzieci 7 letnie. czy da sobie radę to nie zależy od wieku. U nas największe histerie były z dziećmi 10-12 lat.
Masz ułatwione zadanie, bo córka będzie znała większość ludzi i opiekunów, więc nie ma obaw czy odnajdzie się w towarzystwie skoro sama chce jechać. Nie dawaj dziecku telefonu, bądź daj go opiekunom by mogła raz dziennie zadzwonić (umówcie się na konkretną godzinę) i jak będziesz z nią rozmawiać to nie wypytuj się czy tęskni itp.
Wyślij córkę, bo później jako nastolatka nie będzie chciała jeździć pod namioty na łono natury. a najlepsze przygody i wspomnienia są na takich obozach.
Jakby była tragedia i histeria zawsze możecie po nią przyjechać, lub ją odwiozą
u nas były nawet dzieci 7 letnie. czy da sobie radę to nie zależy od wieku. U nas największe histerie były z dziećmi 10-12 lat.
Masz ułatwione zadanie, bo córka będzie znała większość ludzi i opiekunów, więc nie ma obaw czy odnajdzie się w towarzystwie skoro sama chce jechać. Nie dawaj dziecku telefonu, bądź daj go opiekunom by mogła raz dziennie zadzwonić (umówcie się na konkretną godzinę) i jak będziesz z nią rozmawiać to nie wypytuj się czy tęskni itp.
Wyślij córkę, bo później jako nastolatka nie będzie chciała jeździć pod namioty na łono natury. a najlepsze przygody i wspomnienia są na takich obozach.
Jakby była tragedia i histeria zawsze możecie po nią przyjechać, lub ją odwiozą
miałam 8 lat jak pojechałam na pierwszy obóz harcersko-żeglarski :] spaliśmy w wojskowych namiotach rozbitych w lesie, ze szczypawkami w śpiworach i innymi żyjątkami ;) toaleta? kolejny namiot, z wykopanym rowem i "grzędą" nad tym ;) (dosłownie - taka grzęda zbita z grubych gałęzi)
mieliśmy warty, apele itd. :] chrzest "kotów" ;) do dziś pamiętam i nawet mam zdjęcie :]
uczyliśmy się pływać kajakami i optymistami :] (sami) omegami pływaliśmy po kilka osób :]
fajnie było :))) ale też nie jechałam sama - moja "Ciocia"(Mamy przyjaciółka) była komendantem, jej młodsza córka(rok starsza ode mnie) była ze mną w namiocie, mój 1,5 roku starszy kuzyn też tam był :] starsza córka "Cioci" była wychowawcą :] od drugiej "Cioci" (też przyjaciółki mojej Mamy) dorosła córka była drugim wychowawcą, jej 2 synowie (jeden rok młodszy, drugi rok starszy ode mnie) + bratanica(w moim wieku) - także znałam sporo osób :] więc czułam się bezpiecznie i "u siebie" ;)
od tamtego wyjazdu poszło już z górki :] każdego lata wyjeżdżałam na kolonie :] a zimą na zimowiska :] rok w rok :)
i tak musiałam szybciej "dorosnąć" i stać się samodzielną(mój Tata zmarł jak miałam 6 lat, Mama musiała pracować momentami na 2 etaty jako księgowa, a ja musiała sobie sama radzić i starać się jak najwięcej pomagać w domu) ale te wyjazdy mi w tym pomogły :] nauczyłam się też rozporządzać kieszonkowym :)))
mieliśmy warty, apele itd. :] chrzest "kotów" ;) do dziś pamiętam i nawet mam zdjęcie :]
uczyliśmy się pływać kajakami i optymistami :] (sami) omegami pływaliśmy po kilka osób :]
fajnie było :))) ale też nie jechałam sama - moja "Ciocia"(Mamy przyjaciółka) była komendantem, jej młodsza córka(rok starsza ode mnie) była ze mną w namiocie, mój 1,5 roku starszy kuzyn też tam był :] starsza córka "Cioci" była wychowawcą :] od drugiej "Cioci" (też przyjaciółki mojej Mamy) dorosła córka była drugim wychowawcą, jej 2 synowie (jeden rok młodszy, drugi rok starszy ode mnie) + bratanica(w moim wieku) - także znałam sporo osób :] więc czułam się bezpiecznie i "u siebie" ;)
od tamtego wyjazdu poszło już z górki :] każdego lata wyjeżdżałam na kolonie :] a zimą na zimowiska :] rok w rok :)
i tak musiałam szybciej "dorosnąć" i stać się samodzielną(mój Tata zmarł jak miałam 6 lat, Mama musiała pracować momentami na 2 etaty jako księgowa, a ja musiała sobie sama radzić i starać się jak najwięcej pomagać w domu) ale te wyjazdy mi w tym pomogły :] nauczyłam się też rozporządzać kieszonkowym :)))
ja pierwszy raz pojechałam na obóz jak miałam 7/8 lat i potem jeździłam co roku, wspominam to super! 10 letnia dziewczynka to już duża panna, nie powinna płakać za mamą :P uważam, że nie można chować dzieci pod kloszem, wszystkiego się bać i nigdzie ich nie puszczać! muszą się uczyć samodzielności...
I jeszcze jedno, w takich wypadkach mam wrażenie, ze to rodzice gorzej przeżyją taki wyjazd i rozłąkę niż dziecko, bo dziecko na pewno będzie się świetnie bawić :)
I jeszcze jedno, w takich wypadkach mam wrażenie, ze to rodzice gorzej przeżyją taki wyjazd i rozłąkę niż dziecko, bo dziecko na pewno będzie się świetnie bawić :)
Rina a dlaczego??? Ja nigdy nikogo nie znałam a jeździłam przez wiele lat. I było super, poznałam wielu fajnych ludzie, a niektóre znajomości trwają do teraz. Myślę, że taki wyjazd uczy zaradności, samodzielności ale również nawiązywania nowych znajomości :) dzieciaki szybko się poznają i aktylimatyzują w danej grupie, szybciej niż nam się wydaje :)
Kasiu,
Wierz mi albo nie, ale to Ty przeżyjesz bardziej ten czas wyjazdu, tęsknotę, rozłąkę , to Ty będziesz pełna obaw - ot, taki urok macierzyństwa :)
Córa będzie podekscytowana i przejęta :) Na bardzo długo zapamięta ten wyjazd i założę się, że nawet nie będzie miała czasu aby zadzwonić, a jak już odbierze od Ciebie telefon to usłyszysz, że ,, wszystko w porządku, jest cała i zdrowa i właśnie musi kończyć
bo... ''. A jak wróci do domu, to cała z wypiekami na twarzy, z radością, podekscytowaniem (i nutką żalu, ze już się skończyło) będzie Wam opowiadać co i jak było na obozie/koloni :-))
Ja moją małą specjalnie chciałam wysłać na inne kolonie niż jej koleżanki - z jednej prostej przyczyny - w nowej nieznanej grupie - chce czy nie chce musi poznać nowe osoby, a jak jedzie z koleżankami to, to bardzo różnie bywa - często dzieci ,,zamykają się w swoim kręgu''.
Och, właśnie sobie przypomniałam jak ja jechałam na swoje pierwsze samodzielne kolonie :) Ach, aż się łezka w oku kreci na samo wspomnienie :-)
Wierz mi albo nie, ale to Ty przeżyjesz bardziej ten czas wyjazdu, tęsknotę, rozłąkę , to Ty będziesz pełna obaw - ot, taki urok macierzyństwa :)
Córa będzie podekscytowana i przejęta :) Na bardzo długo zapamięta ten wyjazd i założę się, że nawet nie będzie miała czasu aby zadzwonić, a jak już odbierze od Ciebie telefon to usłyszysz, że ,, wszystko w porządku, jest cała i zdrowa i właśnie musi kończyć
bo... ''. A jak wróci do domu, to cała z wypiekami na twarzy, z radością, podekscytowaniem (i nutką żalu, ze już się skończyło) będzie Wam opowiadać co i jak było na obozie/koloni :-))
Ja moją małą specjalnie chciałam wysłać na inne kolonie niż jej koleżanki - z jednej prostej przyczyny - w nowej nieznanej grupie - chce czy nie chce musi poznać nowe osoby, a jak jedzie z koleżankami to, to bardzo różnie bywa - często dzieci ,,zamykają się w swoim kręgu''.
Och, właśnie sobie przypomniałam jak ja jechałam na swoje pierwsze samodzielne kolonie :) Ach, aż się łezka w oku kreci na samo wspomnienie :-)
ja słyszłałam ostatnio o jakieś tragedii na takim obozie więc dwie rózne sprawy - to czy puścic a jak puścic to sprawdzić dokladnie uprawnienia opiekunów, ilość dorosłych na ilość dzieci, dostęp do środków medycznych ile osób jest przeszkolonych z pierwszej pomocy jak daleko jest jakies miasteczko z pomocą medyczną oraz pozwolenia wszystkie na organizację takiego obozu - bo kazdy obóz z nieletnimi musi byc zatwierdzony przez chyba kuratorium(albo jakas takąs instytucje rządową)
puścic tak, ale bezpiecznie
puścic tak, ale bezpiecznie
Madness is the gift, that has been given to me!!