Widok
RELACJA
Po wielu przemyśleniach postanowiłam napisać swoją relację ... (na wyraźną prośbę Quirin)
7.30 pobudka – mama się na mnie darła, że nie zdążymy! A ja spacerkiem na śniadanko i kawusię i pod prysznic i z mokrą głową do autka ....
8.10 fryzjer (10 minut spóźnienia) – pani Krysia! godna polecenia uczesała mnie i mamę
ja do 10-tej u fryzjera – Papciostwo odebrało kwiatki (trzeba wymienić kwiatki w bukiecie!!!!) , zapłaciło za ciasta Sowa godna polecenia, zakupiło cukierki i balony ;) ....
zaczyna padać (deszcz nr 1)
do 11.30 ogólne krzątanie się po domku i oczekiwanie na Wizę (Elenę) również godną polecenia i największych pochwał
ok. 12 tej – przychodzi fotograf – Gosia i zaczyna pstrykać ;) super kobitka Gosia zafastrygowała mi odstający zamek od sukni, bo chyba tylko jej nie trzęsły się łapki
ok. 13 tej przyjazd mojego Najmilszego (szczyt stresu – mama mocuje się z przypięciem kwiatka do butonierki ;) a ja rozorałam sobie palca wyjmując baterie w komórce (trwają konsultacje telefoniczne w sprawie bukietu)
ok. 14 – tej zdecydowaliśmy się udać na sesję foto ...... z tą całą sesją mieliśmy niezłe numery :-) chcieliśmy coś mało oklepanego i szykowaliśmy się na fotki na przystani jachtowej na starówce w gdańsku, niestety pogoda była do bani przez cały maj i żaglówek nie było :-( trzeba było sie zdecydować na park oliwski a na dodatek w parku jeszcze kwiatków prawie żadnych nie było.
po 15 minutach w parku lunął deszcz i trzeba było zwiewać ;-)
i tym sposobem znaleźliśmy się koło czołgu naprzeciwko kościoła!!! mamy swoją bardzo oryginalną sesję !!! totalna awangarda!!! ;) acha... w czasie sesji dołączył do nas kamerzysta Mariusz (gorąco polecam ;) chociaż filmu jeszcze nie widziałam )
16 – (udało się naprawić bukiet, ale i tak był już lekko klapnięty) i zaczynają się pojawiać pierwsi goście, 16.10 błogosławieństwo w kapliczce w kościółku – mamusiom kapią łzy ;) 16.20 podpisujemy papierki i ...... czyścimy sukienkę he he he!!
16.30 – 17.30 Msza – tu ciężko mi coś opisać, bo cały czas siedziałam jak na szpilkach J ksiądz był rewelacyjny, a na kazaniu 90 % gości ryczało – oprawa muzyczna na 5 organistka i skrzypaczka marsz mendelssona ;) ach!!!!!
17.30 – Ach!! – 18 ;) życzenia (tony ryżu (Grzesiek) i bańki mydlane (Eliza) dzięki!!) i przejazd do kościółka – jedyną bramę jaką mieliśmy zrobili mi kumple z pracy – za co zostali nagrodzeni flaszeczkami, szkoda, że wtedy chyba nikt nie robił zdjęć ......... 17.31... znów zaczyna padać....
.... od 18 – tej do 4 rano wesele w novotelu – obsługa super miła, jedzenie przepyszne !!!!!! DJ Adam K.– rozkręcił wszystkich na maksa – jestem baaaardzo, naprawdę baaaaaaaaaardzo zadowolona + mała sesyjka na starówce
najbardziej z tego że cały czas spędziłam z moim Stanleyem, nieomal trzymając go za rękę i patrząc mu głęboko w oczka .....
.....po 4-tej pakowanko maneli i nocleg w hotelu
niedziela, poniedziałek – poprawiny u rodzinki ...jak część nieoficjalna ;) rozpakowywanie prezentów i opychanie się ciastem
ok. już bardziej rozpisać się nie mogłam, no nie?
z cennych uwag to mam taką:
WYLUZOWAĆ :-)
w ten jeden jedyny dzień ludzie czasem zachowują się jak potrąceni - wszyscy się denerwują, a nasi rodzice najbardziej, moja mama była tak zakręcona, że nic do niej nie docierało, tata wkoło gdzieś łaził i nie można było go dorwać (nie było go gdy stałam pod chórem i miał mnie do ołtarza prowadzić, ani jak było podziękowanie dla rodziców).... trzeba było ich ciągnąć za uszy na błogosławieństwo, bo się rozpełźli we wszystkie strony.....
także kilka wtop z dekoracją, mała beka z sesją w plenerze.......
trzeba się uzbroić w dobry humor i mieć otwarty umysł :-) cokolwiek by się działo trzeba to olać i uśmiechać się szeroko ;)
jak się człowiek za mocno na coś nastawi, i to nie wyjdzie, albo nie spełni się oczekiwań, to może mieć popsuty humor na cały dzień - także się nie nastawiać, i żyć chwilą :) bo to i tak najpiękniejszy dzień życia :P
7.30 pobudka – mama się na mnie darła, że nie zdążymy! A ja spacerkiem na śniadanko i kawusię i pod prysznic i z mokrą głową do autka ....
8.10 fryzjer (10 minut spóźnienia) – pani Krysia! godna polecenia uczesała mnie i mamę
ja do 10-tej u fryzjera – Papciostwo odebrało kwiatki (trzeba wymienić kwiatki w bukiecie!!!!) , zapłaciło za ciasta Sowa godna polecenia, zakupiło cukierki i balony ;) ....
zaczyna padać (deszcz nr 1)
do 11.30 ogólne krzątanie się po domku i oczekiwanie na Wizę (Elenę) również godną polecenia i największych pochwał
ok. 12 tej – przychodzi fotograf – Gosia i zaczyna pstrykać ;) super kobitka Gosia zafastrygowała mi odstający zamek od sukni, bo chyba tylko jej nie trzęsły się łapki
ok. 13 tej przyjazd mojego Najmilszego (szczyt stresu – mama mocuje się z przypięciem kwiatka do butonierki ;) a ja rozorałam sobie palca wyjmując baterie w komórce (trwają konsultacje telefoniczne w sprawie bukietu)
ok. 14 – tej zdecydowaliśmy się udać na sesję foto ...... z tą całą sesją mieliśmy niezłe numery :-) chcieliśmy coś mało oklepanego i szykowaliśmy się na fotki na przystani jachtowej na starówce w gdańsku, niestety pogoda była do bani przez cały maj i żaglówek nie było :-( trzeba było sie zdecydować na park oliwski a na dodatek w parku jeszcze kwiatków prawie żadnych nie było.
po 15 minutach w parku lunął deszcz i trzeba było zwiewać ;-)
i tym sposobem znaleźliśmy się koło czołgu naprzeciwko kościoła!!! mamy swoją bardzo oryginalną sesję !!! totalna awangarda!!! ;) acha... w czasie sesji dołączył do nas kamerzysta Mariusz (gorąco polecam ;) chociaż filmu jeszcze nie widziałam )
16 – (udało się naprawić bukiet, ale i tak był już lekko klapnięty) i zaczynają się pojawiać pierwsi goście, 16.10 błogosławieństwo w kapliczce w kościółku – mamusiom kapią łzy ;) 16.20 podpisujemy papierki i ...... czyścimy sukienkę he he he!!
16.30 – 17.30 Msza – tu ciężko mi coś opisać, bo cały czas siedziałam jak na szpilkach J ksiądz był rewelacyjny, a na kazaniu 90 % gości ryczało – oprawa muzyczna na 5 organistka i skrzypaczka marsz mendelssona ;) ach!!!!!
17.30 – Ach!! – 18 ;) życzenia (tony ryżu (Grzesiek) i bańki mydlane (Eliza) dzięki!!) i przejazd do kościółka – jedyną bramę jaką mieliśmy zrobili mi kumple z pracy – za co zostali nagrodzeni flaszeczkami, szkoda, że wtedy chyba nikt nie robił zdjęć ......... 17.31... znów zaczyna padać....
.... od 18 – tej do 4 rano wesele w novotelu – obsługa super miła, jedzenie przepyszne !!!!!! DJ Adam K.– rozkręcił wszystkich na maksa – jestem baaaardzo, naprawdę baaaaaaaaaardzo zadowolona + mała sesyjka na starówce
najbardziej z tego że cały czas spędziłam z moim Stanleyem, nieomal trzymając go za rękę i patrząc mu głęboko w oczka .....
.....po 4-tej pakowanko maneli i nocleg w hotelu
niedziela, poniedziałek – poprawiny u rodzinki ...jak część nieoficjalna ;) rozpakowywanie prezentów i opychanie się ciastem
ok. już bardziej rozpisać się nie mogłam, no nie?
z cennych uwag to mam taką:
WYLUZOWAĆ :-)
w ten jeden jedyny dzień ludzie czasem zachowują się jak potrąceni - wszyscy się denerwują, a nasi rodzice najbardziej, moja mama była tak zakręcona, że nic do niej nie docierało, tata wkoło gdzieś łaził i nie można było go dorwać (nie było go gdy stałam pod chórem i miał mnie do ołtarza prowadzić, ani jak było podziękowanie dla rodziców).... trzeba było ich ciągnąć za uszy na błogosławieństwo, bo się rozpełźli we wszystkie strony.....
także kilka wtop z dekoracją, mała beka z sesją w plenerze.......
trzeba się uzbroić w dobry humor i mieć otwarty umysł :-) cokolwiek by się działo trzeba to olać i uśmiechać się szeroko ;)
jak się człowiek za mocno na coś nastawi, i to nie wyjdzie, albo nie spełni się oczekiwań, to może mieć popsuty humor na cały dzień - także się nie nastawiać, i żyć chwilą :) bo to i tak najpiękniejszy dzień życia :P
[img][url=http://www.TickerFactory.com/]

[/url]
[/img]

[/url]
[/img]
