Widok
Lena, w intercyzie można zawrzeć różne zapisy. W powszechnej opinii samo słowo "intercyza" nabrało wydźwięku pejoratywnego, nie wiadomo dlaczego jest synonimem braku zaufania w małżeństwie. A to kompletna bzdura. Fakt, bardzo ważne dla Ciebie w tym momencie powinny być pobudki Twojego przyszłego męża do podpisania tej umowy... Ale każdy prawnik wyjaśni Ci wszystkie konsekwencje różnych zapisów w intercyzie. To absolutnie nie musi wyglądać tak jak we łzawych filmach "z życia wziętych" - ona z oddaniem wychowała czworo dzieci, on odszedł zabierając dom, firmę i pieniądze... Jestem wielką zwolenniczką intercyzy. I nie tylko biznesmeni powinni się zabezpieczać. Wiele przeciętnie zarabiających małżeństw np. bierze kredyty z którymi banki też potrafią zrobić niezłe cuda...
I tu się też mylisz. W intercyzie można zastrzec, w jaki sposób rozstrzygane są sprawy majątkowe przy ewentualnym rozwodzie. Można też zastrzec (z tym, że jest to bardziej praktykowane np. w USA, u nas chyba jeszcze nie), że w wypadku rozwodu z winy jednej ze stron, ta druga zgarnia całą kasiorę, a strona winna zostaje w gaciach i ze szczotką do zębów w łapie. Rozdzielność majątkowa to jedno, intercyza to drugie. Zresztą, nawet mając intercyzę, można niektóre rzeczy posiadać wspólnie - np. kupić dom czy samochód jako współwłasność.
> flagon: skoro ty się tyle natrudziłaś, żeby w piękne kwiatki
> ubrać tzw nowoczesne, "zdroworozsądkowe" małżeństwo...
> Opisałaś "orła", jest jeszcze "reszka" takiej monety. Zgoda,
> gdy dwoje geszewciarzy zawiera malzeński a raczej kontrakt...,
> muszą się jakoś zabezpieczyć na wypadek plajty ktoregoś z nich,
> jest to więc świetny pomysł jak wystrychnąć na dutka swoich
> wierzycieli i nie spłacić swoich wierzytelności w razie
> czego...
> Ale gdy ona nie jest majętna, albo nie ma "łba" do interesu?
> pakuje się w widzimisię męża, biznesik męża nie musi upaść,
> jest duża szansa, że rozkwitnie, a gdy przyjdzie czas wymiany
> żony na nowszy model, sytuacja jest bardziej komfortowa dla
> zapobiegliwego małżonka, już tak bardzo nie będzie musiał się
> "działkować" SWOIM majątkiem przy rozwodzie. :-)
No cóż znowu rozczarownie - brak logiki i wiedzy oraz błędna interpretacja. Do tego obleżywe sfomuowanie "geszefciarze". Rozumiem, że rozdrażnił Cię fakt, że nam sie powodzi. Jedyną radą dla Ciebie byłoby poświęcenie czasu marnowanego na forum, które Cię nie dotyczy na "geszefciarstwo" lub inna formę generowania przychodu.
Małżeństwo jest z miłości, natomiast pieniądze nie należą (przynajmniej u nas) do sfery uczuć, więc te sprawy regulujemy prawnie.
Tak na marginesie - już nie do Flagona : moi Rodzice są najszczęśliwszym małżeństwem jakie znam. Mają też intercyzę. Nikt z nich przez ponad 35 lat nie pomyślał o rozwodzie. Dla mnie intercyza była oczywista zanim jeszcze poznałam przyszłego Męża. On miał podobne poglądy. Moim skromnym zdaniem propozycja intercyzy nie jest tożsama z oskarżeniem o chęć wzbogacenia się małżeństwem. Ale faktem jest, że jak nam intuicja coś podpowiada, to może coś być na rzeczy. Musicie to rozważyć same, jakie są powody tej propozycji.
> ubrać tzw nowoczesne, "zdroworozsądkowe" małżeństwo...
> Opisałaś "orła", jest jeszcze "reszka" takiej monety. Zgoda,
> gdy dwoje geszewciarzy zawiera malzeński a raczej kontrakt...,
> muszą się jakoś zabezpieczyć na wypadek plajty ktoregoś z nich,
> jest to więc świetny pomysł jak wystrychnąć na dutka swoich
> wierzycieli i nie spłacić swoich wierzytelności w razie
> czego...
> Ale gdy ona nie jest majętna, albo nie ma "łba" do interesu?
> pakuje się w widzimisię męża, biznesik męża nie musi upaść,
> jest duża szansa, że rozkwitnie, a gdy przyjdzie czas wymiany
> żony na nowszy model, sytuacja jest bardziej komfortowa dla
> zapobiegliwego małżonka, już tak bardzo nie będzie musiał się
> "działkować" SWOIM majątkiem przy rozwodzie. :-)
No cóż znowu rozczarownie - brak logiki i wiedzy oraz błędna interpretacja. Do tego obleżywe sfomuowanie "geszefciarze". Rozumiem, że rozdrażnił Cię fakt, że nam sie powodzi. Jedyną radą dla Ciebie byłoby poświęcenie czasu marnowanego na forum, które Cię nie dotyczy na "geszefciarstwo" lub inna formę generowania przychodu.
Małżeństwo jest z miłości, natomiast pieniądze nie należą (przynajmniej u nas) do sfery uczuć, więc te sprawy regulujemy prawnie.
Tak na marginesie - już nie do Flagona : moi Rodzice są najszczęśliwszym małżeństwem jakie znam. Mają też intercyzę. Nikt z nich przez ponad 35 lat nie pomyślał o rozwodzie. Dla mnie intercyza była oczywista zanim jeszcze poznałam przyszłego Męża. On miał podobne poglądy. Moim skromnym zdaniem propozycja intercyzy nie jest tożsama z oskarżeniem o chęć wzbogacenia się małżeństwem. Ale faktem jest, że jak nam intuicja coś podpowiada, to może coś być na rzeczy. Musicie to rozważyć same, jakie są powody tej propozycji.
Moim zdaniem intercyza jest tu b. uczciwym rozwiązaniem. Sprawa niemieszania miłości i pieniędzy to jedno; inną kwestią jest to, że skoro każde z Was prowadzi własną firmę, to intercyza zabezpiecza Was przed skutkami decyzji, na które nie macie wpływu. Jeśli jedno z Was popełni jakiś błąd, podejmie złą decyzję i z tego powodu jego firma popadnie w tarapaty, to dlaczego to drugie z Was, które nie miało na tę decyzję wpływu, ma ponosić jej konsekwencje? No chyba, że firmę prowadzi się razem, razem nią zarządza i wtedy wspólnie ponosi się konsekwencje tego zarządzania. Ale jak rozumiem, w tym przypadku tak nie jest.
A gdy jest vice versa, to korzystniej dla nowego związku jest nie zawierać rozdzielności majątkowej, bo niższy dochód żony zaniża dochody na osobę w rodzinie. Dlatego piszę, że nie należy od razu podchodzić negatywnie do rozdzielności, tylko udać się do prawnika po fachową poradę i wybrać najkorzystniejszą opcję.
Na forum takie rady są g.wno warte.
Na forum takie rady są g.wno warte.
Czarna Żmija napisał(a):
> Sprawa niemieszania miłości i pieniędzy to jedno;
flagon: pyszna teza, gdy tak jeszcze do tego dodać: małżeństwo, seks, troskę o dom, dzieci, sprzątanie , gotowanie i całą resztę stanowiącą wspólne życie, to po cholerę to wszystko? agencja towarzyska, "swingersparty" ma być substytutem małżeństwa, rodziny?...
> Sprawa niemieszania miłości i pieniędzy to jedno;
flagon: pyszna teza, gdy tak jeszcze do tego dodać: małżeństwo, seks, troskę o dom, dzieci, sprzątanie , gotowanie i całą resztę stanowiącą wspólne życie, to po cholerę to wszystko? agencja towarzyska, "swingersparty" ma być substytutem małżeństwa, rodziny?...
Czarna Żmija napisał(a):
> Na szczęście każdy układa sobie życie tak jak mu się podoba, a
> nie tak jak jakiś tam pyrtek o nicku flagon każe.
flagon: każda usmarkana c****, nawet o nicku Czarna Żmija ma prawo żyć jak jej się podoba, może nawet dać każdemu z gości, dupy na własnym weselu, i nic flagonowi do tego. Tu się zgadzam z tobą... :-)
> Na szczęście każdy układa sobie życie tak jak mu się podoba, a
> nie tak jak jakiś tam pyrtek o nicku flagon każe.
flagon: każda usmarkana c****, nawet o nicku Czarna Żmija ma prawo żyć jak jej się podoba, może nawet dać każdemu z gości, dupy na własnym weselu, i nic flagonowi do tego. Tu się zgadzam z tobą... :-)
Czarna Żmija napisał(a):
> A gdy jest vice versa, to korzystniej dla nowego związku jest
> nie zawierać rozdzielności majątkowej, bo niższy dochód żony
> zaniża dochody na osobę w rodzinie. Dlatego piszę, że nie
> należy od razu podchodzić negatywnie do rozdzielności, tylko
> udać się do prawnika po fachową poradę i wybrać
> najkorzystniejszą opcję.
> Na forum takie rady są g.wno warte.
flagon: jeśli w ostatnim zdaniu pisałaś o swoich radach, to tak, zgadzam się. :-)
> A gdy jest vice versa, to korzystniej dla nowego związku jest
> nie zawierać rozdzielności majątkowej, bo niższy dochód żony
> zaniża dochody na osobę w rodzinie. Dlatego piszę, że nie
> należy od razu podchodzić negatywnie do rozdzielności, tylko
> udać się do prawnika po fachową poradę i wybrać
> najkorzystniejszą opcję.
> Na forum takie rady są g.wno warte.
flagon: jeśli w ostatnim zdaniu pisałaś o swoich radach, to tak, zgadzam się. :-)