Widok
Agatha napisał(a):
> :) Sprawdziłam jeszcze raz. Dwa razy dzisiaj zrobiłeś tę samą
> "literówkę". Przestały Ci się plątać palce po klawiaturze
> dopiero wtedy, gdy Tulla napisała to słowo poprawnie. Takie
> "literówki" to bardzo ciekawa właściwość umysłu, zapewne
> właśnie sprawnego inaczej.
> Nigdy nie zwracam uwagi na błędy ortograficzne forumowiczów, bo
> nie rażą mnie one u osób nie usiłujących na każdym kroku kogoś
> obrażać. A "geszewciarz" u Flagonka aż błyszczy...
> Ale to dobrze, że się uczysz.
flagon: Coś podobnego paniusiu! tyle trudu sobie zadałaś? Nie dość, że zliczyłaś, to jeszcze czasy przeanalizowałaś stosownych wpisów, jestem pełen podziwu. Dziękuję, sam nie cierpię błędów u innych, a jeszcze bardziej, gdy sam je robię. Ale pewnie nie uszło twojej niezwykłej wrażliwości na błędy, że nigdy nie napisałem "geszewt", a używałem tego wyrazu wielokrotnie. Ale nie mogę mieć do ciebie o to żalu, przeżywane "duchowe orgazmy" doznawane po odkryciu każdego mojego błędu całkowicie cię usprawiedliwiają:-)
Zmartwię cię może, ale wytykanie mi błędów, jakie od czasu do czasu jednak popełniam, wcale mnie nie peszy, wprost przeciwnie, bardzo cieszy, pozwala bowiem unikać ich w przyszłości. Ale cieszę się, że sprawiają ci tyle satysfakcji, więc nie są takie nieużyteczne. :-)
Pilnie czytaj, to co napiszę i śmiało wytykaj mi błędy, zrobisz mi tym przysługę. :-)
> :) Sprawdziłam jeszcze raz. Dwa razy dzisiaj zrobiłeś tę samą
> "literówkę". Przestały Ci się plątać palce po klawiaturze
> dopiero wtedy, gdy Tulla napisała to słowo poprawnie. Takie
> "literówki" to bardzo ciekawa właściwość umysłu, zapewne
> właśnie sprawnego inaczej.
> Nigdy nie zwracam uwagi na błędy ortograficzne forumowiczów, bo
> nie rażą mnie one u osób nie usiłujących na każdym kroku kogoś
> obrażać. A "geszewciarz" u Flagonka aż błyszczy...
> Ale to dobrze, że się uczysz.
flagon: Coś podobnego paniusiu! tyle trudu sobie zadałaś? Nie dość, że zliczyłaś, to jeszcze czasy przeanalizowałaś stosownych wpisów, jestem pełen podziwu. Dziękuję, sam nie cierpię błędów u innych, a jeszcze bardziej, gdy sam je robię. Ale pewnie nie uszło twojej niezwykłej wrażliwości na błędy, że nigdy nie napisałem "geszewt", a używałem tego wyrazu wielokrotnie. Ale nie mogę mieć do ciebie o to żalu, przeżywane "duchowe orgazmy" doznawane po odkryciu każdego mojego błędu całkowicie cię usprawiedliwiają:-)
Zmartwię cię może, ale wytykanie mi błędów, jakie od czasu do czasu jednak popełniam, wcale mnie nie peszy, wprost przeciwnie, bardzo cieszy, pozwala bowiem unikać ich w przyszłości. Ale cieszę się, że sprawiają ci tyle satysfakcji, więc nie są takie nieużyteczne. :-)
Pilnie czytaj, to co napiszę i śmiało wytykaj mi błędy, zrobisz mi tym przysługę. :-)
:) Sprawdziłam jeszcze raz. Dwa razy dzisiaj zrobiłeś tę samą "literówkę". Przestały Ci się plątać palce po klawiaturze dopiero wtedy, gdy Tulla napisała to słowo poprawnie. Takie "literówki" to bardzo ciekawa właściwość umysłu, zapewne właśnie sprawnego inaczej.
Nigdy nie zwracam uwagi na błędy ortograficzne forumowiczów, bo nie rażą mnie one u osób nie usiłujących na każdym kroku kogoś obrażać. A "geszewciarz" u Flagonka aż błyszczy...
Ale to dobrze, że się uczysz.
Nigdy nie zwracam uwagi na błędy ortograficzne forumowiczów, bo nie rażą mnie one u osób nie usiłujących na każdym kroku kogoś obrażać. A "geszewciarz" u Flagonka aż błyszczy...
Ale to dobrze, że się uczysz.
O! doprawdy? czy to znaczy, że są też sprawne umysłowo, przyszłe mężatki (tu pisujące), według twoich norm, paniusiu? :-)
To jakiś osobny rodzaj sprawności umysłowej? :-)))
A większość naszych, przyszłych mężatek, sprawia wrażenie (oby tylko wrażenie) że nie będą tego wiedziały...
Oj, paniusiu, a o czym, z tobą, można rozmawiać? :-)
Jeśli inaczej zdarzyło mi się napisać słowo "geszefciarz", to tylko przez pomyłkę, klawiszówki, pośpiech są powodem wielu pomyłek, chociaż jak można jeszcze inaczej je napisać? nie ma zbyt wielu możliwości.
Ale wskazuje to na wielka uwagę, jaką mi poświęcasz, wybiórczą, chciałoby się rzec... :-)
To jakiś osobny rodzaj sprawności umysłowej? :-)))
A większość naszych, przyszłych mężatek, sprawia wrażenie (oby tylko wrażenie) że nie będą tego wiedziały...
Oj, paniusiu, a o czym, z tobą, można rozmawiać? :-)
Jeśli inaczej zdarzyło mi się napisać słowo "geszefciarz", to tylko przez pomyłkę, klawiszówki, pośpiech są powodem wielu pomyłek, chociaż jak można jeszcze inaczej je napisać? nie ma zbyt wielu możliwości.
Ale wskazuje to na wielka uwagę, jaką mi poświęcasz, wybiórczą, chciałoby się rzec... :-)
flagon napisał(a):
> flagon: to nie są rozważania o mężu psychopacie i zniewolonych
> niepełnosprawnych kobietach...
> Dotyczyć mogą większości przyszłych tu mężatek...
> Tak więc tę dupę, dyplomem paniusiu, dyplomem, będziesz miała
> z niego przynajmniej jakiś praktyczny pożytek. :-)
Ale te rozważania są wiele warte i dotyczą sprawnych umysłowo tylko według Ciebie. "Większość przyszłych tu mężatek" wie, czego wymagać od swojego prawnika i nie da sobie wcisnąć umowy zabezpieczającej tylko jedną stronę. Oj, Flagonku, i o czym tu z Tobą rozmawiać- osobniku, który najwyraźniej nigdy w życiu nie widział intercyzy albo innej umowy o rozdzielności majątkowej.
No, ale posiedź jeszcze na różnych forach, może chociaż tam czegoś się dowiesz. Dzisiaj zauważyłam, że nauczyłeś się poprawnej pisowni słowa "geszefciarz". Świetnie, Flagonku.
> flagon: to nie są rozważania o mężu psychopacie i zniewolonych
> niepełnosprawnych kobietach...
> Dotyczyć mogą większości przyszłych tu mężatek...
> Tak więc tę dupę, dyplomem paniusiu, dyplomem, będziesz miała
> z niego przynajmniej jakiś praktyczny pożytek. :-)
Ale te rozważania są wiele warte i dotyczą sprawnych umysłowo tylko według Ciebie. "Większość przyszłych tu mężatek" wie, czego wymagać od swojego prawnika i nie da sobie wcisnąć umowy zabezpieczającej tylko jedną stronę. Oj, Flagonku, i o czym tu z Tobą rozmawiać- osobniku, który najwyraźniej nigdy w życiu nie widział intercyzy albo innej umowy o rozdzielności majątkowej.
No, ale posiedź jeszcze na różnych forach, może chociaż tam czegoś się dowiesz. Dzisiaj zauważyłam, że nauczyłeś się poprawnej pisowni słowa "geszefciarz". Świetnie, Flagonku.
Agatha napisał(a):
> Jeżeli uważasz, że warte rozważania są sytuacje, gdy
> mąż-psychopata każe coś podpisać kompletnie zniewolonej,
> niepełnosprawnej umysłowo żonie, to ok., mogę nawet zużyć w
> toalecie i Twoje świadectwa z podstawówki.
flagon: to nie są rozważania o mężu psychopacie i zniewolonych niepełnosprawnych kobietach...
Dotyczyć mogą większości przyszłych tu mężatek...
Tak więc tę dupę, dyplomem paniusiu, dyplomem, będziesz miała z niego przynajmniej jakiś praktyczny pożytek. :-)
> Jeżeli uważasz, że warte rozważania są sytuacje, gdy
> mąż-psychopata każe coś podpisać kompletnie zniewolonej,
> niepełnosprawnej umysłowo żonie, to ok., mogę nawet zużyć w
> toalecie i Twoje świadectwa z podstawówki.
flagon: to nie są rozważania o mężu psychopacie i zniewolonych niepełnosprawnych kobietach...
Dotyczyć mogą większości przyszłych tu mężatek...
Tak więc tę dupę, dyplomem paniusiu, dyplomem, będziesz miała z niego przynajmniej jakiś praktyczny pożytek. :-)
tulla napisał(a):
> W małżeństwach bez intercyzy można bezwstydnie żyć na koszt
> drugiego współmałżonka i nie oddawać pożyczonych pieniędzy,
> tak?
flagon:
A wiesz, że coś w tym jest, to znaczy w sensie tego co napisałaś, pozwól, że to rozwinę, bo temat wydaje się być ważki i zasługujący na większą uwagę.
Otóż, najlepszym przykładem wydaje się być ...niepracująca żona, urodzi taka dzieci, a potem tylko siedzi w domu na koszt męża, coś tam niby pierze, gotuje, sprząta, ale co się tłuk jeden przy tym nagada, nazrzędzi i wiecznie tych pieniędzy potrzebuje, żre je czy co? przecież to jest bezwstydne życie na koszt współmałżonka, człowieka zadbanego, bywającego w świecie, w towarzystwie z żoną trudno mu się pokazać, bo darmozjad woli pewnie w domu siedzieć, trzeba by to próchno wyremontować nieco, ubrać, dać na fryzjera, kupić kieckę, buty, i co?!!! wszystko znowu na koszt współmażonka?
Pożyczanie jej pieniędzy. Jakie pożyczanie? ten garkotłuk bezczelnie i bez umiaru upomina się o coraz więcej, mało i mało, nawet gdyby pożyczyła, to z czego odda? przecież siedzi w domu i bezstydnie żyje na koszt współmałżonka.
A gdy taki ciężko pracujący mąż, chce się pozbyć tego wstrętnego darmozjada, ileż to kłopotów go czeka i jakie koszty? będzie żądała i pewnikiem sąd jej przyzna, połowę majątku mężczyzny, na którego koszt żyła bezczelnie przez cały okres małżeństwa.
Masz rację, że jedynym wyjściem z takiej opresji jest intercyza, zapobiegliwy i przewidujący mąż powinien za wczasu pomyśleć o tym.
Gdy przyjdzie co do czego, to PASZŁA WON!!! i zupełnie niewielkim kosztem będzie mógł nieszczęśnik wymienić sobie babę na jakiś nowszy i atrakcyjniejszy model.
No, no, to trzeba przemyśleć!, ta intercyza wydaje się mieć, pewne i niezaprzeczalne zalety.
Dziękuję, że mi to uświadomiłaś, innym zwolenniczkom takiego kontraktu, również :-)
> W małżeństwach bez intercyzy można bezwstydnie żyć na koszt
> drugiego współmałżonka i nie oddawać pożyczonych pieniędzy,
> tak?
flagon:
A wiesz, że coś w tym jest, to znaczy w sensie tego co napisałaś, pozwól, że to rozwinę, bo temat wydaje się być ważki i zasługujący na większą uwagę.
Otóż, najlepszym przykładem wydaje się być ...niepracująca żona, urodzi taka dzieci, a potem tylko siedzi w domu na koszt męża, coś tam niby pierze, gotuje, sprząta, ale co się tłuk jeden przy tym nagada, nazrzędzi i wiecznie tych pieniędzy potrzebuje, żre je czy co? przecież to jest bezwstydne życie na koszt współmałżonka, człowieka zadbanego, bywającego w świecie, w towarzystwie z żoną trudno mu się pokazać, bo darmozjad woli pewnie w domu siedzieć, trzeba by to próchno wyremontować nieco, ubrać, dać na fryzjera, kupić kieckę, buty, i co?!!! wszystko znowu na koszt współmażonka?
Pożyczanie jej pieniędzy. Jakie pożyczanie? ten garkotłuk bezczelnie i bez umiaru upomina się o coraz więcej, mało i mało, nawet gdyby pożyczyła, to z czego odda? przecież siedzi w domu i bezstydnie żyje na koszt współmałżonka.
A gdy taki ciężko pracujący mąż, chce się pozbyć tego wstrętnego darmozjada, ileż to kłopotów go czeka i jakie koszty? będzie żądała i pewnikiem sąd jej przyzna, połowę majątku mężczyzny, na którego koszt żyła bezczelnie przez cały okres małżeństwa.
Masz rację, że jedynym wyjściem z takiej opresji jest intercyza, zapobiegliwy i przewidujący mąż powinien za wczasu pomyśleć o tym.
Gdy przyjdzie co do czego, to PASZŁA WON!!! i zupełnie niewielkim kosztem będzie mógł nieszczęśnik wymienić sobie babę na jakiś nowszy i atrakcyjniejszy model.
No, no, to trzeba przemyśleć!, ta intercyza wydaje się mieć, pewne i niezaprzeczalne zalety.
Dziękuję, że mi to uświadomiłaś, innym zwolenniczkom takiego kontraktu, również :-)
Czarna Żmija napisał(a):
> Stary, nie dorabiaj filozofii tam gdzie jej nie ma. Ubrdałeś
> sobie coś we łbie i twardo się tego trzymasz, podczas gdy
> zupełnie nie o tym tu dyskutujemy. Pieprzysz od rzeczy i nie
> umiesz czytać ze zrozumieniem. Mój post W OGÓLE NIE DOTYCZYŁ
> kwestii miłości itp., bo to już każdy musi odnieść do swojego
> związku i sam zdecydować.
flagon: Ejże stara, czytasz i nie bardzo kumasz co jest napisane, kartofle lepiej na obiad obierz, czy będzie chińska zupka, może?
> Stary, nie dorabiaj filozofii tam gdzie jej nie ma. Ubrdałeś
> sobie coś we łbie i twardo się tego trzymasz, podczas gdy
> zupełnie nie o tym tu dyskutujemy. Pieprzysz od rzeczy i nie
> umiesz czytać ze zrozumieniem. Mój post W OGÓLE NIE DOTYCZYŁ
> kwestii miłości itp., bo to już każdy musi odnieść do swojego
> związku i sam zdecydować.
flagon: Ejże stara, czytasz i nie bardzo kumasz co jest napisane, kartofle lepiej na obiad obierz, czy będzie chińska zupka, może?
Czarna Żmija napisał(a):
> c****ię to ty masz w gaciach.
> Facet właśnie chce dziewczynę zabezpieczyć na złe chwile.
flagon: :-)))) śmiesznie byś wyglądała w moich gaciach na głowie, no i wtedy byłabyś rzeczywiście c**** w moich gaciach :-)))
A propos, znasz to? kobiecy narząd płciowy na "u"...
PS ...usta
> c****ię to ty masz w gaciach.
> Facet właśnie chce dziewczynę zabezpieczyć na złe chwile.
flagon: :-)))) śmiesznie byś wyglądała w moich gaciach na głowie, no i wtedy byłabyś rzeczywiście c**** w moich gaciach :-)))
A propos, znasz to? kobiecy narząd płciowy na "u"...
PS ...usta
