Widok
Sens pierwszej komunii
Pisze ten watek w dziale Rodzina i dziecko, nie wiem, czemu jest to poddzial dzialu KOBIETA. Czy facet nie ma rodziny i dzieci, albo niby ma to wszystko w d*pie? No chyba nie, skoro tu pisze.
Tak przy okazji dzieci w bialych ubrankach paradujacych jeszcze niedawno zastanawialem sie, czy warto posylac dzieci do pierwszej komunii (i ochrzcic).
PRZECIW: ja sam nie jestem wierzacy, nie moge wiec byc dobrym przykladem. Nie chodze do kosciola, dizeci na religii dowiedza sie wiec, ze ich ojciec (matka z reszta tez) sa grzesznikami, nie chodza do kosciola itd. Poza tym jest to wbrew moim przekonaniom, wiec bylaby to hipokryzja z mojej strony (i uczenie tego samego dzieci).
ZA: nie wiem, czy dziecko nie bedzie narazone na przykrosci, bo chyba jednak wiekszosc dzieci jest chrzczona i przystepuje do komunii. Poza tym jest to impreza rodzinna, babcie, dziadkowie, ze o prezentach nie wspomne, to musi byc wspaniale przezycie dla dziecka i nie chcialbym im tego odbierac.
Chcialbym, aby podzielili sie ze mna opinia Ci, ktorzy mieli/maja podobny dylemat, ewentualnie nie poslali dzieci do komunii i jakie byly tego dla dzieci konsekwencje.
Prosze od razu aby dewoty i moralizatorzy sie wstrzymali, nie chodzi tu o to, zeby nawracac, itd, mi chodzi tylko o dobro dzieci.
Tak przy okazji dzieci w bialych ubrankach paradujacych jeszcze niedawno zastanawialem sie, czy warto posylac dzieci do pierwszej komunii (i ochrzcic).
PRZECIW: ja sam nie jestem wierzacy, nie moge wiec byc dobrym przykladem. Nie chodze do kosciola, dizeci na religii dowiedza sie wiec, ze ich ojciec (matka z reszta tez) sa grzesznikami, nie chodza do kosciola itd. Poza tym jest to wbrew moim przekonaniom, wiec bylaby to hipokryzja z mojej strony (i uczenie tego samego dzieci).
ZA: nie wiem, czy dziecko nie bedzie narazone na przykrosci, bo chyba jednak wiekszosc dzieci jest chrzczona i przystepuje do komunii. Poza tym jest to impreza rodzinna, babcie, dziadkowie, ze o prezentach nie wspomne, to musi byc wspaniale przezycie dla dziecka i nie chcialbym im tego odbierac.
Chcialbym, aby podzielili sie ze mna opinia Ci, ktorzy mieli/maja podobny dylemat, ewentualnie nie poslali dzieci do komunii i jakie byly tego dla dzieci konsekwencje.
Prosze od razu aby dewoty i moralizatorzy sie wstrzymali, nie chodzi tu o to, zeby nawracac, itd, mi chodzi tylko o dobro dzieci.
Jeżeli nie jesteś apostatą, to jest hipokryzja- chyba, że nie byłeś chrzczony.
Dziecka możesz się zapytać jaki jest jego wybór- wtedy będziesz fair. Zawsze można przystąpić do sakramentów w dorosłym wieku, jeśli ma się taką potrzebę, lub dokonać apostazji, jeśli nie chce żyć w zgodzie z religią.
Odnośnie działu- na głównej Dziecko jest w dziale Życie i Styl- na forum już tego nie zmienili.
Dziecka możesz się zapytać jaki jest jego wybór- wtedy będziesz fair. Zawsze można przystąpić do sakramentów w dorosłym wieku, jeśli ma się taką potrzebę, lub dokonać apostazji, jeśli nie chce żyć w zgodzie z religią.
Odnośnie działu- na głównej Dziecko jest w dziale Życie i Styl- na forum już tego nie zmienili.
Jeszcze raz sprostuje: nie chodzi o to, czym ja jestem dla kosciola. Nic mnie to nie obchodzi, czy figuruje w ich rubryczkach czy nie. Chodzi mi o spekt czysto psychologiczny dla dziecka. I prosze sobie odpuscic tego typu rady: zapytac dziecka. Dziecko w tym wieku jeszcze bardzo malo rozumie, jest podatne na sugestie i na trend wsrod rowiesnikow.
''Zawsze można przystąpić do sakramentów w dorosłym wieku, jeśli ma się taką potrzebę, lub dokonać apostazji, jeśli nie chce żyć w zgodzie z religią'' - wiem, jakie sa mozliwosci, nie o to pytalem.
''Zawsze można przystąpić do sakramentów w dorosłym wieku, jeśli ma się taką potrzebę, lub dokonać apostazji, jeśli nie chce żyć w zgodzie z religią'' - wiem, jakie sa mozliwosci, nie o to pytalem.
Co kolwiek powiedzą inni, mi wydaje się że dla takiego dziecka kwestia wiary i tak jest totalną abstrakcją w naszym kraju gdyby chciało sie byc fair ze swoim sumieniem, trzeba byłoby miec bardzo dojrzałe dziecko.... "bo czemu kolega dostał rower a on/ona nie?" Poza tym mozna to traktowac troche jak tradycje, bo co świat Bożego Narodzenia też nie obchodzisz?
Ja, to co mówisz nie ma żadnego sensu. I Komunia to sakrament, który ma znaczenie dla wierzących i tylko oni powinni go przyjmować. Tak nie jest, wielu posyła dziecko tylko ze względu na to, że inni to robią, a poza tym można się pokazać rodzinie, zrobić małe wesele, itd. (podobnie sytuacja ma się ze ślubami kościelnymi). Przez to ten sakrament stał się tym czym jest obecnie, widowiskiem próżności rodziców i dzieci, połączonym z kłótniami o ubiór, wystrój kościoła, itp.
Nie przemawia do mnie także argument, że dziecko będzie się czuło wykluczone. Przecież wychowujesz je od małego na ateistę, innowiercę czy agnostyka, wszyscy o tym wiedzą i ono też. Jeśli boisz się, że będzie się czuło pokrzywdzone, bo nie miało obiadu i prezentów, to wypraw mu uroczysty obiad i kup ten tablet (czy co się teraz zamiast roweru kupuje), ale nie rób szopki z sakramentu, który dla innych jest ważny.
Miałam w szkole zarówno niewierzących, jak i osoby innej wiary niż katolicka i te dzieci nie chodziły na religię ani nie przystępowały do I Komunii i nie miały z tego powodu żadnych nieprzyjemności ani ze strony innych dzieci ani nauczycieli. Pamiętam, że my jako dzieci byliśmy wręcz w pozytywny sposób ciekawi takich osób.
Naprawdę nie rozumiem takich wypowiedzi: jestem ateistą, religia to bzdury, ale dziecko poślę, bo może się mu to przyda w przyszłości, a poza tym babcia będzie zadowolona i sypnie kasą. Ludzie żyjcie w zgodzie z samym sobą, a okazję do obdarowania dziecka prezentami i zorganizowania spotkania rodzinnego możecie sobie stworzyć inną.
Nie przemawia do mnie także argument, że dziecko będzie się czuło wykluczone. Przecież wychowujesz je od małego na ateistę, innowiercę czy agnostyka, wszyscy o tym wiedzą i ono też. Jeśli boisz się, że będzie się czuło pokrzywdzone, bo nie miało obiadu i prezentów, to wypraw mu uroczysty obiad i kup ten tablet (czy co się teraz zamiast roweru kupuje), ale nie rób szopki z sakramentu, który dla innych jest ważny.
Miałam w szkole zarówno niewierzących, jak i osoby innej wiary niż katolicka i te dzieci nie chodziły na religię ani nie przystępowały do I Komunii i nie miały z tego powodu żadnych nieprzyjemności ani ze strony innych dzieci ani nauczycieli. Pamiętam, że my jako dzieci byliśmy wręcz w pozytywny sposób ciekawi takich osób.
Naprawdę nie rozumiem takich wypowiedzi: jestem ateistą, religia to bzdury, ale dziecko poślę, bo może się mu to przyda w przyszłości, a poza tym babcia będzie zadowolona i sypnie kasą. Ludzie żyjcie w zgodzie z samym sobą, a okazję do obdarowania dziecka prezentami i zorganizowania spotkania rodzinnego możecie sobie stworzyć inną.
moje najstarsze zaczyna teraz pierwsza klase, i dostalismy deklaracje czy zgadzamy sie zeby dziecko uczeszczalo na zajecia etyki, w koncu etyka bedzie miala wieksza ilosc uczniow i nie bedzie to tylko te kilka nie chodzacych na religie, (czyli moze chodzic tylko na religie, lub tylko na etyke lub na oba, ja chce zeby chodzil na oba)
w Twojej sytuacji nie chrzcilabym dziecka, nie slala do komunii, nie ma co dramatyzowac za wczasu ze dziecko wykluczone, mozesz mu zadoscuczynic w tym samym czasie robiac mu prywatny "dzień dziecka" jezeli tak obawiasz sie ze inne dzieci beda sie chwalic prezentami a twoje bedzie tylko ze smutna minka na to patrzec, bo "mnie nie poslali",
mysle ze nie doceniasz dziecka(jako takiego) to sa rozumne istoty i jezeli mu wytlumaczysz ze to nie wasza bajka, ze wy tego nie uznajecie, to dziecko zrozumie. ale musicie byc konsekwentni w swoich decyzjach apropos sakramentow i świat.
jednak ja jako rodzic wierzacy takze obawiam sie komunii bo mnie denerwuje ta cala otoczka, prezenty itp. za moich czasow, najwazniejsze bylo to ze bedzie mozna oranżady pic do woli :)
mysle ze bardzo duzo zalezy od rodzicow dzieci w klasie, teraz nikt sie nie pilnuje zeby o pewnych rzeczach nie rozmawiac przy dzieciach. a przekupki klapia jezorem byle klapac o innych... to bylo jest i bedzie.
tak naprawde pierwszym swiadomym sakramentem jest bierzmowanie wiec tu takze jest pole do okreslenia sie przez dziecko
a tak serio chcialabym zeby religia wrocila do salek przyparafialnych, po piersze kosciol by ozyl od dzieciecych smiechow, chodzili by tylko Ci co naprawde chca w tym uczestniczyc, i wlasnie komunia i biezmowanie bylyby niezalezne od szkoly.
w Twojej sytuacji nie chrzcilabym dziecka, nie slala do komunii, nie ma co dramatyzowac za wczasu ze dziecko wykluczone, mozesz mu zadoscuczynic w tym samym czasie robiac mu prywatny "dzień dziecka" jezeli tak obawiasz sie ze inne dzieci beda sie chwalic prezentami a twoje bedzie tylko ze smutna minka na to patrzec, bo "mnie nie poslali",
mysle ze nie doceniasz dziecka(jako takiego) to sa rozumne istoty i jezeli mu wytlumaczysz ze to nie wasza bajka, ze wy tego nie uznajecie, to dziecko zrozumie. ale musicie byc konsekwentni w swoich decyzjach apropos sakramentow i świat.
jednak ja jako rodzic wierzacy takze obawiam sie komunii bo mnie denerwuje ta cala otoczka, prezenty itp. za moich czasow, najwazniejsze bylo to ze bedzie mozna oranżady pic do woli :)
mysle ze bardzo duzo zalezy od rodzicow dzieci w klasie, teraz nikt sie nie pilnuje zeby o pewnych rzeczach nie rozmawiac przy dzieciach. a przekupki klapia jezorem byle klapac o innych... to bylo jest i bedzie.
tak naprawde pierwszym swiadomym sakramentem jest bierzmowanie wiec tu takze jest pole do okreslenia sie przez dziecko
a tak serio chcialabym zeby religia wrocila do salek przyparafialnych, po piersze kosciol by ozyl od dzieciecych smiechow, chodzili by tylko Ci co naprawde chca w tym uczestniczyc, i wlasnie komunia i biezmowanie bylyby niezalezne od szkoly.
Oczywiście macie rację, ale narazie religia nie wróciła jeszcze do salek parafialnych i tłumaczenie malemu dziecku że to nie "nasza bajka" no cóż łatwo powiedzieć trudniej zrobić. Wierzę, że to że moje dziecko również pójdzie do pierwszej komunii nie przeszkodzi, ani nie umniejszy znaczenia tego sakramentu w żaden sposób dzieciom rodziców z prawdziwym przekonaniem. Tak jak pisałam żeby nie być hipokrytką musiałabym nie obchodzić też świąt, moje dzieck najwyżej nauczy się że w życiu nie wszystko jest czarno albo białe- co też na pewno mu się przyda. Zgadzam sie też z Nell, że w kwesti bieżmowania sytuacja jest dużo uczciwiej postawiona, dziecko jest bardziej świadome, nie ma też takiej lukrowej otoczki wokół tego sakramentu.
nie rob nic wbrew sobie. ja zrobilam (czytaj ochrzcilam) i teraz baaardzo zaluje. presja ze strony rodziny zrobila swoje, a ja bylam glupia zamiast postawic sie twardo a nie tylko dyskutowac z nimi , zgodzilam sie.
mglam poczekac az dziecko samo zdecyduje, na sakrament nigdy nie jest za pozno.a z tego, co wiem Jezus zostal ochrzczony jak byl dorosly.
poza tym wszystko krecilo sie wokol "ofiary-co łaska".
trudno - juz sie stalo. jesli wahasz sie - poczekaj. latwiej jest dac dziecku sakrament, niz pozniej bawic sie w te wszystkie apostazje.
dzieci moich kolezanek/kolegow juz dawno chodza do szkoly. znajome mowily mi, ze dzisiaj juz nie ma tego, co kiedys-wytykanie palcami, ze ktos jest innej wiary albo niewierzacy. inne czasy.
mglam poczekac az dziecko samo zdecyduje, na sakrament nigdy nie jest za pozno.a z tego, co wiem Jezus zostal ochrzczony jak byl dorosly.
poza tym wszystko krecilo sie wokol "ofiary-co łaska".
trudno - juz sie stalo. jesli wahasz sie - poczekaj. latwiej jest dac dziecku sakrament, niz pozniej bawic sie w te wszystkie apostazje.
dzieci moich kolezanek/kolegow juz dawno chodza do szkoly. znajome mowily mi, ze dzisiaj juz nie ma tego, co kiedys-wytykanie palcami, ze ktos jest innej wiary albo niewierzacy. inne czasy.
Dzieki za odpowiedzi, choc tylko kilka zdan bylo na temat. Najbardziej mi zalezalo na wypowiedziach tych, ktorzy juz to maja za soba, czy zaluja czy nie takich lub innych decyzji, a przede wszystkim jak to przezylo dziecko.
Dziecko chocby i mialo najczystsze sumienie, to rodzice wlasnie zmieniaja sakrament w szopke, no ale to taka tradycja, zastaw sie a postaw sie.
Dziecko chocby i mialo najczystsze sumienie, to rodzice wlasnie zmieniaja sakrament w szopke, no ale to taka tradycja, zastaw sie a postaw sie.
zaluje, bo zrobilam to wbrew sobie. sama bylam chrzczona, mialam komunie, bierzmowanie itd. tylko ze to za mnie podejmowano te decyje. wtedy nnie interesowal mnie sakrament tyko prezenty, jak wiekszosc dzieci. swieta obchodze, owszem ale do kosciola nie chodze. i nawet powiedzielismy o tym ksiedzu, przed chrztem synka, bo kazano nam podpisac jakis papierek, ze zobowiazujemy sie wychowywania dziecka w wierze. o dziwo dostalismy zgode, bo bylismy szczerzy. ksiadz powiedzial, ze jemu wystarczy to, ze rodzice chrzestni sa wierzacy i praktykujacy.
slubu koscielnego z mezem nie wzielismy, tylko cywilny, bo nie chcielismy byc hipokrytami. a tu masz - i tak nimi jestesmy i tak.
do dnia dzisiejszego, przy kazdym spotkaniu rodzinnym podkreslam, ze tego chrztu nie chcialam. przynajmniej nie teraz. i nie moge sobie wybaczyc, dlaczego to zrobilam.
gwoli scislosci - jesli synek w przyszlosci chcialby zostac ochrzczony oczywiscie nie wybijalabbym mu tego z glowy. tylko chcialabym, zeby to byla jego decyzja. przede wszystkim swiadoma.
slubu koscielnego z mezem nie wzielismy, tylko cywilny, bo nie chcielismy byc hipokrytami. a tu masz - i tak nimi jestesmy i tak.
do dnia dzisiejszego, przy kazdym spotkaniu rodzinnym podkreslam, ze tego chrztu nie chcialam. przynajmniej nie teraz. i nie moge sobie wybaczyc, dlaczego to zrobilam.
gwoli scislosci - jesli synek w przyszlosci chcialby zostac ochrzczony oczywiscie nie wybijalabbym mu tego z glowy. tylko chcialabym, zeby to byla jego decyzja. przede wszystkim swiadoma.
Dzieki za odpowiedz. No coz, zalujesz tego, ze wzgledu na swoje samopoczucie, ze zrobilas cos wbrew sobie. Czy teraz juz wiesz, ze nie poslesz dziecka do pierwszej komunii? Bo dziecku przeciez zadna krzywda sie nie stala. byla tez okazja do rodzinnego spotkania itd. Podobnie jest przy komunii. Dlatego mam dylemat. Inaczej ciezko zebrac wszystkich razem. Albo komunia, albo wesele, albo niestety pogrzeb.
Nie tylko o spotkanie rodzinne. Jednak wszystko ulega komercjalizacji. Swieta, sakramenty itd. Ja chcialbym wychowac dziecko na myslace za siebie, ale czy z ta komunia to nie tak jakby powiedziec malemu jeszzce dziecku, ze nie ma swietego Mikolaja. Czy nie jest za wczesnie dla takiego dziecka, zeby go uswiadamiac o waznosci wyborow, a po prostu pozwolic mu cieszyc sie z przezywania uroczystosci. Moja cora ma 3,5 roku. W Boze Narodzenie w telewizji lecialy koledy i bardzo sie jej podobaly. Byla raz tez z niania w kosciele, akurat jak byly komunie. Bardzo sie jej to podobalo. Biale ubranka, spiewanie dzieci itd. O to mi wlasnie chodzi. Wydaje mi sie, ze tak czy siak, dziecko nie podejmuje tego wyboru, tylko rodzice. Jak zapytasz dziecko, ktore chodzilo na religie, czy wierzy w Boga, odpowie ze tak, na pewno tez kocha Jezusa, bo chce byc dobre, chce wierzyc, ze babcia czy dziadek, ktory umarl idzie do nieba i jest szczesliwy u Pana Boga (ja tez chcialbym wierzyc). I o to mi chodzi, czy pozwolic dziecku na przezywanie tej uroczystosci, w ktora ono zapewne wierzy, czy tez pozwolic, abe moglo zdecydowac jak juz bedzie starsze i bardziej rozumne. No i znowu, najbardziej chcialbym sie dowiedziec od rodzicow, ktorzy maja takie dzieci juz nastoletnie, czy kiedykolwiek wypominaly rodzicom, ze wtedy przykro im bylo, ze nie byly razem z innymi dziecmi, czy wlasnie sa dumne, ze rodzice nie robili czegos wbrew sobie.
to nie prawda ze masz nie obchodzic swiat, jest to dzien ustawowo wolny, wiekszosc ludzi ma wowczas wolne i nawet jezeli nie wierzysz w Boga, nie znaczy ze masz rezygnowac z tego co mile, jednak odpowiednio to wyjasnic dziecku,np. ze nie obchodzicie Bozego narodzenia tylko Gwiazdke, bo to taka Polska tradycja dla ludzi wierzacych pamiatka cudownych narodzin zbawiciela,wystarczy zrezygnowac z religijnych akcentow - mozeci poprostu nawet obchodzic swieto przesilenia zimowego , trzeba umiejetnie i swiadomie rozdzielic i wytlumaczyc, to ze bedziecie rozmawiac o religiach swiata nie namąci dziecku w glowie, jednak badzcie konsekwentni w Swoich przekonaniach, i SZCZERZY. jednoczesnie tolerancyjni dla innych.
No coz, wiele dobrych RAD. Mi bardziej chodzilo o doswiadczenia ludzi, ktorzy rzeczywsicie mieli podobny dylemat.
Co do swiat, to skad sie bierze przekonanie do prawa do monopolizowania sobie uroczystosci i swietowania? Tak jak napisala @Nell, wczesniej w okresie Bozego Narodzenia tez swietowano, przesilenie zimowe, choinka, to sie wywodzi jeszcze z czasow poganskich. Tradycja dawania sobie prezentow tez jest ok, czemu nie.
Co do swiat, to skad sie bierze przekonanie do prawa do monopolizowania sobie uroczystosci i swietowania? Tak jak napisala @Nell, wczesniej w okresie Bozego Narodzenia tez swietowano, przesilenie zimowe, choinka, to sie wywodzi jeszcze z czasow poganskich. Tradycja dawania sobie prezentow tez jest ok, czemu nie.
ja powiem tak,decyzja należy do Ciebie,jednak żyjemy w kraju gdzie jest większość katolików,napewno kiedyś Twoje dziecko pozna swoją druga połowe co może się okazać iż jest to wierzący katolik i będą chcieli wziąć ślub i wtedy robi się problem,pamietaj też ,że Twoje dziecko nie będzie mogło być chrzestnym gdy ktyoś je poprosi,z drugiej strony nawet jako osoba dorosłą do sakramentów może przystąpić i nie ma tu co patrzeć co ludzie powiedzą:))
Wiem, ze to moja decyzja, ja pierdziu. No wlasnie o to mi chodzi, @kasia, masz doswiadczenie ze swoim dzieckiem? Czy po prostu uwazasz sie za autorytet w tych sprawach?
Jaki ma to zwiazek, ze jak w przyszlosci moje dorosle juz dziecko bedzie chcialo wziac slub to moze byc problem?? Przeciez chodzi mi wylacznie o pierwsza komunie, takie bylo pytanie. No ale wiekszosc chyba nie rozumie pytania / nie potrafi czytac ze zrozumieniem / dlatego tez odpowiedzi sa bez zwiazku.
Jaki ma to zwiazek, ze jak w przyszlosci moje dorosle juz dziecko bedzie chcialo wziac slub to moze byc problem?? Przeciez chodzi mi wylacznie o pierwsza komunie, takie bylo pytanie. No ale wiekszosc chyba nie rozumie pytania / nie potrafi czytac ze zrozumieniem / dlatego tez odpowiedzi sa bez zwiazku.
Mój sąsiad był właśnie w takiej sytuacji jak Ty. Niewierzący, jednak dziecko przyjęło chrzest, komunię (wybór rodziców) oraz bierzmowanie (wybór dziecka). Dziewczyna już dorosła, nie praktykuje. Podczas rozmowy na temat, czemu podjął taką decyzję - tłumaczył, że nie chce dziecku utrudniać życia, żeby nie musiała później "nadrabiać" oraz żeby nie miała pretensji, że rodzice podjęli za nią niewłaściwą decyzję. Uważam, że coś w tym jest. Jak już wspomniałam, dziewczyna dwudziestoparoletnia nie praktykuje, a przyjęte sakramenty w niczym jej nie przeszkadzają.
Zupełnie inaczej kwestia wygląda względem ludzi "wierzących niepraktykujących", którzy na jeden dzień stają się wzorowymi katolikami, aby przejść przez kościół w białej kiecce i garniturze, ku uciesze rodziny :) Ale to wyłącznie moje zdanie.
Zupełnie inaczej kwestia wygląda względem ludzi "wierzących niepraktykujących", którzy na jeden dzień stają się wzorowymi katolikami, aby przejść przez kościół w białej kiecce i garniturze, ku uciesze rodziny :) Ale to wyłącznie moje zdanie.
Skasowało mi więc napisze jeszcze raz.Tak naprawdę zależy to od dziecka.Ja posłałam do komunii,chociaż sama jestem niepraktykująca.Zrobiłam to,żeby dziecko nie było wykluczone w klasie,gdzie 98%przystępuje do komunii.Bo jest wykluczone,chociażby nie wiadomo ile forumek zaprzeczało.Przygotowania trwają przez cały rok.Dużo się o tym mówi,jest wiele dodatkowych zajęć,panuje atmosfera wyczekiwania i dziecko,które jest od tego odsunięte może czuć się inne,gorsze,pominięte.Ale teraz z perspektywy czasu żałuję,bo jeśli chodzi o mojego syna to okazuje się,że lepsze byłoby wykluczenie poparte mądrym uzasadnieniem z mojej strony i zakończone hucznym przyjęciem z prezentami z udziałem całej rodziny (świętować wszak można z różnych powodów a także i bez powodu) niż to co nas spotkało.Ale podkreślam każde dziecko jest inne i to tylko i wyłącznie moje zdanie no i mojego syna.
Więc po kolei:
Komunię poprzedzają cotygodniowe,obowiązkowe spotkania w kościele,podczas których Twoje dziecko jest poddawane indoktrynacji naszpikowanej drastycznymi opisami tego co dzieje się z nie dość gorliwymi katolikami nie mówiąc już o innowiercach.Jeśli Twój światopogląd jest inny a wizja świata odmienna czeka cię długie tłumaczenie i prostowanie oraz łagodzenie lęków małego dziecka.
Musicie uczęszczać też na obowiązkowe próby podczas których wiele jest pokrzykiwania i straszenia(żeby utrzymać w ciszy grupę małych dzieci) i kolejna porcja stresujących wizji co się dzieje z niegrzecznymi dziećmi,które nie mogą spokojnie usiedzieć w kościele.
Dziecko musi wykuć na blachę mnóstwo modlitw i formułek napisanych archaicznym językiem i tutaj też ciśnie mu się na usta pytanie:po co?"
Kolejną atrakcją jest obowiązkowe uczęszczanie na wszystkie msze niedzielne,roraty,drogi krzyżowe itp..itd..gdzie dziecko otrzymuje karteczki ,które potem musi przedstawić na religii jako dowód,że było.A samo przecież nie pójdzie....Więc wysiadujesz z nim i zadajesz sobie pytanie: co ja tu robię?
Pierwsza spowiedż...hm..mój syn uciekł z płaczem z kościoła..do dziś nie wiem,co usłyszał za kratkami konfesjonału.
No i wreszcie TEN DZIEŃ mega stres.Od momentu ustawienia się pod kościołem,poprzez siedzenie w ławkach i strach,żeby niczego nie pomylić,nie zniszczyć dekoracji(wszak wiadomo,co dzieje się z niegrzecznymi ..),wytrzymać 1,5 h w zatłoczonym kościele,a po wyjściu znależć rodzinę i się nie zgubić...massakra.
Syn i my umęczyliśmy się tym wszystkim do granic możliwości.
A na koniec syn zapytał ;mamo,a dlaczego Antek nie musiał iść do komunii?(Antek-syn sąsiadów,buddysta). I to ostatecznie wyleczyło mnie z celebrowania jakichkolwiek uroczystości kościelnych.Wierz mi bez podbudowy ideologicznej to ciężkie przejście dla wszystkich zainteresowanych.Pozdrawiam.
Więc po kolei:
Komunię poprzedzają cotygodniowe,obowiązkowe spotkania w kościele,podczas których Twoje dziecko jest poddawane indoktrynacji naszpikowanej drastycznymi opisami tego co dzieje się z nie dość gorliwymi katolikami nie mówiąc już o innowiercach.Jeśli Twój światopogląd jest inny a wizja świata odmienna czeka cię długie tłumaczenie i prostowanie oraz łagodzenie lęków małego dziecka.
Musicie uczęszczać też na obowiązkowe próby podczas których wiele jest pokrzykiwania i straszenia(żeby utrzymać w ciszy grupę małych dzieci) i kolejna porcja stresujących wizji co się dzieje z niegrzecznymi dziećmi,które nie mogą spokojnie usiedzieć w kościele.
Dziecko musi wykuć na blachę mnóstwo modlitw i formułek napisanych archaicznym językiem i tutaj też ciśnie mu się na usta pytanie:po co?"
Kolejną atrakcją jest obowiązkowe uczęszczanie na wszystkie msze niedzielne,roraty,drogi krzyżowe itp..itd..gdzie dziecko otrzymuje karteczki ,które potem musi przedstawić na religii jako dowód,że było.A samo przecież nie pójdzie....Więc wysiadujesz z nim i zadajesz sobie pytanie: co ja tu robię?
Pierwsza spowiedż...hm..mój syn uciekł z płaczem z kościoła..do dziś nie wiem,co usłyszał za kratkami konfesjonału.
No i wreszcie TEN DZIEŃ mega stres.Od momentu ustawienia się pod kościołem,poprzez siedzenie w ławkach i strach,żeby niczego nie pomylić,nie zniszczyć dekoracji(wszak wiadomo,co dzieje się z niegrzecznymi ..),wytrzymać 1,5 h w zatłoczonym kościele,a po wyjściu znależć rodzinę i się nie zgubić...massakra.
Syn i my umęczyliśmy się tym wszystkim do granic możliwości.
A na koniec syn zapytał ;mamo,a dlaczego Antek nie musiał iść do komunii?(Antek-syn sąsiadów,buddysta). I to ostatecznie wyleczyło mnie z celebrowania jakichkolwiek uroczystości kościelnych.Wierz mi bez podbudowy ideologicznej to ciężkie przejście dla wszystkich zainteresowanych.Pozdrawiam.
Taka historia z mojego podwórka:
Mój mąż jest nie wierzący.
Jako dziecko nie był chrzczony, bo jeden rodzic był ewangelikiem, drugi katolikiem i nie mogli się zdecydować w jakim obrządku.
Gdy przyszedł czas komunii, mąż sam powiedział, że chce przystąpić, bo wszyscy koledzy szli. To było 30 lat temu więc takiego szału prezentoweg nie było.
Więc go ochrzcili, jako 9 latka i do komunii posłali.
Do bierzmowania już nie szedł, bo się deklarował jako niewierzący i tak zostało.
Ślub kościelny braliśmy, on jako niewierzący więc uczciwie.
Nie wiem czy coś wniosło do dyskusji;)
Mój mąż jest nie wierzący.
Jako dziecko nie był chrzczony, bo jeden rodzic był ewangelikiem, drugi katolikiem i nie mogli się zdecydować w jakim obrządku.
Gdy przyszedł czas komunii, mąż sam powiedział, że chce przystąpić, bo wszyscy koledzy szli. To było 30 lat temu więc takiego szału prezentoweg nie było.
Więc go ochrzcili, jako 9 latka i do komunii posłali.
Do bierzmowania już nie szedł, bo się deklarował jako niewierzący i tak zostało.
Ślub kościelny braliśmy, on jako niewierzący więc uczciwie.
Nie wiem czy coś wniosło do dyskusji;)
nie znam nikogo kto miał by dziecko w wieku szkolnym i nie posłał do komuni albo nie ochrzcił (choć jak czytam takie fora to wydaje się że sa to częste przypadki) mogę natomiast podzielić się innymi doswiadczeniami
jak chodziłam do podstawówki to był jeden chłopiec w klasie który był protestantem, nie chodził z nami na religie, nie przystępował do sakramentu komuni i nie zauważyłam zeby mu to w czymkolwiek przeszkadzało, z tym, że był on od dziecka wychowywany w innej religi i jego rodzice zapewne potrafili mu wytłumaczć wszystkie wątpliwości (o ile takie miał)
drugi przypadek - mój szwagier, nie ma bierzmowania i to była jego swiadoma decyzja ale do komuni rodzice go posłali, nie ma pretensji, w niczym mu to nie przeszkadza
myślę, ze nie robisz krzywdy dziecku jeżeli jhe ochrzcisz czy poślesz do komunii - no chyba ze praktykujesz inną religię
jak chodziłam do podstawówki to był jeden chłopiec w klasie który był protestantem, nie chodził z nami na religie, nie przystępował do sakramentu komuni i nie zauważyłam zeby mu to w czymkolwiek przeszkadzało, z tym, że był on od dziecka wychowywany w innej religi i jego rodzice zapewne potrafili mu wytłumaczć wszystkie wątpliwości (o ile takie miał)
drugi przypadek - mój szwagier, nie ma bierzmowania i to była jego swiadoma decyzja ale do komuni rodzice go posłali, nie ma pretensji, w niczym mu to nie przeszkadza
myślę, ze nie robisz krzywdy dziecku jeżeli jhe ochrzcisz czy poślesz do komunii - no chyba ze praktykujesz inną religię
ja niedawno przechodzilam przez taki dylemat. o tyle trudniej ze moje dziecko chrztu nie mialo. jedynym czynnikiem ktory ciagnal nas w strone chrztu/komuni byly naciski ze strony rodziny znajomych ze moja corka bedzie wyalienowana i nie dostanie prezentow ( 90% ludzi tak wlasnie reagowalo, ze bedzie smutna ze nie dostanie prezentow - no comment). ja bylam nawet sklonna ja oddac jakiejs babci zeby ja ochrzcila, lazikowalka z nia do kosciola ale na szczesnie nikt sie jak porzyszlo co do czego nie kwapil. moja corka przez 3 lata przedszkola nie chodzila na religie jako 1, potem w szkole na szczescie miala etyke ( chociaz ja jestem antyklerykalem i anty kazda religia, no ale moze moja corka kiedys humanista zostanie) w czasie komuni i tygodnia sypania kwiatow bylysmy w disneylandzie :))) zaden prezent komunijny tego nie pobil :D
aktualnie jestem w ciąży (rozwiązanie już tuż tuż..) i również stoję przed wyborem czy wprowadzać swoje dziecko do wspólnoty kościoła czy darować to sobie ;)
Na swoim koncie mam wszystkie "szkolne sakramenty" i z autopsji wiem, że mi to nie przeszkadza, raczej mam do tego iście obojętny stosunek - a tym bardziej do głowy by mi nie przyszło aby obwiniać rodziców, że mi wiarę katolicką narzucili ! :O Raczej w druga stronę mogłabym im prawić wyrzuty, że pozbawili mnie możliwości w wierzenie w cokolwiek ...
Żadna tragedia się nie stanie gdy ochrzci się dziecko i pośle do komunii - dla dzieciaka to frajda a rodzić jakoś to przeżyje ;) i szczerze w to wątpię aby dziecko w późniejszym czasie czuło o to żal do rodziców. Jak mój syn mi w przyszłości wygarnie, że nie potrzebnie go ochrzciłam itd, to mu powiem, że skoro w to nie wierzy to dlaczego stanowi to dla niego jakiś problem ...
P.S. uważam, że gdyby nie było religii w szkołach problem by nie istniał..
Na swoim koncie mam wszystkie "szkolne sakramenty" i z autopsji wiem, że mi to nie przeszkadza, raczej mam do tego iście obojętny stosunek - a tym bardziej do głowy by mi nie przyszło aby obwiniać rodziców, że mi wiarę katolicką narzucili ! :O Raczej w druga stronę mogłabym im prawić wyrzuty, że pozbawili mnie możliwości w wierzenie w cokolwiek ...
Żadna tragedia się nie stanie gdy ochrzci się dziecko i pośle do komunii - dla dzieciaka to frajda a rodzić jakoś to przeżyje ;) i szczerze w to wątpię aby dziecko w późniejszym czasie czuło o to żal do rodziców. Jak mój syn mi w przyszłości wygarnie, że nie potrzebnie go ochrzciłam itd, to mu powiem, że skoro w to nie wierzy to dlaczego stanowi to dla niego jakiś problem ...
P.S. uważam, że gdyby nie było religii w szkołach problem by nie istniał..
zgadzam sie w 100% z tym, co ktoras z forumek tu napisala. Nie znam dziecia w wieku komunijnym, ktore nie cieszyloby sie z komuni ze wzgledu na prezenty. Wiec jak najbardziej mozna zrobic taka sama impreze bez poprzedzania komunia i tymi calymi przygotowaniami.
moze warto zapytac dziecko czy chce isc do komuni, zeby przyjac Pana Boga do serca, czy chce isc ze wzgledu na prezenty.
moze warto zapytac dziecko czy chce isc do komuni, zeby przyjac Pana Boga do serca, czy chce isc ze wzgledu na prezenty.
Ja mam dzieci nieochrzczone.
Córka na religię nie chodziła. Jak zbliżał się termin komuni wytłumaczyłam jej czym jest ten sakrament i o co w tym chodzi. Powiedzia;łam jej również że nie jesteśmy wyznawcami wiary i dlatego nie chodzimy do kościoła. Akurat komunie u nas były wtedy w albach więc nie miała parcia na strojną suknię jak to bywa w takich przypadkach. Niby wszystko ok, ale wiadomo jak to jest potem: każdy opowiada jak bylo, co dostał itd. Więc żeby też miala o czym opowiadać zafundowałam jej fajny wypad rodzinny pełen wrażeń.
Podsumowując to zależy jak wychowujesz dziecko, co mu mówisz i z czego robisz temat tabu.
A na pytania typu czemu my nie chodzimy do kościola, odpowiadałam jej że są różne narodowości, różne wyznania i każdy ma swoje zwyczaje i rytuały.
Najważniejsze żeby dziecko wiedziało że nie jest gorsze od innych tylko dlatego że nie jest katolikiem. Smuci mnie ten reżim religijnny jakikolwiek by nie był :(
Córka na religię nie chodziła. Jak zbliżał się termin komuni wytłumaczyłam jej czym jest ten sakrament i o co w tym chodzi. Powiedzia;łam jej również że nie jesteśmy wyznawcami wiary i dlatego nie chodzimy do kościoła. Akurat komunie u nas były wtedy w albach więc nie miała parcia na strojną suknię jak to bywa w takich przypadkach. Niby wszystko ok, ale wiadomo jak to jest potem: każdy opowiada jak bylo, co dostał itd. Więc żeby też miala o czym opowiadać zafundowałam jej fajny wypad rodzinny pełen wrażeń.
Podsumowując to zależy jak wychowujesz dziecko, co mu mówisz i z czego robisz temat tabu.
A na pytania typu czemu my nie chodzimy do kościola, odpowiadałam jej że są różne narodowości, różne wyznania i każdy ma swoje zwyczaje i rytuały.
Najważniejsze żeby dziecko wiedziało że nie jest gorsze od innych tylko dlatego że nie jest katolikiem. Smuci mnie ten reżim religijnny jakikolwiek by nie był :(
Reżim religijny wprowadzają sami dorośli. U mojej córki jest dziewczynka innej wiary, nie będzie miała katolickiej I Komunii i żadne dziecko nie szykanuje tej dziewczynki. Jest osobą lubiana, zapraszaną na wiekszość imprez urodzinowych - ot, zwyczajne dziecko. Ani ono nie czuje się gorsze, ani inne dzieci nie widzą w tym powodu, by traktować je jako gorsze. To dorośli wytwarzają taką atmosferę.
Ja uważam, że dziecko nalezy wychowywać w prawdzie, bez względu na otoczenie. Bo jak się dziecku od małego pokazuje, że trzeba oszukiwać, kłamać, naginać się do innych to jak ono ma w przyszlości wyrosnąć na dobrego, uczciwego a przede wszystkim przekonanego o swojej wartości człowieka. A co do prezentów, to jak ktoś będzie chciał dac prezent to i tak da. Nie będzie trzeba zmuszać "reżimem religijnym".
Ja uważam, że dziecko nalezy wychowywać w prawdzie, bez względu na otoczenie. Bo jak się dziecku od małego pokazuje, że trzeba oszukiwać, kłamać, naginać się do innych to jak ono ma w przyszlości wyrosnąć na dobrego, uczciwego a przede wszystkim przekonanego o swojej wartości człowieka. A co do prezentów, to jak ktoś będzie chciał dac prezent to i tak da. Nie będzie trzeba zmuszać "reżimem religijnym".
No wlasnie ja sie nie do konca zgadzam. "W sumie to nie wierze w to wszystko, ale na wszelki wypadek... wsumie dziecku krzywda sie nie dzieje..." I tak uczymy od malego hipokryzji. A dziecko glupieje.
"pozbawili mnie możliwości w wierzenie w cokolwiek" -??? w jaki sposob? chyba dlatego, ze nie mowili o roznych religiach. Poza tym mozna wierzyc w Boga nie bedac chrzczonym i bez komunii? Czy nie? I wtedy, chcac przystopic do kosciola przyjac sakramenty.
"pozbawili mnie możliwości w wierzenie w cokolwiek" -??? w jaki sposob? chyba dlatego, ze nie mowili o roznych religiach. Poza tym mozna wierzyc w Boga nie bedac chrzczonym i bez komunii? Czy nie? I wtedy, chcac przystopic do kosciola przyjac sakramenty.
"Poza tym mozna wierzyc w Boga nie bedac chrzczonym i bez komunii? Czy nie? I wtedy, chcac przystopic do kosciola przyjac sakramenty" - niby można - ale jeśli rodzice są ateistami/agnostykami - bo rozumiem, że przypadek dotyczy osób nie wierzących w nic (no może po za potworem spaghetti ;D ) to co mają dziecku przekazać? Można dziecku opowiadać o różnych religiach - ale będąc samemu ateistą mamy 99% pewności, że wychowamy równiez ateistę, gdyż wszakże większość przekonań wynosi się z domu .. Osobiście nie posiadam żadnego boga, ani potrzeby zbawienia. Jednakże zważając na polskie realia, miło jest w rodzinnym gronie spotykać się na tych wszystkich katolickich uroczystościach - i traktować je jako polską tradycję - gdyż biorąc pod uwagę frekwencję w na mszach, ciężko mi uwierzyć w szczerość wiary ponad 90 % polaków, którzy cedują się jako katolicy..
Spotkać w rodzinnym gronie to się można z okazji różnych innych, a także bez okazji. Na urodzinach spotykamy się z okazji urodzin właśnie, z powodu tego że ktoś ma te urodziny, żeby złożyć życzenia. Przy I Komunii też jest pewna treść, pewien sens, który za tym stoi. Nawet pewne formułki, które dzieci wypowiadają w kościele mają jakiś przekaz. I co takiemu dziecku przekazać, że nie ma tych rzeczy wypowiadać? A może ma mówić jedno ale myslec co innego? Tego trzeba dziecka nauczyć, że powinno kłamać, bo przyjdzie rodzina i przyniesie rower? Pomijając kwestie religijne to jest uczenie dziecka kłamania i oszukiwania.
A że frekwencja w kościołach jest taka jaka jest... Ja zawsze powtarzam, że nie ma co się oglądać na tych, co robią źle a wziąć sobie na wzór tych drugich. I absolutnie nie chcę zawęzić się do spraw religijnych.
A że frekwencja w kościołach jest taka jaka jest... Ja zawsze powtarzam, że nie ma co się oglądać na tych, co robią źle a wziąć sobie na wzór tych drugich. I absolutnie nie chcę zawęzić się do spraw religijnych.
Ależ ja się zgadzam - na imieninach spotykam się z okazji imienin, a na I komunii spotykam się własnie z okazji tejże komunii ;)
Przecież posyłając dziecko na religię nie będę przy nim negować istnienia boga - a niech sobie wierzy - kto wie może będzie lepiej się z tym czuło. W końcu istnienia świętego mikołaja też przy dzieciach nie neguje - i nie uważam, aby to było karygodne mówienie nie prawdy i wprowadzanie dzieciaków w błędne myślenie... Czy też dwulicowe zachowanie ..
Polska mimo, że jest zadeklarowanym państwem świeckim, uznaje święta katolickie jako dni wolne od pracy - więc wychowywać dziecko z dala od wszelkich katolickich obrządków w naszym kraju jest po prostu trudne i mijające się z celem, jest taką walką z wiatrakami.. Gdy dziecko dorośnie i będzie bardziej świadome samo wybierze czy chce mu się w to wierzyć, czy też nie.
Przecież posyłając dziecko na religię nie będę przy nim negować istnienia boga - a niech sobie wierzy - kto wie może będzie lepiej się z tym czuło. W końcu istnienia świętego mikołaja też przy dzieciach nie neguje - i nie uważam, aby to było karygodne mówienie nie prawdy i wprowadzanie dzieciaków w błędne myślenie... Czy też dwulicowe zachowanie ..
Polska mimo, że jest zadeklarowanym państwem świeckim, uznaje święta katolickie jako dni wolne od pracy - więc wychowywać dziecko z dala od wszelkich katolickich obrządków w naszym kraju jest po prostu trudne i mijające się z celem, jest taką walką z wiatrakami.. Gdy dziecko dorośnie i będzie bardziej świadome samo wybierze czy chce mu się w to wierzyć, czy też nie.
Nie zgadzam się z tym w całej rozciągłości, z tym że wychowanie dziecka w Polsce z dala od religii katolickiej jest trudne. Wszystko zależy od dojrzalości rodziców takiego dziecka. Znam osobiście rodziny innowierców (różnych religii), którzy nie obchodzą obrządków katolickich, znam też ateistów, którzy "obchodzą" opłatek i malowanie jajek ale jako tradycję, folklor nie mające nic wspólnego z religią. Dzieci mają fajne, nie są one wytykane palcami, nie czują się gorsze. My, jako rodzina katolicka (praktykująca) spotykamy się z tymi ludźmi towarzysko i problem innej wiary, bądź jej braku w ogóle nie istnieje. Lubimy się, szanujemy nawzajem i gdyby te osoby chodziły do kościoła katolickiego nie spowodowałoby absolutnie, że będziemy się lubić bardziej. Jednej koleżance wprost powiedziałam, że żałuję, iż jest ateistką, bo gdyby była katoliczką, to by została chrzestną mojego dziecka. Bo fajny z niej człowiek, ale niestety...
Jesli dziecko ma w przyszłości mieć możliwość wyboru swojej drogi światopoglądowej, to tym bardziej nie powinno być wtłoczone w ramy jakiejkolwiek religii, bo w pewnym sensie jest jakoś nakierowane, chociażby ze względu na prezenty.
Jesli dziecko ma w przyszłości mieć możliwość wyboru swojej drogi światopoglądowej, to tym bardziej nie powinno być wtłoczone w ramy jakiejkolwiek religii, bo w pewnym sensie jest jakoś nakierowane, chociażby ze względu na prezenty.
Uważam, że wychowywanie dziecka w pl z dala od katolickich obrządków jest trudne .. Daleko w przeszłości szukać nie muszę - przykład bożego ciała: zatrzymująca się pod oknem procesja w dzień ustawowo wolny od pracy i szkoły jest na to chyba najlepszym dowodem.. Piszę o tym nie dlatego, że mi to przeszkadza ale takie są realia :)
do @katarina: '' ...bo rozumiem, że przypadek dotyczy osób nie wierzących w nic (no może po za potworem spaghetti ;D ) to co mają dziecku przekazać?'' - no to w ogole nie rozumiesz. To, ze ktos nie wierzy w Boga nie znaczy, ze nie wierzy w nic. Ja np wierze w slusznosc wiekszosci z 10 przykazan. Wlasciwie oprocz pierwszych dwoch, ktore sa istotne tylko dla wierzacych. Z reszta obydwa moim zdaniem sa nagminnie lamane przez 'katolikow'. I wlasnie uniwersalne wartosci - jak byc dobrym czlowiekiem bede sie staral przekazac dzieciom.
Co do wątku głównego: ja chrzczę moje dziecko - uważam to za piękny zwyczaj, tradycję i chcę dać to jej, sobie i rodzinie.
Mam też zamiar przeprowadzić ją przez resztę sakramentów, czyli komunię i bierzmowanie. Uważam, że żyjemy w takim kraju i społeczeństwie, że nie poddanie się tej tradycji, obyczajowi - jak zwał, tak zwał - będzie oznaczać skazanie dziecka na bycie innym.
Mam też zamiar przeprowadzić ją przez resztę sakramentów, czyli komunię i bierzmowanie. Uważam, że żyjemy w takim kraju i społeczeństwie, że nie poddanie się tej tradycji, obyczajowi - jak zwał, tak zwał - będzie oznaczać skazanie dziecka na bycie innym.
A ja jestem przekonana, że dla małego dziecka to nie jest żaden problem, jesli jest odpowiednio wychowywane. To jest problem najczęściej dla dorosłych.
Dziecko chrzczone jest w takim wieku zazwyczaj, że jeszcze niczego nie rozumie. Do I Komunii idzie już większe dziecko, które sporo rozumie i jak najbardziej jest w stanie zaakceptować swoją "inność". Napisałam to w cudzysłowie, bo to nie jest żadna inność. Nie ma dwóch takich samych ludzi, dzieci. Jeden jest blondynem, drugi rudy, trzeci łysy; jedno dziecko pójdzie do szkoły sportowej, inne do muzycznej; jedno jest katolikiem, inne ateistą. Duża rola dojrzałych dorosłych polega na takim wychowaniu dzieci, by akceptowały to, kim są, jakie są i umiały uszanować innych. Z moich obserwacji wiem, że takie zachowanie łatwiej przychodzi dzieciom niz dorosłym.
Dziecko chrzczone jest w takim wieku zazwyczaj, że jeszcze niczego nie rozumie. Do I Komunii idzie już większe dziecko, które sporo rozumie i jak najbardziej jest w stanie zaakceptować swoją "inność". Napisałam to w cudzysłowie, bo to nie jest żadna inność. Nie ma dwóch takich samych ludzi, dzieci. Jeden jest blondynem, drugi rudy, trzeci łysy; jedno dziecko pójdzie do szkoły sportowej, inne do muzycznej; jedno jest katolikiem, inne ateistą. Duża rola dojrzałych dorosłych polega na takim wychowaniu dzieci, by akceptowały to, kim są, jakie są i umiały uszanować innych. Z moich obserwacji wiem, że takie zachowanie łatwiej przychodzi dzieciom niz dorosłym.
Jakie wspaniałe teoretyzowanie. A praktyka jest taka, że w przedszkolu nie ma żadnej alternatywy dla zajęć z religii i dzieci, które na nią nie chodzą (1? 2? na całą grupę) siedzą w kącie. To samo w podstawówce. Nie ma zajęć z etyki, co więcej, nie ma zgody i tolerancji dla takiego zachowania.
Edukacja moralna jeszcze nikomu nie zaszkodziła w niczym. Dodatkowo nie będzie nigdy problemu z tym, że moje dziecko jest np. jedynym w grupie / klasie, które czegoś nie robi. Bardzo proste.
Edukacja moralna jeszcze nikomu nie zaszkodziła w niczym. Dodatkowo nie będzie nigdy problemu z tym, że moje dziecko jest np. jedynym w grupie / klasie, które czegoś nie robi. Bardzo proste.
To nie jest teoretyzowanie, bo moje dziecko ma w grupie koleżankę prawosławną - jest religia prowadzona przez siostrę a w tym czasie ta dziewczynka bawi się z wychowawczynią przedszkola. I to jest jedna osoba na całą grupę. Nie robi tego co inne dzieci przez te 45 minut i nie jest to żaden problem ani dla przedszkola, ani tym bardziej dla dziecka. Jak ja chodziłam do szkoły, to miałam w klasie koleżankę jehową i podczas zajęć z religii miała zapewnioną opiekę. I nikt nie traktował jej gorzej z tego powodu.
Kiedy dziecko przez 45 minut w tygodniu będzie robiło coś innego niż reszta, to rzeczywiście wyrządza mu się niesłychaną krzywdę. A jak wpaja się dziecku, że należy dostosować się do innych, nawet wbrew własnemu poglądowi, jak daje mu się do zrozumienia, że jak nie będzie się zachowywało tak jak inni (nie mówię oczywiście o zachowaniach patologicznych), to będzie gorsze, to wtedy nie wyrządza mu się żadnej krzywdy. Poza tym tu 45 minut jest problemem a czasami dzieci zostają w świetlicy szkolnej po kilka godzin "na przechowaniu" i to nie jest żaden problem...
Kiedy dziecko przez 45 minut w tygodniu będzie robiło coś innego niż reszta, to rzeczywiście wyrządza mu się niesłychaną krzywdę. A jak wpaja się dziecku, że należy dostosować się do innych, nawet wbrew własnemu poglądowi, jak daje mu się do zrozumienia, że jak nie będzie się zachowywało tak jak inni (nie mówię oczywiście o zachowaniach patologicznych), to będzie gorsze, to wtedy nie wyrządza mu się żadnej krzywdy. Poza tym tu 45 minut jest problemem a czasami dzieci zostają w świetlicy szkolnej po kilka godzin "na przechowaniu" i to nie jest żaden problem...
Przed chwilą przeczytałam to jako komentarz do artykułu na temat Bożego Narodzenia w podręczniku do I klasy:
"~Katolik 28 minut temu
jestem katolikiem, dlaczego bo zostałem ochrzczony jako mały bezbronny chłopiec, na siłe wprowadzono mnie do wspólnoty która jest gorsza niż talibowie."
Bardzo jest ten ktoś wdzięczny najprawdopodobniej rodzicom, że zrobili wszystko, by nie był gorszym
"~Katolik 28 minut temu
jestem katolikiem, dlaczego bo zostałem ochrzczony jako mały bezbronny chłopiec, na siłe wprowadzono mnie do wspólnoty która jest gorsza niż talibowie."
Bardzo jest ten ktoś wdzięczny najprawdopodobniej rodzicom, że zrobili wszystko, by nie był gorszym
"To, ze ktos nie wierzy w Boga nie znaczy, ze nie wierzy w nic. Ja np wierze w slusznosc wiekszosci z 10 przykazan. Wlasciwie oprocz pierwszych dwoch, ktore sa istotne tylko dla wierzacych. Z reszta obydwa moim zdaniem sa nagminnie lamane przez 'katolikow'. I wlasnie uniwersalne wartosci - jak byc dobrym czlowiekiem bede sie staral przekazac dzieciom."
a propos 10 przykazań to jeszcze przyczepiłabym się do "nie cudzołóż" - gdyż ciężko uznać mi obcowanie z bliską osobą jako coś złego :)
Zresztą muzłumańskie zasady riba i gharar też są słuszne a jakże przez większość katolików nie przestrzegane
Podkresle to jeszcze raz w pl katolicyzm to piękna tradycja :)
a propos 10 przykazań to jeszcze przyczepiłabym się do "nie cudzołóż" - gdyż ciężko uznać mi obcowanie z bliską osobą jako coś złego :)
Zresztą muzłumańskie zasady riba i gharar też są słuszne a jakże przez większość katolików nie przestrzegane
Podkresle to jeszcze raz w pl katolicyzm to piękna tradycja :)
A ja mam pytanie, bo zawsze byłam ciekawa. Jak osoby niewierzące obchodzą swieta? Bo teraz jest taki trend że Boże Narodzenie to swieto zimy, a Wielkanoc-wiosny. Czy idziecie w tym kierunku, czy jednak podteksty religijne zachowujecie? Uczestniczycie w nabożeństwach?
Czy wybieracie to co jest wygodne? Czyli post odpada, ale np. śpiewanie kolęd czy Pasterka zostają?
ps. Nie pytam zlosliwie.
Czy wybieracie to co jest wygodne? Czyli post odpada, ale np. śpiewanie kolęd czy Pasterka zostają?
ps. Nie pytam zlosliwie.
Nie słyszałam o takich trendach ale znając życie to tak jak większość polskich katolickich rodzin ,ja obchodzę święta z najbliższymi a to osoby wg. spisu powszechnego deklarujący się jako katolicy,wszystko kręci się wokół tradycji czyli mikołaj,prezenty bo trochę dzieci w rodzinie jest,kolęd nikt nie śpiewa bo wszyscy twierdzą ,że fałszują i śpiewać nie będą,opłatek pogańska tradycja i tylko praktykowana w Polsce ale tradycja więc jest , na pasterkę idą tylko moi rodzice innych chętnych brak .Wielkanoc to znowu tradycje malowanie jajek i praktykowane tylko w Polsce święcenie jajek no i doszła zgnilizna z zachodu w postaci zajączka więc prezenty dla dzieci znowu muszą być i obowiązkowo czekoladowe jajka w ogrodzie, co do święconki to nie święciłam ale teściowa w tym roku wygoniła święcić bo powiedziała ,że nasza kolei na przyniesienie święconki na wielkanocne śniadanie poza tym innych chętnych w rodzinie do święcenia jajek i tak nie było a dziecku i tak to całe święcenie bardzo się podobało,do kościoła na msze poszli tylko moi rodzice i teściowie ot i cała polska tradycja związana ze świętami i uczestniczeniem w nich niepraktykujących polskich katolików.
To Ty jestes Rodzicem i Ty czuwasz nad swoim dzieckiem.
Nasze Dziecko kilkanascie dni temu Przyjelo Sakrament Chrztu Swietego. Chcialam tego z calego serca. Nie zastanawialam sie ani chwili.
Nie, nie leze 24/dobe w pierwszej lawce w kosciele. Nie lykam bezmyslnie doktryny. Znam Pismo Swiete i zachwyca mnie prostota jego madrosci i prawdy. Wiele razu w zyciu niosly mnie te slowa jak skrzydla przez burze, rozpacz, samotnosc i opuszczenie przez ludzi. Niosly do celu, ktory z Bogiem jest osiagalny.
Kiedy modlilam sie z tlumem ludzi i prosilam w imieniu naszego Synka to bylo to prawdziwe i zgodne z moim sumieniem.
Wiesz... nie musisz sie martwic swoim wyborem bo Twoje dziecko samo znajdzie droge do Boga, ktory we wlasciwym czasie upomina sie o kazdego.
Wszystkiego Dobrego
Nasze Dziecko kilkanascie dni temu Przyjelo Sakrament Chrztu Swietego. Chcialam tego z calego serca. Nie zastanawialam sie ani chwili.
Nie, nie leze 24/dobe w pierwszej lawce w kosciele. Nie lykam bezmyslnie doktryny. Znam Pismo Swiete i zachwyca mnie prostota jego madrosci i prawdy. Wiele razu w zyciu niosly mnie te slowa jak skrzydla przez burze, rozpacz, samotnosc i opuszczenie przez ludzi. Niosly do celu, ktory z Bogiem jest osiagalny.
Kiedy modlilam sie z tlumem ludzi i prosilam w imieniu naszego Synka to bylo to prawdziwe i zgodne z moim sumieniem.
Wiesz... nie musisz sie martwic swoim wyborem bo Twoje dziecko samo znajdzie droge do Boga, ktory we wlasciwym czasie upomina sie o kazdego.
Wszystkiego Dobrego
I jeszcze odnośnie tego, co napisała A, o jakimś wpajaniu dziecku czegoś wbrew poglądom (?!). Mam wrażenie, że nie rozumiesz, o czym piszę. Żyjemy w takim, a nie innym kręgu kulturowym, ja się z tą kulturą utożsamiam, pasuje mi ona, ponadto uważam, że daje dość jasne normy i wytyczne na całe życie. Chcę, aby moje dziecko było jej częścią, ponieważ nie jestem prawosławna, nie jestem świadkiem jehowy, przedstawicielem kościoła potwora spagetti. Moje dziecko będzie ochrzczone, przystąpi do komunii i bierzmowania, a jeśli kogoś kiedyś pokocha naprawdę, weźmie ślub kościelny. I tyle. Pozdrawiam.
Nie ma żadnego wpajania?
Na religii przekazuje się dzieciom, że jest Bóg, że urodził się Jezus, że należy chodzić do kościoła, a jak nie będzie się nie będzie chodziło, to jest to grzech a za grzechy jest kara w postaci piekła. Tak w skrócie wielkim. W domu do kościoła się nie chodzi. I teraz co, albo dziecko ma wierzyć, że jego czy ukochanych rodziców czeka piekło albo trzeba je przekonać, że to o grzechu tak naprawdę nie jest prawdą. Na prawdę nie widać tu kolizji?
Spotkałam się z sytuacją u znajomych, gdzie jeden rodzic jest mocno wierzący i praktykujący, a drugi nie chodzi do kościoła za często. I jest dziecko. I był problem, bo dziecko nie rozumie, że ono chodzi do kościoła z jednym rodzicem a drugi rodzic jest w domu. Pytania" :dlaczego" oraz o piekło potencjalne tamtego niechodzącego do kościoła rodzica powtarzają się co jakiś czas. NIkt mi nie wmówi, że dziecko nie lubi jakiejś stabilności, spójności w życiu.
Krąg kulturowy a sakramenty to zupełnie coś innego. Piszesz, że nie jesteś prawosławną, świadkiem Jehowy ale katolikiem też nie jesteś. Dla mnie nie jest istotny zapis w księgach kościelnych tylko własne, wewnętrzne przekonanie o swojej wierze lub jej braku. Podczas chrztu ksiądz pyta, czy rodzice są świadomi, czy chcą wychować dziecko w wierze katolickiej itd... Będziesz wtedy cicho, żeby nie robić z "gęby cholewy"? Pytam o taką zwykłą ludzką szczerość, prawdomówność bez względu na to, czy to słowa wypowiedziane w kościele czy nie.
Poczucie wspólnoty można realizować na wielu różnych płaszczyznach, niekoniecznie religijnych. W tych czasach jest dużo łatwiej o to niż np. 100 lat temu. Poza tym wcześniej pisałaś nie o poczuciu przynależności do jakiejś społeczności (akurat wg mnie, żeby poczuć tutaj wspólnotę, to nie wystarczy przyjąć sakramenty a potem o kościele zapomnieć) tylko o poczuciu byciu gorszym, gdy się do sakramentów katolickich nie przystąpi.
Na religii przekazuje się dzieciom, że jest Bóg, że urodził się Jezus, że należy chodzić do kościoła, a jak nie będzie się nie będzie chodziło, to jest to grzech a za grzechy jest kara w postaci piekła. Tak w skrócie wielkim. W domu do kościoła się nie chodzi. I teraz co, albo dziecko ma wierzyć, że jego czy ukochanych rodziców czeka piekło albo trzeba je przekonać, że to o grzechu tak naprawdę nie jest prawdą. Na prawdę nie widać tu kolizji?
Spotkałam się z sytuacją u znajomych, gdzie jeden rodzic jest mocno wierzący i praktykujący, a drugi nie chodzi do kościoła za często. I jest dziecko. I był problem, bo dziecko nie rozumie, że ono chodzi do kościoła z jednym rodzicem a drugi rodzic jest w domu. Pytania" :dlaczego" oraz o piekło potencjalne tamtego niechodzącego do kościoła rodzica powtarzają się co jakiś czas. NIkt mi nie wmówi, że dziecko nie lubi jakiejś stabilności, spójności w życiu.
Krąg kulturowy a sakramenty to zupełnie coś innego. Piszesz, że nie jesteś prawosławną, świadkiem Jehowy ale katolikiem też nie jesteś. Dla mnie nie jest istotny zapis w księgach kościelnych tylko własne, wewnętrzne przekonanie o swojej wierze lub jej braku. Podczas chrztu ksiądz pyta, czy rodzice są świadomi, czy chcą wychować dziecko w wierze katolickiej itd... Będziesz wtedy cicho, żeby nie robić z "gęby cholewy"? Pytam o taką zwykłą ludzką szczerość, prawdomówność bez względu na to, czy to słowa wypowiedziane w kościele czy nie.
Poczucie wspólnoty można realizować na wielu różnych płaszczyznach, niekoniecznie religijnych. W tych czasach jest dużo łatwiej o to niż np. 100 lat temu. Poza tym wcześniej pisałaś nie o poczuciu przynależności do jakiejś społeczności (akurat wg mnie, żeby poczuć tutaj wspólnotę, to nie wystarczy przyjąć sakramenty a potem o kościele zapomnieć) tylko o poczuciu byciu gorszym, gdy się do sakramentów katolickich nie przystąpi.
Ja zgadzam się w 100 % z bamboszem .Zostałam wychowana w wierze katolickiej ,ochrzczona i przystąpiłam do pozostałych sakramentów,rodzice głęboko wierzący i praktykiujący ,co z tego ja nie .Nie mam pretensji,że zostałam ochrzczona i wychowywana w wierze katolickiej dla mnie na dzień dzisiejszy to nic innego jak kultura i tradycjia w której zostałam wychowana i która siedzi głęboko we mnie pomimo ,że odrzucam wszystkie dogmaty tej wiary ale moze jeszcze znajdę drogę jak to ładnie ujęła Randall.Dziecko ochrzciłam co będzie dalej zobaczymy.Co do robienia z gęby cholewy to ciekawa jestem ile % chrzczących dzieci jest praktykujących ,chodzi co niedzielę do kościoła ,spowiedzi,przyjmuje sakramenty no i nie stosuje środków antykoncepcyjnych zakazanych przez kościół.Co do łatwości chowania dziecka z dala od wiary katolickiej w naszym kraju to ciekawa jestem dlaczego w przedszkolach i szkołach publicznych jest religia ,w przedszkolu do którego uczęszcza moje dziecko dzieci z rodzin nie wierzących muszą uczestniczyć w religi bo dyr. powiedziała,że nie ma co z nimi zrobić i w tym czasie nie ma się nimi kto zająć ,w większości szkół etyki brak .
"w przedszkolu do którego uczęszcza moje dziecko dzieci z rodzin nie wierzących muszą uczestniczyć w religi bo dyr. powiedziała,że nie ma co z nimi zrobić i w tym czasie nie ma się nimi kto zająć ,w większości szkół etyki brak".
no i jak tego nie nazwac sekta???? ja nie rozumiem, co to znaczy, ze dziecko "musi chodzic na religie". co to za czasy, zeby zmuszano ludzi do wyznawania wiary albo uczestniczenia w jej obrzedach....
Nika, czyli rozumiem, ze jesli trafie w przyszlosci na takie przedszkole, a nie bede chciala, zeby dziecko uczestniczylo w tej farsie, to musze zmienic przedszkole? tak jest w panstwowych, prywatnych, czy jednych i drugich?
no i jak tego nie nazwac sekta???? ja nie rozumiem, co to znaczy, ze dziecko "musi chodzic na religie". co to za czasy, zeby zmuszano ludzi do wyznawania wiary albo uczestniczenia w jej obrzedach....
Nika, czyli rozumiem, ze jesli trafie w przyszlosci na takie przedszkole, a nie bede chciala, zeby dziecko uczestniczylo w tej farsie, to musze zmienic przedszkole? tak jest w panstwowych, prywatnych, czy jednych i drugich?
A co mnie obchodzi, że ktoś inny robi z gęby cholewę. To że większość kradnie, nie znaczy, że ja też mogę. Jak mam się już do kogoś porównywać, czy brać przykład to raczej do takich, którzy są dla mnie autorytetem, robią cos z czym się utożsamiam a nawet są wzorem (może niedoścignionym).
W tym przedszkolu to rzeczywiście kiszka i wierzę, że rzeczywiście dyrektor może tak postąpić. Ale czy też rodzice/rodzic wystarczająco dobitnie wyraził swoje życzenie, by dziecko na zajęcia religii nie chodziło? I czy religię prowadzi pani przedszkolanka, która jest do tego przygotowana? W przedszkolu moich dzieci było zebranie we wrześniu i wówczas była omawiana lekcja religii i rodzice musieli wyrazić pisemną zgodę na religie dziecka. Podobno takie są wymagania prawne, ale tego nie wiem na pewno.
! listopada była msza na cmentarzu nieistniejacych cmentarzy w Gdańsku z udziałem duchownych (nie wiem czy to dobre słowo ale nie znam innego) wszystkich wspólnot religijnych istniejących w Gdańsku. Tych duchownych było ok 9-10. Do tych wspólnot należą też dzieci, które chodzą do przedszkoli, szkół, gdzie dzieci są w zdecydowanej większości katolikami. I nie wierzą w to, że wszystkie te dzieci niekatolicckie są na siłe zmuszane do uczestnictwa w religii katolickiej i że są dużo bardziej nieszczęśliwe od swoich rówieśników.
Nika, nie masz pretensji do swoich rodziców bo i czemu miałabyś mieć. Oni postąpili z własnym przekonanie, byli po prostu szczerzy w tym co robili. A to się ceni niezależnie od dziedziny życia. A że ty poszłaś inną drogą, to już Twoja sprawa.
W tym przedszkolu to rzeczywiście kiszka i wierzę, że rzeczywiście dyrektor może tak postąpić. Ale czy też rodzice/rodzic wystarczająco dobitnie wyraził swoje życzenie, by dziecko na zajęcia religii nie chodziło? I czy religię prowadzi pani przedszkolanka, która jest do tego przygotowana? W przedszkolu moich dzieci było zebranie we wrześniu i wówczas była omawiana lekcja religii i rodzice musieli wyrazić pisemną zgodę na religie dziecka. Podobno takie są wymagania prawne, ale tego nie wiem na pewno.
! listopada była msza na cmentarzu nieistniejacych cmentarzy w Gdańsku z udziałem duchownych (nie wiem czy to dobre słowo ale nie znam innego) wszystkich wspólnot religijnych istniejących w Gdańsku. Tych duchownych było ok 9-10. Do tych wspólnot należą też dzieci, które chodzą do przedszkoli, szkół, gdzie dzieci są w zdecydowanej większości katolikami. I nie wierzą w to, że wszystkie te dzieci niekatolicckie są na siłe zmuszane do uczestnictwa w religii katolickiej i że są dużo bardziej nieszczęśliwe od swoich rówieśników.
Nika, nie masz pretensji do swoich rodziców bo i czemu miałabyś mieć. Oni postąpili z własnym przekonanie, byli po prostu szczerzy w tym co robili. A to się ceni niezależnie od dziedziny życia. A że ty poszłaś inną drogą, to już Twoja sprawa.
Tez w to nie wierzę ,a nawet wiem że tak nie jest ,mam wśród znajomych ludzi różnej wiary mają dzieci i z tego co wiem żadne dziecko nie było zmuszane do uczestnictwa w zajęciach religii od początku edukacji przedszkolnej,malo tego kiedy nadchodził czas świąt gdzie organizowane były jasełka i inne przedstawienia związane ze świętami ,dzieci nie brały w tym udziału dla innych dzieci nie jest nawet to dziwne ale rodzice sprawiają że dane dziecko zaczyna być traktowane inaczej bo za dużo gadają i niekoniecznie dobrze i większosci są to niestety katolicy .Ja sama kiedys usłyszałam od znajomej że dziecko trzeba ochrzcić,posłać do komuni bo co ludzie powiedzą.Dla mnie takie myślenie jest chore,mnie akurat mało obchodzi co ludzie powiedzą ale sa takie osoby co obawiają sie ludzkiego obgadywania i chrzczą dzieci potem posyłają do komunii bo tak wypada w naszym kraju,ale jak dobrze ze sa inne kraje gdzie ludzie tolerują innych bez wzglegu na wiarę.
Ja też uważam, że największy problem stwarzają rodzice i ogólnie dorośli a nie dzieci. Katolikom zarzuca się czasami brak tolerancji a często taki katolik prawdziwy, praktykujący jest bardziej tolerancyjny od takiego, który tylko w księgach kościelnych jest katolikiem. Przysłowiowe babcie w beretach to inna bajka.
Mnie też mało interesuje co myślą inni. To co mówię, robię musi być spójne z tym co czuję, myślę. Były sytuacje, kiedy na tym straciłam i to sporo ale inaczej bym po prostu nie mogła. Źle bym się czuła, gdyby byl rozłam między moimi wewnętrznymi przekonaniami a zachowaniem zewnętrznym, bo co ludzie powiedzą.