Widok

Słomiane wdowy :)

Czy zaglądają tutaj Panie w wieku powiedzmy 23+, które czekają wiernie na swoich chłopaków, narzeczonych, mężów pracujących poza domem? Mam na myśli marynarzowe, żołnierzowe, kontraktowe, itp. Zachęcam nie tylko do dyskusji i poznania się, ale także plotkowania, może spotkania :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Marynarka, nie chodzi o to że płacz coś nam da, ale jak mąż wyjeżdżał to zawsze było mi cholernie smutno, łzy po prostu same napływały do oczu, naprawdę nie próbowałam płaczem niczego osiągnąć, taka już jestem że jak mi smutno to płaczę.

A z perspektywy czasu widzę że faktycznie bez dzieci jest łatwiej, zawsze można wyjść spotkać się z koleżankami, wyszaleć na basenie, połazić po sklepach, poćwiczyć jogę, zrobić cokolwiek aby czas zleciał jakoś bardziej kreatywnie. Teraz w sezonie chorobowym siedzisz zamknięta w czterech ścianach i nawet zaprosić nie ma kogo bo dzieciaki znajomych zasmarkane, kaszlące :(

Merlin, moi rodzice są spoza trójmiasta i pracują zawodowo, teściowa mieszka jeszcze dalej i ma już dwójkę innych wnuków którymi się zajmuje. Ja mam teraz do pomocy nianię. A rodzice zajmą się córeczką jak mąż wróci i sami do nich zajedziemy-możemy wtedy na spokojnie wyjść na zakupy czy na pizze.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
A jak jest z pomocą z zewnątrz? Pomoc teściów,rodziców itp? Chodzi mi szczególnie o te marynatki,które mają dzieci. Bo ja powiem szczerze nie otrzymałam pomocy żadnej,a wręcz przeciwnie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja od samego początku wiedziałam, że Mój będzie pływał. Jeszcze nie byliśmy razem, a już pojawił się temat marynarski :) także nie było takich sytuacji, że nagle coś trzeba zmienić, wyjechać, zostawić :) pełna świadomość od samego początku :) może dlatego tak inaczej do tego podchodzę :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hej :)
Mojego męża też nie ma często w domu,pracuje czasami na miejscu w firmie a czasami musi wyjechać i może nie na kilka miesięcy ale na kilka tygodni.Kiedyś też sie nie zgadzałam na jego wyjazdy bo mamy 2 dzieci i sobie nie wyobrażałam związku na odległość.Ale życie nas przymusiło i no po protu żeby mieć na chleb musimy tak żyć.Jak sobie radze?No przy 2-jce dzieci jest masa roboty także dni szybko mijają tylko te wieczory..no cóż tęsknota jest ale jak wiekszość Was tu pisze jak mąż wraca jest szczęście,euforia i nie ma czasu na kłótnie.A problemy?No rozwiązujmy je jak jest w domu,trzeba przegadać co i jak.Także puki życie nam nie oszczędza trzeba sie godzić na to aby mąż pracował z dala od domu...Pozdrawiam ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja płaczę dlatego że zawsze on był obok a mialam sporo problemow...
nie mamy ze sobą kontaktu więc nawet porozmawiać nie możemy... dlatego czasem jest mi ciezko... ogolnie teraz już nie płaczę ale przy pierwszym rejsie plakalam... to w moim przypadku kwestia przyzwyczajenia sie do sytuacji :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
To chyba ja jestem tylko jakaś inna :P bo nigdy nie płakałam kiedy Mój wypływał. Na początku miał krótkie kontrakty, 2 tyg./2 tyg, teraz nie ma Go po 3 miesiące. Owszem, w domu atmosfera w domu ciężka, smutno i tęskno się robiło jak się pakował, ale nie płakałam. Ani jak wychodził z domu ani jak wsiadał do samolotu ani jak Go nie ma. Chyba siłę dodaje mi fakt, że nie mogę się rozklejać, muszę być twarda, bo wiem, że chłopcy na morzu mają znacznie gorzej niż my tutaj, nawet z problemami. Tylko ludzie nie mający pojęcia o życiu z marynarzem myślą, że On to co port to inna baba a ja się rozklejam z łóżku z Jego zdjęciem i płaczę gryząc ściany :P a ja wręcz przeciwnie. Teraz mam czas dla siebie i tęsknię jak cholera i jak nie wiem co, ale jak wróci to jesteśmy tylko razem non-stop. Taką ma pracę, taki wybrał zawód, ja się na to godzę i jestem w pełni świadoma życia jakie mnie czeka, w pełni to akceptuję więc co mi da płacz? :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
ooo widzę zwiększyło się grono :)

a u mnie jest tak że żyjemy terz nadzieją bo pojawiły się podejrzenia że zamiast 4 miesięcy kontrakt będzie 3miesięczny.. i czekamy na dzień spotkania
by może mój związek nie jest tak zaawansowany jak Wasz bo małżeństwem nie jesteśmy ale myślimy o tym dość poważnie :)

fajnie wiedzieć smith2002 że płaczesz bo mnie to brali za jakąś wariatkę jak zaczynałam przeżywać rejs i nie raz płakałam i mówiłam że wcale nie chce zeby płynął...
teraz mija półtora miesiąca jakoś sobie radzę choociaż czuję się samotnie bo mało kto zrozumie moją sytuacje z moich znajomych
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Merlin, nie wiem na jakich statkach Twój mąż pływa i jakie zajmuje stanowisko, ale mój zazwyczaj sam sobie na siłę szuka roboty i absolutnie się nie namęczy. Jedyne z czym się męczy to zimowa sztormowa pogoda.

Oszczędzaliśmy do momentu kiedy zbieraliśmy na mieszkanie, ale nigdy kosztem pobytu męża w domu. To co mamy starcza nam na wszystko czego potrzebujemy. Mimo że każdy ponadprogramowy dzien na statku to dodatkowe kilkaset złotych (oprócz pensji) to wcale nie jesteśmy zadowoleni że czas jego pobytu poza domem się wydłuża. Ja do tej pory potrafię płakać jak wyjeżdża albo nie wraca na czas, ale nie ma już takiej tragedii jak przy pierwszym rejsie, kiedy w kilka tygodni schudłam prawie 20 kilo bo nic nie mogłam przełknąć. Ale z opowiadań męża wiem że duża część załogi jest zadowolona z dłuższego pobytu na statku.

Tak to wygląda po 4 latach pływania (4 na 4 tygodnie) i mam nadzieję że po 10 również nie będę się mogła doczekać powrotów:) chociaż jeszcze bardziej chciałabym żeby jednak był z nami na co dzień...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oszczędzanie nie jest złe o ile robi się to by osiągnąć konkretny cel, jak choćby zakup mieszkania , no i przesada jest zawsze niewskazana
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
a Twój mąz przypadkiem to Krystian?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Moj się zrobił facetem nie do życia. Nawet telefoniczne rozmowy z nim już mnie drażnią. W kółko mówi o kasie ,oszczędzaniu, ewentualnie że ma najcięższą pracę na świecie i nikt się tak nie namęczy jak on. Ja rozumiem, doceniam,ale strasznie mu się zawęził światopogląd. Czy wasi faceci też są tak zafiksowani na kasę? Powiedzmy jak mają możliwość to skracają pobyt w domu, byle więcej zarobić?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
To co opisałaś to normalne partnerstwo ;)
Coś co powinno obowiązywać w każdym związku.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Funky, masz rację, wiele w tym prawdy, ale z drugiej strony nie można oczekiwać tylko od kobiety dostosowania się. Fakt, kiedy Jego nie ma, ona ma wszystko poukładane, swój jakiś tam rytm, plan każdego dnia. Kiedy On wraca, potrafi wywrócić wszystko do góry nogami, ale nie można oczekiwać tego, że tylko kobieta musi się dostosować, albo wręcz przeciwnie, tylko mężczyzna. Trzeba się spotkać w połowie drogi i wypracować jakiś kompromis. Nie może być tak, że facet wraca z rejsu, nic nie robi tylko leży i miesiąc odpoczywa, bo się zmęczył w pracy, ale nie dawajmy mu też na dzień dobry listy zakupów, mopa i ścierki do wycierania kurzów. Nie na tym rzecz polega, żeby burzyć dwa poukładane życia i takie dwa pozostawić, ale o to, żeby je połączyć w jedno.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Związki na odległość są po prostu trudne. Po powrocie faceta następuje zderzenie dwóch , odmiennych rzeczywistowśći. Kiedy go nie ma , on prowadzi swoje życie , polegające głównie na pracy, sam też zajmuje się wszystkimi , codziennymi obowiązkami. Kobieta w tym czasie tak samo. Kiedy facet wraca powinno to się połączyć , ale często jest tak że mężczyzna wymaga żeby to kobieta zajeła się teraz wszystkim , a on mogł odpoczywać, jeśli kobieta nie pracuje - ok nawet powinna ale jeśli pracuje - to co innego, bo wymaga żeby partner jej pomógł , odciążył i konflikt gotowy. Jeśli w takim związku są dzieci to sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Z jednej strony , ok pracował tyle czasu i nie miał życia prywatnego prawie wcale , ale z drugiej, mężczyzna pracujący na miejscu przecież pomaga , chociażby w zakupach. Mimo tych wszystkich niuansów , wystarczy trochę chęci i można wypracować kompromis a co za tym idzie żyć w zgodzie. Nie rozumiem "problemu z dostosowaniem" - każda kobieta przecież cieszy się z tego że wreszcie ma swoje szczęście przy sobie a do luksusu, jakim w tym wypadku jest obecność partnera, jak wiadomo łatwo sie jest przyzwyczaić.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Coś w tym jest. Ale chyba nie na tym polega problem. Mój m. zrobił się po prostu bardzo nerwowy,drażliwy. Wszystko przelicza na kasę. Nie potrafi się cieszyć ani z tego co mamy,ani z życia domowego. Żyje jak na jakiejś bombie. Dużo z nim rozmawiam,ale on uważa,że wszystko z nim w porządku. Kiedyś było tak,że jak wracał rozkoszowaliśmy się życiem rodzinnym i jak wyjeżdżał,to miałam "naładowane akumulatory". A teraz czuję się wypalona i zmęczona, bo są tylko kłótnie i pretensje.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Spotkałem się kiedyś z opinią, że to kobiety mają właśnie problem z dostosowaniem się do życia w chwili gdy facet wróci.
Poukłada sobie taka wszystko, nagle on wraca i wszystko do góry nogami.

Czy jest w tym coś prawdy czy to tylko jeden ze stereotypów?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Marynarka masz absolutną rację , ale .. do tego tanga trzeba dwojga , jeśli z drugiej strony nie ma chęci współpracy to nic z tego nie będzie.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Po pierwsze Merlin, to może mieć istotny wpływ na to jak Twój się zachowuje, to, że jest jedynym Polakiem na statku. Wcale się nie dziwię, że czuje się osamotniony wśród innych narodowości. Niby załoga w porządku, ale jednak są "obcy", żadnego swojego. Osobiście słyszałam o ludziach, którzy z takich statków schodzą. A praca jak praca, kiedyś może się znudzić, w każdym zawodzie jest coś takiego jak wypalenie zawodowe. Może przyda mu się jakieś wolne, przerwa, dłuższe wolne, zejście na ląd, zmiana statku. Pogadaj z nim. I po drugie, właśnie, rozmowa. Rozmawiajcie o problemach, o tym co jest trudne, nudne, bolesne. Ja wiem po sobie, że jest mega ciężko, bo sama mam trudny charakter i często się czepiam, a nawet wyżywam, bo pracuje "na lądzie" i wracam często wkurzona, ale to nie jest powód, żeby się kłócić. Czuję i wiem, że mogę się wkurzyć, bo czeka na mnie wsparcie, przytulenie i buziak. A jeśli nie, bo Go nie ma, no cóż, jakoś sobie radzę, bo wiem, że niedługo wróci. Oczywiście, że są spory i trudne rozmowy, sprzeczki, bardziej dyskusje, cały czas się docieramy, ale za każdym razem mam wrażenie, że to nas tylko umacnia. I po trzecie, nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy czekam stęskniona na Niego, On wraca i się kłócimy o jakieś pierdoły i tracimy czas na fochy. Tak jak powiedziałam, ja mam trudny charakter, ale miłość i związek wpływają na mnie bardzo pozytywnie, uspokajam się wewnętrznie wiedząc, że On jest. Celebrujemy czas kiedy On jest w domu, cieszymy się sobą, staramy się wykorzystać to w pełni chociaż nie zawsze nam się to udaje. Związki na odległość są bardzo trudne, ale jeśli wykażemy się w odpowiedni sposób i będziemy o nie dbać, na pewno będą udane =)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Może powinnaś to zmienić i zacząć bardziej celebrować jego powroty, poza tym rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Jesteście małżeństwem na dobre i złe , wiec skoro on ma doła to staraj się go z niego wyciągnąć. Kłótniami się nie przejmuj , skoro są kłotnie to znaczy że nie jesteście sobie obojętni i jeszcze potraficie wzbudzać w sobie emocje. Rola kobiety w takim związku jest trudna i wymaga wiele wyrzeczeń , starań. Nic się nie dzieje samo.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie ma żadnego Polaka na statku teraz ,a ludzie poszczególnych narodowości trzymają się razem. Poza tym ta praca potrafi być "upierdliwa" i monotonna. Ja chyba jestem najbardziej nietypową "marynarzową" pod słońcem. Bo nie dość,że często się kłócimy po jego powrocie ,to jeszcze nie ma u nas odświętnej atmosfery,w stylu mąż wraca,a ja latam do fryzjera, kosmetyczki etc. Wiem,że niektóre pary marynarskie po 20 latach potrafią pielęgnować taką wyjątkową atmosferę. U nas jest tak zwyczajnie. jak pomyślę,że wróci i z niczego nie będzie umiał się cieszyć, żę wszystko będzie go drażnić ,to już mi się odechciewa.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry