Widok
:)
...i mój mąż o podobnych poglądach, który na egzamin z filozofii musiał zmierzyć się z "Filozofią Dramatu" księdza Tischnera*, zazwyczaj po drugiej stronie lektury wstawał i szedł do lodówki nalać sobie jeden głębszy.
Ostatecznie wyszedł z tej potyczki zwycięsko, tylko narzekał że go wątroba boli ;)
Ja sie poddałam po kilku stronach, dbam o wątrobę.
* skądinąd bardzo do rzeczy człowiek, który zwykł mawiać że istnieją trzy prawdy: święta prawda, tyż prawda i gówno prawda.
Ostatecznie wyszedł z tej potyczki zwycięsko, tylko narzekał że go wątroba boli ;)
Ja sie poddałam po kilku stronach, dbam o wątrobę.
* skądinąd bardzo do rzeczy człowiek, który zwykł mawiać że istnieją trzy prawdy: święta prawda, tyż prawda i gówno prawda.
oł maj gad
Kiedyś, obserwując wyjątkowo perfidne zagranie losu, pomyślałam sobie, że musi istnieć Bóg, bo inaczej to wszystko nie miałoby sensu. Nie dotarło do mnie wtedy, jak bardzo życzeniowo myślę i że podświadomie odrzucam gorszą alternatywę.
W pewnym momencie zrozumiałam że to nie Bóg stworzył ludzi, ale ludzie Boga, bo po prostu go potrzebują. I że trudno ot tak odrzucić coś, co wychodzi naprzeciw głębokim potrzebom emocjonalnym, a jednocześnie było nam wpajane od małego przez osoby najbliższe.
Teraz przeraża mnie trochę kiedy ktoś spędza pół życia na rozważaniu kwestii typu "Czy trójjedyność Boga ma znaczenie dla naszego myślenia o miłości"?
W pewnym momencie zrozumiałam że to nie Bóg stworzył ludzi, ale ludzie Boga, bo po prostu go potrzebują. I że trudno ot tak odrzucić coś, co wychodzi naprzeciw głębokim potrzebom emocjonalnym, a jednocześnie było nam wpajane od małego przez osoby najbliższe.
Teraz przeraża mnie trochę kiedy ktoś spędza pół życia na rozważaniu kwestii typu "Czy trójjedyność Boga ma znaczenie dla naszego myślenia o miłości"?
Ciekawe
ze niemcy robia wlasnie ze wszystkiego czego sie naucza rytual. Przyklad z estetyki: kazdy niemal ich pojazd jest albo alegoria kola albo prostokatu lub tez obu na raz. Wychwalajac pod niebiosa swoje najczesciej z wloskiego produktu skopiowane pudelko nadaja mu atuty czystej formy pozbawionej floresow. Po czym zasypiam
hihi
hihi
C
Mnie bardziej podobalo sie o laserowym pepku. Hobo ma na pewno wiecej tego na skladzie.
Co do Kaina, nie jestem biegly w Biblii, ale szybciej nasuwa mi sie ta historia z ofiarowaniem syna. Pamietam, ze gdy pierwszy raz to uslyszalem, bylem zszokowany, jak mozna wogole wpasc na taki pomysl.
Chyba wtedy mnie zgubili, choc sie domyslalem, ze ludzie wtedy byli niezle odjechani i trzeba bylo cos szybko wymyslec.
Sam fakt, ze juz wtedy zrobiono religie z niejedzenia swini. A wlasciwie chodzilo tylko o to, ze mieso w tamtym klimacie po prostu szybko robi sie trujace, a sama swinia oczy-wiscie ryje nosem w ziemi, bo taka jej natura.
TAKIE historie mnie rozbawiaja z braku laku. I te nabozne miny, czarne ubranka i rytualy odgrywane glownie za pomoca dloni i roznych przyrzadow.
hihi
Co do Kaina, nie jestem biegly w Biblii, ale szybciej nasuwa mi sie ta historia z ofiarowaniem syna. Pamietam, ze gdy pierwszy raz to uslyszalem, bylem zszokowany, jak mozna wogole wpasc na taki pomysl.
Chyba wtedy mnie zgubili, choc sie domyslalem, ze ludzie wtedy byli niezle odjechani i trzeba bylo cos szybko wymyslec.
Sam fakt, ze juz wtedy zrobiono religie z niejedzenia swini. A wlasciwie chodzilo tylko o to, ze mieso w tamtym klimacie po prostu szybko robi sie trujace, a sama swinia oczy-wiscie ryje nosem w ziemi, bo taka jej natura.
TAKIE historie mnie rozbawiaja z braku laku. I te nabozne miny, czarne ubranka i rytualy odgrywane glownie za pomoca dloni i roznych przyrzadow.
hihi
Stworek
Tak to forum jest moim ulubionym.
Czytam o Witaminach..
Kazimierz Funk jako pierwszy wyodrebnil konkretna witamine. Byla to witamina B1.
Pozatym przetlumaczylem cytat z about.com:
W 1912, polski naukowiec Kazimierz Funk nazwal specjalne odzywcze skladniki pozywienia "witaminami" z lacinskiego "vita", czyli zycie oraz z "aminy" od zwiazkow skladowych tiaminy, ktore wyodrebnil z lusek ryzu. Funk razem z Hopkinsem sformuowal hipoteze, iz niedobor witamin prowadzi do chorob.
Czytam o Witaminach..
Kazimierz Funk jako pierwszy wyodrebnil konkretna witamine. Byla to witamina B1.
Pozatym przetlumaczylem cytat z about.com:
W 1912, polski naukowiec Kazimierz Funk nazwal specjalne odzywcze skladniki pozywienia "witaminami" z lacinskiego "vita", czyli zycie oraz z "aminy" od zwiazkow skladowych tiaminy, ktore wyodrebnil z lusek ryzu. Funk razem z Hopkinsem sformuowal hipoteze, iz niedobor witamin prowadzi do chorob.
Chwila zastanowienia
Kiedys mialem wyjatkowo niepokojacy bezslowny kontakt wzrokowy z szefem firmy, ktora peryferyjnie korzysta z remontowych uslug, ale raz odmowil mnie i mojej dziewczynie bez slowa komentarza sporzadzenia ekspertyzy na remont i przebudowe glupiego mieszkania, choc mial czas orzec, co i dlaczego. A chodzilo tylko o to czy moge kontynuowac, czy nie, bo mieszkanie bylo mojej dziewczyny, wiec logiczne ze nie wypadalo mi tam sam podejmowac decyzji bez konsultacji ze swietnym profesjonalista. To bylo po tym jak ostrzeglem go dyskretnie przed pewnym sporym problemem i bylem nisamowicie rozczarowany, ze
skoro nic ode mnie nie chce, po prostu se nie poszedl swoja droga w tym momencie i ze mnie jednak nie zignorowal, nic sie nie dzialo i tylko patrzyl. Jako ze bylem tam wraz wieloma innymi ludzmi i zakladalem ze pamietal, ze kiedys wczesniej przewidzialem spore problemy, to mogl cos normalnego powiedziec, jak do reszty ludzi. Ten wzrok jednak wywolal u mnie spore obawy i czulem sie jak rzadko kiedy niezrecznie i nie skumalem, czy wogole nie istnieja jakies dziwne trzecie problemy, i czy nie zrobie z siebie balwana, jesli zostane, wiec poszedlem i wiecej sie nie zblizalem.
Ten facet jest powazany i mam nadal mam przed nim respekt. Ale kilka osob z jego firmy zaczelo psioczyc i
pewno od tamtej pory reaguje niechetnie i werbalnie bezwzglednie, gdy nawet na ulubionym forum ludzie z gory wydaja sie wiedziec, co i jak.
skoro nic ode mnie nie chce, po prostu se nie poszedl swoja droga w tym momencie i ze mnie jednak nie zignorowal, nic sie nie dzialo i tylko patrzyl. Jako ze bylem tam wraz wieloma innymi ludzmi i zakladalem ze pamietal, ze kiedys wczesniej przewidzialem spore problemy, to mogl cos normalnego powiedziec, jak do reszty ludzi. Ten wzrok jednak wywolal u mnie spore obawy i czulem sie jak rzadko kiedy niezrecznie i nie skumalem, czy wogole nie istnieja jakies dziwne trzecie problemy, i czy nie zrobie z siebie balwana, jesli zostane, wiec poszedlem i wiecej sie nie zblizalem.
Ten facet jest powazany i mam nadal mam przed nim respekt. Ale kilka osob z jego firmy zaczelo psioczyc i
pewno od tamtej pory reaguje niechetnie i werbalnie bezwzglednie, gdy nawet na ulubionym forum ludzie z gory wydaja sie wiedziec, co i jak.
:)
a kto czytał "Nie z tej Ziemi"? Przyznać się, ja czytałam.
I od razu mi się przypomina genialny rysunek Larsona (nie mogę go nigdzie znaleźć)
Na ulicy, na skrzynce po piwie stoi gość i krzyczy "Posłuchajcie mnie głupcy, wampiry są wszędzie!". Na ulicy pełno ludzi, nikt nie zwraca na gościa uwagi, obok dwóch facetów niesie lustro. W lustrze odbija się wyłącznie gość na skrzynce...
I od razu mi się przypomina genialny rysunek Larsona (nie mogę go nigdzie znaleźć)
Na ulicy, na skrzynce po piwie stoi gość i krzyczy "Posłuchajcie mnie głupcy, wampiry są wszędzie!". Na ulicy pełno ludzi, nikt nie zwraca na gościa uwagi, obok dwóch facetów niesie lustro. W lustrze odbija się wyłącznie gość na skrzynce...