Widok
TO żyje :)
O perypetiach z działkową glebą pisałem w innym wątku.
Włozyłem w nią sporo zrębków, trochę obornika końskiego, zielonego nawozu i kompostu - a przede wszystkim: mnóstwo potu ;) ale za kilkukrotne przekopywanie ziemia mi się hojnie odwdzięczyła.
Mam teraz inny problem: nadprodukcję.
Wszystkiego za dużo. Mimo przetwórstwa (skończyły mi się już słoiki) i rozdawnictwa.
Wczoraj wywaliłem ogórki. We właściwym momencie nie miałem czasu i kiedy zabrałem się za ich zbieranie, były to już w wiekszości giganty nadające się tylko na sałatkę lub pikle. W ilości, jakiej nie byłem w stanie przetworzyć, zatem większość się zmarnowała (poszła na zielony nawóz).
Teraz mam taki sam problem z cukinią i kabaczkami.

Plon widoczny na zdjeciu (dobrze ponad 20kg) pochodzi wyłącznie z zaznaczonego obszaru ok. 1m².
Podobnie kabaczki

To z kolei urobek z nieco większego obszaru (jakieś 5m²), który wczoraj wysprzątałem, ale wcześniej zebrałem z tego kawałka przynajmniej drugie tyle ;)

Znacznie więcej, niż wczoraj zerwałem, wisi jeszcze na krzakach. I kompletnie nie mam już pomysłu, co z tym zrobić :D
Ten pasek przekopanej ziemi, widoczny na trzecim zdjęciu, przygotowałem pod krzaki porzeczek.
Zrobiłem je z kawałków patyczków zasadzonych wczesną wiosną. Doskonale się przyjęły i mam kilkanaście bujnie rosnących (ok. 1m wysokości) sadzonek.
Zastanawiam sie tylko, kiedy je przesadzać? Można teraz? Czy poczekać do końca okresu wegetacyjnego? A może wczesną wiosną?
Jakieś sugestie?
Włozyłem w nią sporo zrębków, trochę obornika końskiego, zielonego nawozu i kompostu - a przede wszystkim: mnóstwo potu ;) ale za kilkukrotne przekopywanie ziemia mi się hojnie odwdzięczyła.
Mam teraz inny problem: nadprodukcję.
Wszystkiego za dużo. Mimo przetwórstwa (skończyły mi się już słoiki) i rozdawnictwa.
Wczoraj wywaliłem ogórki. We właściwym momencie nie miałem czasu i kiedy zabrałem się za ich zbieranie, były to już w wiekszości giganty nadające się tylko na sałatkę lub pikle. W ilości, jakiej nie byłem w stanie przetworzyć, zatem większość się zmarnowała (poszła na zielony nawóz).
Teraz mam taki sam problem z cukinią i kabaczkami.

Plon widoczny na zdjeciu (dobrze ponad 20kg) pochodzi wyłącznie z zaznaczonego obszaru ok. 1m².
Podobnie kabaczki

To z kolei urobek z nieco większego obszaru (jakieś 5m²), który wczoraj wysprzątałem, ale wcześniej zebrałem z tego kawałka przynajmniej drugie tyle ;)

Znacznie więcej, niż wczoraj zerwałem, wisi jeszcze na krzakach. I kompletnie nie mam już pomysłu, co z tym zrobić :D
Ten pasek przekopanej ziemi, widoczny na trzecim zdjęciu, przygotowałem pod krzaki porzeczek.
Zrobiłem je z kawałków patyczków zasadzonych wczesną wiosną. Doskonale się przyjęły i mam kilkanaście bujnie rosnących (ok. 1m wysokości) sadzonek.
Zastanawiam sie tylko, kiedy je przesadzać? Można teraz? Czy poczekać do końca okresu wegetacyjnego? A może wczesną wiosną?
Jakieś sugestie?
No dobra. Troszkę poczytałem i pogadałem z bardziej doświadczonymi działkowcami.
Wyklarowało się z tego coś takiego:
Porzeczka dobrze znosi przesadzanie. To bardzo odporna i "łakoma życia" roślina. Skoro uschnięty przez zimę badylek wetknięty w ziemię rośnie w sadzonkę, tym bardziej gotowa sadzonka da sobie radę.
Ale generalnie wygląda to następująco: powinno się przesadzać rośliny (drzewka, krzewy) późną jesienią lub wczesną wiosną.
Oba terminy mają swoje plusy i minusy.
- jesienią, po częściowym lub całkowitym zrzuceniu liści. Roślina już się przygotowała na zimową hibernację. Od wiosny wystartuje bez problemów, bo do zimy korzenie zdążą się już wpić w glebę. O ile zima nie przyjdzie za szybko, bo wtedy roślinkę szlag trafi.
- wiosną, po rozmarznięciu ziemi, a przed początkiem sezonu wegetacyjnego: zimę przetrwa bez problemów, Ryzyko jest na wiosnę. Jeśli (co ostatnimi laty często się zdarza) zima przejdzie od razu w lato, bardzo łatwo (kilka dni) przegapić właściwy moment. A przy spóźnieniu rośnie ryzyko obeschnięcia korzeni, zanim się przyjmą. Trza bardzo pilnować wilgotności gleby. No i traci się kawałek okresu wegetacyjnego, bo roślina potrzebuje czasu na zadomowienie się.
Raczej jestem zwolennikiem przesadzki jesiennej. Od kilku lat mamy sytuację, że zima przychodzi późno i nieśmiało, natomiast z ostrych mrozów szybciutko (2-3 tyg) luzuje na prawie lato. A termin jesienny to ok połowy października. Świetnie, bo zdąży mi na tym skopanym kawałku wyrosnąć świeża gorczyca i po przekopaniu (oczywiście z kolejną porcją zrębków) stworzy zalążek pod następną próchnicę.
Bo po zasadzeniu krzaków już dużo więcej, poza ew. nawożeniem "od góry" z glebą nie zrobię.
Wyklarowało się z tego coś takiego:
Porzeczka dobrze znosi przesadzanie. To bardzo odporna i "łakoma życia" roślina. Skoro uschnięty przez zimę badylek wetknięty w ziemię rośnie w sadzonkę, tym bardziej gotowa sadzonka da sobie radę.
Ale generalnie wygląda to następująco: powinno się przesadzać rośliny (drzewka, krzewy) późną jesienią lub wczesną wiosną.
Oba terminy mają swoje plusy i minusy.
- jesienią, po częściowym lub całkowitym zrzuceniu liści. Roślina już się przygotowała na zimową hibernację. Od wiosny wystartuje bez problemów, bo do zimy korzenie zdążą się już wpić w glebę. O ile zima nie przyjdzie za szybko, bo wtedy roślinkę szlag trafi.
- wiosną, po rozmarznięciu ziemi, a przed początkiem sezonu wegetacyjnego: zimę przetrwa bez problemów, Ryzyko jest na wiosnę. Jeśli (co ostatnimi laty często się zdarza) zima przejdzie od razu w lato, bardzo łatwo (kilka dni) przegapić właściwy moment. A przy spóźnieniu rośnie ryzyko obeschnięcia korzeni, zanim się przyjmą. Trza bardzo pilnować wilgotności gleby. No i traci się kawałek okresu wegetacyjnego, bo roślina potrzebuje czasu na zadomowienie się.
Raczej jestem zwolennikiem przesadzki jesiennej. Od kilku lat mamy sytuację, że zima przychodzi późno i nieśmiało, natomiast z ostrych mrozów szybciutko (2-3 tyg) luzuje na prawie lato. A termin jesienny to ok połowy października. Świetnie, bo zdąży mi na tym skopanym kawałku wyrosnąć świeża gorczyca i po przekopaniu (oczywiście z kolejną porcją zrębków) stworzy zalążek pod następną próchnicę.
Bo po zasadzeniu krzaków już dużo więcej, poza ew. nawożeniem "od góry" z glebą nie zrobię.
Z tych badylków wetknętych w ziemię miałem kilkanaście sadzonek. Już przesadzone (pod koniec października) na miejsce docelowe i jestem przekonany, że wszystkie, albo prawie wszystkie, na wiosnę ruszą z impetem.
Badylki pozbierałem zeszłoroczną zimą z kilku działek. Z zaznaczeniem, który badylek skąd pochodzi. I dokładnie odnotowałem sobie miejsce posadzenia każdego badylka.
Z nastawieniem, że latem przejdę się po tych działkach, sprawdzę, co to jest, jaki ma smak... i zasadzę tylko te "najlepsze".
Niestety... posiałem gdzieś kartkę z notatkami.
W rezultacie mam czystą loterię. Nie wiem, którzy krzak to czarna, czerwona, czy biała, o jakości nie mówiąc.
Okaże się za rok... może dwa :D
Natomiast z agrestem nie wyszło mi wcale. Nic się nie przyjęło.
Teraz próbuję metody hodowli patyczków w kubkach z wodą na parapecie. Oczywiście w mieszkaniu.
Widzę, że niektóre patyczki próbują żyć, bo im się pączki zazieleniły. Ale korzeni jeszcze nie puściły.
Pażiwiom... uwidim..
Badylki pozbierałem zeszłoroczną zimą z kilku działek. Z zaznaczeniem, który badylek skąd pochodzi. I dokładnie odnotowałem sobie miejsce posadzenia każdego badylka.
Z nastawieniem, że latem przejdę się po tych działkach, sprawdzę, co to jest, jaki ma smak... i zasadzę tylko te "najlepsze".
Niestety... posiałem gdzieś kartkę z notatkami.
W rezultacie mam czystą loterię. Nie wiem, którzy krzak to czarna, czerwona, czy biała, o jakości nie mówiąc.
Okaże się za rok... może dwa :D
Natomiast z agrestem nie wyszło mi wcale. Nic się nie przyjęło.
Teraz próbuję metody hodowli patyczków w kubkach z wodą na parapecie. Oczywiście w mieszkaniu.
Widzę, że niektóre patyczki próbują żyć, bo im się pączki zazieleniły. Ale korzeni jeszcze nie puściły.
Pażiwiom... uwidim..
> Widzę, że niektóre patyczki próbują żyć, bo im się pączki zazieleniły. Ale korzeni jeszcze nie puściły.

Nie niektóre, ale przynajmniej połowa.
Jak widać, puściły już całkiem sympatyczne liście.
Na początku dostały ukorzeniacz a potem są utrzymywane w super hiper bioaktywnej, wysoko zmineralizowanej i niezwykle bogatej w azot wodzie do upraw hydroponicznych.
Jakby ktos był zainteresowany, to mogę trochę odstąpić. "Produkuję" jej ok. 30-40l tygodniowo.
Bo co tydzień podmieniam część wody z akwarium :D
Niestety... obiecujący efekt "na górze" nie przekłada się na dół. Zero chęci puszczenia korzeni.
Zaczynam się zastanawiać, czy właśnie zbyt "bogata" woda nie powoduje "lenistwa" roslin.
Bo skoro dostają wszystko, czego potrzebują, bez wysiłku, to na grzyba mają puszczać korzenie?
Dam im jeszcze z miesiąc. Potem, jeśli nic się nie zmieni, zmienię taktykę. Część pójdzie w ziemię (z ukorzeniaczem), część dostanie tylko wodę destylowaną, a grupa kontrolna zostanie w czym jest dotychczas.
A potem napiszę książkę :D

Nie niektóre, ale przynajmniej połowa.
Jak widać, puściły już całkiem sympatyczne liście.
Na początku dostały ukorzeniacz a potem są utrzymywane w super hiper bioaktywnej, wysoko zmineralizowanej i niezwykle bogatej w azot wodzie do upraw hydroponicznych.
Jakby ktos był zainteresowany, to mogę trochę odstąpić. "Produkuję" jej ok. 30-40l tygodniowo.
Bo co tydzień podmieniam część wody z akwarium :D
Niestety... obiecujący efekt "na górze" nie przekłada się na dół. Zero chęci puszczenia korzeni.
Zaczynam się zastanawiać, czy właśnie zbyt "bogata" woda nie powoduje "lenistwa" roslin.
Bo skoro dostają wszystko, czego potrzebują, bez wysiłku, to na grzyba mają puszczać korzenie?
Dam im jeszcze z miesiąc. Potem, jeśli nic się nie zmieni, zmienię taktykę. Część pójdzie w ziemię (z ukorzeniaczem), część dostanie tylko wodę destylowaną, a grupa kontrolna zostanie w czym jest dotychczas.
A potem napiszę książkę :D
Dziś w Auchan trafiłam na promocję ogrodową. Wyszliśmy ze sklepu z wózkiem pełnym drzewek, krzewów owocowych i ozdobnych.
Bez żalu olałam zakupy i przez dwie i pół h pracy na podwórku rozplanowaliśmy miejscówki roślin.
Czekam aż się zadomowią.
Ps
Wiśnia dzika, "kradziona" zza płotu ma się dobrze.
Inna samosiejka przywłaszczyła sobie kącik na linii przepływu gazu.
Postaram się przekonać ją do właściwego miejsca.
Ps2
Siewki warzyw i kwiatów z przeznaczeniem pod szklarenkę już się ścigają. Prowadzi rzodkiewka i sałata.
Udanego sezonu!
Bez żalu olałam zakupy i przez dwie i pół h pracy na podwórku rozplanowaliśmy miejscówki roślin.
Czekam aż się zadomowią.
Ps
Wiśnia dzika, "kradziona" zza płotu ma się dobrze.
Inna samosiejka przywłaszczyła sobie kącik na linii przepływu gazu.
Postaram się przekonać ją do właściwego miejsca.
Ps2
Siewki warzyw i kwiatów z przeznaczeniem pod szklarenkę już się ścigają. Prowadzi rzodkiewka i sałata.
Udanego sezonu!
Byłem dzisiaj na Kowalach celem zakupu sadzonek agrestu. Te, hodowane zimą na parapecie, niestety szlag trafił.
Sadzonek "z gruntu" jeszcze nie mają. Dopytywać się po połowie marca.
W sumie... logiczne to. W marcu a nawet jeszcze w kwietniu mogą się mrozy przytrafić, zatem zbytni pośpiech nie ma większego sensu.
Proponuję Ci Twe auchanowe zakupy porządnie okopać/obsypać/ogacić. Tak dla świętego spokoju ducha ;)
Sadzonek "z gruntu" jeszcze nie mają. Dopytywać się po połowie marca.
W sumie... logiczne to. W marcu a nawet jeszcze w kwietniu mogą się mrozy przytrafić, zatem zbytni pośpiech nie ma większego sensu.
Proponuję Ci Twe auchanowe zakupy porządnie okopać/obsypać/ogacić. Tak dla świętego spokoju ducha ;)
W którym miejscu na Kowalach takie rzeczy Miniu?
Rzeczywiście wichury i deszcz ze śniegiem.
Śliwę i morelę sadzilim...śmy w sztormowych warunkach. Zapodałam minerały.
Krzewy i nowe okazy dopieszczałam pół dnia.
Liczę na to, że przetrwają. Żyć chcą bo już dobę po przyznaniu miejscówki pokazały zieloną zawartość pączków.
Ps
Za miesiąc startuję ze szklarenką.
Rzeczywiście wichury i deszcz ze śniegiem.
Śliwę i morelę sadzilim...śmy w sztormowych warunkach. Zapodałam minerały.
Krzewy i nowe okazy dopieszczałam pół dnia.
Liczę na to, że przetrwają. Żyć chcą bo już dobę po przyznaniu miejscówki pokazały zieloną zawartość pączków.
Ps
Za miesiąc startuję ze szklarenką.
> W którym miejscu na Kowalach takie rzeczy Miniu?
Tu
Szlag mnie trafia, bo łapy świerzbią do łopaty a tu deszczysko.
A jak nie pada, to jest takie błocko, że nic nie idzie robić :/
Tu
Szlag mnie trafia, bo łapy świerzbią do łopaty a tu deszczysko.
A jak nie pada, to jest takie błocko, że nic nie idzie robić :/
Hm... 10 lat mieszkałam w tamtych rewirach i nie złożyło się.
Z ciekawości podjadę skuterkiem.
Prawie spadłam ze schodów, w drodze na pierwszą kawę gdy zobaczyłam śnieg za oknem.
Ps
Ja wyżywam się pielęgnując siewki zainstalowana w pokoju nad garażem. Pomidory i cukinie są gotowe do przeprowadzki pod szklarnię. Poziomki też...
Z ciekawości podjadę skuterkiem.
Prawie spadłam ze schodów, w drodze na pierwszą kawę gdy zobaczyłam śnieg za oknem.
Ps
Ja wyżywam się pielęgnując siewki zainstalowana w pokoju nad garażem. Pomidory i cukinie są gotowe do przeprowadzki pod szklarnię. Poziomki też...
Co do agrestu... to nawet najbardziej słaba sierota (jakiś suchy patyk, który prawie wywaliłam przy relaksie sadzenia) ożył.
Wygląda nadal jak suchy patyk ale... wypuścił pączki. Nie tak okazałe jak reszta towarzystwa ale jednak :)
Dziś jeszcze przygarnęłam małe drzewko cytrynowe, samotne i z opadniętymi cytrynami. Ziemia w lidlu 3,40 zł za 20l. Wzięłam przy okazji bo nie opłaci mi się tachać po 50 l gdy sama gospodarzę. Cena wychodzi ta sama. Jeszcze taniej będzie wywrotkę kupić zza miedzy ale to grubsza operacja ze szklarenią... enką. :)
Pomidory po pikowaniu odżyły i idą w górę. Liczę na nie bardzo. Ze sklepu są niesmaczne :(
Biszkopt gotowy.
Ps
Wiesz coś o uprawie moreli? Posadziłam i stoi, doglądam ale czego się spodziewać nie wiem.
Wygląda nadal jak suchy patyk ale... wypuścił pączki. Nie tak okazałe jak reszta towarzystwa ale jednak :)
Dziś jeszcze przygarnęłam małe drzewko cytrynowe, samotne i z opadniętymi cytrynami. Ziemia w lidlu 3,40 zł za 20l. Wzięłam przy okazji bo nie opłaci mi się tachać po 50 l gdy sama gospodarzę. Cena wychodzi ta sama. Jeszcze taniej będzie wywrotkę kupić zza miedzy ale to grubsza operacja ze szklarenią... enką. :)
Pomidory po pikowaniu odżyły i idą w górę. Liczę na nie bardzo. Ze sklepu są niesmaczne :(
Biszkopt gotowy.
Ps
Wiesz coś o uprawie moreli? Posadziłam i stoi, doglądam ale czego się spodziewać nie wiem.
Agrest w koncu zanabyłem w Stonce. Na Kowalach mieli jedynie sadzonki w doniczkach, sporo droższe. Przy okazji "na próbę" zapusciłem dwa krzaki jagody syberyjskiej i jedną czarną malinę.
Na parapecie garują papryki i pomidory. Papryki z kupnych (zeszłorocznych) nasion jakoś się nie garną do wschodów. Za to bardzo ładnie (kiełkowalność rzędu 90-95%) wzeszły mi sadzonki z nasionek wydłubanych z wyjątkowo wściekłych papryczek kupionych zupełnym fuksem w jakimś markecie.
Pomidorki dopiero zaczynają wschodzić. Za to będę miał 5 odmian. Nie mam pojęcia, gdzie je upcham, jak podrosną i trza będzie przeflancować do większych doniczek :)
Nie spotkałem nigdy u żadnego działkowca morelowego drzewka, dającego smaczne i zdrowe owoce, bez chemii.
Może gdzieś bardziej na pd-zach naszego kraju warunki dla nich są korzystniejsze. U nas najwyraźniej nie - a jeszcze ekofaszyści klimat chcą nawracać na lodowcowy :D
Na jesieni 2017 z ciekawości posadziłem (w zasadzie: posiałem) pestki ałyczy. Pełno tego badziewia rośnie wokół i swini chodniki.
Kilka drzewek mi wzeszło. Przy okazji prac ziemnych nie wywaliłem ich, ale przesadziłem je w inne miejsce. Latem spróbuję je wykorzystać jako podkładki pod okulizację śliwki sąsiadki, która rodzi (śliwa, nie sąsiadka!) bardzo obficie smaczne i zdrowe owoce. CHoć oczywiście nie mam bladego, jaka to odmiana (w typie węgierki).
Jak gdzieś wypatrzę zdrową morelę, to również spróbuję ją zaszczepić.
Na parapecie garują papryki i pomidory. Papryki z kupnych (zeszłorocznych) nasion jakoś się nie garną do wschodów. Za to bardzo ładnie (kiełkowalność rzędu 90-95%) wzeszły mi sadzonki z nasionek wydłubanych z wyjątkowo wściekłych papryczek kupionych zupełnym fuksem w jakimś markecie.
Pomidorki dopiero zaczynają wschodzić. Za to będę miał 5 odmian. Nie mam pojęcia, gdzie je upcham, jak podrosną i trza będzie przeflancować do większych doniczek :)
Nie spotkałem nigdy u żadnego działkowca morelowego drzewka, dającego smaczne i zdrowe owoce, bez chemii.
Może gdzieś bardziej na pd-zach naszego kraju warunki dla nich są korzystniejsze. U nas najwyraźniej nie - a jeszcze ekofaszyści klimat chcą nawracać na lodowcowy :D
Na jesieni 2017 z ciekawości posadziłem (w zasadzie: posiałem) pestki ałyczy. Pełno tego badziewia rośnie wokół i swini chodniki.
Kilka drzewek mi wzeszło. Przy okazji prac ziemnych nie wywaliłem ich, ale przesadziłem je w inne miejsce. Latem spróbuję je wykorzystać jako podkładki pod okulizację śliwki sąsiadki, która rodzi (śliwa, nie sąsiadka!) bardzo obficie smaczne i zdrowe owoce. CHoć oczywiście nie mam bladego, jaka to odmiana (w typie węgierki).
Jak gdzieś wypatrzę zdrową morelę, to również spróbuję ją zaszczepić.
sa∂yl, jesli chodzi o roztwór octu z płynem do zmywania to jestem zadowolona.
Zaraz po opryskach, bez żalu obcinałam chore liście by mieć jasność sytuacji czy choroba postępuje czy nie.
Mam troszkę szczęscia gdyż te krzaczki porzeczki, które mają najwiecej zawiązków owocowych nie zostały w ogóle (odpukać) zakażone. Reszta wyglada dobrze, ma nowe listki i zawiązki - mniej ale ma.
Jest ok. Zeszłorocznie posadzone drzewka, wszystkie zakwitły. Samopylna lutówka w minionym sezonie, po posadzenia miała 5-6 owocków ha ha a teraz drzewo jest pełne kwiecia. Podobnie maliny i porzeczki.
W szklarence dzieje się pozytywnie i czekam na pełnię lata.
Ps
Posadzilim... śmy leszczynę i trochę krzewów ozdobnych.
Zamówilim...śmy świerki zwyczajne i srebrne oraz kilka jodeł koreańskich przez wzgląd na szyszki.
Chcę dokupić jarzębinę i kilka rodzajów traw... jakieś pomysły?
Żałuję, że nie mam miejsca na ul.
Zaraz po opryskach, bez żalu obcinałam chore liście by mieć jasność sytuacji czy choroba postępuje czy nie.
Mam troszkę szczęscia gdyż te krzaczki porzeczki, które mają najwiecej zawiązków owocowych nie zostały w ogóle (odpukać) zakażone. Reszta wyglada dobrze, ma nowe listki i zawiązki - mniej ale ma.
Jest ok. Zeszłorocznie posadzone drzewka, wszystkie zakwitły. Samopylna lutówka w minionym sezonie, po posadzenia miała 5-6 owocków ha ha a teraz drzewo jest pełne kwiecia. Podobnie maliny i porzeczki.
W szklarence dzieje się pozytywnie i czekam na pełnię lata.
Ps
Posadzilim... śmy leszczynę i trochę krzewów ozdobnych.
Zamówilim...śmy świerki zwyczajne i srebrne oraz kilka jodeł koreańskich przez wzgląd na szyszki.
Chcę dokupić jarzębinę i kilka rodzajów traw... jakieś pomysły?
Żałuję, że nie mam miejsca na ul.
> Chcę dokupić (..) kilka rodzajów traw... jakieś pomysły?
Jakiś pomysł mam... tyle, że niezgodny z prawem.
ALe od czego szklarenka, gdzie wścibskie sąsiedzkie oko nie zajrzy? ;)
Kilka dni wolnego, to wreszcie nadrabiam działkowe zaległości. Pierwszy wysiew do gruntu przedwczoraj. Wczoraj i dzisiaj kontynuacja + prace ziemne.
W Święta machnąłem koleżance remont pokoju. Jednym z warunków kontraktu była czasowa okupacja Jej parapetu - bo u siebie już się nie mieszczę z sadzonkami, mimo, że dorobiłem w oknach "pięterka" ;)
Głównie pomidory. Mam 5 gatunków.
Zeszłoroczne nasiona papryki nie wzeszły prawie wcale. Nędzne 4 roślinki.
Za to licznie i zdrowo wyrosły nasionka wydłubane z wyjątkowo wściekłych papryczek, kupionych w grudniu z głupia frant w jakimś markecie. Nie mam pojęcia, co to będzie.
Wczoraj przesadzałem je z paletek do doniczek indywidualnych. Stwierdziłem, że 20 krzaczków mi wystarczy. Po wywaleniu najsłabszych i tak mi jeszcze została paletka 14 sztuk do pilnego rozsadzenia. A już nie mam miejsca.
Jest może ktoś chętny na ich adopcję? :)
Jakiś pomysł mam... tyle, że niezgodny z prawem.
ALe od czego szklarenka, gdzie wścibskie sąsiedzkie oko nie zajrzy? ;)
Kilka dni wolnego, to wreszcie nadrabiam działkowe zaległości. Pierwszy wysiew do gruntu przedwczoraj. Wczoraj i dzisiaj kontynuacja + prace ziemne.
W Święta machnąłem koleżance remont pokoju. Jednym z warunków kontraktu była czasowa okupacja Jej parapetu - bo u siebie już się nie mieszczę z sadzonkami, mimo, że dorobiłem w oknach "pięterka" ;)
Głównie pomidory. Mam 5 gatunków.
Zeszłoroczne nasiona papryki nie wzeszły prawie wcale. Nędzne 4 roślinki.
Za to licznie i zdrowo wyrosły nasionka wydłubane z wyjątkowo wściekłych papryczek, kupionych w grudniu z głupia frant w jakimś markecie. Nie mam pojęcia, co to będzie.
Wczoraj przesadzałem je z paletek do doniczek indywidualnych. Stwierdziłem, że 20 krzaczków mi wystarczy. Po wywaleniu najsłabszych i tak mi jeszcze została paletka 14 sztuk do pilnego rozsadzenia. A już nie mam miejsca.
Jest może ktoś chętny na ich adopcję? :)
Ha ha ha :)))
Paprykę wysadziłam z nasion do szklarni ale jest mniejsza niż ta w doniczkach, z nasion rozprutej po zakupie, świeżej papryki. Z tą trawą to nie Ty pierwsza żartujesz. Byli majstrzy od montażu balustrady i również o tę trawę trącali a Mój - jajcorz ;) z miną poważną, przytaknął im, że po to szklarnię stawia, nie inaczej :P
Rzodkiewka szaleje, słoneczniki, ogórki, groszek, bób i buraki. Słabiej marchew, pietruszka i sałata ale i owszem. Pomidory w szklarni trzymają się ale mam już w pełni gotowe kilkadziesiąt na grządkę obok szklarni.
Trawy widziałam piękne, kolorowe... coś wybiorę. Porzeczki już się zawiązały i wiśni trochę będzie.
Ps
Ta dzika wiśnia co to ją w zeszłym sezonie "ukląkłeś" ;) poszła się ... tego :) a na jej miejscu już rozgaszcza się jodła koreańska o fioletowych szyszkach. Wszystko mi się przyjęło.... łącznie z 72oma sadzonkami świerków (srebrnych i "plebsowych") tylko nie ta wiśnia coś ją zaczarował :)))))
Nic nie piszesz o tej piwnicy co ja miałeś kopać (?). Już skończona czy porzuciłeś plany?
Idę na swój wątek zajrzeć... ze strachem. Tam terapia na kozetce trwa. Raven minona leczy.
Paprykę wysadziłam z nasion do szklarni ale jest mniejsza niż ta w doniczkach, z nasion rozprutej po zakupie, świeżej papryki. Z tą trawą to nie Ty pierwsza żartujesz. Byli majstrzy od montażu balustrady i również o tę trawę trącali a Mój - jajcorz ;) z miną poważną, przytaknął im, że po to szklarnię stawia, nie inaczej :P
Rzodkiewka szaleje, słoneczniki, ogórki, groszek, bób i buraki. Słabiej marchew, pietruszka i sałata ale i owszem. Pomidory w szklarni trzymają się ale mam już w pełni gotowe kilkadziesiąt na grządkę obok szklarni.
Trawy widziałam piękne, kolorowe... coś wybiorę. Porzeczki już się zawiązały i wiśni trochę będzie.
Ps
Ta dzika wiśnia co to ją w zeszłym sezonie "ukląkłeś" ;) poszła się ... tego :) a na jej miejscu już rozgaszcza się jodła koreańska o fioletowych szyszkach. Wszystko mi się przyjęło.... łącznie z 72oma sadzonkami świerków (srebrnych i "plebsowych") tylko nie ta wiśnia coś ją zaczarował :)))))
Nic nie piszesz o tej piwnicy co ja miałeś kopać (?). Już skończona czy porzuciłeś plany?
Idę na swój wątek zajrzeć... ze strachem. Tam terapia na kozetce trwa. Raven minona leczy.