Widok
Wiecie co,
dzisiaj w radio była audycja nt dzieci.
Mianowicie tego jakie zadają dorosłym i wyrośniętym pytania.
W chilli zet.
Jedno z najpiękniejszych dziecinnych pytań (wg mnie) brzmiało:
"A czy mech jest też miękki zanim się go dotknie?"
Drugie wg mnie:
"Tato, a dlaczego jak byłeś mały świat był czarno-biały"
I co?
Potrafisz odpowiedzieć?
Ja nie.
Mianowicie tego jakie zadają dorosłym i wyrośniętym pytania.
W chilli zet.
Jedno z najpiękniejszych dziecinnych pytań (wg mnie) brzmiało:
"A czy mech jest też miękki zanim się go dotknie?"
Drugie wg mnie:
"Tato, a dlaczego jak byłeś mały świat był czarno-biały"
I co?
Potrafisz odpowiedzieć?
Ja nie.
Lenn pisała kiedyś o swojej kilkuletniej córeczce, w kontekście pobierania krwi i serialu "Było sobie życie". Mała nie tyle bała się igły czy samego zabiegu, ile tego, że wyciągną jej najfajniejsze krwinki, a zwłaszcza Profesora Globusa :)
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Po wymianie uprzejmości, wielokrotnej, z personelem tedebile w sprawie spamowania treściami reklamowymi koniec końców wwaliłem ich wszystkie telefony na listę spamu.
A dzisiaj dostaję sms od jednej takiej treści z grubsza: co jest kurna, nie odbierasz telefonów, nie odpowiadasz na smsy i w ogóle jak jest?
No to ja oddzwaniam a tu nic.
Spoko.
Obrzeża skatalogowanego świata, zdarza się.
Ale mnie tknęło, zaglądam do skrzynki spamu a tam miodzio: z dniem 2 lipca konto zostało zablokowane, możesz jeszcze miesiąc odbierać połączenia.
Weekend.
Obrzeża cywilizacji.
I to wszystko z miłości
http://www.youtube.com/watch?v=Li2t_XbXaRY
Miłego upalnego weekendu wszystkim Wam :-)
A dzisiaj dostaję sms od jednej takiej treści z grubsza: co jest kurna, nie odbierasz telefonów, nie odpowiadasz na smsy i w ogóle jak jest?
No to ja oddzwaniam a tu nic.
Spoko.
Obrzeża skatalogowanego świata, zdarza się.
Ale mnie tknęło, zaglądam do skrzynki spamu a tam miodzio: z dniem 2 lipca konto zostało zablokowane, możesz jeszcze miesiąc odbierać połączenia.
Weekend.
Obrzeża cywilizacji.
I to wszystko z miłości
http://www.youtube.com/watch?v=Li2t_XbXaRY
Miłego upalnego weekendu wszystkim Wam :-)
Zapewniam, że był gorący Brachu. Krok od śmierci klinicznej.
Ludzie z festiwalu na Babich Dołach robili psu i mi filmy oraz zdjęcia gdy pływaliśmy z psem Ann w morzu - nie mam czasu na sieć.
hłe hłe hłe.
O weekend idzie Bracie.
Umierałem sto razy - przeczytaj tę książkę choć wątpię czy ją dostaniesz na rynku. Ma ją Radek z Zopot. Kumpel dobry. Sprzedaje na suszarce sznurowadła w tunelu w Gdańsku Głównym przy wyjściu do góry mc donaldsa. czy jak sie to pisze.
Ludzie z festiwalu na Babich Dołach robili psu i mi filmy oraz zdjęcia gdy pływaliśmy z psem Ann w morzu - nie mam czasu na sieć.
hłe hłe hłe.
O weekend idzie Bracie.
Umierałem sto razy - przeczytaj tę książkę choć wątpię czy ją dostaniesz na rynku. Ma ją Radek z Zopot. Kumpel dobry. Sprzedaje na suszarce sznurowadła w tunelu w Gdańsku Głównym przy wyjściu do góry mc donaldsa. czy jak sie to pisze.
"Wiecie co" to chyba lepszy wątek to mojego blablania o mniejszych lub większych głupotach, niż dotychczasowy kącik muzyczny.
Ot takie sobie przemyślenia nad szkołą jaką daje nam życie.
Czy zwróciliscie kiedyś uwagę, na najtrudniejsze lekcje, jakie otrzymaliście od innych ludzi lub od zaistniałych sytuacji?
Rozpoczynam właśnie najtrudniejszą uczelnię. Wszystkie uniwersytety i politechniki moga sie schować.
Uczę się miłości, cierpliwości, pokory, wybaczania (głównie sobie samej).
Uczę się trzymać za rękę osobę, która wiele lat temu trzymała mnie, kiedy stawiałam pierwsze kroki.
Uczę się prowadzić do kina osobę, która lata temu prowdziła do kina i teatru mnie malutką.
Uczę sie do 80 letniego człowieka mówić , że jest piękny. To samo słyszałam ja przez całe życie. Nieważne czy była to prawda.
Uczę się z pokorą wycierać umazaną umywalkę lub sedes, nie wytkając tego.
Uczę się traktować dorosłego człowieka jak dziecko. Czasem coś pęka.
MIlczę, kiedy widzę, że mój ręcznik wiszący w łazience jest brudny. Choć rano był czysty.
I chciałabym aby tak było cały czas. Aby nie było gorzej.
I szczęśliwa jestem, ze mam wokół siebie ludzi, którzy mi pomagają. zarówno rodzinę jak i blizszych znajomych.
Jestem szczęsliwa bo wiem, że jeśli braknie mi sił mogę wyjechać. Zawsze mogę wyjść. Bo ktoś inny tu będzie.
Jestem szczęśliwa, ze choroba, która odbiera pamięć nie odebrała dobroci, optymizmu, uśmiechu.
Kiedyś dojdę do dnia egzaminu i wiem, ze zdam go bardzo słabo.
Ot takie sobie przemyślenia nad szkołą jaką daje nam życie.
Czy zwróciliscie kiedyś uwagę, na najtrudniejsze lekcje, jakie otrzymaliście od innych ludzi lub od zaistniałych sytuacji?
Rozpoczynam właśnie najtrudniejszą uczelnię. Wszystkie uniwersytety i politechniki moga sie schować.
Uczę się miłości, cierpliwości, pokory, wybaczania (głównie sobie samej).
Uczę się trzymać za rękę osobę, która wiele lat temu trzymała mnie, kiedy stawiałam pierwsze kroki.
Uczę się prowadzić do kina osobę, która lata temu prowdziła do kina i teatru mnie malutką.
Uczę sie do 80 letniego człowieka mówić , że jest piękny. To samo słyszałam ja przez całe życie. Nieważne czy była to prawda.
Uczę się z pokorą wycierać umazaną umywalkę lub sedes, nie wytkając tego.
Uczę się traktować dorosłego człowieka jak dziecko. Czasem coś pęka.
MIlczę, kiedy widzę, że mój ręcznik wiszący w łazience jest brudny. Choć rano był czysty.
I chciałabym aby tak było cały czas. Aby nie było gorzej.
I szczęśliwa jestem, ze mam wokół siebie ludzi, którzy mi pomagają. zarówno rodzinę jak i blizszych znajomych.
Jestem szczęsliwa bo wiem, że jeśli braknie mi sił mogę wyjechać. Zawsze mogę wyjść. Bo ktoś inny tu będzie.
Jestem szczęśliwa, ze choroba, która odbiera pamięć nie odebrała dobroci, optymizmu, uśmiechu.
Kiedyś dojdę do dnia egzaminu i wiem, ze zdam go bardzo słabo.
"anna1964"
Najbardziej refleksyjny post jaki czytałem na tym forum.
Wszystko zaczyna się od cierpliwości ... tego się trzeba nauczyć a reszta to praca nad samym sobą.
Powodzenia. Nie trać wiary, uda się, ... nikt nie jest doskonały - jedynie dążymy do doskonałości, czasem wydaje się nam, że jesteśmy doskonali ale zazwyczaj jest to nieprawdą. Nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej z Nami samymi.
Cierpliwość, Pokora, Szacunek, - są co najmierniej kluczem do szczęścia. Reszta zależy od losu a los jest jak pudełko czekoladek ... nigdy nie wiesz co Ci się trafi.
Najbardziej refleksyjny post jaki czytałem na tym forum.
Wszystko zaczyna się od cierpliwości ... tego się trzeba nauczyć a reszta to praca nad samym sobą.
Powodzenia. Nie trać wiary, uda się, ... nikt nie jest doskonały - jedynie dążymy do doskonałości, czasem wydaje się nam, że jesteśmy doskonali ale zazwyczaj jest to nieprawdą. Nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej z Nami samymi.
Cierpliwość, Pokora, Szacunek, - są co najmierniej kluczem do szczęścia. Reszta zależy od losu a los jest jak pudełko czekoladek ... nigdy nie wiesz co Ci się trafi.
Namawiałam moje dziecko coby pojechało ze mną do Rumunii. Jeden samochód, osoba więcej niż jedna to zawsze taniej.
A ono skubane woli Skandynawię. Pewnie złośliwie, bo wie, ze ja tamtych rejonów mam po dziurki w nosie.
Rumunia to co innego. Drakula, czosnek, kołki. No cóż do Skandynawii nawet z nożem na gardle nie wróce. Jedzenie niedobre tam mają.
No cóż. Inną razą.
A ono skubane woli Skandynawię. Pewnie złośliwie, bo wie, ze ja tamtych rejonów mam po dziurki w nosie.
Rumunia to co innego. Drakula, czosnek, kołki. No cóż do Skandynawii nawet z nożem na gardle nie wróce. Jedzenie niedobre tam mają.
No cóż. Inną razą.
Odradzam Rumunię. Też chciałem jechać, ale poczytałam relacje. Pięknie tam. Wspaniałe góry, można iść, iść i przez cały dzień żywej duszy nie spotkać na szlaku. Zamki i fajna droga, taka kręta malownicza serpentyna. Niestety w relacjach powtarzał się jeden szczegół. Chmary bezdomnych, wygłodniałych psów. Psie szkielety dopadają człowieka w każdej wiosce i na każdym parkingu. A konające z głodu i zdechłe z głodu psy leżą na poboczach.
Trzeba śledzić sytuację. Jak już sobie poradzą z tym problemem to chętnie się wybiorę.
Trzeba śledzić sytuację. Jak już sobie poradzą z tym problemem to chętnie się wybiorę.
Kurczę, to ja czytałam inne relacje. I o psach ani słowa nie było.
A Rumunia mnie ciągnie. Bardzo.
A może te rzeczy , które czytałes to sprzed 15 lat?
Sprawdz może daty. Właśnie o te góry chodzi i zamki no i jak pisałam randka z Drakulem.
Konających psów nie zniosę ale moze to nie jest prawda co czytałeś.
Ja już mialam chytry plan jak Boldrig, ze na te kilka dni wyskoczymy, no ale syn już na pewno jedzie na północ. blleee
A Rumunia mnie ciągnie. Bardzo.
A może te rzeczy , które czytałes to sprzed 15 lat?
Sprawdz może daty. Właśnie o te góry chodzi i zamki no i jak pisałam randka z Drakulem.
Konających psów nie zniosę ale moze to nie jest prawda co czytałeś.
Ja już mialam chytry plan jak Boldrig, ze na te kilka dni wyskoczymy, no ale syn już na pewno jedzie na północ. blleee
Rok temu czytałem. Tak mnie to zniechęciło, że wylądowałem w starej dobrej Bukowinie Tatrzańskiej. No nie patrzyłem na daty. Przed chwilą pobieżnie sprawdziłem przez google i wychodzi na to, ze niedawno postanowili rozwiązać problem metodami ukraińskimi. Czyli wybić wszystkie. Nie wiem, na jakim są etapie teraz. Z punktu widzenia turysty lepsze i tak to, niż oglądać konające z głodu szkielety i mieć poczucie totalnej bezradności.
"anna1964"
W mojej biblioteczce jest taka pozycja: RUMUNIA wydanie ExpressMap - bardzo ładnie przygotowany przewodnik, dużo ilustracji kolorowych - swoją drogą polecam;-) - dostępny był w Empiku.
Przechodząc do meritum sprawy:
Trochę tak jest jak pisze Yerba ale przecież Ty nie zamierzasz spać w namiocie;-) z dzieckiem więc nie ma się czego obawiać. A nawet jakby to najlepiej dogadać się z gospodarzem, który pozwoli przy domku na rozbicie namiotu a w domku jeszcze porządnie ugości (to raczej impreza dla wytrwałych) takie zwyczaje u Bram Karpat. Zresztą na wschodzie są bardzo gościnni ludzie i nawet przybyszom nie pozwalają spać w namiocie tylko u siebie w domu w najładniejszym pokoju.
Jednak gdy nie będziesz korzystać z tego typu atrakcji jak "namiot" to do Rumunii jest najlepszy czas by pojechać np. Hotel w dobrym standardzie ze śniadaniami dla dwóch osób to wydatek ok. 100 zł.
Tak tanio i pięknie nie będzie za kilka lat w Rumunii. Co do preferencji: Jedni wolą Morze inni Góry. Rumunia to raczej kraj dla motocyklistów: Transfogarska, Transalipna. Poza tym już sama wyprawa z Gdańska do Rumunii samochodem to niezły hardcor;-) Dobra droga kończy się już w Łodzi;-) no może w Krakowie - to zależy od punktu widzenia;-)
Jest też tego plus. Np. będziesz przejeżdżać przez m. Debreczyn na Węgrzech a tak ok. 20 km są bardzo znane termy Hajduszoboszlo - można tam zostać np. na kilka dni i dobrze się z dziećmi zabawić - będą zachwycone;-) no i jak w Rumunii to i może o Morze Czarne zahaczyć? tylko trzeba uważać bo blisko do Krymu;-)
Dziękuję, życzę owocnych przemyśleń.
W mojej biblioteczce jest taka pozycja: RUMUNIA wydanie ExpressMap - bardzo ładnie przygotowany przewodnik, dużo ilustracji kolorowych - swoją drogą polecam;-) - dostępny był w Empiku.
Przechodząc do meritum sprawy:
Trochę tak jest jak pisze Yerba ale przecież Ty nie zamierzasz spać w namiocie;-) z dzieckiem więc nie ma się czego obawiać. A nawet jakby to najlepiej dogadać się z gospodarzem, który pozwoli przy domku na rozbicie namiotu a w domku jeszcze porządnie ugości (to raczej impreza dla wytrwałych) takie zwyczaje u Bram Karpat. Zresztą na wschodzie są bardzo gościnni ludzie i nawet przybyszom nie pozwalają spać w namiocie tylko u siebie w domu w najładniejszym pokoju.
Jednak gdy nie będziesz korzystać z tego typu atrakcji jak "namiot" to do Rumunii jest najlepszy czas by pojechać np. Hotel w dobrym standardzie ze śniadaniami dla dwóch osób to wydatek ok. 100 zł.
Tak tanio i pięknie nie będzie za kilka lat w Rumunii. Co do preferencji: Jedni wolą Morze inni Góry. Rumunia to raczej kraj dla motocyklistów: Transfogarska, Transalipna. Poza tym już sama wyprawa z Gdańska do Rumunii samochodem to niezły hardcor;-) Dobra droga kończy się już w Łodzi;-) no może w Krakowie - to zależy od punktu widzenia;-)
Jest też tego plus. Np. będziesz przejeżdżać przez m. Debreczyn na Węgrzech a tak ok. 20 km są bardzo znane termy Hajduszoboszlo - można tam zostać np. na kilka dni i dobrze się z dziećmi zabawić - będą zachwycone;-) no i jak w Rumunii to i może o Morze Czarne zahaczyć? tylko trzeba uważać bo blisko do Krymu;-)
Dziękuję, życzę owocnych przemyśleń.
Jakby tu powiedziec.
Dziecko leci do Skandynawii.
A ja owszem myślałam o namiocie.
Ale przemyśle owszem. Tym bardziej ze będąc bez pracy mam czas aby gdzies wyjechać.
Pewnych rzeczy lepiej nie odkładać bo może okazać sie ze dzis to jest najlepszy na to czas.
Postaram.sie jeszcze kogoś namówić ze względu na tańszy wspólny dojazd.
Ale zobaczymy.
Najwyżej jak yerba skończę np w puszczy knysxynskiej.
Dziecko leci do Skandynawii.
A ja owszem myślałam o namiocie.
Ale przemyśle owszem. Tym bardziej ze będąc bez pracy mam czas aby gdzies wyjechać.
Pewnych rzeczy lepiej nie odkładać bo może okazać sie ze dzis to jest najlepszy na to czas.
Postaram.sie jeszcze kogoś namówić ze względu na tańszy wspólny dojazd.
Ale zobaczymy.
Najwyżej jak yerba skończę np w puszczy knysxynskiej.
Wrzucę Ci coś:
Materiał - jak to wygląda z pozycji motocyklisty: http://www.youtube.com/results?search_query=rumunia+motocyklem+2014
Niby nic nadzwyczajnego ale jak się jedzie samochodem to można sobie podglądnąć - czego się można spodziewać, jakich krajobrazów, jak wygląda miasto i jak wygląda to w plenerze.
Wspomniane Hajduszoboszlo wygląda tak: http://bitly.pl/936824
Kilka, nawet dwa dni odnowy i od razu samopoczucie lepsze. Poza tym tanio jak barszcz;-) Z polem namiotowym (miejscem) oraz dostępem do: energii, natrysków, pralni, kuchni jak zapłacisz od osoby 50-60 zł to naprawdę wszystko. Poza tym z tego Debreczyna do Granicy z Rumunią to przysłowiowy rzut beretem.
i tutaj możesz sobie też coś pooglądać: http://obiezyswiat.org/
Materiał - jak to wygląda z pozycji motocyklisty: http://www.youtube.com/results?search_query=rumunia+motocyklem+2014
Niby nic nadzwyczajnego ale jak się jedzie samochodem to można sobie podglądnąć - czego się można spodziewać, jakich krajobrazów, jak wygląda miasto i jak wygląda to w plenerze.
Wspomniane Hajduszoboszlo wygląda tak: http://bitly.pl/936824
Kilka, nawet dwa dni odnowy i od razu samopoczucie lepsze. Poza tym tanio jak barszcz;-) Z polem namiotowym (miejscem) oraz dostępem do: energii, natrysków, pralni, kuchni jak zapłacisz od osoby 50-60 zł to naprawdę wszystko. Poza tym z tego Debreczyna do Granicy z Rumunią to przysłowiowy rzut beretem.
i tutaj możesz sobie też coś pooglądać: http://obiezyswiat.org/
Najbardziej (poza chodzeniem po gorach) kusi mnie właśnie to rozbijanie namiotu w obejściach goscinnych ludzi.
Ale mimo swojej odwagi sama tam w życiu nie pojadę (w przeciwieństwie do polskich zakatków).
Dziś mam wieczór z przyjaciółką. Przed kinem spróbuje zarazic ja pomysłem.
Choć wątpię. Jesteśmy tak różne jak ocean i pustynia. Ona woli inne miejsca i warunki.
Ale zobaczę.
Motoru nie mam. Jedynie skuter..Więc pozostaje samochód. Poki nie mam pracy i jest lato zawsze mogę mieć nadzieję, że wyjadę.
A potrzebuję tego dla zdrowia:-).
Ale mimo swojej odwagi sama tam w życiu nie pojadę (w przeciwieństwie do polskich zakatków).
Dziś mam wieczór z przyjaciółką. Przed kinem spróbuje zarazic ja pomysłem.
Choć wątpię. Jesteśmy tak różne jak ocean i pustynia. Ona woli inne miejsca i warunki.
Ale zobaczę.
Motoru nie mam. Jedynie skuter..Więc pozostaje samochód. Poki nie mam pracy i jest lato zawsze mogę mieć nadzieję, że wyjadę.
A potrzebuję tego dla zdrowia:-).
Ja już więcej nie reklamuję ;-) Samej na pewno odradzam. Ten kraj to nadal jest z epoki głębokiego PRL-u. To ma swoje zalety ale też wady.
Jak chcesz pochodzić po Górach to możesz wybrać coś fajnego i dziewiczego w Polsce.
Miłego zastanawiania się. Ja niestety nie pomogę w tej kwestii.
EDIT:
Jeśli już to tylko samochód. Nie szukaj żadnych wrażeń z motocyklem. Poza tym, może trzeba będzie się czasem przespać w samochodzie? i wtedy Łoś nie nadepnie gdzieś w Górach;-)
Jak chcesz pochodzić po Górach to możesz wybrać coś fajnego i dziewiczego w Polsce.
Miłego zastanawiania się. Ja niestety nie pomogę w tej kwestii.
EDIT:
Jeśli już to tylko samochód. Nie szukaj żadnych wrażeń z motocyklem. Poza tym, może trzeba będzie się czasem przespać w samochodzie? i wtedy Łoś nie nadepnie gdzieś w Górach;-)
Jeśli ktoś ma ochotę na film lekki i przyjemny polecam "randka z królową". http://www.youtube.com/watch?v=LftvXbAnBwc Bardzo poprawił mi nastrój.
Niestety kupiłyśmy za mało jedzenia do kina i zanim reklamy się skończyły wszystko zostało głosno schrupane.
A po filmie horror. Prawie pusta Riviera. zastanawiałysmy się czy drzwi beda otwarte czy będziemy gdzies tam nocowac wsród grasujacych psychopatów zbrodzieni.
Niestety kupiłyśmy za mało jedzenia do kina i zanim reklamy się skończyły wszystko zostało głosno schrupane.
A po filmie horror. Prawie pusta Riviera. zastanawiałysmy się czy drzwi beda otwarte czy będziemy gdzies tam nocowac wsród grasujacych psychopatów zbrodzieni.
Wiecie co...musiałam ostatnio byc w kilku urzędach. I mimo, ze nie udalo mi sie załatwić jednej sprawy i bede musiała jeszcze raz tam jechac, chce powiedziec ze wszystko przebieglo w życzliwej i pomocnej atmosferze
Pies czeka na kolejna szczepionkę.
Dziwne ze zastrzyki tak go nie przerażają jak kropelki przeciwkleszczowe. Swego czasu zeby jedna osoba mogla dać mu kropelki to 4 musiały go trzymać.
Pies czeka na kolejna szczepionkę.
Dziwne ze zastrzyki tak go nie przerażają jak kropelki przeciwkleszczowe. Swego czasu zeby jedna osoba mogla dać mu kropelki to 4 musiały go trzymać.
czasem to nawet i ja zaglądam do cywilizacji :-)
Byłem dzisiaj w sądzie. Zostałem wezwany. Jako sumienny obywatel (ekhm) ruszyłem w kierunku Trójwsi bladym świtem, aby swoją osobą nie uchybić powadze sądu poprzez spóźnienie. Wdziałem spodnie z długimi nogawkami i koszulę z długimi rękawami, uczesałem brodę i zacząłem się czuć jak głupek. Nic to. Wyruszyłem. Termin miałem na godzinę 8, a pod sądem byłem już o 7. Po drodze załapałem się na milicyjne dmuchanko, ale bez dalszego ciągu.
Po długiej drodze jak to czasem bywa zapotrzebowałem skorzystać z wc. Pan ochroniarz w wejściu do sądu powiedział mi, że spoko, ale za pół godziny, bo sąd otwierają o 7.30. Ja lekkie zdziwko i mówię, że a) przecież wszedłem więc sąd otwarty, b) toaleta jest sześć kroków od wejścia więc o co kaman? Pan ochroniarz na to, że nie, bo ma procedury. Ja w pierwszej chwili myślałem, że się ze mnie nabija i nawet o to spytałem. Ale nie. No to się wypytałem, co wobec tego mam zrobić, na co pan ochroniarz powiedział, że to już go nie interesuje. No i sytuacja zrobiła się patowa :-)))
Na szczęście dla mnie oraz powagi budynku sądu od strony zaplecza znalazła się pani ochroniarka, co pozwoliła mi wejść do wc, nota bene wcale nie pytając pana ochroniarza, o co mu chodzi. Może miała inne procedury, kto wie.
Szczęśliwy, że jeden problem z głowy, chciałem iść sobie usiąść pod salą rozpraw i poczytać "Wiedźmina". Nie. Bo sąd zamknięty. Zostałem wyproszony na zewnątrz i poproszony, abym coś ze sobą zrobił do tej 7.30, bo dopiero wtedy otworzą ten sąd co już w zasadzie jest technicznie otwarty. Technicznie, bo merytorycznie jeszcze nie.
No więc siadłem sobie na schodach sądu, co to jest technicznie otwarty i poczekałem aż go otworzą merytorycznie.
O dziwo o 7.30 otwarli go merytorycznie.
Państwu ochroniarstwu chyba coś zaczęło nie stykać, albo może ulitowali się nade mną widząc moją głupawo uśmiechniętą gębę i a) wskazali gdzie jest potrzebna mi sala rozpraw, b) wskazali gdzie winda, c) poradzili wystąpić o zwrot kosztów dojazdu na rozprawę. Skonstatowałem, że przez grubą służbistą skórę przebijają się im jednak ludzkie uczucia współczucia :-))
Dalej było normalnie, sąd spóźnił się na rozprawę tylko 15 minut.
Pointa: odwykłem, i chyba się już nie chcę przyzwyczajać na powrót - zamieniacie życzliwość na procedury. Czy Wy to widzicie?
Byłem dzisiaj w sądzie. Zostałem wezwany. Jako sumienny obywatel (ekhm) ruszyłem w kierunku Trójwsi bladym świtem, aby swoją osobą nie uchybić powadze sądu poprzez spóźnienie. Wdziałem spodnie z długimi nogawkami i koszulę z długimi rękawami, uczesałem brodę i zacząłem się czuć jak głupek. Nic to. Wyruszyłem. Termin miałem na godzinę 8, a pod sądem byłem już o 7. Po drodze załapałem się na milicyjne dmuchanko, ale bez dalszego ciągu.
Po długiej drodze jak to czasem bywa zapotrzebowałem skorzystać z wc. Pan ochroniarz w wejściu do sądu powiedział mi, że spoko, ale za pół godziny, bo sąd otwierają o 7.30. Ja lekkie zdziwko i mówię, że a) przecież wszedłem więc sąd otwarty, b) toaleta jest sześć kroków od wejścia więc o co kaman? Pan ochroniarz na to, że nie, bo ma procedury. Ja w pierwszej chwili myślałem, że się ze mnie nabija i nawet o to spytałem. Ale nie. No to się wypytałem, co wobec tego mam zrobić, na co pan ochroniarz powiedział, że to już go nie interesuje. No i sytuacja zrobiła się patowa :-)))
Na szczęście dla mnie oraz powagi budynku sądu od strony zaplecza znalazła się pani ochroniarka, co pozwoliła mi wejść do wc, nota bene wcale nie pytając pana ochroniarza, o co mu chodzi. Może miała inne procedury, kto wie.
Szczęśliwy, że jeden problem z głowy, chciałem iść sobie usiąść pod salą rozpraw i poczytać "Wiedźmina". Nie. Bo sąd zamknięty. Zostałem wyproszony na zewnątrz i poproszony, abym coś ze sobą zrobił do tej 7.30, bo dopiero wtedy otworzą ten sąd co już w zasadzie jest technicznie otwarty. Technicznie, bo merytorycznie jeszcze nie.
No więc siadłem sobie na schodach sądu, co to jest technicznie otwarty i poczekałem aż go otworzą merytorycznie.
O dziwo o 7.30 otwarli go merytorycznie.
Państwu ochroniarstwu chyba coś zaczęło nie stykać, albo może ulitowali się nade mną widząc moją głupawo uśmiechniętą gębę i a) wskazali gdzie jest potrzebna mi sala rozpraw, b) wskazali gdzie winda, c) poradzili wystąpić o zwrot kosztów dojazdu na rozprawę. Skonstatowałem, że przez grubą służbistą skórę przebijają się im jednak ludzkie uczucia współczucia :-))
Dalej było normalnie, sąd spóźnił się na rozprawę tylko 15 minut.
Pointa: odwykłem, i chyba się już nie chcę przyzwyczajać na powrót - zamieniacie życzliwość na procedury. Czy Wy to widzicie?
>odwykłem, i chyba się już nie chcę przyzwyczajać na powrót - zamieniacie życzliwość na procedury. Czy Wy to widzicie?
Ale że wszyscy? Mansonie, robisz to, czego bardzo nie lubię: wrzucasz wszystkich do jednego wora :/
Ja tam akurat z wiekiem coraz częściej dochodzę do wniosku, że reguły są po to, żeby je czasem łamać ;)
Ale że wszyscy? Mansonie, robisz to, czego bardzo nie lubię: wrzucasz wszystkich do jednego wora :/
Ja tam akurat z wiekiem coraz częściej dochodzę do wniosku, że reguły są po to, żeby je czasem łamać ;)
źle to odczytałyście, nie wiem jak u was kobitki, ale u facetów jest tak że jak się chce to wtedy najważniejsze na świecie dla faceta jest to żeby to zrobić i to nie zależnie czy ma problemy z prostatą czy ich nie ma ;)
A im większa przy tym walka z przeciwnościami tym większa chęć pochwalenia się tym na forum ;P
A im większa przy tym walka z przeciwnościami tym większa chęć pochwalenia się tym na forum ;P