Widok
Na górnej Oruni od dłuższego już czasu błąka się kundelek którego znam wabi się Kajtek. Jego właścicielem jest facet z dolnej Oruni, który ma ksywę fixon. Ale tak dba o swojego psa że biedaczysko musi szukać sam jedzenia i spać na dworze. Żal mi psiaka bo to mądry kundelek i czasami go dokarmiam. Mamy już psa i kota więc nie mogę przygarnąć jeszcze jednego psa ale boję się o niego bo zbliża się zima. Czy ktoś może zna rodzinę tego fixona i może na nich wpłynąć żeby zajęli się pieskiem? Jak można zaradzić żeby kajtuś ie zimował na dworze
Mój mąż znalazł kiedyś leżącego na poboczu potrąconego krwawiącego konającego pieska. Zawiózł do lecznicy aby wykonać eutanazję. Powiedział że znalazł go w takim stanie itd. Weterynarz stwierdził że go nie uśpi bo kto mu za to zapłaci!!!! Wyobrażacie to sobie??!!! Zaczął pyskować do mojego męża że on nie jest organizacja dobroczynną czy jakoś tak. Więc mąż powiedział że zapłaci za zastrzyk. Zanim weterynarz zabrał sie do roboty (no bo po co się spieszyć) piesek skonał.
o rany.... masakra! jak on nie mógł pomóc cierpiącemu zwierzątku?? Jak mi się smutno zrobiło... kurcze już mógł nie mówić, że żyła... ja nie mogę....
A co do wzięcia nowego pieska, to jeśli czujecie taką potrzebę, to czemu nie? Jakiś piesek znajdzie wreszcie miłość i dom. Myślę, że nowy domownik pozwoli zagłuszyć nieco ból po stracie psinki. Tylko koniecznie go zaczipujcie i nie wypuszczajcie do ogródka bez obróżki ;)
[/url]
[/url]
A co do wzięcia nowego pieska, to jeśli czujecie taką potrzebę, to czemu nie? Jakiś piesek znajdzie wreszcie miłość i dom. Myślę, że nowy domownik pozwoli zagłuszyć nieco ból po stracie psinki. Tylko koniecznie go zaczipujcie i nie wypuszczajcie do ogródka bez obróżki ;)
[/url]
[/url]
mąż poszedł wczoraj do tego chłopaka co znalazł jakiegoś psa potraconego na ulicy, pokazał mu foto z aparatu i powiedział ze jest niemal pewien ze to ona, opisywał ze była bardzo malutka, wiec to musiała byc ona ;(( poza tym to bardzo blisko domu wiec pewnie już chciała wrócić ;( wiecie co jest najgorsze, ze jak potracił ja samochód to ona żyła :((( on ja zabrał na trawnik i myślał ze się wyliże a ona konała ;((( na następny dzień już nie żyła ona ja zapakował w worek i wyrzucił do śmietnika - jak śmiecia ;(( może z jednej strony dobrze ze nie widzieliśmy jak zdycha ale z drugiej jak ja bym zobaczyła tego chłopaka to bym go chyba zabiła za to co zrobił, mógł przecież zadzwonić/zawieść ja do weterynarza czy cokolwiek, nie wiem jak sobie z tym poradzić, czuje się jakbym straciła najbliższego członka rodziny ;(( nie wiem czy dobrze robię ale za 3 tyg na roczek mojej córeczki chce przygarnąć pieska ze schroniska, nie wiem tylko czy to nie za wcześnie ;(





