Zdrada.. no cóż.. piszecie że "zdarza się"... jak do tego podchodzę...?
W naszym związku były dołki i pagórki.. zdarzyło się tez tak że umownie się rozstaliśmy. trwało to jakieś 3-4 m-ce... los chciał że spotkałam wtedy kogoś (ideał faceta-za mało powiedziane.. ale go nie kochałam) ... do niczego między nami nie doszło (mimo, że byłam już wolna..?) bo nie mogłam się przełamać.. kochałam tego pierwszego.. teraz to już mój mąż.
Nie oceniam tutaj nikogo.. ale uważam (patrząc na siebie!) że jak się kogoś bardzo mocno kocha to nie jest się w stanie zdradzić.. nawet jak ten czy ta druga jest naj.. naj.. naj.. osobą na świecie... Chwila słabości? - od czego jest rozum...? Skok w bok.. by było atrakcyjniej, z dreszczykiem - nie zasługuje się na tą drugą osobę (zdradzaną..) - kara - wyrzuty sumiania..
Czy powiedzieć? - no cóż.. ja bym nie mogła żyć w kłamstwie .. takie poczucie że okłamuję własnego męża.. było by dla mnie bardziej niszczące niż cokolwiek.. oczywiście bałabym się rozwodu.. ale walczyłam bym o niego..
jeżeli masz teraz wyrzuty sumienia (pewnie masz) .. nie wiesz co zrobić...(pewnienie wiesz..)
no cóż kobieto.. zniszczyłaś swój związek - a z tą śiadomośćią żyć trzeba
ps. dodam tylko że o tym co pisałam wyżej powiedziałam mojemu mężowi .. /tylko ile chciał wiedzieć - usłyszał tylko że coś takiego było.. i nic więcej już mu miałam nie mówić/ ..
...