Widok
Zdradziłam męża
Zdradziłam męża.
Potem się zakochałam. Teraz już wiem, że kocham tamtego. Minął rok.
Z mężem mam dwoje dzieci. Nie kocham go, drażni mnie jego obecność, drażni mnie wszystko w nim, nawet to jak oddycha.
Chcę odejść od męża. Nie do kochanka.
Chcę zostać sama - wiem, że to głupie - ale tak czuję.
Duszę się w tym małżeństwie. Mam dość załatwiania wszystkiego, starania się o wszystko, podejmowania każdej decyzji... mam dość. Od dziesięciu lat wszystko jest na mojej głowie. A każda moja chwila załamania traktowana była jako żart i byłam zbywana.
Teraz wiem że poradzę sobie sama.
Wiem też, że wszyscy się ode mnie odwrócą - na zewnątrz moje małżeństwo wydaje się być idelane - ale tak nie jest.
Mąż wie o wszystkim. Błaga abym została. Ja chcę odejść.
Nie mam tylko odwagi i siły (jeszcze?) złożyć pozwu rozwodowego.
Zgubiłam się w tym wszystkim ...
Potem się zakochałam. Teraz już wiem, że kocham tamtego. Minął rok.
Z mężem mam dwoje dzieci. Nie kocham go, drażni mnie jego obecność, drażni mnie wszystko w nim, nawet to jak oddycha.
Chcę odejść od męża. Nie do kochanka.
Chcę zostać sama - wiem, że to głupie - ale tak czuję.
Duszę się w tym małżeństwie. Mam dość załatwiania wszystkiego, starania się o wszystko, podejmowania każdej decyzji... mam dość. Od dziesięciu lat wszystko jest na mojej głowie. A każda moja chwila załamania traktowana była jako żart i byłam zbywana.
Teraz wiem że poradzę sobie sama.
Wiem też, że wszyscy się ode mnie odwrócą - na zewnątrz moje małżeństwo wydaje się być idelane - ale tak nie jest.
Mąż wie o wszystkim. Błaga abym została. Ja chcę odejść.
Nie mam tylko odwagi i siły (jeszcze?) złożyć pozwu rozwodowego.
Zgubiłam się w tym wszystkim ...
Wiecie co słysze od tych co wiedzą o mojej sytuacji?
- Zostań, nie rozwodź się PRZECIEŻ MACIE DZIECI.
Powinnam tkwić w tym czymś co nazywa się małżeństwem ze wzgl. na dzieci - kiedy odpowiadam, że dzieci nie będą szczęśliwe w takim związku - słyszę: - To się zmień i nie myśl o sobie tylko o nich....
Czy ja mam prawo do szczęścia??
Czy można budować swoje szczęście na nieszczęściu innych ??
boże co za durne pytania ja piszę
- Zostań, nie rozwodź się PRZECIEŻ MACIE DZIECI.
Powinnam tkwić w tym czymś co nazywa się małżeństwem ze wzgl. na dzieci - kiedy odpowiadam, że dzieci nie będą szczęśliwe w takim związku - słyszę: - To się zmień i nie myśl o sobie tylko o nich....
Czy ja mam prawo do szczęścia??
Czy można budować swoje szczęście na nieszczęściu innych ??
boże co za durne pytania ja piszę
to tez takie glupie gadanie- macie dzieci.... dobrze mzoe i dzieci odczuja brak ojca i ze cos jest nie tak, ale WIELKIE ALE
dzieci dorosna i wyleca z gniazdka... a Ty? Nie bedziesz coraz mlodsza i piekniejsza... wrecz przeciwnie... wiekszosc ludzi, meczy se ze wzgledu na dzieci... potem robia sie starzy i nieatrakcyjni... i zdołowani ze zmarnowali cale swoje zycie- na kogos, kto nie byl tego wart...
ale powiedz mi tak szczerze... tzn ja wiem ze to tez jest chec wygadania sie.. wyrzucenia tego z siebie.. ale ludzie z forum, nie pomoga ci podjac decyzji... nie pomoga ci kiedy bedziesz tego potrzebowala...
ta decyzja jak ulozysz swoje zycie musi wyplynac prosto z twojego serca. dokladnie z serca- a nie z rozumu- z rozumu- zostaniesz- oczywscie ze wzgledu na dzieci...
ale ktos juz zadal dobre pytanie, czy jest ktos po twojej stronie? siostra, brat, przyjaciolka lub rodzice? czy ktos tez ci mowi ze faktycznie odejdz jesli czujesz ze dasz rade a dusisz sie w tym zwiazku???
pamietaj ze to twoje zycie... i mamy je tylko jedno- nie niszcz go.
dzieci dorosna i wyleca z gniazdka... a Ty? Nie bedziesz coraz mlodsza i piekniejsza... wrecz przeciwnie... wiekszosc ludzi, meczy se ze wzgledu na dzieci... potem robia sie starzy i nieatrakcyjni... i zdołowani ze zmarnowali cale swoje zycie- na kogos, kto nie byl tego wart...
ale powiedz mi tak szczerze... tzn ja wiem ze to tez jest chec wygadania sie.. wyrzucenia tego z siebie.. ale ludzie z forum, nie pomoga ci podjac decyzji... nie pomoga ci kiedy bedziesz tego potrzebowala...
ta decyzja jak ulozysz swoje zycie musi wyplynac prosto z twojego serca. dokladnie z serca- a nie z rozumu- z rozumu- zostaniesz- oczywscie ze wzgledu na dzieci...
ale ktos juz zadal dobre pytanie, czy jest ktos po twojej stronie? siostra, brat, przyjaciolka lub rodzice? czy ktos tez ci mowi ze faktycznie odejdz jesli czujesz ze dasz rade a dusisz sie w tym zwiazku???
pamietaj ze to twoje zycie... i mamy je tylko jedno- nie niszcz go.
może zamiast pytać obcych, anonimowych ludzi, porozmawiaj z mężem i wybierzcie się na terapię dla par.Tylko rozmowa wam pomoże, bez obrażania się i wzajemnych oskarżeń, a to lepiej przeprowadzić w obecności specjalisty. Być może się rozejdziecie, ale to będzie wasza wspólna decyzja i łatwiej porozumiecie się w sprawie opieki nad dziećmi. Co do szczęścia, to zawsze wydaje się, że gdzieś indziej będzie nam lepiej....
Mnie też mąż denerwował, wręcz czułam do niego niesmak, jednak kilka awantur, płacz, ostre, przykre słowa, i już inaczej na niego patrzę. Moja córka go uwielbia, kiedyś patrzyłam na niego z niesmakiem jak się dla niej wygłupiał, teraz sama się śmieję...
Mnie też mąż denerwował, wręcz czułam do niego niesmak, jednak kilka awantur, płacz, ostre, przykre słowa, i już inaczej na niego patrzę. Moja córka go uwielbia, kiedyś patrzyłam na niego z niesmakiem jak się dla niej wygłupiał, teraz sama się śmieję...
Zdaję sobie sprawę, że decyzję muszę podjąć sama. Nie ma gotowej recepty.
A dlaczego tutaj piszę? Wiem, że tylu ilu ludzi tyle opinii na dany temat.
Ja nie oczekuję podania rozwiązania. Może chęć pogadania z kimś obcym właśnie.. z kimś kto przeżywał podobne problemy do moich.
Z mężem rozmawiam, cały czas - czasem jest tak, że mówi że dla mnie zrobi wszystko, że dzieci i tak będą ze mną etc. A potem nagle zaczyna krzyczeć i mi grozić, że zniszczy moje życie a dzieci już więcej nie zobaczę..
Mam przyjaciółkę - wiem że ona szanować będzie każdą moją decyzję. Nie namawia mnie do niczego. Nie mówi że mam odejść i nie mówi że mam zostać. Z tym, że ona jest bardzo daleko ode mnie...
Skoro teraz czujęże nie chce z nim być - to po terapii będę chciała ?
A dlaczego tutaj piszę? Wiem, że tylu ilu ludzi tyle opinii na dany temat.
Ja nie oczekuję podania rozwiązania. Może chęć pogadania z kimś obcym właśnie.. z kimś kto przeżywał podobne problemy do moich.
Z mężem rozmawiam, cały czas - czasem jest tak, że mówi że dla mnie zrobi wszystko, że dzieci i tak będą ze mną etc. A potem nagle zaczyna krzyczeć i mi grozić, że zniszczy moje życie a dzieci już więcej nie zobaczę..
Mam przyjaciółkę - wiem że ona szanować będzie każdą moją decyzję. Nie namawia mnie do niczego. Nie mówi że mam odejść i nie mówi że mam zostać. Z tym, że ona jest bardzo daleko ode mnie...
Skoro teraz czujęże nie chce z nim być - to po terapii będę chciała ?
Kobieta jak jesteś w stanie dać sobie sama rade to uciekaj z toksycznego środowiska każda kobieta która pomyślała kiedykolwiek o rozwodzie i miałą pewność że da sobie sama rade będzie mieć gdzie mieszkać to gwarantuje wam że nagle o 300% wzrosła by ilość złożonych wniosków o rozwód dasz rade trzymam kciuki
Najłatwiej jest uciec... pewnie.
Może przypomnij sobie to co Was połączyło, co sprawiło, że pokochałaś tego człowieka i jak ktoś napisał powyżej-udaj się z mężem na terapię. Jeśli spróbujesz wszystkiego, aby uratować związek, a nadal będziesz czuła pustkę to może dopiero wtedy zacznij myśleć o rozstaniu...
Ja przynajmniej bym próbowała, ale to moja opinia w tym temacie.
Może przypomnij sobie to co Was połączyło, co sprawiło, że pokochałaś tego człowieka i jak ktoś napisał powyżej-udaj się z mężem na terapię. Jeśli spróbujesz wszystkiego, aby uratować związek, a nadal będziesz czuła pustkę to może dopiero wtedy zacznij myśleć o rozstaniu...
Ja przynajmniej bym próbowała, ale to moja opinia w tym temacie.
Mi sie wydaje, że mało jest związków, które są idealne przez caly czas, w których jest cały czas dobrze. Nad związkiem trzeba pracować żeby był udany. Może wtedy miłość powróci, może przypomnisz sobie co Cie z mężem kiedyś łączyło i znów bedzie dobrze? Zawsze warto spróbować. Ta terapia to może być bardzo dobre rozwiązanie. Jak nie wyjdzie to wtedy można myśleć o rozwodzie. Tak sobie myślę...
Ktoś obok mnie też poradził mi abyśmy udali się do poradni małżeńskiej..
Ktoś też poradził mi, abym pomieszkała kilka miesięcy sama z dziećmi - taka nasza nieformalna separacja... że niby nie mam składać pozwu, tylko spróbować w ten sposób.
Jestem na życiowym zakręcie, wpadłam w poślizg i za chwilę rozpieprze się na najbliższym drzewie - to jestem JA.
Ktoś też poradził mi, abym pomieszkała kilka miesięcy sama z dziećmi - taka nasza nieformalna separacja... że niby nie mam składać pozwu, tylko spróbować w ten sposób.
Jestem na życiowym zakręcie, wpadłam w poślizg i za chwilę rozpieprze się na najbliższym drzewie - to jestem JA.


