Widok
macierzyństwo zamiast "kariery"
Tak sie zastanawiam...czy jest tu jakaś mama, która wybrała tą drogę?
Bo ja zawsze myślałam, że jak tylko skończę studia zacznę pracować, zarabiać, rozwijać się zawodowo. Tak myślałam całe życie. Dopóki nie urodziłam dziecka. Teraz moja latorośl ma blisko dwa lata. Póki co ja nie pracuje, wychowuję dziecko i zajmuje sie domem. I bardzo mi to odpowiada. No ale że dziecko coraz większe ostatnio pojawił się temat mojego pójścia do pracy. A ja tego nie czuję. Choć nigdy wcześniej bym o tym nie pomyślała - dobrze mi w takiej roli, jakiej jestem obecnie.
Tylko czy w obecnych czasach to mądre wyjście? Nie pracować? Czy po to skończyłam studia, zeby siedzieć w domu?
Oczywiście nie szukam tu konkretnych odpowiedzi na moje pytania, po prostu może jest jakas mama w podobnej sytuacji, z podobnymi dylematami?
Bo ja zawsze myślałam, że jak tylko skończę studia zacznę pracować, zarabiać, rozwijać się zawodowo. Tak myślałam całe życie. Dopóki nie urodziłam dziecka. Teraz moja latorośl ma blisko dwa lata. Póki co ja nie pracuje, wychowuję dziecko i zajmuje sie domem. I bardzo mi to odpowiada. No ale że dziecko coraz większe ostatnio pojawił się temat mojego pójścia do pracy. A ja tego nie czuję. Choć nigdy wcześniej bym o tym nie pomyślała - dobrze mi w takiej roli, jakiej jestem obecnie.
Tylko czy w obecnych czasach to mądre wyjście? Nie pracować? Czy po to skończyłam studia, zeby siedzieć w domu?
Oczywiście nie szukam tu konkretnych odpowiedzi na moje pytania, po prostu może jest jakas mama w podobnej sytuacji, z podobnymi dylematami?
nie jestem w takiej sytuacji ale myslę , że warto pracowac choćby dla swojego zdrowia psychicznego ( czlowiek siedzac w domu się uwstecznia jakoś dziwnie) teraz jeszcze poki dziecko male to OK ale jak juz będzie miała z 10 lat i więcej będzie samodzielne, pojdzie do kolegow a ty będziesz w domu obiad gotowac , sprzątać ( ?) hmm jesli komuś to pasuje to dobrze ale co zrobisz jak obudzisz się z ręką w nocniku i po 10 latach w domu będziesz chciała się zatrudnic nie mając doświadczenia ...kiepsko to widzę . Niejednokrotnie potem zmienia się sytuacja rodzinna i kobieta MUSI iśc do pracy by było co jeść i co wtedy ??? pojdziesz sprzatac mając studia a brak doświadczenia ... ?? ja tego bym się bała głownie
dziś zarabiam i jestem matką i jak che sukienkę to ide i sobie ja kupuje - nie potrzebuje aprobaty męża ... daje mi to dobre samopoczucie
pozatym prócz życia rodzinnego w moim zyciu sa też inne wątki, rozmowy,ludzie i wsio się kręci ... jest ciekawiej
ale to też kwestia indywidualna - ja sobie nie wyobrażam że mam zostać w domu ...
pozatym prócz życia rodzinnego w moim zyciu sa też inne wątki, rozmowy,ludzie i wsio się kręci ... jest ciekawiej
ale to też kwestia indywidualna - ja sobie nie wyobrażam że mam zostać w domu ...
a ja dokładnie rozumiem to co napisałaś, ja przez całe studia pracowałam (i to nie w jakiejś hamburgerowni ale w zawodzie), miałam możliwość rozwinąć się dalej, ale pojawiło się dziecko i siedzę w domu. owszem, czasem mam już tego dość, ale przez 99,99% czasu ani trochę nie żałuję podjętej decyzji.
i oboje z mężem uważamy, że za 10 czy 20 lat te kilka tysięcy, które teraz bym zarobiła, w sumie nie zrobią różnicy, a wspomnienia które mam z ostatniego roku pozostaną do końca życia
a co do komentarza "co jak mąż straci pracę" to mój mąż stracił tuż przed roczkiem synka pracę, było ciężko, ale znalazł nową, lepszą.
a "co ja mąż cię rzuci".. no pozostawię to bez komentarza, bo chyba nie po to się bierze ślub zeby się wzajemnie rzucać!
i oboje z mężem uważamy, że za 10 czy 20 lat te kilka tysięcy, które teraz bym zarobiła, w sumie nie zrobią różnicy, a wspomnienia które mam z ostatniego roku pozostaną do końca życia
a co do komentarza "co jak mąż straci pracę" to mój mąż stracił tuż przed roczkiem synka pracę, było ciężko, ale znalazł nową, lepszą.
a "co ja mąż cię rzuci".. no pozostawię to bez komentarza, bo chyba nie po to się bierze ślub zeby się wzajemnie rzucać!
rudziaczek:
wg mnie to co innego zostać z dzieckiem rok czy 3 lata a co innego całe życie siedzieć w domu.
Pewnego dnia dzieci pójdą na studia, mąż dalej będzie pracował a Tobie zostanie tylko dom.
Nie mówiąc już że warto by także na emeryturę odłożyć - z dwóch ciężko jest wyżyć, z jedną na spółkę kiedyś będzie bardzo ciężko.
wg mnie to co innego zostać z dzieckiem rok czy 3 lata a co innego całe życie siedzieć w domu.
Pewnego dnia dzieci pójdą na studia, mąż dalej będzie pracował a Tobie zostanie tylko dom.
Nie mówiąc już że warto by także na emeryturę odłożyć - z dwóch ciężko jest wyżyć, z jedną na spółkę kiedyś będzie bardzo ciężko.
Przesadzacie :)
Co jak mąż mnie rzuci ? Rzucił a raczej ja jego i co ? Po 10 latach siedzenia w domu znalazłam pracę w 3 miesiące.
Co jak mąż zginie- ło matko, takiego czarnowidztwa nie uprawiam :P
Wróciłam do pracy po roku siedzenia z Amelią, byłam szczęśliwa jak diabli, ze pracuję i co ? I okazało się, że matka z małym dzieckiem tak już potrzebna nie jest jak kiedyś.
Teraz siedzę w domu i jeżeli będę mogła to będę siedzieć ile się da, wcale mi się nie śpieszy do pracy.
Pewnie teraz nie pozwolę sobie na siedzenie w domu 10 lat, bo za stara jestem ;) i muszę coś w swoim życiu uzyskać oprócz prania i prasowania, ale jeżeli ktoś czuje się dobrze w domu, ma taką możliwość nie pracowania to dlaczego nie ma wychowywać dziecka samemu ? Zakładając, że mąż umrze :P czy nas rzuci :P
Jak nas rzuci to i tak będzie lipa finansowa ;) i od tego mamy łapki, żeby wziąć się w garść i zarobić na siebie i dziecko.
Co jak mąż mnie rzuci ? Rzucił a raczej ja jego i co ? Po 10 latach siedzenia w domu znalazłam pracę w 3 miesiące.
Co jak mąż zginie- ło matko, takiego czarnowidztwa nie uprawiam :P
Wróciłam do pracy po roku siedzenia z Amelią, byłam szczęśliwa jak diabli, ze pracuję i co ? I okazało się, że matka z małym dzieckiem tak już potrzebna nie jest jak kiedyś.
Teraz siedzę w domu i jeżeli będę mogła to będę siedzieć ile się da, wcale mi się nie śpieszy do pracy.
Pewnie teraz nie pozwolę sobie na siedzenie w domu 10 lat, bo za stara jestem ;) i muszę coś w swoim życiu uzyskać oprócz prania i prasowania, ale jeżeli ktoś czuje się dobrze w domu, ma taką możliwość nie pracowania to dlaczego nie ma wychowywać dziecka samemu ? Zakładając, że mąż umrze :P czy nas rzuci :P
Jak nas rzuci to i tak będzie lipa finansowa ;) i od tego mamy łapki, żeby wziąć się w garść i zarobić na siebie i dziecko.
a ja uważam trzeba sie dostosować do sutyacji a nie isc do pracy jak sie tego nie czuje bo może "mąż mnie rzuci". Jak mąż mnie rzuci (właściwie czemu nie ja jego;)) to będą dziewczyny kombinować...szukać pracy a jak nie dostaną to zawsze można próbować z czymś własnym (praca na własną rękę). Jest pełno możliwości... Ja akurat mam małego synka i poki co wydaje mi się że będe zawsze z nim (przynajmniej tak bym chciała) ale ciesze sie tez z tego że mam własną działalność i mimo że nie poświęcam jej ostatnio zbyt wiele czasu mam świadomośc ze "coś jednak mam":) - i nie chodzi tu o pieniądze akurat tylko o robienie czegoś poza praniem ciuszków i gotowaniem
O fajnie, ze ktoś odpisał :)
O stratę pracy sie nie boję. O "rzucenie" tez nie. To nie sa akurat w naszej sytuacji dobre argumenty. Ach no i emerytura to też średni argument jak dla mnie.
Tak jak któras z Was napisała - nie mówię o siedzeniu w domu całe życie, ale o kilku latach. Jeszcze z rok albo ze dwa, w zależności czy miałoby się pojawic drugie dziecko. Zdaje sobie sprawę z tego, ze dzieci rosna, pójda do kolegów itp. Ja po prostu na chwilę obecną nie wyobrażam sobie nie być z dzieckiem teraz, kiedy jest male, kiedy się rozwija, kiedy obecnośc mamy jest dla dziecka tak wazna itp. No ale właśnie chodzi tez o to doświadczenie... Póki co nie pracowałam. Zrobiłam studia i tyle. I wiem, że moze być ciężko z pracą ze te np dwa lata, ale wierzę, ze coś bym znalazła (i nie koniecznie byłoby to sprzątanie). Po prostu do bycia mamą ciągnie mnie bardziej niż do rozwoju zawodowego
O stratę pracy sie nie boję. O "rzucenie" tez nie. To nie sa akurat w naszej sytuacji dobre argumenty. Ach no i emerytura to też średni argument jak dla mnie.
Tak jak któras z Was napisała - nie mówię o siedzeniu w domu całe życie, ale o kilku latach. Jeszcze z rok albo ze dwa, w zależności czy miałoby się pojawic drugie dziecko. Zdaje sobie sprawę z tego, ze dzieci rosna, pójda do kolegów itp. Ja po prostu na chwilę obecną nie wyobrażam sobie nie być z dzieckiem teraz, kiedy jest male, kiedy się rozwija, kiedy obecnośc mamy jest dla dziecka tak wazna itp. No ale właśnie chodzi tez o to doświadczenie... Póki co nie pracowałam. Zrobiłam studia i tyle. I wiem, że moze być ciężko z pracą ze te np dwa lata, ale wierzę, ze coś bym znalazła (i nie koniecznie byłoby to sprzątanie). Po prostu do bycia mamą ciągnie mnie bardziej niż do rozwoju zawodowego
Sabax i zrób tak jak Ci serce dyktuje, na siłę nic nie wskórasz.
Nie ma reguły czy znajdziesz pracę po 10 latach przerwy czy po 3
Teraz i tak rynek pracy jest ubogi i tak naprawdę nawet osoby z ciągłością zawodową mają problem ze znalezieniem czegoś ciekawego.
Siedzisz w domu, masz czas, to może warto pomyśleć, o czymś swoim, tak dla siebie, dla przyjemności.
I uwierzcie, nie ma czegoś takiego "co będzie jak mnie mąż rzuci"
Kobieta potrafi sobie radzić w różnych sytuacjach.
Wiem to na własnej skórze, poradziłam sobie i więcej osiągnęłam będąc sama niż będąc w związku.
Człowiek przyparty do muru, odpowiedzialny za własne dzieci, gotowy jest na więcej niż nam się wydaje.
Ja niezależna zrobiłam się w przeciągu 3 miesięcy. Pozostając bez pracy i mieszkania.
Więc morał tego jeden. Róbmy to co chcemy, co czujemy, ze chcemy robić, bo szkoda życia na robienie rzeczy na siłę.
P.S. Emerytury i tak będziemy mieli takie, że na nic nam nie starczy :P
Nie ma reguły czy znajdziesz pracę po 10 latach przerwy czy po 3
Teraz i tak rynek pracy jest ubogi i tak naprawdę nawet osoby z ciągłością zawodową mają problem ze znalezieniem czegoś ciekawego.
Siedzisz w domu, masz czas, to może warto pomyśleć, o czymś swoim, tak dla siebie, dla przyjemności.
I uwierzcie, nie ma czegoś takiego "co będzie jak mnie mąż rzuci"
Kobieta potrafi sobie radzić w różnych sytuacjach.
Wiem to na własnej skórze, poradziłam sobie i więcej osiągnęłam będąc sama niż będąc w związku.
Człowiek przyparty do muru, odpowiedzialny za własne dzieci, gotowy jest na więcej niż nam się wydaje.
Ja niezależna zrobiłam się w przeciągu 3 miesięcy. Pozostając bez pracy i mieszkania.
Więc morał tego jeden. Róbmy to co chcemy, co czujemy, ze chcemy robić, bo szkoda życia na robienie rzeczy na siłę.
P.S. Emerytury i tak będziemy mieli takie, że na nic nam nie starczy :P
Ja jestem zmuszona pracować, ale gdybym miała inne wyjścia, to najbardziej pasowałoby mi rozwiązanie- zostać z dzieckiem np. do 3-go roku, potem poszukałabym pracy (przyjmując założenie, że nie zalezy mi na pieniądzach) na pół atatu, miłą i przyjemną :)
powiedzmy na 2-3 dni w tygodniu, w tym czasie dziecko do przedszkola, taka sytuacja byłaby optymalna- Ty byś się oderwała od dodmowych obowiązków, poobcowała z innymi ludźmi, wyrabiałabys sobie jakieś doświadczenie a dla dziecka też spoko, bo ma kontakt z dziećmi a nie siedzi tylko z mamą w domu, 3- latki już lubią towarzystwo rówieśników, jednym słowem (a raczej zdaniem) WILK SYTY I OWCA CAŁA :)
ehh to by było super ;)
powiedzmy na 2-3 dni w tygodniu, w tym czasie dziecko do przedszkola, taka sytuacja byłaby optymalna- Ty byś się oderwała od dodmowych obowiązków, poobcowała z innymi ludźmi, wyrabiałabys sobie jakieś doświadczenie a dla dziecka też spoko, bo ma kontakt z dziećmi a nie siedzi tylko z mamą w domu, 3- latki już lubią towarzystwo rówieśników, jednym słowem (a raczej zdaniem) WILK SYTY I OWCA CAŁA :)
ehh to by było super ;)
Tylko teraz niestety cięzko tak z jednej pensji ale jak ktoś ma środki i czuje,że to jest dla niego najlepsze rozwiązanie to jego sprawa, jego życie.Kiedyś to było normą przecież.
Ja uważam,że jest presja,że kobieta musi pracować, nie TYLKO zajmować się domem. Zauważcie,że w niemczech jest zawód gospodyni domowa, moja ciocia nigdy nie pracowała a tam mieszka i teraz ma normalną emeryturę. U nas zakłada sie,że taka kobieta sie nie realizuje ale a przecież dla niektórych to jest wlaśnie takie życie najlepsze.A tu zaraz w społeczeństwie naszym wytykanie,że kura dpomowa...albo właśnie takie a co jak mąż zostawi? nic nie wiemy co będzie, jak zostawi to się czlowiek dostosuje do nowej sytuacji i tyle.....
Niezaleznie od tego kto pracuje dla mnie pieniądze są na daną rodzinę i nie wazne kto zarabia ani ile, to jest wspólne dla ogólnego dobra.
My z mężem zawsze razem rozplanowujemy wydatki i nie ma moje twoje tylko nasze.
Ja uważam,że jest presja,że kobieta musi pracować, nie TYLKO zajmować się domem. Zauważcie,że w niemczech jest zawód gospodyni domowa, moja ciocia nigdy nie pracowała a tam mieszka i teraz ma normalną emeryturę. U nas zakłada sie,że taka kobieta sie nie realizuje ale a przecież dla niektórych to jest wlaśnie takie życie najlepsze.A tu zaraz w społeczeństwie naszym wytykanie,że kura dpomowa...albo właśnie takie a co jak mąż zostawi? nic nie wiemy co będzie, jak zostawi to się czlowiek dostosuje do nowej sytuacji i tyle.....
Niezaleznie od tego kto pracuje dla mnie pieniądze są na daną rodzinę i nie wazne kto zarabia ani ile, to jest wspólne dla ogólnego dobra.
My z mężem zawsze razem rozplanowujemy wydatki i nie ma moje twoje tylko nasze.
Dziękuję za wszystkie wpisy. Dałyście mi do myślenia ale też głównie podtrzymałyście na duchu:) Dziękuję :-*
A o drugim dzieciątku myślimy, stąd między innymi ten mój dzisiejszy wątek. Czy praca czy dziecko, bo tak też myślę, ze jak jednak zostanę w domu to to chyba będzie najlepsza pora na drugie bobo...
A o drugim dzieciątku myślimy, stąd między innymi ten mój dzisiejszy wątek. Czy praca czy dziecko, bo tak też myślę, ze jak jednak zostanę w domu to to chyba będzie najlepsza pora na drugie bobo...
sabax...rób jak uważasz...
ja np się nie nadaję do siedzenia w domu
z Miśką wróciłam do pracy po 8 miesiącach teraz przy Mrysiu siedziałam w domciu prawie rok z dziecionami
oczywiscie kocham dzieci i lubie się nimi zajmować, lubię gotowac i krzątać się w domu ale do ludzi wyjść też potrzebuję
z własnego wyboru wróciłam do pracy (nie musiałam) i nawet nie dla robienia kariery bo na tym mi nie zalezy...ja po prostu odpoczywam psychicznie w pracy, spotykam się z ludźmi itp.
ja np się nie nadaję do siedzenia w domu
z Miśką wróciłam do pracy po 8 miesiącach teraz przy Mrysiu siedziałam w domciu prawie rok z dziecionami
oczywiscie kocham dzieci i lubie się nimi zajmować, lubię gotowac i krzątać się w domu ale do ludzi wyjść też potrzebuję
z własnego wyboru wróciłam do pracy (nie musiałam) i nawet nie dla robienia kariery bo na tym mi nie zalezy...ja po prostu odpoczywam psychicznie w pracy, spotykam się z ludźmi itp.
Dziewczyny nie piszcie mi, ze nie wiem jak się zachowam w trudnej sytuacji, bo akurat 4 miesiące temu taką przeżyłam, mąż zadzwonił że wraca wcześniej z pracy, jak zapytałam dlaczego to usłyszałam "zwolnili mnie"... a szykował się na awans. I tak, dach mi się nad głową zawalił, budziłam się w nocy z krzykiem, ryczałam, oj dużo ryczałam. Bo wiadomo-nie dość że nas utrzymać to jeszcze mieszkanie, samochód itd. Na szczęście się udało, 3 miesiące były okropne, ale teraz jest dobrze, a nawet lepiej niż było.
A gdybym ja pracowała-co by to zmieniło? Pół pensji i tak wydam na opiekunkę-w momencie gdy mąż traci pracę to co? zwalniać opiekunkę? ja wiem, zaraz ktoś mi napisze że można się dogadać...z
A gdybym ja pracowała-co by to zmieniło? Pół pensji i tak wydam na opiekunkę-w momencie gdy mąż traci pracę to co? zwalniać opiekunkę? ja wiem, zaraz ktoś mi napisze że można się dogadać...z