Widok
Sylwuś sama sięgnij po słownik ;)
"dysgrafia" to problemy z czytelnym pisaniem odręcznie a nie z robieniem błędów ort.
"dysgrafia" to problemy z czytelnym pisaniem odręcznie a nie z robieniem błędów ort.
Lola - '' z dwiema sprawnymi rękoma'' jak już coś. Zanim skrytykujesz kogoś, kto być może ma chorobę zwaną dysgrafią lub po prostu ortografia i nauka mu za młodu nie szła, bądź jest młody i zamiast się uczyć, latał po imprezach, to najpierw sama zauważ swe błędy stylistyczne i poprawność mowy polskiej.
Nie ma jakiejś stałej kwoty alimentów, nie ma stałego cennika. Dużo zależy od Twojej sytuacji finansowej, sytuacji finansowej dzieci oraz opiekuna.
Zwykle jest to od 300-400 zł miesięczne w górę. Najlepiej dogadać się bez pośrednictwa sądu, bo i po co to komu, jak się nie da, to niestety trzeba zakładać sprawę. Tutaj we wpisie na blogu http://pozeworozwodblog.pl/wysokosc-alimentow/ masz jak to wygląda. Wiek i ilość dzieci a przyznane alimenty i zarobki płatnika.
Zwykle jest to od 300-400 zł miesięczne w górę. Najlepiej dogadać się bez pośrednictwa sądu, bo i po co to komu, jak się nie da, to niestety trzeba zakładać sprawę. Tutaj we wpisie na blogu http://pozeworozwodblog.pl/wysokosc-alimentow/ masz jak to wygląda. Wiek i ilość dzieci a przyznane alimenty i zarobki płatnika.
@chmurko
Sądu nie interesuje skąd dojeżdżasz i jakie masz koszty.
Bo jeżeli np. rodzic płacący alimenty otrzymałby pracę na drugim końcu Polski, to miałby z tego powodu płacić mniej ?
Czyli w efekcie ucierpiałoby dziecko.
A gdyby taki rodzic po kilku miesiącach uznał, ze dalekie dojazdy są dla niego zbyt czasochłonne i męczące i zmniejszyłby częstotliwość, to wtedy z powrotem alimenty by wzrosły ? A gdyby przeprowadził się do miasta dziecka, to tez miałby niższe koszty dojazdów, wiec alimenty powinny wzrosnąć ?
Jeszcze raz mówię : sad patrzy przez pryzmat dobra dziecka, a jeśli idzie o rodzica to bierze pod uwagę jego możliwości (wykształcenie, czyli potencjalne zarobki) oraz stan zdrowia. Nic więcej.
Sądu nie interesuje skąd dojeżdżasz i jakie masz koszty.
Bo jeżeli np. rodzic płacący alimenty otrzymałby pracę na drugim końcu Polski, to miałby z tego powodu płacić mniej ?
Czyli w efekcie ucierpiałoby dziecko.
A gdyby taki rodzic po kilku miesiącach uznał, ze dalekie dojazdy są dla niego zbyt czasochłonne i męczące i zmniejszyłby częstotliwość, to wtedy z powrotem alimenty by wzrosły ? A gdyby przeprowadził się do miasta dziecka, to tez miałby niższe koszty dojazdów, wiec alimenty powinny wzrosnąć ?
Jeszcze raz mówię : sad patrzy przez pryzmat dobra dziecka, a jeśli idzie o rodzica to bierze pod uwagę jego możliwości (wykształcenie, czyli potencjalne zarobki) oraz stan zdrowia. Nic więcej.
@ Skydiver:
>Jeżeli pokrywał 80% potrzeb dziecka, to znaczy ze miał takie możliwości.
>Sądu nie interesuje ile zarabiasz, tylko jakie masz możliwości, czyli ile możesz zarabiać.
Ocena sądu obarczona jest ryzykiem błędu. Poza tym jeżeli w momencie orzekania dochody rodzica opiekującego się dzieckiem były niskie, to sąd ustalił alimenty w takiej kwocie, żeby zabezpieczyć podstawowe potrzeby dziecka. Nawet jeśli możliwości rodzica płacącego alimenty były niższe. Jeżeli rodzic nadal miałby popadać w niedostatek i np. nie mieć możliwości widywania się z dzieckiem (ze względu na koszty dojazdów), to może niekoniecznie w interesie dziecka będzie dostać kolejną zabawkę? Bo zaspokojenie podstawowych potrzeb już nie będzie takim problemem, jeżeli rodzic opiekujący się będzie mógł je w większym zakresie pokryć.
>Jeżeli pokrywał 80% potrzeb dziecka, to znaczy ze miał takie możliwości.
>Sądu nie interesuje ile zarabiasz, tylko jakie masz możliwości, czyli ile możesz zarabiać.
Ocena sądu obarczona jest ryzykiem błędu. Poza tym jeżeli w momencie orzekania dochody rodzica opiekującego się dzieckiem były niskie, to sąd ustalił alimenty w takiej kwocie, żeby zabezpieczyć podstawowe potrzeby dziecka. Nawet jeśli możliwości rodzica płacącego alimenty były niższe. Jeżeli rodzic nadal miałby popadać w niedostatek i np. nie mieć możliwości widywania się z dzieckiem (ze względu na koszty dojazdów), to może niekoniecznie w interesie dziecka będzie dostać kolejną zabawkę? Bo zaspokojenie podstawowych potrzeb już nie będzie takim problemem, jeżeli rodzic opiekujący się będzie mógł je w większym zakresie pokryć.
"nie mnie dotyczy ta uwaga" - a jednak się doczekałem... a już traciłem nadizeje czytając i wiarę w ludzkość... to po pierwsze... tak, brawo
"od dłuższego czasu" - to po drugie... nie mam pojęcia co i jak piszesz teraz bo prawie tu nie zaglądam, a już na pewno nie czytam 50 stronicowych wywodów o jakichś totalnych bzdetach... ponadto nie miałoby to najmniejszego znaczenia że teraz piszesz inaczej - jeśli piszesz inaczej...
"od dłuższego czasu" - to po drugie... nie mam pojęcia co i jak piszesz teraz bo prawie tu nie zaglądam, a już na pewno nie czytam 50 stronicowych wywodów o jakichś totalnych bzdetach... ponadto nie miałoby to najmniejszego znaczenia że teraz piszesz inaczej - jeśli piszesz inaczej...
>Niemocą jest łapanie za słówka i obracanie kota ogonem, a także nieudolne próby bycia zabawnym jeśli nie ma się absolutnie żadnego argumentu.
Pasujecie do siebie.
Hmm, nie brałam tego pod uwagę. Ani tego, że ktoś może interpretować moje od dłuższego czasu bardzo nieliczne wpisy jako próby bycia zabawną. U Ciebie z interpretacją też kiepsko, w takim razie, bo jest wręcz przeciwnie. Chyba że nie mnie dotyczy ta uwaga.
Pasujecie do siebie.
Hmm, nie brałam tego pod uwagę. Ani tego, że ktoś może interpretować moje od dłuższego czasu bardzo nieliczne wpisy jako próby bycia zabawną. U Ciebie z interpretacją też kiepsko, w takim razie, bo jest wręcz przeciwnie. Chyba że nie mnie dotyczy ta uwaga.
Zrobienie literówki tu czy tam nijak nie da się porównać do braku umiejętności interpretacji przeczytanych słów i zwrotów oraz analizy wcześniejszych zdarzeń w danym kontekście.
Na tym forum na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które nie łapią za słówka i rozumieją co się do nich pisze.
Niemocą jest łapanie za słówka i obracanie kota ogonem, a także nieudolne próby bycia zabawnym jeśli nie ma się absolutnie żadnego argumentu.
Pasujecie do siebie.
Na tym forum na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które nie łapią za słówka i rozumieją co się do nich pisze.
Niemocą jest łapanie za słówka i obracanie kota ogonem, a także nieudolne próby bycia zabawnym jeśli nie ma się absolutnie żadnego argumentu.
Pasujecie do siebie.
Naucz się analfabeto interpretować i przetwarzać w głowie to co widzisz :D
@chmurka
Jeżeli pokrywał 80% potrzeb dziecka, to znaczy ze miał takie możliwości. Jeżeli nie zmieniła się jego sytuacja w sensie możliwości zarabiania, np nie popadł w ciężka chorobę, nie uległ wypadkowi itp. to sad nie orzeknie obniżenia alimentów. Sad patrzy przez pryzmat dziecka, a nie wygodnego życia rodzica.
Jeżeli drugi rodzic w międzyczasie będzie zarabiał więcej, to super.
Rozumując w ten sposób to przy każdej zmianie pracy przez rodziców, sad orzekałby zmianę alimentów. Jak łatwo się domyślić rozwiedzeni rodzice byliby wciąż "bez pracy".
Sądu nie interesuje ile zarabiasz, tylko jakie masz możliwości, czyli ile możesz zarabiać.
Jeżeli pokrywał 80% potrzeb dziecka, to znaczy ze miał takie możliwości. Jeżeli nie zmieniła się jego sytuacja w sensie możliwości zarabiania, np nie popadł w ciężka chorobę, nie uległ wypadkowi itp. to sad nie orzeknie obniżenia alimentów. Sad patrzy przez pryzmat dziecka, a nie wygodnego życia rodzica.
Jeżeli drugi rodzic w międzyczasie będzie zarabiał więcej, to super.
Rozumując w ten sposób to przy każdej zmianie pracy przez rodziców, sad orzekałby zmianę alimentów. Jak łatwo się domyślić rozwiedzeni rodzice byliby wciąż "bez pracy".
Sądu nie interesuje ile zarabiasz, tylko jakie masz możliwości, czyli ile możesz zarabiać.
Miałem wątpliwości jak pisałem i wysłałem zanim sprawdziłem.
Potem sprawdziłem, a dziś odpisałem na Twój bełkot.
Potem sprawdziłem, a dziś odpisałem na Twój bełkot.