Widok
mąż notorycznie kłamie
Witajcie, chciałabym opisać sytuację w której się znalazłam. Od razu za hejty podziękuję, bo wiem że powinnam dawno od niego odejść. Nie zrobiłam tego, wiec na własne życzenie siedzę w stolcu. Mój mąż notorycznie kłamie. Teraz wpakował nas w dość duży dług. Nie doszłoby do tego gdyby mówił mi prawdę. Wcześniej krótko po ślubie dowiedziałam się że kłamał co do miejsca pracy. Później obiecał że nie będzie klamal i rzeczywiście rok wytrzymal... Brak mi słów na niego. Kurde przecież nie będę go sprawdzać na każdym kroku. Najgorsze jest to ze nawet jakbym chciała rozwód to mamy dwoje małych dzieci i trzecie wpadka w drodze. I teraz wyszła ta sprawa z długiem. Jak mu pomóc? Psycholog, psychiatra? Co z nim zrobić? Ja już nie daję rady. Czy to jakaś choroba?
Też właśnie coś kojarzę, cos słyszałam o kłamstwie patologicznym. Mitomania to nie jest.
Może i jestem naiwna ale to mój mąż, ojciec moich dzieci i chcę mu pomoc a przez to i sobie samej i dzieciom.
Moze to przeze mnie? Może to ja mam za silną osobowość? On jest dobrym człowiekiem, bardzo dobrym ojcem i rzeczywiście kompleksy tez ma.
Postanowiłam dać mu ostatnia szanse i chce mu pomoc. Podpowiedzcie mi proszę co robić bo niedługo to ja będę potrzebować specjalisty...
Nika bardzo Ci dziękuję za to haslo z tym kłamstwem patologicznym. Dziękuję!
Może i jestem naiwna ale to mój mąż, ojciec moich dzieci i chcę mu pomoc a przez to i sobie samej i dzieciom.
Moze to przeze mnie? Może to ja mam za silną osobowość? On jest dobrym człowiekiem, bardzo dobrym ojcem i rzeczywiście kompleksy tez ma.
Postanowiłam dać mu ostatnia szanse i chce mu pomoc. Podpowiedzcie mi proszę co robić bo niedługo to ja będę potrzebować specjalisty...
Nika bardzo Ci dziękuję za to haslo z tym kłamstwem patologicznym. Dziękuję!
Dodam tylko, że na jedną noc odesłałam go do jego rodziców od razu jak to się wydalo. Dzieci tak za nim płakały, nie chciały spać, nic nie chciały, smutne i przygaszone a to była tylko noc i dzień. Nie mogę go tak po prostu wyrzucić z naszego życia. Ostatni raz mu pomogę.
Jeszcze tylko te jego kłamstwa są wtedy jak cos zależy tylko id niego. To wygląda jakby się bal, wstydził tego ze nawalil. Wtedy to ukrywa i ściemnia. Nie bylo tego dużo no ale za to bardzo poważne kłamstwa
Jeszcze tylko te jego kłamstwa są wtedy jak cos zależy tylko id niego. To wygląda jakby się bal, wstydził tego ze nawalil. Wtedy to ukrywa i ściemnia. Nie bylo tego dużo no ale za to bardzo poważne kłamstwa
Marysia, jestem psychologiem - sytuacja jaką opisujesz nie ma nic wspólnego z kłamstem patologicznym a tym bardziej z mitomanią. To są zupełnie inne mechanizmy powstawania. U was prawdopodobnie jest kłamstwo by coś ukryć, by pokazać się w lepszym świetle. Bardziej wskazana jest terapia dla Ppary a nie tylko dla męża. Pozdrawiam
terapia terapia,ale skoro masz silna osobowosc, dominujaca pozycje nad mezem, to tego raczej nie zmienisz. bedziesz w ogole w stanie zaufac mezowi kiedykolwiek bez zadych watpliwosci? wydaje mi sie to mało prawdopodobne...a zycie w malzenstwie bez zaufania to zycie w ciaglym strachu, jakby nie patrzec. i chyba po prostu sie nie da...
Nie zniechęcajcie dziewczyny.
Gdybyż pożycie małżeńskie było tak proste jak na romantycznym filmie, to by słodko było i tęczowo.
Skoro Marysia szuka pomocy, to znaczy, że czuje, że jest co ratować.
No to ratuj dziewczyno! Powodzenia życzę.
Bumbox podpowiedziała chyba słuszne rozwiązanie. Bezstronne spojrzenie kogoś z zewnątrz na problem, może bardzo pomóc. I dobrze, żeby to był właśnie psycholog, a nie siostra, matka czy sąsiadka;) Ja tam wierzę, że psychologowie nie na darmo uczą się wiele lat, na pewno coś potrafią:)
I da się przytemperować osobowość dominującą. Ja, nie chwaląc się;), taka jestem. I przez to mieliśmy z mężem różne trudne sytuacje. Na początku go nie słuchałam, bo i tak się nie zna. Ale gdy już go usłyszałam, to dotarło do mnie. Teraz pilnuję sama siebie, żeby nie przesadzać. Słucham go i pytam. Wiadomo, że nie zawsze posłucham, ale przynajmniej słyszę:) U nas inna sytuacja, ale jak się człowiek sam pilnuje, to wiele się może zmienić.
Poza tym znam takiego jednego fantastę:
- uwielbia opowiadać, co by zrobił, jakby zrobił, i jakie to ma niezwykłe pomysły i jaki będzie z tego super zysk, oczywiście nic nie robi, tylko opowiada,
- opowiada, jak to go tu i tam cenią, jakim jest znakomitym fachowcem, jak się na wszystkim zna, oczywiście się nie zna,
- jak mu coś nie wyjdzie, ściemnia jak to wszystkie siły chaosu sprzysięgły się przeciwko niemu, i że to zły los, a nie jego wina,
- obcym osobom opowiada cuda niewidy o swoim stanie posiadania,
- brał kiedyś bezrefleksyjnie pożyczki, by rozkręcić biznesy, które nie miały prawa wypalić (brak jakiegokolwiek przygotowania merytorycznego w danej dziedzinie), a potem wołał na pomoc.
To bliska mi osoba i wiem, że da się takiego utemperować "domowymi sposobami". Wzięliśmy go na rozmowę raz, drugi i trzeci, i potem jeszcze kilka razy. Tłumacząc, że nie tędy droga, że nic nie zyskuje, tylko traci i jeszcze się ośmiesza. Że mu pomożemy, ale tylko wtedy, gdy nie będzie kłamał. Efekt taki, że robi o połowę mniej głupot niż kiedyś. Zawsze to coś.
I mam autentyczne wrażenie, że "zmądrzał", a stało się to chyba w chwili, gdy pojął, że nie jest odrzucony, osądzony i spisany na straty, mimo wszystko.
Gdybyż pożycie małżeńskie było tak proste jak na romantycznym filmie, to by słodko było i tęczowo.
Skoro Marysia szuka pomocy, to znaczy, że czuje, że jest co ratować.
No to ratuj dziewczyno! Powodzenia życzę.
Bumbox podpowiedziała chyba słuszne rozwiązanie. Bezstronne spojrzenie kogoś z zewnątrz na problem, może bardzo pomóc. I dobrze, żeby to był właśnie psycholog, a nie siostra, matka czy sąsiadka;) Ja tam wierzę, że psychologowie nie na darmo uczą się wiele lat, na pewno coś potrafią:)
I da się przytemperować osobowość dominującą. Ja, nie chwaląc się;), taka jestem. I przez to mieliśmy z mężem różne trudne sytuacje. Na początku go nie słuchałam, bo i tak się nie zna. Ale gdy już go usłyszałam, to dotarło do mnie. Teraz pilnuję sama siebie, żeby nie przesadzać. Słucham go i pytam. Wiadomo, że nie zawsze posłucham, ale przynajmniej słyszę:) U nas inna sytuacja, ale jak się człowiek sam pilnuje, to wiele się może zmienić.
Poza tym znam takiego jednego fantastę:
- uwielbia opowiadać, co by zrobił, jakby zrobił, i jakie to ma niezwykłe pomysły i jaki będzie z tego super zysk, oczywiście nic nie robi, tylko opowiada,
- opowiada, jak to go tu i tam cenią, jakim jest znakomitym fachowcem, jak się na wszystkim zna, oczywiście się nie zna,
- jak mu coś nie wyjdzie, ściemnia jak to wszystkie siły chaosu sprzysięgły się przeciwko niemu, i że to zły los, a nie jego wina,
- obcym osobom opowiada cuda niewidy o swoim stanie posiadania,
- brał kiedyś bezrefleksyjnie pożyczki, by rozkręcić biznesy, które nie miały prawa wypalić (brak jakiegokolwiek przygotowania merytorycznego w danej dziedzinie), a potem wołał na pomoc.
To bliska mi osoba i wiem, że da się takiego utemperować "domowymi sposobami". Wzięliśmy go na rozmowę raz, drugi i trzeci, i potem jeszcze kilka razy. Tłumacząc, że nie tędy droga, że nic nie zyskuje, tylko traci i jeszcze się ośmiesza. Że mu pomożemy, ale tylko wtedy, gdy nie będzie kłamał. Efekt taki, że robi o połowę mniej głupot niż kiedyś. Zawsze to coś.
I mam autentyczne wrażenie, że "zmądrzał", a stało się to chyba w chwili, gdy pojął, że nie jest odrzucony, osądzony i spisany na straty, mimo wszystko.
Anamana dziękuję że mi radzisz. Widzę że mamy bardzo podobne podejscie:-)
Ja naprawdę chcę spróbować i chyba przez to że to chyba naprawdę w dużej mierze moja wina. Mam bardzo wysokie oczekiwania i dużo wymagam od siebie i innych. Przy tym jestem cholerykiem i w nerwach mówię brzydkie rzeczy. Ten psycholog to chyba mi potrzebny. Mąż mnie się po prostu boi. Wiem że mu bardzo zależy na mnie i dzieciach. Mówi to i widzę że tak jest. On sie po prostu pogubił chyba. Mam nadzieję...
Spróbuję z tym psychologiem. Chyba ja też pójdę. Albo pójdziemy razem albo osobno i zobaczymy co nam powie. Obyśmy trafili na dobrego psychologa:-)
Chcę uratować rodzinę.
Ja naprawdę chcę spróbować i chyba przez to że to chyba naprawdę w dużej mierze moja wina. Mam bardzo wysokie oczekiwania i dużo wymagam od siebie i innych. Przy tym jestem cholerykiem i w nerwach mówię brzydkie rzeczy. Ten psycholog to chyba mi potrzebny. Mąż mnie się po prostu boi. Wiem że mu bardzo zależy na mnie i dzieciach. Mówi to i widzę że tak jest. On sie po prostu pogubił chyba. Mam nadzieję...
Spróbuję z tym psychologiem. Chyba ja też pójdę. Albo pójdziemy razem albo osobno i zobaczymy co nam powie. Obyśmy trafili na dobrego psychologa:-)
Chcę uratować rodzinę.
Taką mam nadzieję. Pogadaliśmy trochę i widzę że coś tam się zmienia u niego, że się otwiera. A ja będę zwracać uwagę na jego zalety, chwalić go bo tego nie robiłam albo za Malo. Kurczę nie chce rozbijać naszego małżeństwa. Widzę że mamy szansę. Ostatni raz spróbuję .
Bumbox dziękuję! Nie jestem z Gdańska. Ale jeśli się zdecyduje na dojazdy to się skontaktuję. A jak w ogóle myślisz mamy szanse to naprawić?
Bumbox dziękuję! Nie jestem z Gdańska. Ale jeśli się zdecyduje na dojazdy to się skontaktuję. A jak w ogóle myślisz mamy szanse to naprawić?