Widok
Los to przypadek, bogowie to zabawa czyimś kosztem.
Dalej zaś piszesz, że wszystko ma swój cel - "cel" wyklucza "los";)
>ale o tym ci już chyba opowiadałam więc powinieneś wiedzieć jak to wszystko działa w mojej ciasteczkowej głowie
Nie, to musi gdzieś wisieć w "wiadomościach roboczych":p
Jeśli zaś chodzi o dalszą dyskusję między wami, to ja w niej stoję pośrodku. Wierzę, że istnieją rzeczy, które muszą się wydarzyć, bo są efektem pewnych zjawisk (zasad rządzących naszym światem). I tak jak potrafimy przewidzieć, że podrzucony kamień musi upaść (jeśli nie zostanie złapany:p), to równie dobrze moglibyśmy przewidzieć kiedy nastąpi krach na giełdzie czy dojdzie do trzęsienia ziemi - o ile umielibyśmy uwzględnić wszystkie zmienne i wyciągnąć z nich słuszne wnioski (a uczymy się tego, bo już umiemy więcej niż dawniej, np przewidzieć zaćmienie słońca, więc nikt nas nie straszy swoją magiczną mocą:p).
Z drugiej jednak strony, są czynniki losowe, które zaprzeczają prawom fizyki a nawet tworzą nowe, choć na chwilę obecną nie jestem w stanie podać wiarygodnego przykładu:d
Nie wierzę, aby wszystko spotykało nas po coś, a że to konsekwencja czegoś, nie zawsze naszego czegoś;) My czasami jesteśmy tylko elementem na drodze.
>np sama zadecyduję, że nie zamierzam się uczyć na egzamin
Ciacho, wolna wola albo nie istnieje albo jest niemal nie używana. Wszystko wynika z naszej dalekiej przyszłości wpływającej na naszą bliską przyszłość (bo nic prócz przeszłości nie istnieje) oraz czynników zewnętrznych. Bo co z tego, że postanowisz się pouczyć na egzamin, jak w Twoim domu wybuchnie pożar, a w drodze do biblioteki potrąci cię samochód? Wolna wola na nic się nie zda;)
>więc pod wpływem impulsu wychodzisz (...) w której poznajesz kobietę, z którą później tworzysz związek...
Gdzie w tym indywidualna wartość człowieka? Czy to, że się sobie spodobacie to też przypadek/los lub jego brak (przeznaczenie!?), albo i wolna wola?
Dalej zaś piszesz, że wszystko ma swój cel - "cel" wyklucza "los";)
>ale o tym ci już chyba opowiadałam więc powinieneś wiedzieć jak to wszystko działa w mojej ciasteczkowej głowie
Nie, to musi gdzieś wisieć w "wiadomościach roboczych":p
Jeśli zaś chodzi o dalszą dyskusję między wami, to ja w niej stoję pośrodku. Wierzę, że istnieją rzeczy, które muszą się wydarzyć, bo są efektem pewnych zjawisk (zasad rządzących naszym światem). I tak jak potrafimy przewidzieć, że podrzucony kamień musi upaść (jeśli nie zostanie złapany:p), to równie dobrze moglibyśmy przewidzieć kiedy nastąpi krach na giełdzie czy dojdzie do trzęsienia ziemi - o ile umielibyśmy uwzględnić wszystkie zmienne i wyciągnąć z nich słuszne wnioski (a uczymy się tego, bo już umiemy więcej niż dawniej, np przewidzieć zaćmienie słońca, więc nikt nas nie straszy swoją magiczną mocą:p).
Z drugiej jednak strony, są czynniki losowe, które zaprzeczają prawom fizyki a nawet tworzą nowe, choć na chwilę obecną nie jestem w stanie podać wiarygodnego przykładu:d
Nie wierzę, aby wszystko spotykało nas po coś, a że to konsekwencja czegoś, nie zawsze naszego czegoś;) My czasami jesteśmy tylko elementem na drodze.
>np sama zadecyduję, że nie zamierzam się uczyć na egzamin
Ciacho, wolna wola albo nie istnieje albo jest niemal nie używana. Wszystko wynika z naszej dalekiej przyszłości wpływającej na naszą bliską przyszłość (bo nic prócz przeszłości nie istnieje) oraz czynników zewnętrznych. Bo co z tego, że postanowisz się pouczyć na egzamin, jak w Twoim domu wybuchnie pożar, a w drodze do biblioteki potrąci cię samochód? Wolna wola na nic się nie zda;)
>więc pod wpływem impulsu wychodzisz (...) w której poznajesz kobietę, z którą później tworzysz związek...
Gdzie w tym indywidualna wartość człowieka? Czy to, że się sobie spodobacie to też przypadek/los lub jego brak (przeznaczenie!?), albo i wolna wola?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
w takim razie sadylku rozumiem, że nie wierzysz w prognozy pogody ani w matematykę- to przecież także opiera się na determinizmie :)
i pewnie zostałabym entuzjastką determinizmu gdyby nie fakt, że neguje on istnienie wolnej woli. mówiąc o tym, że wszystko w życiu dzieje się po coś miałam na myśli właśnie ogólnie rozumiane zdarzenia przypadkowe, nie przyczynowo-skutkowe. nie można mówić o determinizmie kiedy np sama zadecyduję, że nie zamierzam się uczyć na egzamin, nie zdaję go i w konsekwencji dalszych decyzji nie uczenia się wylatuję z uczelni. w tym całym zapisanym dla nas planie chodzi o zbiegi okoliczności, o przypadki... jesteś umówiony ze znajomymi, nagle oni odwołują spotkanie a ty nie chcesz zostać w piątkowy wieczór w domu więc pod wpływem impulsu wychodzisz i nogi same cię niosą do knajpy, w której poznajesz kobietę, z którą później tworzysz związek... to są właśnie te "przypadki" często kierowane przez intuicję :)
sens życiu nadajemy sami- tak, zgadzam się z tym...ale to nie wyklucza braku wiary w przypadki ;)
i pewnie zostałabym entuzjastką determinizmu gdyby nie fakt, że neguje on istnienie wolnej woli. mówiąc o tym, że wszystko w życiu dzieje się po coś miałam na myśli właśnie ogólnie rozumiane zdarzenia przypadkowe, nie przyczynowo-skutkowe. nie można mówić o determinizmie kiedy np sama zadecyduję, że nie zamierzam się uczyć na egzamin, nie zdaję go i w konsekwencji dalszych decyzji nie uczenia się wylatuję z uczelni. w tym całym zapisanym dla nas planie chodzi o zbiegi okoliczności, o przypadki... jesteś umówiony ze znajomymi, nagle oni odwołują spotkanie a ty nie chcesz zostać w piątkowy wieczór w domu więc pod wpływem impulsu wychodzisz i nogi same cię niosą do knajpy, w której poznajesz kobietę, z którą później tworzysz związek... to są właśnie te "przypadki" często kierowane przez intuicję :)
sens życiu nadajemy sami- tak, zgadzam się z tym...ale to nie wyklucza braku wiary w przypadki ;)
Jedna z najbliższych mi osób jest wyznawcą tezy, że wszystko w życiu nas spotyka PO COŚ. Czyli... determinizm.
Pod Jej wpływem... dłuższy czas też tak uważałem.
Nie byłbym sobą obecnym, gdybym nie przeżył tego, co przeżyłem.
Ale teraz uważam, że jest to swego rodzaju "post-forming". Czyli wyciąganie wniosków z przeszłości i dorabianie ideologii, że ta przeszłość była potrzebna, żeby te wnioski wyciągnąć.
I faktycznie.. najczęściej tak jest, tzn... gdyby coś tam nas nie spotkało, bylibyśmy o jakieś doświadczenie i wiedzę ubożsi.
Ale czy jest w tym determinizm?
Wątpię szczerze.
Raczej... zbieg okoliczności.
Równie dobrze moglibyśmy mieć zupełnie inne doświadczenia i być zupełnie innymi ludźmi.
I też dopatrywalibyśmy się w tym jakiegoś planu czy sensu.
Planu nie ma. A sens życiu nadajemy sami.
Pod Jej wpływem... dłuższy czas też tak uważałem.
Nie byłbym sobą obecnym, gdybym nie przeżył tego, co przeżyłem.
Ale teraz uważam, że jest to swego rodzaju "post-forming". Czyli wyciąganie wniosków z przeszłości i dorabianie ideologii, że ta przeszłość była potrzebna, żeby te wnioski wyciągnąć.
I faktycznie.. najczęściej tak jest, tzn... gdyby coś tam nas nie spotkało, bylibyśmy o jakieś doświadczenie i wiedzę ubożsi.
Ale czy jest w tym determinizm?
Wątpię szczerze.
Raczej... zbieg okoliczności.
Równie dobrze moglibyśmy mieć zupełnie inne doświadczenia i być zupełnie innymi ludźmi.
I też dopatrywalibyśmy się w tym jakiegoś planu czy sensu.
Planu nie ma. A sens życiu nadajemy sami.
carpe diem nie wyklucza omnia mea mecum porto :)
a i owszem choć bogów zastąpiłabym raczej losem ;) wierzę w to, że wszystko w życiu ma swój cel, że nic nie jest przypadkowe- ani zdarzenia ani ludzie, których poznajemy, szczególnie jeśli poznajemy ich "zbiegiem okoliczności" ;) w życiu nie ma przypadków :) ale o tym ci już chyba opowiadałam więc powinieneś wiedzieć jak to wszystko działa w mojej ciasteczkowej głowie, drogi prawie introwertyku :)
a i owszem choć bogów zastąpiłabym raczej losem ;) wierzę w to, że wszystko w życiu ma swój cel, że nic nie jest przypadkowe- ani zdarzenia ani ludzie, których poznajemy, szczególnie jeśli poznajemy ich "zbiegiem okoliczności" ;) w życiu nie ma przypadków :) ale o tym ci już chyba opowiadałam więc powinieneś wiedzieć jak to wszystko działa w mojej ciasteczkowej głowie, drogi prawie introwertyku :)
Zacytowana sentencja bliska jest introwertykom, a taki ekstrawertyk jak Ty, jest raczej zwolennikiem carpe diem;)
Aczkolwiek ci, którzy czynią tą sentencję swoim życiowym mottem zapominają, że dalsze słowa to "bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie";)
Aczkolwiek ci, którzy czynią tą sentencję swoim życiowym mottem zapominają, że dalsze słowa to "bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie";)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
ręce już mi dawno powinni poucinać za robienie nimi brzydkich rzeczy :P zresztą ostatnio mało co sobie nie poucinałam paluszków jak się zagapiłam podczas siekania warzyw :P
"teraz będę słuchał do upadłego" - i co gorsza- będziesz ją już kojarzył z ciachami :D
"O coś w stylu "omnia mea mecum porto" bym Cię nie podejrzewał:p"
dlaczego? :P
"teraz będę słuchał do upadłego" - i co gorsza- będziesz ją już kojarzył z ciachami :D
"O coś w stylu "omnia mea mecum porto" bym Cię nie podejrzewał:p"
dlaczego? :P
Gdybyś miała to po naszemu... a tak, to zapomnę, gdy tylko zamknę to okienko:p
Ale skojarzenie pchnęło mnie w jedną z moich ulubionych piosenek:
http://www.youtube.com/watch?v=VjEq-r2agqc
I teraz będę słuchał do upadłego;)
Lokalny patriotyzm w tatuażu to niebezpieczne rozwiązanie, zwłaszcza na nadgarstku. W końcu coraz więcej kibiców bierze sobie do serca słowa naszego hymnu "co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy" - i odbierają szablą, maczetą, kataną. Oręża im nie brak, a że uczuciowi, to łatwo się tej obcej przemocą doszukują. A ręki szkoda:p
PS: Ale hasło pasuje do Ciebie. O coś w stylu "omnia mea mecum porto" bym Cię nie podejrzewał:p
Ale skojarzenie pchnęło mnie w jedną z moich ulubionych piosenek:
http://www.youtube.com/watch?v=VjEq-r2agqc
I teraz będę słuchał do upadłego;)
Lokalny patriotyzm w tatuażu to niebezpieczne rozwiązanie, zwłaszcza na nadgarstku. W końcu coraz więcej kibiców bierze sobie do serca słowa naszego hymnu "co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy" - i odbierają szablą, maczetą, kataną. Oręża im nie brak, a że uczuciowi, to łatwo się tej obcej przemocą doszukują. A ręki szkoda:p
PS: Ale hasło pasuje do Ciebie. O coś w stylu "omnia mea mecum porto" bym Cię nie podejrzewał:p
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
"No i nie muszę odsłaniać ciała, aby mieć mą złotą myśl przed oczami."
ja także nie muszę, nadgarstki zazwyczaj mam odsłonięte :D nawiasem mówiąc to jest ponadczasowe hasło, które nie ulegnie przedawnieniu w procesie dojrzewania także o to się nie muszę martwić :)
widzisz, z jednej strony tak, naturalność jest piękna...płótno samo w sobie także ma swój urok a jednak ludzie decydują się, by po nim malować i tworzyć dzieła sztuki :) ja tu nie zamierzam przekonywać kogokolwiek, że tatuaże są super bo zdaję sobie z tego sprawę, że jest równie dużo zwolenników jak i przeciwników rysunków na ciele :) osobiście także nie wytatuowałabym sobie połowy pleców czy całej ręki ale takie małe tatuaże są spoko ;)
ja także nie muszę, nadgarstki zazwyczaj mam odsłonięte :D nawiasem mówiąc to jest ponadczasowe hasło, które nie ulegnie przedawnieniu w procesie dojrzewania także o to się nie muszę martwić :)
widzisz, z jednej strony tak, naturalność jest piękna...płótno samo w sobie także ma swój urok a jednak ludzie decydują się, by po nim malować i tworzyć dzieła sztuki :) ja tu nie zamierzam przekonywać kogokolwiek, że tatuaże są super bo zdaję sobie z tego sprawę, że jest równie dużo zwolenników jak i przeciwników rysunków na ciele :) osobiście także nie wytatuowałabym sobie połowy pleców czy całej ręki ale takie małe tatuaże są spoko ;)