Widok
Ja mam ciocię (siostra mojego ojca), a ona męża i są oni dla mnie przykładem małżeństwa idealnego. Bije od nich wzajemny szacunek, ciocia po ponad 30 latach małżeństwa spogląda na wujka z troską i miłością.
W ten sam sposób staram się budować moje małżeństwo - troszcząc się o męża, kochając go, odpuszczając niepotrzebne sprzeczki, nie prowokując i nie podejmując zaczepek. Jak widzę, że jest rozdrażniony, to staram się pomóc mu nazwać prawdziwą przyczynę, ale jak widzę, że moja psychoanaliza danego dnia go wkurza, to po prostu czekam aż mu przejdzie. I zawsze przechodzi.
Staram się w życiu wymagać od siebie, a nie od innych i dzięki temu jestem szczęśliwa i moje małżeństwo jak na razie też:)
W ten sam sposób staram się budować moje małżeństwo - troszcząc się o męża, kochając go, odpuszczając niepotrzebne sprzeczki, nie prowokując i nie podejmując zaczepek. Jak widzę, że jest rozdrażniony, to staram się pomóc mu nazwać prawdziwą przyczynę, ale jak widzę, że moja psychoanaliza danego dnia go wkurza, to po prostu czekam aż mu przejdzie. I zawsze przechodzi.
Staram się w życiu wymagać od siebie, a nie od innych i dzięki temu jestem szczęśliwa i moje małżeństwo jak na razie też:)
do AlaMaKota,
czy twój mąż tak samo jak ty jest skory do ustępstw, schodzi ci z drogi, jest tak samo wyrozumiały, ustępliwy,nie prowokuje, nie zaczepia itp.,rozumie twoje gorsze nastroje i dni etc. ??
czy Wasz zwiazek polega na tym, ze to ty jedynie wyczuwasz jego nastroje i dopasowujesz sie do niego unikajać spięć?
czy twój mąż tak samo jak ty jest skory do ustępstw, schodzi ci z drogi, jest tak samo wyrozumiały, ustępliwy,nie prowokuje, nie zaczepia itp.,rozumie twoje gorsze nastroje i dni etc. ??
czy Wasz zwiazek polega na tym, ze to ty jedynie wyczuwasz jego nastroje i dopasowujesz sie do niego unikajać spięć?
Jesteśmy parą od 9 lat,od 7 małżeństwem.
Kłótni to ja w zasadzie raczej nie pamiętam.Co nie oznacza,że zawsze mamy takie samo zdanie.Wręcz przeciwnie.Ale są mniejsze i większe kompromisy,jest szacunek.Zawsze się można dogadać.czasem oczywiście zdarzy się,że fukniemy na siebie,ale to trwa tylko chwilę i zaraz jest ok.
Oboje uważamy,że po pierwsze szkoda życia na kłótnie,mamy jedno i trzeba je przeżyć jak najlepiej,a po drugie przecież nie po to założyliśmy rodzinę,żeby sobie nawzajem życie utrudniać.Rdzina to jedność i trzeba zrobić wszystko,żeby tak właśnie było.:)
Kłótni to ja w zasadzie raczej nie pamiętam.Co nie oznacza,że zawsze mamy takie samo zdanie.Wręcz przeciwnie.Ale są mniejsze i większe kompromisy,jest szacunek.Zawsze się można dogadać.czasem oczywiście zdarzy się,że fukniemy na siebie,ale to trwa tylko chwilę i zaraz jest ok.
Oboje uważamy,że po pierwsze szkoda życia na kłótnie,mamy jedno i trzeba je przeżyć jak najlepiej,a po drugie przecież nie po to założyliśmy rodzinę,żeby sobie nawzajem życie utrudniać.Rdzina to jedność i trzeba zrobić wszystko,żeby tak właśnie było.:)
My jesteśmy razem od 13 lat, od 12 małżeństwem i powiem tak:
uważam, ze miłość jest tylko na początku, później przyzwyczajenie, ale dopóki jest szacunek to jest związek. Jak zaczyna być brak szacunku to nie ma sensu męczyć się, bo szacunek nie wróci, a bez niego nie ma związku. Kłótnie to rzecz normalna, codziene i niecodzienne, jedni mają charakter bardziej impulsywny, inni mniej. Jedni potrafią wyjaśnić problem na spokojnie inni muszą go wykrzyczeć. U nas też jest różnie, napewno nie różowo, i brak już "motyli w brzuchu", ale wciąż jesteśmy razem.
uważam, ze miłość jest tylko na początku, później przyzwyczajenie, ale dopóki jest szacunek to jest związek. Jak zaczyna być brak szacunku to nie ma sensu męczyć się, bo szacunek nie wróci, a bez niego nie ma związku. Kłótnie to rzecz normalna, codziene i niecodzienne, jedni mają charakter bardziej impulsywny, inni mniej. Jedni potrafią wyjaśnić problem na spokojnie inni muszą go wykrzyczeć. U nas też jest różnie, napewno nie różowo, i brak już "motyli w brzuchu", ale wciąż jesteśmy razem.
Nie ma takich małżeństw, bo ludzie nie są idealni.
My jesteśmy 5 lat po ślubie, znamy się 7, mamy 4-letnią córkę.
Bywało i bywa różnie. Problemy z pracą, pieniędzmi, małe dziecko itp. itd. Czasami się kłócimy, płaczemy, przepraszamy, godzimy... Każdy z nas jest inny. Szczerze jednak mogę powiedzieć, że jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa. Dużo ze sobą rozmawiamy, okazujemy sobie czułość, staramy się spędzać dużo czasu razem i pomagamy sobie w codziennych obowiązkach
Wierzę w miłość, nie zauroczenie, tylko takie dojrzałe uczucie. Jak patrzę na mojego męża to nie wyobrażam sobie życia z kimś innym, pomimo tych wszystkich jego wad i naszych złych momentów, wiem że on ma tak samo i chyba o to w tym wszystkim chodzi. By czuć że druga osoba jest najważniejsza, pomimo przeciwności losu i dzielących różnic.
My jesteśmy 5 lat po ślubie, znamy się 7, mamy 4-letnią córkę.
Bywało i bywa różnie. Problemy z pracą, pieniędzmi, małe dziecko itp. itd. Czasami się kłócimy, płaczemy, przepraszamy, godzimy... Każdy z nas jest inny. Szczerze jednak mogę powiedzieć, że jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa. Dużo ze sobą rozmawiamy, okazujemy sobie czułość, staramy się spędzać dużo czasu razem i pomagamy sobie w codziennych obowiązkach
Wierzę w miłość, nie zauroczenie, tylko takie dojrzałe uczucie. Jak patrzę na mojego męża to nie wyobrażam sobie życia z kimś innym, pomimo tych wszystkich jego wad i naszych złych momentów, wiem że on ma tak samo i chyba o to w tym wszystkim chodzi. By czuć że druga osoba jest najważniejsza, pomimo przeciwności losu i dzielących różnic.
My jesteśmy razem od 13 lat po ślubie 7 może nie jesteśmy idealnym małżeństwem bo zdarzają się gorsze i lepsze dni ale myśle, że jesteśmy bardzo szczęśliwym i kochającą się parą dalej mamy motyle w brzuchu a gdy go nie ma obok to jest straszna tęsknota mąż jest nie tylko dla mnie partnerem ale prawdziwym przyjacielem szacunek i kompromisy podstawą związku a kłótnie są wiadomo ale godzenie też jest przyjemne :-)
uważam, ze miłość jest tylko na początku, później przyzwyczajenie, ale dopóki jest szacunek to jest związek.
nie zgadzam się z tym kompletnie, miłość zmienia tylko swój wymiar wraz z upływem czasu, nie ustaje, nie zanika, nie wypala się, jeśli ktoś żyje w związku tylko z przyzwyczajenia, to znaczy że miłość wygasła (lub wcale jej nie było) i nawet szacunek nie zrównoważy tego braku miłości. gdyby do małżeństwa wystarczało tylko przyzwczajenie, to pewnie mogłabym związać się z wieloma innymi mężczyznami. a wybrałam tylko jednego-mojego męża. przyzwyczaić się można tak na prawdę do prawie wszystkiego i do prawie każdego, kwestia czasu. więc nie rozumiem, jak można więź małżeńską z tym porównywać? i żyć w takim związku? ale, co kto lubi.
nie zgadzam się z tym kompletnie, miłość zmienia tylko swój wymiar wraz z upływem czasu, nie ustaje, nie zanika, nie wypala się, jeśli ktoś żyje w związku tylko z przyzwyczajenia, to znaczy że miłość wygasła (lub wcale jej nie było) i nawet szacunek nie zrównoważy tego braku miłości. gdyby do małżeństwa wystarczało tylko przyzwczajenie, to pewnie mogłabym związać się z wieloma innymi mężczyznami. a wybrałam tylko jednego-mojego męża. przyzwyczaić się można tak na prawdę do prawie wszystkiego i do prawie każdego, kwestia czasu. więc nie rozumiem, jak można więź małżeńską z tym porównywać? i żyć w takim związku? ale, co kto lubi.
Moi dziadkowie i dziadkowie mojego partnera przeżyli z sobą w związku małżeńskim 60 lat. Obie pary idealne, choć babcie często "fukały" na dziadków już na starość.
Jestem w nieformalnym związku i tworzymy całkiem udaną parę. Wiemy, kiedy sobie schodzić z drogi i nie zasypiamy dopóki nie rozwiążemy gryzących nas spraw. A dziecko godzi nas zawsze ;)
Jestem w nieformalnym związku i tworzymy całkiem udaną parę. Wiemy, kiedy sobie schodzić z drogi i nie zasypiamy dopóki nie rozwiążemy gryzących nas spraw. A dziecko godzi nas zawsze ;)
ee tam my się ciągle kłócimy i 10 lat razem. Kochamy się oczywiście i to o dziwo jesteśmy każdego dnia bliżsi siebie. Nie uważam,że miłosć jest tylko na początku. To jakieś zauroczenie może być ale miłość to nie emocja jak gniew czy radosć tylko swego rodzaju stan i nie przemija ta prawdziwa. Czasem można ją pomylić z pożądaniem wtedy kiepsko.
I mimo tych kłótni my bez siebie nie możemy być. Jesteśmy takie papużki nierozłączki troche.
Nie jesteśmy małżeństwem idealnym ale jesteśmy idealni dla siebie mimo wszystko.
I mimo tych kłótni my bez siebie nie możemy być. Jesteśmy takie papużki nierozłączki troche.
Nie jesteśmy małżeństwem idealnym ale jesteśmy idealni dla siebie mimo wszystko.
Zgadzam się z Jagą. My jesteśmy razem 11 lat, sprzeczamy się kilka razy dziennie (bo rozmawiamy z sobą i stąd te spory, nie kłócimy się wiele bo mąż mało kłótliwy:) a i ja szybko wyrzucam z siebie złość (wyzwę, krzyknę, tupnę nogą - mąż tematu nie podejmie, tylko przeczeka i po wszystkim przytuli) i fochów nie mam. Motyli w brzuchu już niewiele ale co dziwne kocham męża z każdym dniem coraz bardziej. Jest moim przyjacielem, powiernikiem, kochankiem i co także ważne ojcem naszych dzieci. Chciałabym się z nim zestarzeć. Choć wśród znajomych za idealną parę nie uchodzimy bo właśnie... nie ,,pieścimy" się do siebie, nie pijemy sobie z dziubków, nie patrzymy głęboko w oczy, nie kupujemy drogich prezentów...
W tych czasach to nie ma chyba taki idealnych małżeństw ,ale mogą być udane i kłótnie drobne nawet wskazane ale pod warunkiem że oboje ludzi wykrzyczy z siebie co im tam siedzi a potem porozmawiają ze sobą i naprawią to co im zalegało ,jak jedna strona milczy i przytakuje to bardzo źle bo to siedzi w środku i z czasem wybuchnie .
Codzienne sprzeczki i kłótnie nie są normalne ,nie wytrzymałabym z takim związku gdzie parę razy dziennie mąż by się czepiał a pewnie i mąż miał by dość takiej żony, co się czepia o pierdoły i rodziła by się kłótnia My się owszem potrafimy pokłócić -głośno ,nie ma u nas cichych dni ,rękoczynów ,wyzwisk,oboje mówimy o co na chodzi i potem łatwiej jest pewne rzeczy zmienić ,naprawić.
Codzienne sprzeczki i kłótnie nie są normalne ,nie wytrzymałabym z takim związku gdzie parę razy dziennie mąż by się czepiał a pewnie i mąż miał by dość takiej żony, co się czepia o pierdoły i rodziła by się kłótnia My się owszem potrafimy pokłócić -głośno ,nie ma u nas cichych dni ,rękoczynów ,wyzwisk,oboje mówimy o co na chodzi i potem łatwiej jest pewne rzeczy zmienić ,naprawić.