Widok
dorsze, kot i moje szanse przeżycia
Mam takiego psikuśnego znajomego, co to on w rybach siedzi i mi je na bieżąco świeżutkie dowozi po drodze jak z półwyspu wraca do Trójmiasta. Jego psikuśność polega, że robi to bez zapowiedzi od godziny 23:00 gdzieś do 4:00. Także bywa, że czasem budzi mnie i kota o 2 w nocy, ładuje mi na gołą pierś kilka kilogramów dorsza, flądry, śledzia, w sumie wszystko co tam nasz Bałtyk w sobie chowa w odmętach, bierze pół ceny i zmyka. Teraz mi fileta dorsza 3kg przytachał. Skrobię łuski, zwijam jak rolmopsy do mrożenia, a przednie płetwy z niemałą ilością mięsa wycinam i rzucam na podłogę, temu futrzastemu co siedzi na tyłku i dziwnie się na mnie patrzy. Opędzlował już z 10 kawałków i dalej się gapi. Ja mu na to:
- idź do spania- a on dalej świdruje mnie tym złym wzrokiem.
Boję się pomyśleć jakie bym miał szanse na przeżycie podczas skrobania dorsza, gdyby mój kot ważył 35kg
- idź do spania- a on dalej świdruje mnie tym złym wzrokiem.
Boję się pomyśleć jakie bym miał szanse na przeżycie podczas skrobania dorsza, gdyby mój kot ważył 35kg
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.