Widok
Wieśniak jesteś typowym burakiem I-wszej kategorii, i większość wypowiadających się tutaj to też pożalsięBoże gwiazdy, ale sceny regionalnej.
Jako kelnerka pracuję od wielu lat i ja też od razu potrafie rozpoznać czy grają bufony, buraki, sieroty czy pijaki. Zwykłe weselne zespoły, może prywatnie jesteście wielkimi muzykami, ale na weselu zwykłymi grajkami, zero samokrytyki, kultury i dyscypliny, za to wielkie oczekiwania, skargi, złośliwości, urażona ambicja. Na szczęscie moje spotkania z takimi asami są przeważnie jednorazowe, bo po takim występie nikt was nie poleci.
Chyba że robicie to sami, własnie tu na forum, jak często to widzę.
Jako kelnerka pracuję od wielu lat i ja też od razu potrafie rozpoznać czy grają bufony, buraki, sieroty czy pijaki. Zwykłe weselne zespoły, może prywatnie jesteście wielkimi muzykami, ale na weselu zwykłymi grajkami, zero samokrytyki, kultury i dyscypliny, za to wielkie oczekiwania, skargi, złośliwości, urażona ambicja. Na szczęscie moje spotkania z takimi asami są przeważnie jednorazowe, bo po takim występie nikt was nie poleci.
Chyba że robicie to sami, własnie tu na forum, jak często to widzę.
Witam
Niektóre państwa wypowiedzi, sugerują że państwo młodzi i goście są dla Was a nie na odwrót. Oczywiście, że orkiestry nie powinno się zostawiać bez poczęstunku i napojów, ale drodzy panowie i panie jesteście w pracy, a nie na proszonym obiedzie. Zamawianie pizzy itp. wiktuałów to brak kultury osobistej. Zgadzam się, że brak zapewnienia poczęstunku dla orkiestry to duży nietakt ze strony organizatorów (lokalu czy państwa młodych), ale to nie znaczy, że trzeba od razu reagować w chamski sposób. Czasami w natłoku spraw zwiazanych z przygotowaniami, można zapomnieć o pewnych sprawach i wtedy orkiestra może delikatnie zasugerować, że musi coś zjeść. Można też wozić ze soba zgrzewkę wody mineralnej i też nie będzie problemu. Co do wyzywania podchmielonych krewnych od buraków, to uważam, że taki krewny jest na weselu i ma prawo sobie wypić i poprosić państwa po raz setny, o powiedzmy, Przeżyj to sam, bo jest gościem i ma się bawić, a Wy jako orkiestra zobowiązaliście się taką zabawę zapewnić. Wesela maja to do siebie, że goście reprezentują różne klimaty muzyczne i różne poziomy intelektuale, a dobra orkiestra weselna ma to do siebie, że potrafi każdemu zapewnić udaną i niezapomnianą zabawę. Więc jeżeli się pństwu buraczano-podpite klimaty nie podobaja, to proszę się przenieść do filharmonii, ciekawa jestem, czy dyrekcja opery zapewni Wam bogate menu, a może zamówicie wtedy pizze? Pozdrawiam wszystkie zespoły, które traktują swoich klientów z szacunkiem.
Niektóre państwa wypowiedzi, sugerują że państwo młodzi i goście są dla Was a nie na odwrót. Oczywiście, że orkiestry nie powinno się zostawiać bez poczęstunku i napojów, ale drodzy panowie i panie jesteście w pracy, a nie na proszonym obiedzie. Zamawianie pizzy itp. wiktuałów to brak kultury osobistej. Zgadzam się, że brak zapewnienia poczęstunku dla orkiestry to duży nietakt ze strony organizatorów (lokalu czy państwa młodych), ale to nie znaczy, że trzeba od razu reagować w chamski sposób. Czasami w natłoku spraw zwiazanych z przygotowaniami, można zapomnieć o pewnych sprawach i wtedy orkiestra może delikatnie zasugerować, że musi coś zjeść. Można też wozić ze soba zgrzewkę wody mineralnej i też nie będzie problemu. Co do wyzywania podchmielonych krewnych od buraków, to uważam, że taki krewny jest na weselu i ma prawo sobie wypić i poprosić państwa po raz setny, o powiedzmy, Przeżyj to sam, bo jest gościem i ma się bawić, a Wy jako orkiestra zobowiązaliście się taką zabawę zapewnić. Wesela maja to do siebie, że goście reprezentują różne klimaty muzyczne i różne poziomy intelektuale, a dobra orkiestra weselna ma to do siebie, że potrafi każdemu zapewnić udaną i niezapomnianą zabawę. Więc jeżeli się pństwu buraczano-podpite klimaty nie podobaja, to proszę się przenieść do filharmonii, ciekawa jestem, czy dyrekcja opery zapewni Wam bogate menu, a może zamówicie wtedy pizze? Pozdrawiam wszystkie zespoły, które traktują swoich klientów z szacunkiem.
Muzyk, muzykant, grajek czy jak tam mnie nazwą, ujmy na honorze mi nie czyni. Na weselach bywa różnie. Ale wode mineralną tak na wszelki wypadek mam, bo co mi po coli, orężadzie czy kawie na stoliku.
Jeśli nie ma obiadu a i tak bywało, to żeby nie robić jakiejś afery, poprostu pytam kelnerów czy coś jest wogóle przewidziane dla zespołu. Z reguły przewidziany jest wtedy dla nas dostęp do bufetu z zimnymi a czasem nawet ciepłymi zakąskami. Bywało też że mieliśmy miec to czy to na stoliku , a nie dostaliśmy, to prędzej czy póżniej ktoś z rodziców zauważał i lokal naprawiał wpadkę. To wesele, nie ma co zaraz robić tragedii że czegoś się nie dostało, tylko zapytać kelnera, czy cos jest przewidziane, napewno sprawa sie wyjaśni. A Młodzi z rodzicami tego dnia też nie sa wstanie dopilnować wszystkiego, więc nie ma co się bulwersować albo mścić pizzą czy przygrywkami dla kucharek. Nawet tak jak pisze Cytrynka wystarczy jakaś dyskretna sugestia. Ale to co robicie, to wasza sprawa i o was świadczy. Zyczę sukcesów, szczególnie tym którzy sobie klientów wybierają i robia swoje i moga sobie pozwolić na lekceważenie wcinających sie gości czy nawet samych młodych. Kapelusza chylę.
Jeśli nie ma obiadu a i tak bywało, to żeby nie robić jakiejś afery, poprostu pytam kelnerów czy coś jest wogóle przewidziane dla zespołu. Z reguły przewidziany jest wtedy dla nas dostęp do bufetu z zimnymi a czasem nawet ciepłymi zakąskami. Bywało też że mieliśmy miec to czy to na stoliku , a nie dostaliśmy, to prędzej czy póżniej ktoś z rodziców zauważał i lokal naprawiał wpadkę. To wesele, nie ma co zaraz robić tragedii że czegoś się nie dostało, tylko zapytać kelnera, czy cos jest przewidziane, napewno sprawa sie wyjaśni. A Młodzi z rodzicami tego dnia też nie sa wstanie dopilnować wszystkiego, więc nie ma co się bulwersować albo mścić pizzą czy przygrywkami dla kucharek. Nawet tak jak pisze Cytrynka wystarczy jakaś dyskretna sugestia. Ale to co robicie, to wasza sprawa i o was świadczy. Zyczę sukcesów, szczególnie tym którzy sobie klientów wybierają i robia swoje i moga sobie pozwolić na lekceważenie wcinających sie gości czy nawet samych młodych. Kapelusza chylę.
Dobry tekst, dobry tekst. Jestem za. Dobrze cytrynko powiedziałaś. Podaj płetwę. Dopowiem tylko jedno . Grając jesteśmy w pracy. Kasujemy od młodych niemałe pieniądze za usługę więc jeżeli nawet się by zdażyło że o nas organizatorzy zapomną to chyba nas stać żeby zejsć do baru i coś tam sobie przekąsić. Są jednak zespoły, które grają całą noc za dwieście złotych na rozklekotanym sprzęcie, za żarcie i litra wódki... Ale to już zupełnie inna historia i inny wątek............. I zapewne aż takich GWIAZD tu nie ma. Chociaż jak mówi stare przysłowie pszczół w ulu: uderz w stół a resztę dopowiedz sobie sam. he hehe
...a co ma powiedziec kamerzysta ktory ląduje u Panny młodej o 8 rano bo miala takie zyczenie miec film od deski do deski, potem do salonu paznokci, potem do domu bo czeka juz wizarzystka, potem ubieranie panny mlodej, ogolne przygotowania i wszystko ma byc nakrecone, potem przyjezdza Pan mlody, blogoslawientwo, ewentualnie jakies ostatnie przygotowania i wyjazd do kosciola...mamyjuz 16.30 po mszy zyczenia itp, mamy godzine 18, Para młoda jedzie do studia na zdjecia, i oczywiscie chce zebykamerzysta nakrecil jak wchodza do studia, wychodza itp, w rezultacie ladujemy o 1930.- 20 w lokalu gdzie kamerzysta ma zostac np do godziny 2. i w tym momencie okazuje sie że nie ma nawet stolika i krzesla zeby 4 litery posadzic nie wspominając o jakiej kolwiek wodzie mineralnej czy cieplym posiłku.... i co ? mamy juz za sobą 12 godzin pracy, przed nami następne 6-7 godzin i jak tu nie wyjąc kanapek czy samemu nie zamowic jedzenia kiedy jest się tylko po sniadaniu zjedzonym o 7 rano???? W tym momencie to ma sie w dupie obciach jaki sie zrobi młodym.... to prawda w biurze nikt ci obiadku nie zapewni ale w biurze masz często mozliwośc zejsc do baru, wyjac swoje kanapki czy tez zamówi catering z dowozem do firmy i nikt jakoś nie uwaza tego za obciach.
Widze, że nie tylko orkiestra, ale i również kamerzysta boi się zapytać o posiłek i od razu woli przejść do ataku: jak wy tacy, to zobaczycie jakiego wstydu wam narobie! Drogi panie kamerzysto, kanapkę to pan może zjeść w samochodzie, w drodze do studio, plener, kościół, sala weselna, itd. Czytając takie wypowiedzi, aż się boję kogokolwiek zamawiać, bo jeszcze nieopatrznie się czymś narażę i albo orkiestra mnie oleje, albo pan kamerzysta nic ciekawego nie zmontuje, bo będzie głodny. Ludzie za Wasze usługi płacimy naprawdę duże pieniądze i mamy prawo wymagać przyjazdu o 8 rano, bo to nie są nasze fanaberie, tylko jeden z najważniejszych dni w naszym życiu.
No i krótko (przydługo!) dodam...
... właśnie dlatego już nie grywam.
Bo wprawdzie można nawet do "Córki Rybaka" podłożyć z*******ą solówę w rytmie bluesa...
... ale "nie da się" przeforsować żadnych zmian, bo "po co, skoro przecież jest dobrze".
A dobrze rzekomo jest, bo zespół jest świetny, tylko goście są głupi.
A nowy przebój to kolejny Krawczyk albo Demis Roussos.
A jak chcą coś innego, to niech spadają.
Nie pomaga nawet świadomość, że jak "klawiszowiec zrobi plus jeden", to i tak zagra się nie w B-dur, tylko w H-dur. Bez nutów. Od ręki.
Bo duma zespołu (lub jego szefa) to straszna rzecz. Nie mająca nic wspólnego z profesjonalizmem. Który każe być świetnym grajkiem na weselu u Irlandczyka, Kaszuba i Profesora.
Najgorzej to mieć tę straszną pewność, że po "Mery Lu" będzie "Baju Baj" i "Kamą Sawa" (nie łudźcie się, że przypomina to Mary Loo albo Comment Ca Va).
A wiecie co to jest? Żem balade sur laweni le keruwe la lękoni...
To jest horror. Nie równoważy go nawet idealnie zaimitowany cockney z
"I'll always look at the bright side of death //
Just before you draw your terminal breath".
OK, dla tych co nie wiedzą, o co mi chodzi - rutyna to straszna rzecz. Biada wam, zespoły, gdy was chwalą! Gdy bogowie chcą kogoś zniszczyć, to mu rozdymają DUMĘ.
A dla tych, którzy robią to tylko dla kasy... Zawsze wam płacą za mało i za rzadko, no nie?
Życzę miłego!
Mulder.
PS - obawiam się, że nader wąskie grono wielbicieli mojego zrzędzenia ochajtało się i głos mój jest głosem wołającego na puszczy. Rozmawia z echem pośród skał?
... właśnie dlatego już nie grywam.
Bo wprawdzie można nawet do "Córki Rybaka" podłożyć z*******ą solówę w rytmie bluesa...
... ale "nie da się" przeforsować żadnych zmian, bo "po co, skoro przecież jest dobrze".
A dobrze rzekomo jest, bo zespół jest świetny, tylko goście są głupi.
A nowy przebój to kolejny Krawczyk albo Demis Roussos.
A jak chcą coś innego, to niech spadają.
Nie pomaga nawet świadomość, że jak "klawiszowiec zrobi plus jeden", to i tak zagra się nie w B-dur, tylko w H-dur. Bez nutów. Od ręki.
Bo duma zespołu (lub jego szefa) to straszna rzecz. Nie mająca nic wspólnego z profesjonalizmem. Który każe być świetnym grajkiem na weselu u Irlandczyka, Kaszuba i Profesora.
Najgorzej to mieć tę straszną pewność, że po "Mery Lu" będzie "Baju Baj" i "Kamą Sawa" (nie łudźcie się, że przypomina to Mary Loo albo Comment Ca Va).
A wiecie co to jest? Żem balade sur laweni le keruwe la lękoni...
To jest horror. Nie równoważy go nawet idealnie zaimitowany cockney z
"I'll always look at the bright side of death //
Just before you draw your terminal breath".
OK, dla tych co nie wiedzą, o co mi chodzi - rutyna to straszna rzecz. Biada wam, zespoły, gdy was chwalą! Gdy bogowie chcą kogoś zniszczyć, to mu rozdymają DUMĘ.
A dla tych, którzy robią to tylko dla kasy... Zawsze wam płacą za mało i za rzadko, no nie?
Życzę miłego!
Mulder.
PS - obawiam się, że nader wąskie grono wielbicieli mojego zrzędzenia ochajtało się i głos mój jest głosem wołającego na puszczy. Rozmawia z echem pośród skał?
Droga cytrynko. Szanujący się i z pewnym poziomem kultury zespół ani kamerzysta nie powie ci wprost na weselu, że coś jest nie tak. To uroczystość młodych i nie warto moim zdaniem zawracać im głowy pierdołami ale... są ludzie i ludzie. Już w trakcie wstępnej rozmowy da się wyczuć klienta. Są tacy, którzy od początku nie wzbudzają żadnych wątpliwości, bo po kilku minutach rozmowy widac że to spoko goście. Takich nawet nie trzeba pytać (wręcz nawet nie wypada pytać) o to czy dostaniemy coś do jedzenia lub do picia albo czy będziemy mogli gdzieś usiąść, bo to dla nich normalne że obsługał też czasami chce chwile odsapnąć. Ale są i tacy których najchętniej spóściłbym ze schodów. Przyjeżdża taki gwiazdor z nastawieniem ja płacę ja wymagam i wymyśla. Taki koleś czy paniusia nie mają nawet zielonego pojęcia o tym jak się kręci czy gra wesele ale do powiedzenia mają najwięcej. Wymyślają, cudują a na końcu targują się jeszcze o 100zł. Dlatego pozbywam się takich klientów. Nie mam w zwyczaju oszukiwać ludzi. Jak mówię że coś da się zrobić, to zrobię, jak nie to nie. Co niektórzy opowiadają klientom że spełnią wszystkie ich życzenia bo przeciez grają i filmują dla młodych, a potem i tak robią po swojemu wbrew temu co z młodymi ustalili. Ja spaliłbym się ze wstydu gdyby podczas wesela podeszli do mnie młodzi i powiedzieli, panie a nie tak się umawialiśmy....
Doskonale pana rozumiem, niestety polskie społeczeństwo obrodziło ostatnio w osobniki typu: "ja płacę, ja wymagam", ale wydawało mi się, że rozmawiamy o sytuacji, gdzie umowa już dawno podpisana i na weselu okazuje się, że nie ma gdzie usiąść (biedny pan kamerzysta, który musiał zgodnie z umową, pojawić się o 8 rano u panny młodej), albo co gorsza, nie ma co zjeść. Z części powyższych wypowiedzi zrozumiałam, że strach przed rozmową z osobami kompetentnymi i odpowiedzialnymi za owe niedopatrzenia jest zbyt wielki i najlepiej zepsuć młodym wesele, chamskim traktowaniem gości, durnymi przygrywkami dla kucharek, czy zamawianiem fast foodu. Bo przez myśl nikomu nie przejdzie, że młodzi są tk zestresowani, że najzwyczajniej w świecie nie sprawdzili czy poczęstunek dla orkiestry czy kamerzysty podano. Owszem bywa tak, że młodzi oszczędzają na czym, w sumie powinnam napisać na kim się da i robią z siebie polskich panów Soprano, ale to nie oznacza, że trzeba zniżać się do ich poziomu. Na moim weselu orkiestra i kamerzysta bedą mieli osobny stolik przy scenie i dostaną dwa ciepłe posiłki, zimne zakąski, ciasto i napoje bez ograniczeń. Uzgodniłam to już z lokalem i mam nadzieję, że nikt nie będzie obrażony za to, że dostał mniej niż inni goście. Doskonale rozumiem, że wszystkich nie da się zadowolić w stu procentach, ale po powyższych wypowiedziach widać, kto przychodzi do pracy i chce ją wykonać jak najlepiej, a kto przychodzi się czepiać.
Ponownie się odezwę i sprostuję.
Durne przygrywki dla kucharek? To nie tak! Zrozumcie, proszę jedno, to sympatycznym podejściem zdobywa się zaufanie a nie tzw. głupimi wybrykami, których się później żałuje, prawda? To konkretna dedykacja, podziękowanie, serdeczny ukłon w stronę... pełny artyzm. Więcej wyobraźni (chociaż podoba mi się i na temat bo tak jak na początku pisałem i udalo mi się - podjudziłem i wyszlo szydło z worka kim kto jest!). Po to jesteśmy żeby grać i śpiewać a wszystko jak dobrze zrobione przynosi ze sobą szacunek. Doświadczam tego na własnej skórze i będę zagorzale bronił! Coś za coś!
Urwany z choinki i pijący Red Bull'a ;-).
Pozdrawiam.
Durne przygrywki dla kucharek? To nie tak! Zrozumcie, proszę jedno, to sympatycznym podejściem zdobywa się zaufanie a nie tzw. głupimi wybrykami, których się później żałuje, prawda? To konkretna dedykacja, podziękowanie, serdeczny ukłon w stronę... pełny artyzm. Więcej wyobraźni (chociaż podoba mi się i na temat bo tak jak na początku pisałem i udalo mi się - podjudziłem i wyszlo szydło z worka kim kto jest!). Po to jesteśmy żeby grać i śpiewać a wszystko jak dobrze zrobione przynosi ze sobą szacunek. Doświadczam tego na własnej skórze i będę zagorzale bronił! Coś za coś!
Urwany z choinki i pijący Red Bull'a ;-).
Pozdrawiam.
Nasze przygotowania do ślubu idą pełną parą, ale nie mamy jeszcze orkiestry. Niedawno byłam razem z narzeczonym u zespołu, który dwa lata temu świetnie zagrał u mojej przyjaciółki. Niestety, potem mieliśmy o nich same nieprzyjemne wieści: jedną znajomą parę wystawili do wiatru na miesiąc przed weselem, gdzieś wzięli pieniądze od gości za granie do 5 rano, chociaż w/g umowy mieli grać do tej właśnie godziny, gdzie indziej ciągle robili straszny śmietnik na swoim stoliku, na innym weselu naśmiewali się z tańczących gości, wytykając ich palcami i wyśmiali kogoś zamawiającego "Jesteś szalona", gdzieś okazywali dobitnie swoje oburzenie właśnie za nieco skromniejsze menu przewidziane dla nich... Mieliśmy nadzieję, że to tylko plotki, ale na spotkaniu z panami z zespołu od razu uwierzyliśmy we wszystkie te opowieści. Pokazali nam jako swoje demo, film z wesela, które uznali za beznadziejne, opowiedzieli nam wszystko, co tylko wiedzieli o gościach i młodej parze, opowieść okraszali suto epitetami w stylu "buraki".
Nie chcemy ich na swoim weselu, choćby byli jedyną orkiestrą w Polsce.
Szanowne zespoły!
Skoro bywacie na tym forum, to wiecie, jak ważnym wydarzeniem dla "młodych" i ich rodzin jest wesele! A może zapominacie o tym, skoro to jest dla Was tylko jedna z kilku imprez miesięcznie?
Pamiętajcie, że to od Was w dużej mierze zależy to, czy ten dzień będzie naprawdę udany!
A co do piosenek które "jesteście zmuszeni" grać, to sorry, panie M., ale możemy sobie lubić co innego, ale polskie wesele rządzi się swoimi prawami, i chociaż może nam to się nie podobać, to mamy wybór tylko przy pierwszym tańcu, i poprosić o Sinatrę albo Norah Jones. A potem już "prawy do lewego", bo inaczej wujkowie nie ruszą się od stołów i upiją się z żalu.
Halo!!!
Czy jest tu jakiś zespół, któremu można zaufać? Który umie zagrać "z jajem" polskie i zagraniczne przeboje, nie brzydzi się "komą sawa", ale też potrafi zaśpiewać jak Joe Cocker, rozbawić gości i jeszcze tego poczucia humoru wystarczy dla nich samych? I jeszcze wiedzący, co to znaczy takt i dobre wychowanie?
Nie chcemy ich na swoim weselu, choćby byli jedyną orkiestrą w Polsce.
Szanowne zespoły!
Skoro bywacie na tym forum, to wiecie, jak ważnym wydarzeniem dla "młodych" i ich rodzin jest wesele! A może zapominacie o tym, skoro to jest dla Was tylko jedna z kilku imprez miesięcznie?
Pamiętajcie, że to od Was w dużej mierze zależy to, czy ten dzień będzie naprawdę udany!
A co do piosenek które "jesteście zmuszeni" grać, to sorry, panie M., ale możemy sobie lubić co innego, ale polskie wesele rządzi się swoimi prawami, i chociaż może nam to się nie podobać, to mamy wybór tylko przy pierwszym tańcu, i poprosić o Sinatrę albo Norah Jones. A potem już "prawy do lewego", bo inaczej wujkowie nie ruszą się od stołów i upiją się z żalu.
Halo!!!
Czy jest tu jakiś zespół, któremu można zaufać? Który umie zagrać "z jajem" polskie i zagraniczne przeboje, nie brzydzi się "komą sawa", ale też potrafi zaśpiewać jak Joe Cocker, rozbawić gości i jeszcze tego poczucia humoru wystarczy dla nich samych? I jeszcze wiedzący, co to znaczy takt i dobre wychowanie?