Widok
nie jedyny Rydzyk jest księdzem... Zło jest głośne i jeden zły ksiądz/lekarz/prawnik/ może być znany na całą Polskę i rzutować na opinię o swoich "kolegach po fachu", ale są też inni - tysiące prawdziwych pasjonatów z powołania, o których się nie mówi - bo i po co? Świat karmi się tylko tanią sensacją.
kazimiera masz rację..., ale nie chodzi tu o uogólnianie kościoła..., ja mam na myśli księży tylko i wyłącznie..., nawet jeżeli idę do kościoła to po to aby poczuć się "jakoś inaczej" bo tak własnie się czuję po wyjściu z niego, a księża to swoją drogą... ..., myślałam, że walnę głową w ścianę jak dowiedziałam się , że ksiądz Rydzyk ma już swoją sieć komórkową :)
Popieram Niusie w 100%-dziecko to Dar od Boga i tylko Bog decyduje czy ma sie ono urodzic czy nie.A jesli komus z jakichs powodow dziecko nie bylo dane to moze naprawde warto pomyslec nad adopcja.
A jesli dla co niektorych z Was Kosciol to instytucja to czemu wiekszosc z Was brala sluby koscielne?Przysiegalyscie Bogu czy ksiedzu?Po co zatem chrzcic dzieci?Zeby tesciowa byla zadowolona?
A jesli dla co niektorych z Was Kosciol to instytucja to czemu wiekszosc z Was brala sluby koscielne?Przysiegalyscie Bogu czy ksiedzu?Po co zatem chrzcic dzieci?Zeby tesciowa byla zadowolona?
Ja wiem, że sumienie to obiektywna sprawa. Natomiast nie trzeba być katolikiem czy jakiegokolwiek wyznania by wiedzeć co jest złe a co dobre. Od tego mieliśmy rodziców by nam to wpajali przez x lat. Natomiast decyzje co do mojego życia chcę zostawić sobie.
Rozumiem, dlaczego kościół ma takie a nie inne zdanie. Co nie oznacza, że wszyscy muszą je mieć. Jesteśmy państwem świeckim, i tak się składa, że część Polaków nie uczestniczy w życiu Kościoła. Więc dlaczego ma dostosować się do tego co mówi kler?
Rozumiem, dlaczego kościół ma takie a nie inne zdanie. Co nie oznacza, że wszyscy muszą je mieć. Jesteśmy państwem świeckim, i tak się składa, że część Polaków nie uczestniczy w życiu Kościoła. Więc dlaczego ma dostosować się do tego co mówi kler?
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
Są jednak pewne granice używania rozumu. Człowiek nie tylko dobre rzeczy wymyśla, ale i złe. A tam, gdzie chodzi o życie ludzkie - a raczej o jego "tworzenie" - trzeba być bardzo ostrożnym, bo można się mocno zagalopować. Od in vitro niedaleka droga do modyfikacji kodu genetycznego dziecka (bo skoro możemy stworzyć sobie dziecko idealne - bez chorób, słabości,"braków" - to czemu nie?), czy nawet pozaustrojowego "chowu" płodu (bo nie trzeba być w ciąży, przeżywać porodu) itd.
Jeszcze raz powtórzę - dziecko to DAR od Boga.
Jeszcze raz powtórzę - dziecko to DAR od Boga.
"mnie grad obelg.
Niech sie sypie"
Bez przesady,nie zauważyłam w wątku obelg... i bynajmniej nie zamierzam.
".ale jeśli nie uda nam sięmieć swoich własnych to będziemy chcieli stworzyć dom jakiemuś dzieciątku adoptowanemu."
Twoja decyzja i ją szanuję.Masz wybór - daj również wybór kobiecie,która nie chce adoptowac a chce skorzystac z metody in vitro,która jakby nie było jest wykonywana w naszym kraju.
Uwierz mi,że Twoje zdanie mogłoby się zmienic diametralnie po kilku latach bezkutecznej walki o dziecko.
Czego rzecz jasna nie życzę...
"3 koleżanek, ktore po calej procedurze in vitro/inseminacyjnej zdecydowaly sie na adopcje."
Jednak próbowały wszystkiego a dopiero potem zdecydowały się na adopcję....
Niech sie sypie"
Bez przesady,nie zauważyłam w wątku obelg... i bynajmniej nie zamierzam.
".ale jeśli nie uda nam sięmieć swoich własnych to będziemy chcieli stworzyć dom jakiemuś dzieciątku adoptowanemu."
Twoja decyzja i ją szanuję.Masz wybór - daj również wybór kobiecie,która nie chce adoptowac a chce skorzystac z metody in vitro,która jakby nie było jest wykonywana w naszym kraju.
Uwierz mi,że Twoje zdanie mogłoby się zmienic diametralnie po kilku latach bezkutecznej walki o dziecko.
Czego rzecz jasna nie życzę...
"3 koleżanek, ktore po calej procedurze in vitro/inseminacyjnej zdecydowaly sie na adopcje."
Jednak próbowały wszystkiego a dopiero potem zdecydowały się na adopcję....
Osobiscie jestem przeciwna in vitro i inseminacji-uważam,że dziecko powinno być poczęte z miłościa...teraz posypie si ęna mnie grad obelg.
Niech sie sypie.
Jestem katoliczką - i nei uznaje czegoś takiego jak katolik praktykujacy czy nie. Ten, kto nei praktykuje to po prostu nie katolik.
Wypowiadacie się bardzo mądrze nt. in vitro czy inseminacji...a czy ktoraś z Was poczytała wnikliwie o naprotechnilogii...? Zapewne nie. Bądź słyszała, że dzwonią ale nie do końca wie w którym kościele.
Jestem dobrze po 30, nie mamy dzieci...ale jeśli nie uda nam sięmieć swoich własnych to będziemy chcieli stworzyć dom jakiemuś dzieciątku adoptowanemu.
Betrisko, nie mam skali porownawczej-milość do dziecka bilogicznego czy adoptowanego...ale widzialam łzy szczescia w oczch 3 koleżanek, ktore po calej procedurze in vitro/inseminacyjnej zdecydowaly sie na adopcje. Dziś szczęsliwe są i dzieci i rodzice adopcyjni:)
Haniu, dziekuje za ten tekst-pieknie, mądrze napisałaś:)
Pozdrawiam
Niech sie sypie.
Jestem katoliczką - i nei uznaje czegoś takiego jak katolik praktykujacy czy nie. Ten, kto nei praktykuje to po prostu nie katolik.
Wypowiadacie się bardzo mądrze nt. in vitro czy inseminacji...a czy ktoraś z Was poczytała wnikliwie o naprotechnilogii...? Zapewne nie. Bądź słyszała, że dzwonią ale nie do końca wie w którym kościele.
Jestem dobrze po 30, nie mamy dzieci...ale jeśli nie uda nam sięmieć swoich własnych to będziemy chcieli stworzyć dom jakiemuś dzieciątku adoptowanemu.
Betrisko, nie mam skali porownawczej-milość do dziecka bilogicznego czy adoptowanego...ale widzialam łzy szczescia w oczch 3 koleżanek, ktore po calej procedurze in vitro/inseminacyjnej zdecydowaly sie na adopcje. Dziś szczęsliwe są i dzieci i rodzice adopcyjni:)
Haniu, dziekuje za ten tekst-pieknie, mądrze napisałaś:)
Pozdrawiam
"poddane in vitro bardziej cierpia niz te z zagrozona ciaza .."
Cierpienie - pojęcie względne i każdy inaczej i z innego powodu będzie cierpiał.
Gdy nie mogę zajśc w ciążę to skupiam się na tym problemie i szukam rozwiązania,ratunku i pomocy w tej kwestii ponieważ ciąża czy to spokojna czy zagrożona jest wtedy wciąż w sferze marzeń.
Kobieta niepłodna/bezpłodna na pewno zamieniła by się z taką,która jest w ciąży zagrożonej nawet za cenę leżenia 9 miesięcy w łóżku,co tygodniowych badań brania leków czy zastrzyków.
Niepłodnośc - dochodzi do rozmiarów choroby cywilizacyjnej,jeszcze nie tak dawno nie wiele par się z nią borykało,jeśli już to przyczyna często leżała po stronie kobiety dziś niestety w bardzo wielu przypadkach dotyka również mężczyzn lub obojga jednocześnie a wiadomo,że leczenie mężczyzny jest trudne i często bezskuteczne a właśnie inseminacja czy in vitro to jedyna droga do zajścia w ciążę i posiadania potomstwa.
Dlaczego więc nie leczyc,nie wspomagac się w/w metodami?
Haniu - załóżmy (czego oczywiście nie życzę) dowiadujesz się,że masz nowotwór.Co w tej sytuacji zrobisz? Pomyślisz no trudno Bóg tak chciał więc położę się i umrę... nie, napewno będziesz korzystała z wszelkiego rodzaju leków,zabiegów i metod ratujących życie.
Tak samo kobieta niepłodna wykorzysta wszystko co przyniósł rozwój i medycyna i będzie próbowała.
Porównujecie broń atomową,narkotyki,eutanazję,mordy i gwałty (jako rzeczy,na które Bóg nie ma wpływu a są ogólnie zakazane,nieprzyzwolone) do in vitro ale istnieje pewna jak dla mnie ogromna i zasadnicza różnica - powyższe życie zabijają,in vitro życie daje......
Popełniamy chyba jednak zasadniczy błąd mieszając w to Boga... otóż Kościół to instytucja,kler/księża ludzie tacy jak my,oni mają tylko głosic naukę i życ zgodnie z przykazaniami(czego często nie robią) a za swoje czyny zostaną tak samo osądzeni przed Bogiem jak my ludzie świeccy.
Często jest tak,że zabierający głos w tej sprawie księża czy politycy nie mają bladego pojęcia na czym dokładnie in vitro polega,utarło się hasło - in vitro=zabijanie zarodków.A przecież te zarodki się przechowuje i "zabiera" chcąc zajśc ponownie w ciążę,można je również oddac do adopcji.
"co do adopcji, to nie mowmy, ze nie mamy wplywu na to, kim bedzie dziecko."
Oczywiście,że mamy i to nawet ogromny wpływ.
Wcale nie napisałam,że nie chcę adoptowac ponieważ z takiego dziecka wyrośnie morderca czy psychopata - bzdura kompletna.
Nie chcę adoptowac bo nie chcę wychowywac obcego dziecka,chcę miec swoje własne,poczęte przeze mnie i mojego męża,noszone pod moim sercem i urodzone przeze mnie.Chcę doświadczyc cudu narodzin i miec wpływ na kształtowanie osobowości i wychowanie tego małego człowieka od chwil narodzin.
I proszę nie powtarzaj,że to egoizm i samolubstwo bo z tym się kompletnie nie zgadzam.
Na tym kończę tę dyskusję.
Dobranoc.
Cierpienie - pojęcie względne i każdy inaczej i z innego powodu będzie cierpiał.
Gdy nie mogę zajśc w ciążę to skupiam się na tym problemie i szukam rozwiązania,ratunku i pomocy w tej kwestii ponieważ ciąża czy to spokojna czy zagrożona jest wtedy wciąż w sferze marzeń.
Kobieta niepłodna/bezpłodna na pewno zamieniła by się z taką,która jest w ciąży zagrożonej nawet za cenę leżenia 9 miesięcy w łóżku,co tygodniowych badań brania leków czy zastrzyków.
Niepłodnośc - dochodzi do rozmiarów choroby cywilizacyjnej,jeszcze nie tak dawno nie wiele par się z nią borykało,jeśli już to przyczyna często leżała po stronie kobiety dziś niestety w bardzo wielu przypadkach dotyka również mężczyzn lub obojga jednocześnie a wiadomo,że leczenie mężczyzny jest trudne i często bezskuteczne a właśnie inseminacja czy in vitro to jedyna droga do zajścia w ciążę i posiadania potomstwa.
Dlaczego więc nie leczyc,nie wspomagac się w/w metodami?
Haniu - załóżmy (czego oczywiście nie życzę) dowiadujesz się,że masz nowotwór.Co w tej sytuacji zrobisz? Pomyślisz no trudno Bóg tak chciał więc położę się i umrę... nie, napewno będziesz korzystała z wszelkiego rodzaju leków,zabiegów i metod ratujących życie.
Tak samo kobieta niepłodna wykorzysta wszystko co przyniósł rozwój i medycyna i będzie próbowała.
Porównujecie broń atomową,narkotyki,eutanazję,mordy i gwałty (jako rzeczy,na które Bóg nie ma wpływu a są ogólnie zakazane,nieprzyzwolone) do in vitro ale istnieje pewna jak dla mnie ogromna i zasadnicza różnica - powyższe życie zabijają,in vitro życie daje......
Popełniamy chyba jednak zasadniczy błąd mieszając w to Boga... otóż Kościół to instytucja,kler/księża ludzie tacy jak my,oni mają tylko głosic naukę i życ zgodnie z przykazaniami(czego często nie robią) a za swoje czyny zostaną tak samo osądzeni przed Bogiem jak my ludzie świeccy.
Często jest tak,że zabierający głos w tej sprawie księża czy politycy nie mają bladego pojęcia na czym dokładnie in vitro polega,utarło się hasło - in vitro=zabijanie zarodków.A przecież te zarodki się przechowuje i "zabiera" chcąc zajśc ponownie w ciążę,można je również oddac do adopcji.
"co do adopcji, to nie mowmy, ze nie mamy wplywu na to, kim bedzie dziecko."
Oczywiście,że mamy i to nawet ogromny wpływ.
Wcale nie napisałam,że nie chcę adoptowac ponieważ z takiego dziecka wyrośnie morderca czy psychopata - bzdura kompletna.
Nie chcę adoptowac bo nie chcę wychowywac obcego dziecka,chcę miec swoje własne,poczęte przeze mnie i mojego męża,noszone pod moim sercem i urodzone przeze mnie.Chcę doświadczyc cudu narodzin i miec wpływ na kształtowanie osobowości i wychowanie tego małego człowieka od chwil narodzin.
I proszę nie powtarzaj,że to egoizm i samolubstwo bo z tym się kompletnie nie zgadzam.
Na tym kończę tę dyskusję.
Dobranoc.
a ciekawe co by kosciol powiedzial na taka teorie:
ja jako oosba wierzaca wierze,ze Bóg tak pokierował medycyną i naukowcami,ze wymyslono invitro po to,aby ludzie ktorzy nie moga miec wlasnych dzieci-mogli je posiadac i byc szczesliwi.
Ciekawe czy Bóg ma oby napewno takie samo podejscie do tematu jak kler :P...
ja jako oosba wierzaca wierze,ze Bóg tak pokierował medycyną i naukowcami,ze wymyslono invitro po to,aby ludzie ktorzy nie moga miec wlasnych dzieci-mogli je posiadac i byc szczesliwi.
Ciekawe czy Bóg ma oby napewno takie samo podejscie do tematu jak kler :P...
asiula i stokrotka ... mozecie miec inne zdanie od mojego i okey ... ale pod zadnym wzgledem nie zgodze sie, ze kobiety poddane in vitro bardziej cierpia niz te z zagrozona ciaza ... po invitro mozna miec ciaze niezagrozona (tak czy siak dostaje sie progesteron przez pierwszy trymestr ciazy). wierzcie mi, ze jednorazowe "niemile" przezycie transferu zarodka jest niepowatrzalne z dlugotrwalym, prawie 9-miesiecznym strachem w zagrozonej ciazy!!!
nie wnikam, czy ktoras z was to przechodzila, ale wierzcie mi, dlugotrwaly strach jest duzo bardziej trudny niz jednorazowy!!! ciagle lezenie plackiem, wstawanie tylko do wc, niemoznosc siedzenia czy chodzenia, kazdorazowe sprawdzanie papieru toaletowego przy wizycie w toalecie, dodatkowe badania, kontrole co 2 tygodnie czy szyjka jeszcze wytrzyma, powracanie do szpitala, posladki opuchniete od strzykawek, zoladek podrazniony od setek tabletek... nie wiem co wymaga od nas wiekszego poswiecenia ... jednorazowy zabieg czy ciagla, permanetna walka i permanenty strach ...
jest to najcudowniejsze poswiecenie i choc pelne bolu i strachu, to za cos takiego mozna dziekowac rodzicom ... a nie za sposob poczecia ...
co do adopcji, to nie mowmy, ze nie mamy wplywu na to, kim bedzie dziecko. Owszem, czesc naszego zachowania dyktuja geny, czesc przezycia w zyciu plodowym, ale spora czesc dyktuja warunki srodowiskowe - czyli my. Nie generalizujmy, ze dzieci z domow dziecka zawsze beda patologiczne, bo zwiekszone ryzyko patologii nie jest rownoznaczne z tym, ze tak bedzie.
A skad wiecie, ze wasze dziecko nie bedzie mialo sklonnosci do psychopatii? schizofrenii? mordowania? Genetyka udowodnila, ze jesli w obu rodzinach wystepowal UTAJONY gen i akyrat oboje go macie, to u waszego dziecka moze sie on UAKTYWNIC. Tak vczesto bywa tez z wadami genetycznymi, ze choc w obu rodzinach nie bylo jakies wady, to nagle u waszego dziecka ona moze byc - wlasnie dlatego, ze dwa utajone geny sie spotkaly.... Takze nigdy niczego nie mozecie byc pewni. I potencjalnie jest na swiecie sporo osob z roznymi tendencjami...ale...o dziwo nigdy moga nie ujawnic, bo wplyw na nas ma takze nasze WYCHOWANIE. Polecam tu ksiazki z zakresu socjologii i psychologii klinicznej - ciekawe, bo sama studiowalam.
Aha... nie wiem czemu obie dziewczyny przyrownujecie mnie do ojca Rydzyka, skoro ja sama uwazam go za zlo wcielone. To ze mam INNE zdanie od was - ktorego bronie TAK SAMO zaciekle jak WY SWOJEGO - nie oznacza, ze jestem nim. A z drugiej strony ... skoro wy tak bardzo jestescie przekonane o slusznosci swojego zdania i tak w nie zaslepione - to moze WY jestescie ojciem Rydzykiem? w koncu jego cecha charakterystyczna jest wszechwiedza....
takze prosze nie obrazajmy sie na siebie za to samo - kazdy moze wyrazac swoje zdanie i przytaczac swoje argumenty. a to, ze obie strony robia to zarliwie, to chyba naturalne przy takim temacie.
nie wnikam, czy ktoras z was to przechodzila, ale wierzcie mi, dlugotrwaly strach jest duzo bardziej trudny niz jednorazowy!!! ciagle lezenie plackiem, wstawanie tylko do wc, niemoznosc siedzenia czy chodzenia, kazdorazowe sprawdzanie papieru toaletowego przy wizycie w toalecie, dodatkowe badania, kontrole co 2 tygodnie czy szyjka jeszcze wytrzyma, powracanie do szpitala, posladki opuchniete od strzykawek, zoladek podrazniony od setek tabletek... nie wiem co wymaga od nas wiekszego poswiecenia ... jednorazowy zabieg czy ciagla, permanetna walka i permanenty strach ...
jest to najcudowniejsze poswiecenie i choc pelne bolu i strachu, to za cos takiego mozna dziekowac rodzicom ... a nie za sposob poczecia ...
co do adopcji, to nie mowmy, ze nie mamy wplywu na to, kim bedzie dziecko. Owszem, czesc naszego zachowania dyktuja geny, czesc przezycia w zyciu plodowym, ale spora czesc dyktuja warunki srodowiskowe - czyli my. Nie generalizujmy, ze dzieci z domow dziecka zawsze beda patologiczne, bo zwiekszone ryzyko patologii nie jest rownoznaczne z tym, ze tak bedzie.
A skad wiecie, ze wasze dziecko nie bedzie mialo sklonnosci do psychopatii? schizofrenii? mordowania? Genetyka udowodnila, ze jesli w obu rodzinach wystepowal UTAJONY gen i akyrat oboje go macie, to u waszego dziecka moze sie on UAKTYWNIC. Tak vczesto bywa tez z wadami genetycznymi, ze choc w obu rodzinach nie bylo jakies wady, to nagle u waszego dziecka ona moze byc - wlasnie dlatego, ze dwa utajone geny sie spotkaly.... Takze nigdy niczego nie mozecie byc pewni. I potencjalnie jest na swiecie sporo osob z roznymi tendencjami...ale...o dziwo nigdy moga nie ujawnic, bo wplyw na nas ma takze nasze WYCHOWANIE. Polecam tu ksiazki z zakresu socjologii i psychologii klinicznej - ciekawe, bo sama studiowalam.
Aha... nie wiem czemu obie dziewczyny przyrownujecie mnie do ojca Rydzyka, skoro ja sama uwazam go za zlo wcielone. To ze mam INNE zdanie od was - ktorego bronie TAK SAMO zaciekle jak WY SWOJEGO - nie oznacza, ze jestem nim. A z drugiej strony ... skoro wy tak bardzo jestescie przekonane o slusznosci swojego zdania i tak w nie zaslepione - to moze WY jestescie ojciem Rydzykiem? w koncu jego cecha charakterystyczna jest wszechwiedza....
takze prosze nie obrazajmy sie na siebie za to samo - kazdy moze wyrazac swoje zdanie i przytaczac swoje argumenty. a to, ze obie strony robia to zarliwie, to chyba naturalne przy takim temacie.
Długo zastanawiałam się, czy napisać tutaj to, o czym myślę od początku powstania tego wątku, przez wzgląd na to, żeby nie zostało to odebrane jako próba oskarżania kogokolwiek i żeby nikt nie poczuł się zaatakowany.
Trudno rozmawiać o in vitro, kiedy nie ma się problemów takiej natury. Sama nie miałam problemu z zajściem w ciążę i nie potrafię powiedzieć, co by było gdyby... Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie w przypadku, kiedy nie mogłabym mieć własnych dzieci i dlatego daleka jestem od oceniania, co jest dobre a co złe w tej kwestii.
Nasuwa mi się tylko jedna myśl, ale proszę, nie odbierajcie tego jako jakikolwiek atak. Wiele z Was pisze, że to, czy ktoś chce in vitro czy też nie powinno być jego (i jego sumienia) indywidualną sprawą, że powinien mieć prawo do decydowania o tym, jak należy w tej sytuacji postąpić i zrobić to w zgodzie z samym / samą sobą.
Po co nam w takim razie jakiekolwiek prawo? Może wyjdźmy wszyscy z założenia, że będziemy postępować w zgodzie ze swoim sumieniem - niech ci, którzy chcą mordować robią to (bo tak im podpowiada sumienie), ci, którzy chcą gwałcić - niech gwałcą, pijaństwo niech będzie dopuszczone dla tych, których sumienie nie ma nic przeciwko, narkotyki, eutanazja, in vitro... długo można by wymieniać.
Poprawcie mnie, jeśli się mylę, bo to było tylko takie moje pierwsze skojarzenie, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak rozstrzygnąć tę kwestię? Jak nie stworzyć precedensu dla innych czynów "zgodnych z sumieniem"? Może źle rozumuję?
Trudno rozmawiać o in vitro, kiedy nie ma się problemów takiej natury. Sama nie miałam problemu z zajściem w ciążę i nie potrafię powiedzieć, co by było gdyby... Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie w przypadku, kiedy nie mogłabym mieć własnych dzieci i dlatego daleka jestem od oceniania, co jest dobre a co złe w tej kwestii.
Nasuwa mi się tylko jedna myśl, ale proszę, nie odbierajcie tego jako jakikolwiek atak. Wiele z Was pisze, że to, czy ktoś chce in vitro czy też nie powinno być jego (i jego sumienia) indywidualną sprawą, że powinien mieć prawo do decydowania o tym, jak należy w tej sytuacji postąpić i zrobić to w zgodzie z samym / samą sobą.
Po co nam w takim razie jakiekolwiek prawo? Może wyjdźmy wszyscy z założenia, że będziemy postępować w zgodzie ze swoim sumieniem - niech ci, którzy chcą mordować robią to (bo tak im podpowiada sumienie), ci, którzy chcą gwałcić - niech gwałcą, pijaństwo niech będzie dopuszczone dla tych, których sumienie nie ma nic przeciwko, narkotyki, eutanazja, in vitro... długo można by wymieniać.
Poprawcie mnie, jeśli się mylę, bo to było tylko takie moje pierwsze skojarzenie, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak rozstrzygnąć tę kwestię? Jak nie stworzyć precedensu dla innych czynów "zgodnych z sumieniem"? Może źle rozumuję?
a nikt nie pomyślał,że te zarodki i tak by umarły a tak część z nich ma szansę być, dla mnie to jest tak samo jak w organiźnmie człowieka tylko poza nim, Tak to by te osoby się nie urodziły w ogóle. Życie jest cudem i dlaczego pozbawiać kobiety, które chcą tego. Adpotowane to nie to samo. Można pokochać dziecko adoptowane ale zupełnie inna jest więź z dzieckiem, które stanowi naprawdę część nas samych.