Widok
no więc jednak źle mnie zacytowałaś. napisałam, że nie wiem, czy kiedykolwiek bym się zdecydowała na in vitro. i że na dzień dzisiejszy raczej nie.
na dzień dzisiejszy - właśnie dlatego, że uważam, że nigdy nie należy mówić nigdy.
a już w ogóle nie powinno się mówić ze 100% przekonaniem, co by się zrobiło na miejscu innych, nie wiedząc o tym co czują. dlatego pisałam tylko i wyłącznie w swoim imieniu i tylko i wyłącznie o moich uczuciach w chwili obecnej.
więc zacytowałaś mnie mimo wszystko w sposób niewłaściwy. to tak dla porządku :)
i dziękuję za życzenia :)
na dzień dzisiejszy - właśnie dlatego, że uważam, że nigdy nie należy mówić nigdy.
a już w ogóle nie powinno się mówić ze 100% przekonaniem, co by się zrobiło na miejscu innych, nie wiedząc o tym co czują. dlatego pisałam tylko i wyłącznie w swoim imieniu i tylko i wyłącznie o moich uczuciach w chwili obecnej.
więc zacytowałaś mnie mimo wszystko w sposób niewłaściwy. to tak dla porządku :)
i dziękuję za życzenia :)
Jadwisia-Ty tez czytaj uwaznie co ja pisze:)
Zrozumialam i zacytowalam Ciebie,ze RACZEJ nie zdecydowalabys sie na invitro.Nie skrytykowałam Cię tylko chodzilo mi o to,ze czlowiek raczej nie wie jak zachowałby sie w danej sytuacji,bo najpierw trzeba w niej byc.
Co do dzieci....
Wybacz,bylam pewna,ze masz dziecko.Moze dlatego,ze jestes na forum juz długo i tak mi sie skojarzyło jedno z drugim.
Zyczę zatem,aby sie udało:)
Zrozumialam i zacytowalam Ciebie,ze RACZEJ nie zdecydowalabys sie na invitro.Nie skrytykowałam Cię tylko chodzilo mi o to,ze czlowiek raczej nie wie jak zachowałby sie w danej sytuacji,bo najpierw trzeba w niej byc.
Co do dzieci....
Wybacz,bylam pewna,ze masz dziecko.Moze dlatego,ze jestes na forum juz długo i tak mi sie skojarzyło jedno z drugim.
Zyczę zatem,aby sie udało:)
a co do poczęcia z miłości to również nie rozumiem argumentu - a ile więcej miłości jest w seksie "na czas", w danym terminie i o danej porze, bo teraz jest owulacja.
niewiele więcej niż w zapłodnieniu pozaustrojowym.
jeśli ludzie decydują się na dziecko z miłości, to nie sam akt seksualny jest jej wyrazem.
niewiele więcej niż w zapłodnieniu pozaustrojowym.
jeśli ludzie decydują się na dziecko z miłości, to nie sam akt seksualny jest jej wyrazem.
Justi!
po pierwsze nie mam dziecka, tylko staram się o nie bezskutecznie już drugi rok.
po drugie nie napisałam, że nigdy bym się na to nie zdecydowała, tylko że na dzień dzisiejszy jestem na nie - JA OSOBIŚCIE, a nie, że jestem przeciwna in vitro. NIE JESTEM przeciwna in vitro, chyba to jasno wynika z mojego postu.
starałam się spojrzeć na temat z różnych stron i rozważyć różne aspekty sprawy.
czytaj uważnie, zanim skrytykujesz.
po pierwsze nie mam dziecka, tylko staram się o nie bezskutecznie już drugi rok.
po drugie nie napisałam, że nigdy bym się na to nie zdecydowała, tylko że na dzień dzisiejszy jestem na nie - JA OSOBIŚCIE, a nie, że jestem przeciwna in vitro. NIE JESTEM przeciwna in vitro, chyba to jasno wynika z mojego postu.
starałam się spojrzeć na temat z różnych stron i rozważyć różne aspekty sprawy.
czytaj uważnie, zanim skrytykujesz.
englein to mze jeszcze oboje z partnerow musza miec orgazm to wtdy dziecko w 100% jest poczete z milosci???
no tak bo przez in vitro to juz nie z milosci a z zachcianki i z checi porobienia sobie setek badan. co za chore myslenie!
my nie planujemy dzieci ale potrawie postawic sie na miejscu par ktore bardzo jego pragna.
no tak bo przez in vitro to juz nie z milosci a z zachcianki i z checi porobienia sobie setek badan. co za chore myslenie!
my nie planujemy dzieci ale potrawie postawic sie na miejscu par ktore bardzo jego pragna.
Znam wielu takich pseudo katolików, którzy są co niedziela w kościele i przed ludźmi udają świętych a w rzeczywistości z katolikami nie mają nic wspólnego. W jednym takim domu wiem, że podczas niedzielnego obiadu występuje coś takiego jak obrabianie du...y wszystkim którzy się nawiną, czy tak zachowują się katolicy?
Justi, bardzo dobrze to ujęłaś.
Ja nie mam dzieci i nie wiem czy będę kiedyś miała.
Czasem czytam tu na forum o problemach kobiet, które nie mogą zajść w ciążę, o tym jak się czują. Czasem in vitro to dla nich ostatnia szansa. Dlaczego nie mają mieć możliwości z niej skorzystać. W końcu bez powodu Bóg in vitro nie wymyślił.
Księża tak bardzo martwią się o zarodki, może niech lepiej pomyślą o dzieciach, które już są na świecie.
Ja nie mam dzieci i nie wiem czy będę kiedyś miała.
Czasem czytam tu na forum o problemach kobiet, które nie mogą zajść w ciążę, o tym jak się czują. Czasem in vitro to dla nich ostatnia szansa. Dlaczego nie mają mieć możliwości z niej skorzystać. W końcu bez powodu Bóg in vitro nie wymyślił.
Księża tak bardzo martwią się o zarodki, może niech lepiej pomyślą o dzieciach, które już są na świecie.
A ja Wam powiem tak:
Gdyby katolicy ufali swojemu Bogu to by przyjęli,ze to On dał ludziom in vitro,by uszczesliwic tych,ktorzy dzieci nie moga miec poprze akt seksualny.
Niech sie lepiej zajmą sprawami typu: molestowanie maloletnich przez ksiezy albo posiadanie przez ksiezy kobiet(o zgrozo tego jest cale multum!)
Gdyby katolicy ufali swojemu Bogu to by przyjęli,ze to On dał ludziom in vitro,by uszczesliwic tych,ktorzy dzieci nie moga miec poprze akt seksualny.
Niech sie lepiej zajmą sprawami typu: molestowanie maloletnich przez ksiezy albo posiadanie przez ksiezy kobiet(o zgrozo tego jest cale multum!)
Jadwisia-piszesz,ze nigdy raczej bys sie nie zdecydowala na in vitro.
A skad wiesz ze nie?
Nigdy sie tego nie dowiesz,bo masz juz dziecko i nigdy nie bedziesz miala bladego pojecia jak to jest nie móc go miec a bardzo chcieć.
Dlatego cisnienie mi sie podnosi(delikatnie mowiac) jak ludzie twierdzą,ze nie zrobiliby tak czy tak....,nie zdecydowaliby sie lub zdecydowaliby sie na to czy na tamto....
Najpierw to trzeba by bylo byc w sytuacji o ktorej mowa.inaczej nie mamy prawa oceniac ani wiedziec co bysmy zrobili a czego nie zrobili.Poprostu inaczej sie nie da.
A skad wiesz ze nie?
Nigdy sie tego nie dowiesz,bo masz juz dziecko i nigdy nie bedziesz miala bladego pojecia jak to jest nie móc go miec a bardzo chcieć.
Dlatego cisnienie mi sie podnosi(delikatnie mowiac) jak ludzie twierdzą,ze nie zrobiliby tak czy tak....,nie zdecydowaliby sie lub zdecydowaliby sie na to czy na tamto....
Najpierw to trzeba by bylo byc w sytuacji o ktorej mowa.inaczej nie mamy prawa oceniac ani wiedziec co bysmy zrobili a czego nie zrobili.Poprostu inaczej sie nie da.
englein napisala:
"Osobiscie jestem przeciwna in vitro i inseminacji-uważam,że dziecko powinno być poczęte z miłościa...teraz posypie si ęna mnie grad obelg."
No jesli uwazasz,ze miłośc objawia sie tylko w akcie seksualnym to "gratuluje...." :/
Podejrzewam,iz ludzie,ktorzy nie moga normalnie począć dziecka maja w sobie o wiele wiecej miłości niz ci,dla ktorych tylko akt seksualny jest argumentem,ze ludzie sie kochają.
Jestes przykladem typowego myslenia"moherowego"...
A wiesz kim dla mnie jest katolik?
-To ktos kto potrafi postawic sie w sytuacji innego czlowieka,ale to jest wielka sztuka.Niestety zagorzali praktykujący katolicy jej nie potrafią.Najłatwiej jest oceniac,"zbluzgać"...itd
A wiesz czym najbardziej charakeryzuja sie zagorzale praktykujacy katolicy w Polsce?
Ano tym,ze w kosciele udają wrecz świetych,a gdy z niego wydą,to najchetniej" nóz by drugiemu w plecy wbili!"
Oczywiscie nie mam na mysli tu personalnie Twojej osoby,ale niestety tak wlasnie zachowuje sie ogólnie mowiac polski wielce praktykujacy katolik.
Na wymioty mi sie zbiera jak to widze i slysze...
Hipokryci...
Wiara katolicka nie polega głównie na bieganiu do kościoła,a to potrafią najlepiej.Nic wiecej.
"Osobiscie jestem przeciwna in vitro i inseminacji-uważam,że dziecko powinno być poczęte z miłościa...teraz posypie si ęna mnie grad obelg."
No jesli uwazasz,ze miłośc objawia sie tylko w akcie seksualnym to "gratuluje...." :/
Podejrzewam,iz ludzie,ktorzy nie moga normalnie począć dziecka maja w sobie o wiele wiecej miłości niz ci,dla ktorych tylko akt seksualny jest argumentem,ze ludzie sie kochają.
Jestes przykladem typowego myslenia"moherowego"...
A wiesz kim dla mnie jest katolik?
-To ktos kto potrafi postawic sie w sytuacji innego czlowieka,ale to jest wielka sztuka.Niestety zagorzali praktykujący katolicy jej nie potrafią.Najłatwiej jest oceniac,"zbluzgać"...itd
A wiesz czym najbardziej charakeryzuja sie zagorzale praktykujacy katolicy w Polsce?
Ano tym,ze w kosciele udają wrecz świetych,a gdy z niego wydą,to najchetniej" nóz by drugiemu w plecy wbili!"
Oczywiscie nie mam na mysli tu personalnie Twojej osoby,ale niestety tak wlasnie zachowuje sie ogólnie mowiac polski wielce praktykujacy katolik.
Na wymioty mi sie zbiera jak to widze i slysze...
Hipokryci...
Wiara katolicka nie polega głównie na bieganiu do kościoła,a to potrafią najlepiej.Nic wiecej.
ja jestem osobą wierzącą i praktykującą, ale również samodzielnie myślącą.
co do in vitro, to osobiście mam bardzo mieszane uczucia. nie wiem, czy bym się na taki zabieg kiedykolwiek zdecydowała. na dzień dzisiejszy raczej nie.
rozumiem stanowisko Kościoła co do obaw odnośnie niszczenia zarodków i się z nim zgadzam. rozumiem obawy, o których pisała Nusia i również zgadzam się z nimi.
sądzę też, że człowiekowi potrzeba trochę pokory wobec świata, bo inaczej zapędzimy się zbyt daleko.
natomiast nie rozumiem, co jest złego akurat w samym zapłodnieniu pozaustrojowym (nie mówiąc już o inseminacji).
jest to zwykła lekarska, naukowa metoda, pomagająca nie w spełnianiu zachcianek, ale w chorobie, bo tak można nazwać niepłodność. i to chorobie zataczającej coraz szersze kręgi.
i naprawdę, mimo najszczerszych chęci, nie potrafię zrozumieć, co w tym jest złego. patrząc na to w sposób taki, że złe jest dlatego, bo to Bóg ma decydować o ciąży bądź nie, jesteśmy tylko o krok od stwierdzenia, że to Bóg ma decydować o zdrowiu bądź nie - a zatem wszelkie leczenie byłoby złem, przeszczepy etc.
jeśli środowisko, w którym żyjemy - i ten cały postęp - wpłynęło w taki a nie inny sposób na naszą płodność, to równolegle do tego znaleźliśmy pewne sposoby, aby sobie z tym radzić - również poprzez ten postęp. jest to pewien naturalny mechanizm w świecie...
i o ile rozumiem stanowisko Kościoła jego walkę o nie niszczenie zarodków - bo to podobna sprawa jak w przypadku aborcji - o tyle samą walkę przeciwko in vitro i - niestety - usiłowanie narzucenia swojego zdania na ten temat uważam za nie na miejscu w państwie, w którym żyją ludzie o różnych przekonaniach...
jeśli jest to złe wg etyki Kościoła- to niech to pozostanie w sumieniu jego wiernych - bo nie widzę w tym zła ogólnego, w wymiarze etycznym i ponadreligijnym. moim zdaniem jest to trochę podobna sytuacja jak w przypadku środków antykoncepcyjnych.
ale to tylko moje zdanie. i kto wie, być może czegoś po prostu nie rozumiem.
i jeszcze jedno - Haniu - życzę Ci z całego serca szczęśliwego przebiegu ciąży - ale nie licytuj się, co jest trudniejsze i cięższe. decyzja o in vitro poprzedzona jest najczęściej latami starań, rozczarowań i cierpień, i nawet jeśli ostatecznie to "tylko zabieg", to jest on tylko kulminacją serii wcześniejszych wydarzeń.
co do in vitro, to osobiście mam bardzo mieszane uczucia. nie wiem, czy bym się na taki zabieg kiedykolwiek zdecydowała. na dzień dzisiejszy raczej nie.
rozumiem stanowisko Kościoła co do obaw odnośnie niszczenia zarodków i się z nim zgadzam. rozumiem obawy, o których pisała Nusia i również zgadzam się z nimi.
sądzę też, że człowiekowi potrzeba trochę pokory wobec świata, bo inaczej zapędzimy się zbyt daleko.
natomiast nie rozumiem, co jest złego akurat w samym zapłodnieniu pozaustrojowym (nie mówiąc już o inseminacji).
jest to zwykła lekarska, naukowa metoda, pomagająca nie w spełnianiu zachcianek, ale w chorobie, bo tak można nazwać niepłodność. i to chorobie zataczającej coraz szersze kręgi.
i naprawdę, mimo najszczerszych chęci, nie potrafię zrozumieć, co w tym jest złego. patrząc na to w sposób taki, że złe jest dlatego, bo to Bóg ma decydować o ciąży bądź nie, jesteśmy tylko o krok od stwierdzenia, że to Bóg ma decydować o zdrowiu bądź nie - a zatem wszelkie leczenie byłoby złem, przeszczepy etc.
jeśli środowisko, w którym żyjemy - i ten cały postęp - wpłynęło w taki a nie inny sposób na naszą płodność, to równolegle do tego znaleźliśmy pewne sposoby, aby sobie z tym radzić - również poprzez ten postęp. jest to pewien naturalny mechanizm w świecie...
i o ile rozumiem stanowisko Kościoła jego walkę o nie niszczenie zarodków - bo to podobna sprawa jak w przypadku aborcji - o tyle samą walkę przeciwko in vitro i - niestety - usiłowanie narzucenia swojego zdania na ten temat uważam za nie na miejscu w państwie, w którym żyją ludzie o różnych przekonaniach...
jeśli jest to złe wg etyki Kościoła- to niech to pozostanie w sumieniu jego wiernych - bo nie widzę w tym zła ogólnego, w wymiarze etycznym i ponadreligijnym. moim zdaniem jest to trochę podobna sytuacja jak w przypadku środków antykoncepcyjnych.
ale to tylko moje zdanie. i kto wie, być może czegoś po prostu nie rozumiem.
i jeszcze jedno - Haniu - życzę Ci z całego serca szczęśliwego przebiegu ciąży - ale nie licytuj się, co jest trudniejsze i cięższe. decyzja o in vitro poprzedzona jest najczęściej latami starań, rozczarowań i cierpień, i nawet jeśli ostatecznie to "tylko zabieg", to jest on tylko kulminacją serii wcześniejszych wydarzeń.
A propos moich kolezanek,ktore adoptowaly dzieci - tak, rpzeszly droge z in vitro i inseminacja...ale dzis zaluja. Dwie z nich podeszly do 2 prob i powiedzialy pas.
Medullah...a czemu z przekąsem takie stwierdzenie?
Ja zwolennikow nie atakowalam.
Szanujmy sie nawzajem...chociaż Ty masz na pewno inne zdanie:)
Medullah...a czemu z przekąsem takie stwierdzenie?
Ja zwolennikow nie atakowalam.
Szanujmy sie nawzajem...chociaż Ty masz na pewno inne zdanie:)
Ale nie każdy chce należeć do jakiegokolwiek Kościoła. Chcę żyć w świeckim kraju, i mieć swobodę. Dla mnie Kościół to instytucja tylko i wyłącznie. Więc dlaczego ksiądz ma mieć prawo by ingerować w świecką politykę państwa?
Ja szanuję decyzję wierzących. I nie krytykuję ich wyboru. Nie zdecydują się na in vitro w potrzebie. Ok.
Natomiast ja chcę mieć wybór. Mi ksiądz do życia nie jest potrzebny. A rozliczę się wyłącznie przed Bogiem.
Ponadto uważam, że osoba która przez całe życie stosowała się do 10 przykazań Bożych, ale tylko ten jeden raz przekroczyła granicę i zastosowała metodę invitro będzie miała mniej na sumieniu, niż ksiądz pedofil, czy cudzołożnik. Bo niestety ale w większości parafii znajdziemy teraz piękne ciasteczka, co na mieście koloratką się nie szczycą.
Ja szanuję decyzję wierzących. I nie krytykuję ich wyboru. Nie zdecydują się na in vitro w potrzebie. Ok.
Natomiast ja chcę mieć wybór. Mi ksiądz do życia nie jest potrzebny. A rozliczę się wyłącznie przed Bogiem.
Ponadto uważam, że osoba która przez całe życie stosowała się do 10 przykazań Bożych, ale tylko ten jeden raz przekroczyła granicę i zastosowała metodę invitro będzie miała mniej na sumieniu, niż ksiądz pedofil, czy cudzołożnik. Bo niestety ale w większości parafii znajdziemy teraz piękne ciasteczka, co na mieście koloratką się nie szczycą.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
a ja się cieszę, że mamy rozdzielność państwa i Kościoła, bo i tak wiele osób uważa, że Kościół za dużo "każe" i się wtrąca. Najlepszym wyjściem byłoby zabronić Kościołowi istnieć na ziemiach polskich - wtedy by dopiero był płacz i pełne kościoły ;) (jak to było np za komuny - z resztą wiadomo - jak trwoga to do Boga - może mamy za dobrze?)




