Widok
No to tydzień meksykański zakończony. Zakończony z przytupem, bo grande nachos z ostrą salsą, guacamole i zimnym piwem w kuflu od C'ego.
Tak to wyglądało:
http://images70.fotosik.pl/1163/bbadb79ec0ec600b.jpg
Tak to wyglądało:
http://images70.fotosik.pl/1163/bbadb79ec0ec600b.jpg
Blefegor to już rzadko po obwodowej jeździ, ale się jeszcze zdarza. Ale kieby co pociągi są, na stację wyjadę, nie trzeba dygać z buta w ostępy :-))
Laski, z tą grubością to macie pokirane w cabanach. Przy takich okazjach przypomina mi się wnuczka kumpla, która w wieku 5 lat napinała swoje kurze ciałko tyłem do lustra i mówiła: "ale ja mam grube plecy". Ja wiem, że samica na polowaniu musi utrzymywać kondycję, bo z polowania nici. Ale i tak mnie to rozbawia :-)
A i przypomniałem sobie taka maksymę: każdy facet myśli, że kobieta marzy o księciu, to bzdura, one marzą o tym jak się nażreć i nie przytyć :-))))
Laski, z tą grubością to macie pokirane w cabanach. Przy takich okazjach przypomina mi się wnuczka kumpla, która w wieku 5 lat napinała swoje kurze ciałko tyłem do lustra i mówiła: "ale ja mam grube plecy". Ja wiem, że samica na polowaniu musi utrzymywać kondycję, bo z polowania nici. Ale i tak mnie to rozbawia :-)
A i przypomniałem sobie taka maksymę: każdy facet myśli, że kobieta marzy o księciu, to bzdura, one marzą o tym jak się nażreć i nie przytyć :-))))
Narobiłem cały gar salsy z pieczonych pomidorów, papryki, cebuli, czosnku i naga jolokii. Obżeram to jak wieśniak łyżką. Będzie chyba meksykański tydzień. Zupy z fasoli, tortille z przeróżnym nadzieniem, meksykańskie piwo mojej produkcji, faszerowane papryki, ryż z krewetkami a'la Veracruz, parę lufek teqili, i mezcalu (bo niektóre rzeczy trzeba marynować), może nawet kurczak w sosie mole poblano? No i dziś wieczorem grande nachos wsuwane paluchami, z ostrą salsą i guacamole. Takie tam proste leśno-chłopskie żarcie. De nada.