Widok
Myszy i królików w okolicy nie widywałem a ryjówki dostępu nie będą miały.
Znając ekspansywność topinamburu, wysadziłem go na kawałku 2x5m, z dwóch stron już odciętym papą/gumolitem na ok. 60 cm wgłąb. W wolnej chwili odetnę pozostałe dwa boki. Nie chcę, żeby mi się rozlazł po działce.
Maliny i jeżyny też tak odcinam.
Na rdestowca by to nie pomogło, bo potrafi mieć kłącza nawet kilka metrów pod ziemią. Zwalczałem go glifosatem w "moim" przydomowym ogródku piwnym. To w zasadzie jedyna metoda, poza koparką (w niektórych krajach jest wymóg zdejmowania stanowisk rdestowca do 3m wgłąb;). Trwało to 3 lata i w końcu wygrałem :D
Znając ekspansywność topinamburu, wysadziłem go na kawałku 2x5m, z dwóch stron już odciętym papą/gumolitem na ok. 60 cm wgłąb. W wolnej chwili odetnę pozostałe dwa boki. Nie chcę, żeby mi się rozlazł po działce.
Maliny i jeżyny też tak odcinam.
Na rdestowca by to nie pomogło, bo potrafi mieć kłącza nawet kilka metrów pod ziemią. Zwalczałem go glifosatem w "moim" przydomowym ogródku piwnym. To w zasadzie jedyna metoda, poza koparką (w niektórych krajach jest wymóg zdejmowania stanowisk rdestowca do 3m wgłąb;). Trwało to 3 lata i w końcu wygrałem :D
> znam się raczej na ziołach i roślinach jadalnych
Się muszę pochwalić, że ostatnimi czasy mocno się doedukowałem.
Rdestowca ostrokończystego, którego w okolicy mam w pip, z całą pewnością na działce sobie nie zafunduję ;]
Ale robię sobie z niego herbatkę. Z liści, bo wiosna wybuchła tak gwałtownie, ze nie zdążyłem nakopać kłączy.
Za to zadomowiłem sobie topinambur. Większość działkowych sąsiadów, pytając się, co tak ładnie mi rośnie, robi wielkie oczy: a co to jest? :D
Się muszę pochwalić, że ostatnimi czasy mocno się doedukowałem.
Rdestowca ostrokończystego, którego w okolicy mam w pip, z całą pewnością na działce sobie nie zafunduję ;]
Ale robię sobie z niego herbatkę. Z liści, bo wiosna wybuchła tak gwałtownie, ze nie zdążyłem nakopać kłączy.
Za to zadomowiłem sobie topinambur. Większość działkowych sąsiadów, pytając się, co tak ładnie mi rośnie, robi wielkie oczy: a co to jest? :D
No właśnie z myślą o nalewce jeszcze je trzymam.
Ale wyschło mi źródełko na spiryt a nie skalam się sklepowym ;D
Jednak jest nadzieja. Koleżanka, wywodząca się z terenów wschodnio-przygranicznych, obiecała mi przy najbliższej bytności w rodzinnych stronach.
Miałem przyjemność zamoczyć dzioba w sobotę (więcej nie mogłem, bo za kierowcę robiłem) w cytrynówce opartej na bazie "jej rodzinnego" samogonu, miodu i sycylijskich cytryn. To było wprost genialne. Doskonała harmonia smakow słodyczy, kwasku i goryczy bimbru ;)
Ale wyschło mi źródełko na spiryt a nie skalam się sklepowym ;D
Jednak jest nadzieja. Koleżanka, wywodząca się z terenów wschodnio-przygranicznych, obiecała mi przy najbliższej bytności w rodzinnych stronach.
Miałem przyjemność zamoczyć dzioba w sobotę (więcej nie mogłem, bo za kierowcę robiłem) w cytrynówce opartej na bazie "jej rodzinnego" samogonu, miodu i sycylijskich cytryn. To było wprost genialne. Doskonała harmonia smakow słodyczy, kwasku i goryczy bimbru ;)
bo w zasadzie ja od niedawna jestem hodowcą, do tej pory bardziej zbieraczem ale dzikie zasoby mi się skurczyły
znam się raczej na ziołach i roślinach jadalnych
ale uprawa to coś zupełnie innego
ale uczę się sadzić, odżywiać, kompostować, przycinać
I jest postęp bo wcześniej to mi nawet zwykła trawa nie rosła :)
znam się raczej na ziołach i roślinach jadalnych
ale uprawa to coś zupełnie innego
ale uczę się sadzić, odżywiać, kompostować, przycinać
I jest postęp bo wcześniej to mi nawet zwykła trawa nie rosła :)
@Kocio:
Głogu mam zatrzęsienie w okolicy. Drugi rok mam dżemy z niego i wiaderko 3kg mrożonych owoców, jeszcze nie przerobionych :)
Na działce nie zapuszczę, bo szkoda mi miejsca na coś, co i tak mam pod ręką.
Róży też nie chcę. Jedną z mozołem (i ranami cięto-szarpanymi) zwalczyłem i więcej nie chcę. Też mam w okolicy a ponadto rozrasta się toto jak chwast.
Głogu mam zatrzęsienie w okolicy. Drugi rok mam dżemy z niego i wiaderko 3kg mrożonych owoców, jeszcze nie przerobionych :)
Na działce nie zapuszczę, bo szkoda mi miejsca na coś, co i tak mam pod ręką.
Róży też nie chcę. Jedną z mozołem (i ranami cięto-szarpanymi) zwalczyłem i więcej nie chcę. Też mam w okolicy a ponadto rozrasta się toto jak chwast.