Widok
Niedawno dostałem luksus na trochę otwartej ziemi na moim podwórku. Zawsze chciałem spróbować swoich sił w ogrodnictwie i uprawiać dla siebie świeże warzywa. Czy ktoś ma jakieś sugestie co do sadzenia? Albo jakieś dobre arbitraże cenowe, żebym mógł spróbować drogich warzyw bez płacenia ceny niestety nie możemy uprawiać awokado.
Jak już tak całkiiem offtopicznie, to jeszcze mala anegdota:
Jadę ze swoim instruktorem, L-kowym kaszlakiem, z Dolnego Sopotu na Jelitkowo. I gdzieś na wysokości obecnej Hestii instruktor do mnie: nie grzej tak. Cały czas jesteśmy w zabudowanym
Ja patrzę na licznik... ale osssoqwa chodzi? Koło 50-tki
Aaaa...bo zapomniałem ci powiedzieć, ze licznik masz w milach :D
No cóż.. ze zdziwieniem dowiedziałem się, że Bielsko eksportowało kaszlaki do Indii czy innego Bangladeszu. A nawet podobno były wersje z kierownicą z prawej, choć nie dane mi było zobaczyć na oczy.
Jadę ze swoim instruktorem, L-kowym kaszlakiem, z Dolnego Sopotu na Jelitkowo. I gdzieś na wysokości obecnej Hestii instruktor do mnie: nie grzej tak. Cały czas jesteśmy w zabudowanym
Ja patrzę na licznik... ale osssoqwa chodzi? Koło 50-tki
Aaaa...bo zapomniałem ci powiedzieć, ze licznik masz w milach :D
No cóż.. ze zdziwieniem dowiedziałem się, że Bielsko eksportowało kaszlaki do Indii czy innego Bangladeszu. A nawet podobno były wersje z kierownicą z prawej, choć nie dane mi było zobaczyć na oczy.
Ha ha dobry jestes..mi mówił żebym nawyków się odzwyczaił, bo jedna ręka na kierownicy a druga na biegach..a mój ja poczuł że jeżdżę pewnie to małpki walil i ogórki kiszone i zawsze zakupy koło ekonomika na długiej..ja bym w to nie uwierzyl ale przeżyłem to sam i naj lepsze jest to do tej pory go widuje...
Ja ze swoim instruktorem parę razy jeździłęm na jakieś działki na metę, po flaszkę :)
Jak wyczaił, że nie jest mi potrzebny, tylko musimy godzinki wyjeździć, wykorzystywał to do bólu, do załatwiania prywaty.
Jedynie je..bał mnie, jak na bezczelniaka przyjeżdżałem swoją syreną na kurs prawa jazdy. Żebym parkował gdzieś nieco bardziej na uboczu :D
Jak wyczaił, że nie jest mi potrzebny, tylko musimy godzinki wyjeździć, wykorzystywał to do bólu, do załatwiania prywaty.
Jedynie je..bał mnie, jak na bezczelniaka przyjeżdżałem swoją syreną na kurs prawa jazdy. Żebym parkował gdzieś nieco bardziej na uboczu :D
No to już naprawdę pech...mi się odrazu przypomina mój instruktor od prawka, jak na początku chorował po dwa tygodnie, a pod koniec jazd okazalo się że jest alkoholikiem. I jak zassał to dwa tygodnie urlopu zawsze mial bo niby kręgosłup go bolał...a potem to już lepiej nie opowiadać co działo się...no i do tej pory jest instruktorem
Ja wierzę, bo sam tak kiedyś, w równie idiotyczny sposób, straciłem prawko.
Zdałem egzamin 01/06/90. Pod koniec wakacji dostałem prawko do ręki (inne województwo zameldowanie i papiery musiały się przemielić).
We wrześniu mi zabrali.
Impreza w Oliwie, gdzieś na wysokości AWFiS. Oczywiście alko się skończyło a w tamtych czasach najbliższy nocnik w Sopocie.
Ja nie pojadę. Jestem już po kilku drinkach i mam prawko do stracenia :D
Kumpel się napatoczył. Świeżo przyszedł.. i zanim dostał karniaka, dostał do łapki kluczyki i dowód rejestracyjny. Nie miał co prawda prawka, ale był trzwźwy i nie raz już moim autem, czyli SYRENĄ (!) jeździł :D
Skrzyżowanie Czyżewskiego z Grunwaldzką/Niepodległości. Środek nocy. Nie wiem, po co się zatrzymał. Silnik zdechł. Rozrusznik nie kręci. trza na pych :)
W sumie czterech chłopa, zatem no problem. Ino kumpel za diabła nie umiał odpalić auta na pych.
Się wkurzyłem, wsiadłem za kółko, odpaliłem i przejechałem może z 10m w zatoczkę przy dzisiejszej knajpie ze strzechą, naprzeciw Intermarche.
Otwieram drzwi, żeby kumpel się przesiadł za kółko... a obok mnie zatrzymuje się niebieski Polonez :D
1.08‰, Prawko na rok :/
A najlepsze było w tym wszystkim to, że psy od początku widziały całą sytuację. Jak próbowaliśmy zapchnąć a potem "na chwilę" wsiadłem za kółko. Byli tym nieźle rozbawieni, co nie zmienia faktu, ze podciągnęli sobie statystyki łapania "pijanych kierowców" ;D
Zdałem egzamin 01/06/90. Pod koniec wakacji dostałem prawko do ręki (inne województwo zameldowanie i papiery musiały się przemielić).
We wrześniu mi zabrali.
Impreza w Oliwie, gdzieś na wysokości AWFiS. Oczywiście alko się skończyło a w tamtych czasach najbliższy nocnik w Sopocie.
Ja nie pojadę. Jestem już po kilku drinkach i mam prawko do stracenia :D
Kumpel się napatoczył. Świeżo przyszedł.. i zanim dostał karniaka, dostał do łapki kluczyki i dowód rejestracyjny. Nie miał co prawda prawka, ale był trzwźwy i nie raz już moim autem, czyli SYRENĄ (!) jeździł :D
Skrzyżowanie Czyżewskiego z Grunwaldzką/Niepodległości. Środek nocy. Nie wiem, po co się zatrzymał. Silnik zdechł. Rozrusznik nie kręci. trza na pych :)
W sumie czterech chłopa, zatem no problem. Ino kumpel za diabła nie umiał odpalić auta na pych.
Się wkurzyłem, wsiadłem za kółko, odpaliłem i przejechałem może z 10m w zatoczkę przy dzisiejszej knajpie ze strzechą, naprzeciw Intermarche.
Otwieram drzwi, żeby kumpel się przesiadł za kółko... a obok mnie zatrzymuje się niebieski Polonez :D
1.08‰, Prawko na rok :/
A najlepsze było w tym wszystkim to, że psy od początku widziały całą sytuację. Jak próbowaliśmy zapchnąć a potem "na chwilę" wsiadłem za kółko. Byli tym nieźle rozbawieni, co nie zmienia faktu, ze podciągnęli sobie statystyki łapania "pijanych kierowców" ;D
W tej kwestii nic się niestety nie zmieniło. Za jazdę rowerem po dwóch piwkach można stracić prawko, nawet jeśli tylko po lesie jedziesz :/
BTW: Słyszałem ostatnio ciekawą historię sprzed lat.
Raczej autentyczną. Nie sądze, aby osoba, która mi to opowiadała, konfabulowała.
Kilku chłopa z impry skoczyło po wódkę autem do nocnika. Kierowca był trzeźwy.
Zostawili w aucie chłopa, który miał deptać letko gaz, bo auto gasło na niskich obrotach i był problem potem je odpalić.
Zbieg dwóch pechów:
- psiarnia się zainteresowała i go zbadała. Miał coś koło 1,5 ‰
- gościu był kierowcą zawodowym. Życie mu się wywaliło do góry nogami
Nie było zmiłuj, że nie jechał, tylko stał. Taki debilizm prawny...
BTW: Słyszałem ostatnio ciekawą historię sprzed lat.
Raczej autentyczną. Nie sądze, aby osoba, która mi to opowiadała, konfabulowała.
Kilku chłopa z impry skoczyło po wódkę autem do nocnika. Kierowca był trzeźwy.
Zostawili w aucie chłopa, który miał deptać letko gaz, bo auto gasło na niskich obrotach i był problem potem je odpalić.
Zbieg dwóch pechów:
- psiarnia się zainteresowała i go zbadała. Miał coś koło 1,5 ‰
- gościu był kierowcą zawodowym. Życie mu się wywaliło do góry nogami
Nie było zmiłuj, że nie jechał, tylko stał. Taki debilizm prawny...
@Kocio:
http://www.gdos.gov.pl/files/artykuly/5050/Wytyczne_dotyczace_zwalczania_rdestowcow_na_terenie_Polski.pdf
@Marek:
Ogródek przy budynku, z wiatą, stołem i ławkami.
Miejsce do sąsiedzko-grillowej integracji.
Teren prywatny, zatem żadna służba nie może się przyczepić o spożycie.
Weszła w życie nowa ustawa, zmieniająca definicje, i nie wolno juz spożywać w miejscach "ogólniedostępnych".
Na szczęście, ogródek jest ogrodzony i ma furtkę, którą zawsze można zamknąć, zatem pod nowelę ustawy nie podpadnie :D
http://www.gdos.gov.pl/files/artykuly/5050/Wytyczne_dotyczace_zwalczania_rdestowcow_na_terenie_Polski.pdf
@Marek:
Ogródek przy budynku, z wiatą, stołem i ławkami.
Miejsce do sąsiedzko-grillowej integracji.
Teren prywatny, zatem żadna służba nie może się przyczepić o spożycie.
Weszła w życie nowa ustawa, zmieniająca definicje, i nie wolno juz spożywać w miejscach "ogólniedostępnych".
Na szczęście, ogródek jest ogrodzony i ma furtkę, którą zawsze można zamknąć, zatem pod nowelę ustawy nie podpadnie :D