Widok
już dostaję jasnej cholery z przedszkolem!!!
Sorry za dosadność, ale już nie mam siły. Starsza (3) od niedawna chodzi do przedszkola. Chodzi- powiedziane na wyrost...
W listopadzie była parę razy. Co rusz chwyta jakieś syfy od innych dzieciaków! A to katar, kaszel, inne rewelacje.
Jak już wyzdrowieje, idzie i na drugi dzień wszystko od nowa.
Najgorsze, że młodsza oczywiście zaraża się od niej, potem ja- taka nasza sztafeta.
Liczyłam, że jak zacznie się przygoda z przedszkolem dziecko się rozwinie, nabierze nowych umiejętności. Dużo się miało zmienić. I rzeczywiście- rozwinęło się- sporo nowych infekcji, nauczyła się sama wydmuchiwać katar w chusteczkę. Inne zmiany? Chudszy portfel o kwotę czesnego, a dziecko znów w domu.
Oświećcie mnie... jak to jest z tą odpornością? Podobno nabiera ją dziecko w przedszkolu. Ale tak się zastanawiam- przed przeziębieniami- chwytanymi od innych dzieci można w ogóle nabrać odporności?
Jaką mam pewność, że gdy za rok po wakacjach dalej będzie chodzić, nie będzie chorować?
Puszczać ją tam dalej i chorować cały czas do kwietnia, czy odpuścić i zostawić ją w domu?
W listopadzie była parę razy. Co rusz chwyta jakieś syfy od innych dzieciaków! A to katar, kaszel, inne rewelacje.
Jak już wyzdrowieje, idzie i na drugi dzień wszystko od nowa.
Najgorsze, że młodsza oczywiście zaraża się od niej, potem ja- taka nasza sztafeta.
Liczyłam, że jak zacznie się przygoda z przedszkolem dziecko się rozwinie, nabierze nowych umiejętności. Dużo się miało zmienić. I rzeczywiście- rozwinęło się- sporo nowych infekcji, nauczyła się sama wydmuchiwać katar w chusteczkę. Inne zmiany? Chudszy portfel o kwotę czesnego, a dziecko znów w domu.
Oświećcie mnie... jak to jest z tą odpornością? Podobno nabiera ją dziecko w przedszkolu. Ale tak się zastanawiam- przed przeziębieniami- chwytanymi od innych dzieci można w ogóle nabrać odporności?
Jaką mam pewność, że gdy za rok po wakacjach dalej będzie chodzić, nie będzie chorować?
Puszczać ją tam dalej i chorować cały czas do kwietnia, czy odpuścić i zostawić ją w domu?
Tris gdy zostawisz a puścisz za kilka miesięcy,za rok będzie niestety to samo.
Powiem Ci jak było u nas... gdy Natalka miała 2,2 poszła do przedszkola domowego - mało dzieci myślałam,że będzie ok.Owszem liczyłam się z chorowaniem ale to co się u nas działo przeszło mnie samą:(
Zaczeło się we wrześniu 3 dniówką,potem szło jak z płatka,infekcje dróg oddechowych,rota,jakieś biegunki,angina,znów infekacja,katar ciągnący się ponad miesiąc.Od stycznia do końca kwietnia moje dziecko było tam uwaga - całe 19 dni,reszta w domu.
O tym,że przez te infekcje,ciągłe antybiotyki i brak apetytu schudła,zmizerniała,a morfologia i żelazo były na pograniczu anemii.Jeszcze w marcu doszło zakażenie układu moczowego.
Wkurzyłam się,dokładnie czułam się tak jak Ty teraz i wypisałam Natalkę.Z pomocą dziadków była w domu do września - nie była ani razu chora (fakt okres może już mniej chorobowy)
Bardzo przezywałam nowe przedszkole,po długich rozmyślaniach zdecydowałam się na tabletki Luivac.
Nie wiem na ile ten środek na odpornośc a na ile to,że przez tamten rok Natalia sama nabyła odporności ale teraz jest o niebo lepiej.
We wrześniu nie było jej chyba 7 dni,w październiku 3 a listopad... pierwszy miesiąc w jej karierze przedszkolnej przechodzony w 100%:)
Sorki,że się tak rozpisałam ale wiem co czujesz.Wiem jak jest ciężko ja jeszcze nie mam tu nikogo do opieki więc każda gorączka wieczorem lub w nocy to dodatkowy był stres co z pracą - kto bierze opiekę zanim babcia,dziadek dojadą .
Niestety chyba na choroby dzieci w tym wieku nie ma mocnych i swoje przechorowac muszą:(
Powiem Ci jak było u nas... gdy Natalka miała 2,2 poszła do przedszkola domowego - mało dzieci myślałam,że będzie ok.Owszem liczyłam się z chorowaniem ale to co się u nas działo przeszło mnie samą:(
Zaczeło się we wrześniu 3 dniówką,potem szło jak z płatka,infekcje dróg oddechowych,rota,jakieś biegunki,angina,znów infekacja,katar ciągnący się ponad miesiąc.Od stycznia do końca kwietnia moje dziecko było tam uwaga - całe 19 dni,reszta w domu.
O tym,że przez te infekcje,ciągłe antybiotyki i brak apetytu schudła,zmizerniała,a morfologia i żelazo były na pograniczu anemii.Jeszcze w marcu doszło zakażenie układu moczowego.
Wkurzyłam się,dokładnie czułam się tak jak Ty teraz i wypisałam Natalkę.Z pomocą dziadków była w domu do września - nie była ani razu chora (fakt okres może już mniej chorobowy)
Bardzo przezywałam nowe przedszkole,po długich rozmyślaniach zdecydowałam się na tabletki Luivac.
Nie wiem na ile ten środek na odpornośc a na ile to,że przez tamten rok Natalia sama nabyła odporności ale teraz jest o niebo lepiej.
We wrześniu nie było jej chyba 7 dni,w październiku 3 a listopad... pierwszy miesiąc w jej karierze przedszkolnej przechodzony w 100%:)
Sorki,że się tak rozpisałam ale wiem co czujesz.Wiem jak jest ciężko ja jeszcze nie mam tu nikogo do opieki więc każda gorączka wieczorem lub w nocy to dodatkowy był stres co z pracą - kto bierze opiekę zanim babcia,dziadek dojadą .
Niestety chyba na choroby dzieci w tym wieku nie ma mocnych i swoje przechorowac muszą:(
Tris- tak niestety bywa:/ My to samo przerabiałyśmy a nawet ja chorowałam cześciej bo taka gównianą odporność mam.
Lekarze mówią, ze u dzieci w tym wieku normą jest nawet do 10 infekcji rocznie - czyli wychodzi że co półtora miesiąca srednio. We wrześniu starsza poszła do nowej placówki i zaczeło się od razu różnymi infekcjami - mała od razu tez wszytsko łapała. Teraz, po 3 miesiącach jest spokój.
Moja teściowa miała 5 dzieci i zawsze wspomina, ze ich dzieciństwo to było jedno długie i nigdy niekończące się pasmo chorób dzieci i jej zwolnień z pracy żeby je kurować. To Cię pocieszyłam, co? :>
Lekarze mówią, ze u dzieci w tym wieku normą jest nawet do 10 infekcji rocznie - czyli wychodzi że co półtora miesiąca srednio. We wrześniu starsza poszła do nowej placówki i zaczeło się od razu różnymi infekcjami - mała od razu tez wszytsko łapała. Teraz, po 3 miesiącach jest spokój.
Moja teściowa miała 5 dzieci i zawsze wspomina, ze ich dzieciństwo to było jedno długie i nigdy niekończące się pasmo chorób dzieci i jej zwolnień z pracy żeby je kurować. To Cię pocieszyłam, co? :>
wrrr.... do szału mnie doprowadzają rodzice przyprowadzający chore dzieci!!!
I nie mówię tu o lekkim katarku,mokrym nosku ale o gilach do pasa,kaszlu który mało płuc nie rozerwie.
Człowiek się stara, dmucha i chucha,trzyma w domu a potem chwila moment i już przywleczona infekcja.
I żeby nie było - oboje pracujemy a rodziców mamy daleko.Nie wiem jak ludziom dziecka nie szkoda i prowadzą takie zakatarzałe,kaszlące do przedszkola...
I nie mówię tu o lekkim katarku,mokrym nosku ale o gilach do pasa,kaszlu który mało płuc nie rozerwie.
Człowiek się stara, dmucha i chucha,trzyma w domu a potem chwila moment i już przywleczona infekcja.
I żeby nie było - oboje pracujemy a rodziców mamy daleko.Nie wiem jak ludziom dziecka nie szkoda i prowadzą takie zakatarzałe,kaszlące do przedszkola...
i znów muszę się podpisać Asiula76 pod tym, co piszesz... Normalnie takim rodzicom przywaliłabym na dzień dobry. (bosh, jaka ja się agresywna zrobiłam!)
Było u nas pasowanie na przedszkolaka.
Po krótkim występie był poczęstunek... Ja- gdybym zamknęła oczy poczułabym się jak w poczekalni do pediatry. Głosy dzieci przerywane kaszlem, co chwilę matki nawołujące do wydmuchania nosa.
Ale uważam, że winne tu są na równi Panie wychowawczynie!
Jeżeli takie Małe, co przyszło kaszle, kicha, prycha, to mogą przecież zadzwonić do rodzica i w trybie natychmiastowym wezwać do odebrania dzieciaka! Ale może Im to na rękę, bo: mniej dzieci = mniej roboty.
Ja do dziś pamiętam, jak to w żłobku poszliśmy na taras w kapciach, gdy było śniegu po kolana. Pamiętam to dokładnie, bo była super zabawa... Moja Mama też to pamięta, bo 3 tyg siedziała ze mną w domu... a Panie przedszkolanki miały luzy w robocie.
Było u nas pasowanie na przedszkolaka.
Po krótkim występie był poczęstunek... Ja- gdybym zamknęła oczy poczułabym się jak w poczekalni do pediatry. Głosy dzieci przerywane kaszlem, co chwilę matki nawołujące do wydmuchania nosa.
Ale uważam, że winne tu są na równi Panie wychowawczynie!
Jeżeli takie Małe, co przyszło kaszle, kicha, prycha, to mogą przecież zadzwonić do rodzica i w trybie natychmiastowym wezwać do odebrania dzieciaka! Ale może Im to na rękę, bo: mniej dzieci = mniej roboty.
Ja do dziś pamiętam, jak to w żłobku poszliśmy na taras w kapciach, gdy było śniegu po kolana. Pamiętam to dokładnie, bo była super zabawa... Moja Mama też to pamięta, bo 3 tyg siedziała ze mną w domu... a Panie przedszkolanki miały luzy w robocie.
"(bosh, jaka ja się agresywna zrobiłam!)"
Ja po wizycie u Drewka jestem dziś strasznie agresywna:) aż mąż się cieszył że na noc idzie do pracy:)))
"Ja- gdybym zamknęła oczy poczułabym się jak w poczekalni do pediatry"
Dokładnie to mąż dziś do mnie powiedział -że czuł się jak w przychodni.
A moja córka powiedziała do mnie,"że X ma gile pod nosem i jeszcze je oblizuje,a fuj mamo":)))
Ja po wizycie u Drewka jestem dziś strasznie agresywna:) aż mąż się cieszył że na noc idzie do pracy:)))
"Ja- gdybym zamknęła oczy poczułabym się jak w poczekalni do pediatry"
Dokładnie to mąż dziś do mnie powiedział -że czuł się jak w przychodni.
A moja córka powiedziała do mnie,"że X ma gile pod nosem i jeszcze je oblizuje,a fuj mamo":)))
Mam ten sam problem. Jak nie jedno choruje, to drugie, w szczytowej "formie" dwójka na raz!
Już nie wiem jak kombinować z opieką nad dziećmi, Nie mam kogo za bardzo tym obarczyć, a przynajmniej nie chcę ciągle angażować kogoś do opieki nad moimi dziećmi. W pracy też w końcu zaczną na mnie patrzeć jak na wroga... ehh
Najgorsze jest to, że trzymam dziecko 2-3 tygodnie w domu, żeby wyleczyło się na maxa, wydaję kupe kasy na leki, a efekt jest taki, że po paru dniach znowu przychodzi do domu zakatarzone i kaszlące.
Najbardziej rozwalają mnie teksty zaskoczonych mamusiek rozbierających rano w przedszkolu swoje kaszlące dziecko: "ojej! a co to za kaszelek?"
Wziąć i dobić!
Już nie wiem jak kombinować z opieką nad dziećmi, Nie mam kogo za bardzo tym obarczyć, a przynajmniej nie chcę ciągle angażować kogoś do opieki nad moimi dziećmi. W pracy też w końcu zaczną na mnie patrzeć jak na wroga... ehh
Najgorsze jest to, że trzymam dziecko 2-3 tygodnie w domu, żeby wyleczyło się na maxa, wydaję kupe kasy na leki, a efekt jest taki, że po paru dniach znowu przychodzi do domu zakatarzone i kaszlące.
Najbardziej rozwalają mnie teksty zaskoczonych mamusiek rozbierających rano w przedszkolu swoje kaszlące dziecko: "ojej! a co to za kaszelek?"
Wziąć i dobić!
Tris sęk w tym, że przedszkole nie może odmówić przyjęcia dziecka chorego. Może jedynie POPROSIĆ! taka jest ustawa niestety. Rozmawiałam z dyrektorką przedszkola mojego małego.
Wychowawczyni mojego syna opowiadała, że często bywa tak, że rodzic przychodzi z chorym dzieciakiem do szatni. rozbiera go, sam spiernicza i dopiero wtedy dziecko idzie do sali. Żeby przypadkiem babki nie POPROSIŁY rodzica o zabranie dziecka.
Kochana, ja przeżyłam horror z moim synem. Chorował non stop i to tak na maxa z 40st. temp i innymi wczesniej mi obcymi objawami. Polanki zahaczyliśmy. Tego nie przeskoczysz. Wypisalismy młodego po 4 m-cach i posłalismy od nowa od września. I znów to samo. Trzeciego roku było ciut lepiej, bo zdarzało mu się chodzić 5dni nawet ;-) wcześnie był to 1 dzień, w porywach 2! Szaleństwo heh. Dopiero od tego roku jest duża poprawa. był przeziębiony we wrześniu i dopiero teraz jest trochę zasmarkany, nic powaznego.
jeszcze napisze ciekawostkę. niedawno byłam odebrać młodego, wchodzę do sali i widzę, że na końcu lezy dzieciak na kocu zwinięty w kłebek. od samego rana rzyga, kaszle i ma ewidentną temperaturę. nikt z rodziców nie raczył po niego przyjechać mimo tego, że wychowawczyni wydzwaniała i mówiła, że dzieciak lezy plackiem. Raz, że porypani rodzice, bo ja bym gnała na złamanie karku, choćby się s****.o i waliło, a dwa, że "rozsiewał" zarazę na inne dzieciaki. Norma niestety
No i faktem jest, że na wszelkich zbiorowych imprezach jest koncert kaszlu i smarkania.
Niestety niektórzy rodzice mają na to wywalone. rozumiem, że praca itd., ale bez przesady...
Wychowawczyni mojego syna opowiadała, że często bywa tak, że rodzic przychodzi z chorym dzieciakiem do szatni. rozbiera go, sam spiernicza i dopiero wtedy dziecko idzie do sali. Żeby przypadkiem babki nie POPROSIŁY rodzica o zabranie dziecka.
Kochana, ja przeżyłam horror z moim synem. Chorował non stop i to tak na maxa z 40st. temp i innymi wczesniej mi obcymi objawami. Polanki zahaczyliśmy. Tego nie przeskoczysz. Wypisalismy młodego po 4 m-cach i posłalismy od nowa od września. I znów to samo. Trzeciego roku było ciut lepiej, bo zdarzało mu się chodzić 5dni nawet ;-) wcześnie był to 1 dzień, w porywach 2! Szaleństwo heh. Dopiero od tego roku jest duża poprawa. był przeziębiony we wrześniu i dopiero teraz jest trochę zasmarkany, nic powaznego.
jeszcze napisze ciekawostkę. niedawno byłam odebrać młodego, wchodzę do sali i widzę, że na końcu lezy dzieciak na kocu zwinięty w kłebek. od samego rana rzyga, kaszle i ma ewidentną temperaturę. nikt z rodziców nie raczył po niego przyjechać mimo tego, że wychowawczyni wydzwaniała i mówiła, że dzieciak lezy plackiem. Raz, że porypani rodzice, bo ja bym gnała na złamanie karku, choćby się s****.o i waliło, a dwa, że "rozsiewał" zarazę na inne dzieciaki. Norma niestety
No i faktem jest, że na wszelkich zbiorowych imprezach jest koncert kaszlu i smarkania.
Niestety niektórzy rodzice mają na to wywalone. rozumiem, że praca itd., ale bez przesady...
na pocieszenie unas to samo..od wrześnie 4 dni przedszkole..tydzień chorowanie....półtora tygodnia w przedszkolu 2 tyg chorowania ...wykurowana na maksa zero katarku po 3 dnich w przedszkolu gile do pasa... ostatnio udało jej się być 2 tyg!!! w przedszkolu myślałam że posikam sie ze szczęścia /oprócz jednego dnia bo w nocy miała żółądkówkę/. Teraz znów siedzimy tydzień bo kaszle..ale tak jak ona kaszle to kazde przyprowadzane dziecko do przedszkola....przychodnia to pikuś serio...a Pani mówi że rodzice przyprowadzają dziecko zostawiają pod drzwiami dzwonią i fruuu już ich nie ma... Przestałam sie przejmować uzbroiłam w cierpliwość.. uodparniam Broncho-Vaxom i nie poddaję się bo jak nie teraz to za rok będzie chorować ....a jej się przedszkole bardzo podoba przez 3/4 dnia mówi do mnie Pani przedszkolanko i bawi się w przedszkole ;)
polecam jedyną i niezawodną metodę - cierpliwość...
Moja córka poszła do przedszkola i katar czy kaszel to norma. Nie obeszło się też bez poważniejszego chorowania 2 tygodnie w domu może tydzień w przedszkolu i a piać od nowa... Tran, bronho-vaxon, żelki z witaminami , inhalacje, nawilżacze... Takie były dwa lata, potem jak ręką odjął ...
Nasza pani doktor zawsze mówiła że odporność się wzmacnia jak jest używana i że trzeba to przeczekać...
Moja córka poszła do przedszkola i katar czy kaszel to norma. Nie obeszło się też bez poważniejszego chorowania 2 tygodnie w domu może tydzień w przedszkolu i a piać od nowa... Tran, bronho-vaxon, żelki z witaminami , inhalacje, nawilżacze... Takie były dwa lata, potem jak ręką odjął ...
Nasza pani doktor zawsze mówiła że odporność się wzmacnia jak jest używana i że trzeba to przeczekać...
Nasza pediatra zawsze mówiła że lekarz zaprzyjaźnia się z rodzicami i dzieckiem (pacjentami) w pierwszym roku chodzenia dziecka do przedszkola. My od czerwca podawaliśmy naszej córce immunoterapie- RIBOMUNYL. Zapobiega częstym infekcją nosa, gardła, uszu i dróg oddechowych i łagodzi ich przebieg. Faktycznie nasza Anielka we wrześniu zachorowała raz -tydzień w październiku trochę kasłała więc zostawiłam ja na 3 dni e domu, i teraz była przez tydzień chora. Myślę że frekwencje ma ok. Przy każdej jej infekcji młodsza córcia też to łapie :(
Porozmawiaj z lekarką o tym leku i może zacznijcie podawać.
Porozmawiaj z lekarką o tym leku i może zacznijcie podawać.
Mój syn chodzi do przedszkola od września. Od tego czasu był 2 razy dłużej chory, tak po 1 tyg. We wrześniu i na początku października. Po ostatniej chorobie kaszlał jeszcze przez jakieś 2 tygodnie, co 2 dni lądowaliśmy u lekarza, bo nie wiedziałam czy dawać go do przedszkola czy nie. Lekarz twierdził, ze dziecko jest zdrowe, gardło czyste w oskrzelach czysto. Wiec chodził do przedszkola, leków żadnych nie dostawał. Po 2 tyg. kaszel sam minął i od tego czasu ani razu nie był chory. Mam nadzieję, ze się uodpornił i nie będzie źle z chorobami. We wrześniu podawałam mu tran norweski - może to pomogło?
mój syn poszedł do przedszkola jak miał niecałe 4 lata chorował naprawdę maało przez 2 lata może z 7razy (2 x gardło,1 x oskrzela, 2 x ucho, 1 x ospa, 1 x wysypka więcej nie pamiętam ) nie licze oczywiście drobnych katarów. Podawałam Broncho- Vaxom 2 kuracje robiliśmy wg mnie baardzo dużo to dało - ogólnie ma bdb odpornosć.
Koniecznie podaj coś na odporność - szkoda że nie zrobiłas takiej kuracji latem zanim poszła do przedszkola. Ja robiłam latem a potem jakoś w styczniu-lutym . Myślę , trzeba rok-dwa w przedszkolu aby dziecko nabrało odpornosci.
Koniecznie podaj coś na odporność - szkoda że nie zrobiłas takiej kuracji latem zanim poszła do przedszkola. Ja robiłam latem a potem jakoś w styczniu-lutym . Myślę , trzeba rok-dwa w przedszkolu aby dziecko nabrało odpornosci.
mój krystian poszedł w styczniu jak miał 3 lata do przedszkola od tego czasu moze 2 razy był chory, raz angina drugi raz jakaś infekcja gardła i tyle.Mojej siostry dzieciaki strasznie chorują i ona stosuje jakieś specyfiki uodporniające ale to chyba nie pomaga.
Młodsza od września do żłobka pójdzie i się obawiam. Krystian więcej chorował przed przedszkolem niż teraz nie wiem to chyba od dziecka zależy.
Młodsza od września do żłobka pójdzie i się obawiam. Krystian więcej chorował przed przedszkolem niż teraz nie wiem to chyba od dziecka zależy.
nasz pierwszy rok w przedszkolu wyglądał tak: tydzien w przedszkolu, 2 tyg. w domu. W drugim roku było lepiej- tydzien w domu 2 tyg. w przedszkolu. W trzecim było już całkiem OK- 1 infekcja na 2 miesiące. W zerówce dziecko nie opuściło ani jednego dnia z powodu choroby. Nie unikniesz tego, nie odizolujesz dziecka od wirusów i zarazków. Nigdy nie będzie tak, że dzieci w przedszkolu będą w 100% zdrowe. Większość wirusów przechodzi z jednego dzieciaka na drugie, zanim ten pierwszy ma jakiekolwiek objawy, wiec tak naprawdę nie widać, ze jest chory.