~XYZ
109.197.61.*
(14 lat temu) 10 listopada 2011 o 15:39
Ja napisze o swoim doświadczeniu, sama szukałam informacji jak to wygląda w szpitalu wojewódzkim...
Łyżeczkowanie miałam wczoraj w szpitalu wojewódzkim. 11 tydzień ciąży, dzidzia przestała się rozwijać w 6 tygodniu.
Wyglądało to tak, dostałam skierowanie na 6 rano do szpitala ponieważ sama nie chciałam czekać na samoistne poronienie a już troszkę nosiłam martwy płód więc musiałam iść na zabieg...
- 6 rano szpital z kompletem dokumentów, czyli skierowanie od gina, usg, dokumentacja od Pani doktor, dowód osobisty, potwierdzenie ubezpieczenia. Podpisujemy dokumenty. Wszystko w okienku na ginekologii.
- po załatwieniu papierkowych spraw Pani pielęgniarka wysłała mnie do pokoju przyjęć gdzie musiałam się przebrać i wyjść na korytarz
- badanie jeszcze raz na usg czy na pewno płód jest obumarły
- ważenie, mierzenie temperatury
- potem pielęgniarka zabiera na odział patologii ciąży i znowu lądujemy za biureczkiem i podpisujemy kolejne papierki... WAŻNE !!! TRZEBA MIEĆ PRZY SOBIE GRUPĘ KRWI OCZYWIŚCIE NA PAPIERZE Z LABORATORIUM
- położna mierzy ciśnienie, wenflon, pobiera krew
- w końcu położenie na sali
- przychodzi lekarz i zaprasza na rozmowę, wyjaśnia wszystko dokładnie, odpowiada na pytania i podsuwa kolejne papierki do podpisania ;/
- potem badanie ginekologiczne, czy szyjka macicy jest rozszerzona (u mnie nie była więc dostałam tabletkę dopochwową -> poronną)
- po 9 leżałam i czekałam na zabieg
- 13:30 zabieg, a wyglądało to tak że przyszła Pani położna zaprosiła na zabieg. Na sali jest 3 albo 4 lekarzy plus dwie położne. Siada się na fotelu ginekologicznym, w koszulce którą ma się na sobie,dezynfekują nam to co trzeba, podają dożylnie tak zwanego głupiego jasia i po zabiegu
- obudziłam się po godzinie w łóżeczko przykryta kołderka i kocykiem z wkładką wiecie gdzie, pamiętam tylko że słyszałam jak położna pytała się czy przykryć mnie kocem i że mam odpoczywać i nie wstawać do 16
- 17 przyszedł lekarz zapytał czy jest ok ( wcześniej chodził ordynator jeszcze przed zabiegiem i pytał czy podać mi jakieś leki przeciwbólowe i jak się czuje psychicznie i fizycznie)
- 17:05 wyjście ze szpitala
Ogólnie bałam się że będą czekać aż sama poronie a oni mi tylko wyczyszczą to co zostanie a okazało się że wystarczą 3h po tabletce żeby macica się przygotowała na zabieg. Jeśli chodzi o ból fizyczny przed i po zabiegu to jest ok, ból serca większy. A tak czułam się jak jak przy okresie. Sam zabieg trwa góra 10-15 minut.
Da się to przeżyć. Nie ma co się załamywać tylko odczekać trzy miesiące i do roboty :)
Jeszcze jedno ważne to to że macie prawo pochować swoją fasolkę, ja się na to nie zdecydowałam...
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
0
0