Widok
niby bezrobocie a pracowników do pracy brak
Większość osób narzeka na pracodawców i wielkie bezrobocie w Polsce. Mam przykład po mojej znajomej, która od 2 miesięcy poszukuje pracowników i niestety nie może nikogo znaleźć. Stwierdzam, że nie jest to wynikiem wielkiego bezrobocia lecz po prostu brakiem chęci do pracy. Ludzie wolą udzielać się na forum i narzekać, zamiast wziąźć się do roboty i poprawić choć trochę swoją sytuację finansową. Przecież nawet jeśli nie znajdzie się pracy swoich marzeń to warto załapać się na początek gdziekolwiek. To daje możliwość poznania nowych ludzi a z czasem znalezienia lepszej oferty.
To wytłumacz mi jak sobie wyobrażasz osobę nieśmiałą, mającą trudności w kontaktach międzyludzkich w pracy jako Przedstawiciel Handlowy? skoro uważasz, że można być do wszystkiego i do niczego, co oczywiście zaprzecza sensowności jakichkolwiek testów predyspozycji zawodowych.
Poza tym żadne studia nie zapewnią pracy jeśli się nie ma do niej odpowiednich predyspozycji...
Poza tym żadne studia nie zapewnią pracy jeśli się nie ma do niej odpowiednich predyspozycji...
Jak zaczyna brakować chętnych do pracy za 7 zł, to bardzo dobrze, może w końcu coś się ruszy w kierunku normalnych płac. Zresztą bezrobocie nie jest aż tak strasznie wysokie w Trójmieście, oferty się ciągle jakieś pojawiają, ludzie wolą nawet poczekać, ale spróbować trafić na choć trochę lepsze oferty, bo te 7 zł to jest naprawdę tragedia.
ludzie o co wam chodzi. moi znajomi mają firmę zajmująca się utrzymaniem czystości (sprzątanie bloków, zamiatanie itp.) i nie mogą znaleźć osób o pracy. jeżeli ktoś się znajdzie to albo na drugi dzień chce zaliczkę albo nie pojawia się w pracy bez słowa.
owszem płacą najniższą krajową ale czego można się spodziewać jeżeli pracuje się po ok 6 godz 3-4 dni w tyg.
Ciężko znaleźć kogoś solidnego, lepiej narzekać niż wziąć się do roboty.
owszem płacą najniższą krajową ale czego można się spodziewać jeżeli pracuje się po ok 6 godz 3-4 dni w tyg.
Ciężko znaleźć kogoś solidnego, lepiej narzekać niż wziąć się do roboty.
Jaka płaca, taki pracownik.
Jak mawia stare przysłowie..." Z g***a bata nie ukręcisz".
Fachowiec na rynku pracy zawsze sobie poradzi i zawsze będzie się cenił. Na marną stawkę nawet nie spojrzy.
Pozostali ludzie, z reguły, jak już się godzą na pracę za wyzysk, to lecą w kulki - to jest ludzka natura, nie Polska mentalność, ale powszechnie występujące zjawisko w wielu krajach.
Chcecie mieć solidnych pracowników, to zacznijcie ich na solidnych zasadach zatrudniać - sami się do Was zgłoszą, żaden pracodawca nie będzie musiał ich wypatrywać.
Chcielibyście liberalne hieny za miskę ryżu zatrudnić pracownika, który będzie podchodził do swych zawodowych obowiązków nie wiadomo jak. Tak to nie działa.
To tak jak z kupnem towaru - solidne z dobrych materiałów = drogie. Tanie wiadomo jakie jest, zazwyczaj jednorazowe.
Sytuacja w kraju jest jaka jest, niestety wielu ludzi godzi się na pracę za przysłowiowy ryż, bo mają nóż na gardle, szkoda mi ich z całego serca, ale jeżeli ktoś z tych ludzi nie podchodzi do swej pracy z maksymalnym zaangażowaniem, to się nie dziwię. Siedem złotych, to trzy średniej jakości bochenki chleba - interpretacje pozostawiam Wam, domyślacie się do czego zmierzam.
Autor tematu zarzucił, że osoby bezrobotne wolą siedzieć na garnku rodziców, niż iść do jakiejkolwiek pracy, tylko że jakakolwiek praca tak na prawdę też ich życiowo nie usamodzielni ( ze względu na marną płacę ), tak więc siłą rzeczy i tak te osoby są finansowo od kogoś uzależnieni.
Nie napiszę, czy lepiej unosić się honorem i siedzieć u rodziców na tzw. "wiecznym studencie", czy iść - jak to kapitaliści mówią - "łapać doświadczenie". To wszystko myśl subiektywna , dlatego oburzeni niech nie wyciągają w stosunku do mnie dalece wybiegających kontr argumentów.
Każdy ma prawo do własnego zdania. Jak ktoś widzi sens pracować za 7 zł na godzinę, to kto mu broni...niech się tylko liczy z tym że za rok zgodzi się na pracę za 5 zł - no bo w końcu za coś trzeba żyć.
Pozdrawiam
Jak mawia stare przysłowie..." Z g***a bata nie ukręcisz".
Fachowiec na rynku pracy zawsze sobie poradzi i zawsze będzie się cenił. Na marną stawkę nawet nie spojrzy.
Pozostali ludzie, z reguły, jak już się godzą na pracę za wyzysk, to lecą w kulki - to jest ludzka natura, nie Polska mentalność, ale powszechnie występujące zjawisko w wielu krajach.
Chcecie mieć solidnych pracowników, to zacznijcie ich na solidnych zasadach zatrudniać - sami się do Was zgłoszą, żaden pracodawca nie będzie musiał ich wypatrywać.
Chcielibyście liberalne hieny za miskę ryżu zatrudnić pracownika, który będzie podchodził do swych zawodowych obowiązków nie wiadomo jak. Tak to nie działa.
To tak jak z kupnem towaru - solidne z dobrych materiałów = drogie. Tanie wiadomo jakie jest, zazwyczaj jednorazowe.
Sytuacja w kraju jest jaka jest, niestety wielu ludzi godzi się na pracę za przysłowiowy ryż, bo mają nóż na gardle, szkoda mi ich z całego serca, ale jeżeli ktoś z tych ludzi nie podchodzi do swej pracy z maksymalnym zaangażowaniem, to się nie dziwię. Siedem złotych, to trzy średniej jakości bochenki chleba - interpretacje pozostawiam Wam, domyślacie się do czego zmierzam.
Autor tematu zarzucił, że osoby bezrobotne wolą siedzieć na garnku rodziców, niż iść do jakiejkolwiek pracy, tylko że jakakolwiek praca tak na prawdę też ich życiowo nie usamodzielni ( ze względu na marną płacę ), tak więc siłą rzeczy i tak te osoby są finansowo od kogoś uzależnieni.
Nie napiszę, czy lepiej unosić się honorem i siedzieć u rodziców na tzw. "wiecznym studencie", czy iść - jak to kapitaliści mówią - "łapać doświadczenie". To wszystko myśl subiektywna , dlatego oburzeni niech nie wyciągają w stosunku do mnie dalece wybiegających kontr argumentów.
Każdy ma prawo do własnego zdania. Jak ktoś widzi sens pracować za 7 zł na godzinę, to kto mu broni...niech się tylko liczy z tym że za rok zgodzi się na pracę za 5 zł - no bo w końcu za coś trzeba żyć.
Pozdrawiam