Widok

nie chce mi sie pracować....

Mam dobrą pracę. Dobrze płatną jak na polskie warunki, atmosfera jest całkiem przyjazna, stanowisko samodzielne....nic tylko sie cieszyć. Ale nie ciesze się. Jestem sfrustrowana. Wracam z pracy, zjem coś, chwile odpocznę i tak naprawdę na nic nie ma czasu. Trzeba iść spać, wstać, do pracy i tak w kółko. Może jestem leniem? Wiem, jak silny jest u nas etos pracy, tym bardziej w sytuacji kiedy rata kredytu goni, pojawiaja się dzieci...trzeba to ogarnąć, trzeba zacisnąć zęby i cieszyć się z tego, co jest. Wiem i mam przez swoje podejście wyrzuty sumienia.
Do wściekłości doprowadza mnie ten brak czasu. Wszystko trzeba robić z wywieszonym jęzorem i jeszcze sklepy pozamykane w niedzielę - w piatek i sobotę za to w dużych spożywczakach armagedon. W tygodniu nie mam czasu na małe przyjemności, a dopracy tez trzeba się ubrać, więc jak juz to w sobotę.
Czas mają tylko ludzie, którzy nie pracują. Reszta, ta reszta która zasuwa na gospodarkę traktowana jest troche jak szczury - wszystko z wywieszonym jęzorem, zakupy w ścisku, do lekarza czy urzędu nie pójdziesz w weekend a w tygodniu trzeba brać czasem 1 dniowy urlop, żeby ogarnąć swoje sprawy....
ok, dość
Jestem faktycznie sfrustrowana. Pracowałam bez przerwy 10 lat, potem miałam przerwę i teraz wracam. I ma ochotę uciec, bo od roku jestem po prostu zmęczona...
tak tylko się uzewnętrzniam.
popieram tę opinię 29 nie zgadzam się z tą opinią 4

Hejka! Próbowałeś kiedyś pracy jako hostessa? Ja miałam okazję przez https://hostessy-agencja.pl/praca/ i szczerze mówiąc, to była super sprawa. Fajni ludzie, dobra zabawa i jeszcze się coś zarobi. Jak szukasz czegoś na start, to polecam!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

odgrzewane kartofle....
Ale temat chyba wiecznie żywy?
Trafiłam na niego przypadkiem, podoba mi się dyskusja - bez obrażania, bez dobrych rad...czasem trzeba się wygadać, poznać zdanie innych. W mojej opinii nie można całe życie stawać na baczność i pokazywać, a właściwie to udowadniać sobie i wszystkim dookoła jakim to się jest twardzielem, jak dobrze wychodzi się wszystkim trudnym sprawom na przeciw. Warto czasem pochylić się nad sobą i przyznać się, że ten cały plan w którym się na co dzień z mniejszym lub większym powodzeniem poruszamy nie do końca jest naszym marzeniem, ale jest często naszą jedyną rzeczywistością i jakoś musimy sobie z nią radzić.
Założyłam ten temat kilka lat temu. Byłam zniechęcona, wyczerpana. Dostałam bdb pracę, tak jak napisałam wcześniej - motywującą, dobrze płatną, dobrze się w niej czułam bo udawało mi się rozwiązywać dość trudne problemy - było to dla mnie bardzo mocnym bodźcem do dalszego działania. Czułam się potrzebna, czułam się ważna, czułam się doceniana. Ale po czasie - jak wynika z tekstu zaczęło mnie to przerastać, okazało się że obowiązków jest zbyt dużo na jedną osobę, moja głowa przestała dawać sobie z tym radę. Odeszłam w końcu. Najpierw poprosiłam o zmniejszenie wymiaru pracy, a potem dałam sobie spokój.
Było mi super w domu. Serio, kończyły się wakacje, pojechaliśmy na fajny, długi urlop, potem zajęłam się fitnesem, nie zawsze udawało mi się wykorzystać czas tak, jak bym sobie tego życzyła, czasami było to zwykłe "marnowanie" go na bzdety i drapanie się po 4 literach... Po jakimś czasie znalazłam sobie inną pracę, spokojniejszą, w weselszym zespole i co...? i przyszedł covid, wyleciałam po 5 miesiącach gdy skończyła się tarcza - moje stanowisko było potrzebne w czasie normalnego funkcjonowania "świata". Przy zamknięciu nas w domach okazało się zbyteczne.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Mój przypadek jest inny, powiedziałbym że odwrotny nawet.
Swego czasu doszedłem do jakiejś tam pozycji zawodowej, która satysfakcjonującej kasy raczej nie zapewniała. Był za to spokój, wszystko było poukładane i kręciło się prawie samo, można powiedzieć. Dochody wystarczały na utrzymanie rodziny. Przyszedł chyba kryzys wieku średniego i bardzo źle się poczułem psychicznie. Przecież byłem w sile wieku, a praktycznie nic nie osiągnąłem i na dodatek zachowuję się jak emeryt, pomyślałem.
Wtedy wziąłem się za niemal wyczynowe uprawianie sportu, a w niedługim czasie zmieniłem środowisko, w tym również pracę. Porzuciłem stabilizację na rzecz zajęcia bardziej wymagającego, lepiej płatnego, aczkolwiek niższego w hierarchii zawodowej. Nowa praca pochłaniała mi dużo czasu i energii. Siłą rzeczy na sport miałem coraz mniej czasu. Po niecałym roku zmieniłem kolejnego pracodawcę i zostałem zatrudniony na wyższym stanowisku, oczywiście lepiej płatnym. Mijały kolejne lata i kolejne awanse. Niestety, nie ma nic za darmo. Z rodziną widywałem się tylko w weekendy. Przyzwyczaiłem się do takiego kieratu i o ile jeszcze niedawno wydawało mi się, że w takim obciążeniu mogę pracować nieskończenie długo, tak coraz częściej zaczynam marzyć o odpoczynku/emeryturze, do której jeszcze kilka ładnych lat mi zostało. Ostatnio, trochę z konieczności kolejny raz zmieniłem pracodawcę. Obecna praca jest dużo spokojniejsza i mniej wymagająca. Równolegle miałem ostatnio kilka ambitnych propozycji od innych pracodawców, ale odmówiłem, bo kasa to nie wszystko. Jestem jednak przekonany, że wkrótce będę miał propozycję od obecnego pracodawcy, abym przyjął na siebie obowiązki wymagające ode mnie dużo większego zaangażowania i odpowiedzialności. Jestem ambitny i obawiam się, że obecnemu pracodawcy nie będę potrafił powiedzieć NIE.
Sam nie wiem, czy jeszcze śpiewać solo, czy tylko w chórku,... a może czas już zejść ze sceny? :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

A ja zrezygnowałam z pracy bo pojawiły się dzieci. Siedzę w domu i jestem menadżerem ogniska domowego;) I napiszę tak dla tych co myślą że jak ktoś nie pracuje to ma czas na wszystko....nie mam czasu w ogóle dla siebie- dzieci ogarnąć rano, zawieźć do szkoły, przedszkola- nie zawsze zaczynają o tych samych godzinach, więc najpierw jedno, wracam po drugie, szybkie zakupy, do domu obiad przygotować, dzieci odebrać- bo z racji tego, że rodzic nie pracuje nie mogą być w świetlicy- kończą w różnych porach, więc przywożę do domu jedno, za godzinę następne odebrać . Zjeść obiad, lekcje, zawieźć na zajęcia dodatkowe, odebrać, kolacja, kąpiel i do spania. I tak praktycznie każdego dnia. Koleżanki, które pracują bo ich dziećmi zajmują się dziadkowie, mówią że w pracy odpoczywają. Mają 8 godzin stabilizacji. Nie narzekam bo sama podjęłam decyzję by zajmować się dziećmi, ale jak słyszę że nie pracuję to mam dużo wolnego czasu to jest mi najzwyczajniej przykro....
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wiesz co? Ja ostatnio przeżyłem prawdziwy kryzys - wypaliłem się zawodowo totalnie. To był ciężki okres. Ja bardzo dużo dawałem z siebie firmie i chyba już po prostu nie wytrzymałem. Żona poradziła mi, żebym wziął sobie troszkę wolnego. Zwolniłem się i dałem sobie dwa miesiące wolnego. Ona dobrze zarabia, mieliśmy oszczędności, więc muszę powiedzieć, że jeżeli ktoś ma taką możliwość, to naprawdę jest dobry pomysł. Zdecydowałem się nawet pójść o krok dalej i umówiłem się na konsultację online z psychoterapeutą. Zrozumiałem wtedy, że muszę coś zmienić w swoim życiu - po prostu to jak zarabiałem do tej pory nie było już dla mnie odpowiednie. Miałem spotkania z Leszkiem Olszanowskim z poradni Psychologgia - z własnej kanapy, z kubkiem herbaty. Mało osób korzysta z pomocy terapeutów, ale muszę się przyznać, że nawet kilka rozmów potrafi sprawić, że cały nasz system wartości rozpada się i buduje na nowo. Może warto zastanowić się, czego naprawdę chcesz od życia i swojej pracy.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dlatego my z żoną siedzimy za granicą. Jak na zachód zarabiamy marnie, ale żyje nam się dobrze, (odejmując wyższe koszta życia jakie tu mamy itd, to tak jakbyśmy w Gdańsku zarabiali po 4800 netto na głowę). Bogaci nie jesteśmy, ale bez nałogów i z głową to starcza, że ho ho. Czasem jak chcemy dorobić to popracujemy w weekendy, a na codzień pon-pt 6-14. Praca 20 minut od domu autkiem, bez stresowa. Rola nie jest wielka, ale nie wiem czy chcę wpaść w ten wyścig z samym sobą - super pozycja, odpowiedzialność, awanse... tak jak pisał ktoś wyżej, mało zostaje potem czasu. A ja... gram sobie na gitarze, gram w tennisa, oglądam mecze piłkarskie, czytam książke, w weekend zawsze stać nas na wyjazd (zacznijmy od tego, że tu stać nas na auto...) I sam już nie wiem... nie mam pomysłu na biznes, nie mam super specjalizacji i nie chce mi się zapier*****. Jestem leniwy po prostu. Chciałbym wrócić, ale jak widzę te komentarze, to przypominam sobie moje życie sprzed X lat... i nie chcę tego. W sumie to po co, skoro nie zabiorę tego do grobu? A nasze życie to i tak kreska między datami
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Przeczytajcie ksiazke Anthonego de Mello Przebudzenie i zrozumiecie dlaczego czujecie sie tak jak sie czujecie. Ksiazka napisana przez jezuite ale....skreslona przez kk, a to juz daje do myslenia. Nie ma w niej o religii za to duzoo duchowosci. Kiedy zrozumiecie z czym sie identyfikujecie to autentycznie problem odpadnie. Przczytalem wszystkie posty tutaj bo mialem tak samo ja Wy. Nie moge powiedziec ze w sekundzie byl obrot o 180, bo trzeba nad soba pracowac i oduczyc sie wielu rzeczy, ale w ciagu tygodnia zauwazylem ze jest mi lepiej.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dotarłam na to forum, bo szukałam właśnie wątku "nie chce mi się już pracować"...Mam z tym ostatnio bardzo duży problem:( Mam 43 lata, w maju skończę 44 lata, a w lipcu stuknie mi 25 lat pracy zawodowej z dwoma przerwami na urlop macierzyński (które trwały odpowiednio: po jednej ciąży jakieś 5 miesięcy, a po drugiej chyba 5,5 miesiąca). Obecnie mam pracę dobrze płatną (...ale pracuję na własnej działalności...czyli na akord - co wiąże się z tym, że pracuję po około 10 h dziennie, do tego prawie w każdą sobotę i czasem w dni świąteczne, poza tym bardzo obciążająca psychicznie, bo wymaga wiedzy specjalistycznej). Trzy lata temu się wybudowaliśmy i cały czas ponosimy konsekwencje - kredyty na wykończenie domu (dodam, że wkopaliśmy się okropnie i nasze zobowiązania są prawie równoważne z naszymi zarobkami), więc zapierdzielać trzeba. Mam dwóch synów 16 lat i 9 lat, o ile ze starszym synem nie mam większych problemów...to ponad rok temu okazało się, że młodszy ma Zespół Aspergera i ADHD, więc terapie, lekarze, wszystko oczywiście prywatnie. Nie chodzi o licytację i narzekanie kto ma gorzej...Chodzi k....wa jedynie o to, że ja mam już szczerze dość i nie wiem co z tym zrobić...Mnie po prostu nie chce się pracować już w o ogóle i nigdzie:( Dobija mnie ta codzienność i czuję, że mnie to przerosło. Nie mogę pójść nawet na zwolnienie lekarskie, bo wtedy nie zarabiam:(
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja też doszłam do takich przemyśleń. Nie znajduje zrozumienia u rodziny, znajomych. Ludzie, których znam nastawieni sa albo na zarabianie jak największych pieniędzy albo na osiągnięcie sukcesu. A ja bym chciała po prostu cieszyć się życiem, mieć czas na spacer, sen, czytanie. Przeraża mnie myśl, że prawie do końca życia mam tyrac na jedzenie i dach nad głową i nie mieć na nic czasu albo ochoty. Pensje jakie proponują pracodawcy za pracę biurowa to ok. 1800-2000 zł na rękę. Zarabiajac tyle nie mam szans na kredyt na mieszkanie, wynajęcie pokoju to koszt ok. 1000 zł ( kawalerce mogę pomarzyć). Zostaje 800-900 zł na jedzenie, bilet miesięczny do pracy, ubranie. Nie wystarcza nawet na dentyste czy jakiś drozszy ciuch, kosmetyk. Mam 33 lata. Pracowałam kilka lat w biurze. Napietrzenie obowiązków, nieprzyjemna atmosfera. Wstawalam o 5:50, kończyłam pracę o 16. Po drodze jakieś zakupy, oczywiście wszędzie kolejki, bo większość kończy pracę w tych godzinach. W domu byłam o 17:30. Jak zjadłam obiad to była 19 i zasypialam na siedząco. I tak w koło. Nie wytrzymała. Rzuciłam ta prace w cholere. Bałam się. Płakałam przez kilka dni. Stres zszedł ze mnie dopiero po kilku miesiącach. Zyje z oszczędności, ale już mi się kończą. Nie wyobrażam sobie wrócić do takiego kolhozu. I na co mam czekać? Na starość, zeby w końcu mieć czas zyc? Tylko, że wtedy będę miała inne problemy - głodowa emerytura, choroby, niedoleznosc i śmierć. To jest jakiś koszmar. tak się nie da żyć! Zgadzam się z Wami.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0

Kocio, jak płaciłam opiekunce 1500 to się nie opłacało ale jak teraz płacę 150 za przedszkole bo państwowe to jednak 1400 do budżetu domowego robi. Szczególnie, że to rata naszego kredytu za dom. Ja nie mam mieszkania po dziadkach więc tak, mam trochę pistolet przystawiony do głowy poza tym nigdy nie siedziałam na d... tylko zawsze pracowałam.

Różnica polega też na tym, że ja mam też działalność ale mam duże problemy ze zdrowiem dlatego umowa o pracę, nawet na najniższej krajowej jest dla mnie bardziej opłacalna niż składki z działalności. Bo jak co do czego, wyląduję w szpitalu gdzie za pół roku mogę zejść z tego świata, to mam kontrolę i choć jestem czysta to użeranie się z zusem nie jest fajne.

Więc nie tłumacz mi o stawkach bo wiem jak działa konkurencja, czasem trzeba trochę poszerzyć perspektywę bo każdy ma inną sytuację.

No i wybacz ale to Ty zazwyczaj płakałaś na forum, że pracodawcy są tacy fe.... nie chcę bić personalnie ale może ciebie rodzice ustawili albo masz bogatego męża? no ja nie mam więc łapię się każdej pracy albo raczej takiej jaką mogę bo jestem niepełnosprawna i 90% ofert pracy - jestem wykluczona. Żaden lekarz nie wystawi mi zgody na jej podjęcie.

Nie wiem gdzie pracujecie ale w PPNT jak usłyszałam na stanowisko sekretarki 1700 netto to myślałam, że skisnę ze śmiechu :D
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2

Jakby nikt się nie zgadzał na pracę za minimalną krajową to takich ofert by po prostu nie było, przecież nikt ci pistoletu do głowy nie przystawia przy podpisywaniu umowy. Ja mam pełno różnych dziwnych propozycji pracy po kosztach a nawet poniżej, za minimalne stawki i gdybym je brała jak leci to bym nie miała z czego dokładać bo by mi skarbowy konto zablokował, ale klienci byli by zadowoleni a od zamówień nie mogłabym się odgonić.... Nie ma co się złościć na firmy bo tak działa rynek i moim zdaniem to bardzo racjonalne podejście że nie pracujesz bo gdybyś brała pracę poniżej pewnej wartości to było by to zwykłym psuciem rynku
W mojej branży często słyszę że firma X zrobi to o połowę taniej niż rynkowa stawka, W 90% okazuje się że tania firma nie okazała się wcale tania bo albo opłaty ekstra wyszły albo poprawki musiał robić ktoś inny i okazuje się że kto robi tanio robi dwa razy albo robi dwa lata.
Praca jest towarem a swój towar trzeba umieć sprzedać i się cenić. A jak ktoś lubi tyrać za pół darmo to lepiej żeby to był ktoś inny.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

to i ja się przyłączę. Z jedna rzeczą się nie zgodzę... sama wróciłam szybko do pracy, zaraz po macierzyńskim ale zaraz wróciłam do domu. Niestety, nie zarabiam dużo i dużo bardziej opłacało mi się brać 500 plus. Tak, tak, powiecie pasożyt... otóż, stwierdziłam, że cała moja pensja szła na opiekunkę a za 20 lat nikt nie będzie nawet pamiętał, że siedziałam pół roku dłużej w domu. Owsze, można było dostać szału, szczególnie, że Wam to może aż tak nie przeszkadzać tzn, brak ludzi. Mieszkam pod Gdynią, na wsi i nie mam koleżanek w bloku z którymi mogę pokawkować. Ja naprawdę od listopada do kwietnia byłam sama zamknięta w domu od 6 do 20 dopóki mąż nie wrócił z pracy. To jest dopiero koszmar!

Cóż, zostałam pół roku dłużej a potem zrobiłam dwa kursy z księgowości dla matek wracających na rynek pracy, zrobiłam staż, otworzyłam działalność i jakoś idzie. W międzyczasie (córka ma 4 lata już) pracowałam w branży PR.

I wiecie co? zarabiałam beznadziejne pieniądze! mam dość pracy za najniższą krajową. Mam spore doświadczenie bo wiele lat przed urodzeniem dziecka pracowałam i co ważne, nie zamknęłam tego rozdziału, czas wolny przy opiece nad dzieckiem spożytkowałam na rozwój i szkolenia. I dalej to samo. Albo słyszę, że mam za duże doświadczenie albo proponują śmieszne pieniądze, dobre to, że córka teraz chodzi do przedszkola więc płace grosze a nie opiekunce 1600 zł.

Na szczęście ten etap żalu mam na razie za sobą ale nie wiem ile to potrwa. Planuję kolejną ciążę, mam skończone 30 lat i co potem? mam wrażenie, że nic w życiu ni osiągnęłam i nie osiągnę....
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2

Kromp sama znam takich ludzi...najczęściej są to faceci, wiadomo nie wrócą do domu o 16 i nie palną się na kanapie z piwem bo...ona- żona im jęczy, dzieci coś chcą itd itp. To smutne jest coś się w ich życiu popsuło, zmieniło że dom traktują jako większe zło...My z mężem jesteśmy po 30, mamy 2 dzieci i każde z nas robi co może, żeby je odebrać jak najszybciej z p kola, żeby nie musiały tam kwitnąć do 17 często już od 6:30...Mamy też swoje hobby i dbamy o to aby każde z nas miało na nie czas. Mąż wychodzi z kolegami i też staram się mu nie jeczeć, że po co, ze znowu piwo itd bo wiem, ze on tego potrzebuje, potrzebuje pogadać z innymi, oderwać się i od pracy i ode mnie, od dzieci, ja gdy jeszcze nie padam na twarz też staram się gdzieś wyrwać. Mimo to dbamy o wspólny czas z dziećmi i sam na sam. Myślę, że najważniejsze w tym wszystkim jest zadbanie o potrzeby swoje nawzajem inaczej człowiek wypala się na każdym polu.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0

Jak miałem 25 lat to dziwiłem się dlaczego 35-40 latkowie zamiast się śpiąc i zrobić wszystko w 8h to rozciągają sobie pracę do 10-12h. Jakby wręcz nie chcieli do domów wracać za szybko. Dopiero jak ja i moi znajomi są w tym wieku to widać jak na dłoni co jest powodem. Dziwi mnie tylko dlaczego żony tak łatwo się na to łapią. Przykre to jest.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Jestem automatykiem. Już dawno mógłbym zarabiać jeszcze więcej tzn. ok. 10-12 tysięcy, ale wtedy 3 dni w tygodniu byłbym poza domem. Jak ktoś nie ma jeszcze dzieci albo nie przepada za spędzaniem z nimi czasu to nie trudno o dobrą pracę w tej branży. Co do dzieci to nikt nie powie tego wprost szczególnie żonie czy rodzinie, ale znam mnóstwo osób, które sztucznie przeciagaja sobie pracę biurową do 10h albo poświęcają czas na pitoly, więc muszą zostać potem dłużej, byleby wrócić do domu ok 19 i nie zajmować się dziećmi za długo.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Kocio niestety bogata nie jestem...teraz staram się przekwalifikować, żeby móc w końcu to zmienić...ale dalej nie znalazłam, żadnych godnych ofert w godzinach 7-15, tak tylko urzędasy pracują...
No tak ciśniesz jak szalony przez 10h, a potem przyjmują nowego pracownika iróżnica 5zł na h pracy mojej i jego...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

@Luna, musisz być bardzo bogata skoro taki z ciebie pracuś :) jeśli nie jesteś bogata to może warto przemyśleć temat bo coś jest ewidentnie nie teges :P
W Danii, Holandii, UK, a nawet Niemczech jest dużo prac w niepełnym wymiarze i są bardzo popularne zwłaszcza jak ktoś ma małe dzieci
Bardzo to ułatwia zachowanie równowagi praca-życie, ułatwia powrót do pracy osób nie w pełni sprawnych lub dyzpozycyjnych.
U nas jeszcze nie ma takich udogodnień. Firma chwyta człowieka i dusi jak cytrynę.
Jak odeszłam z pracy okazało się że potrzeba 2,5 osoby żeby zrobić to samo. Tak samo było z następną gdzie oczekiwano ze jeden czlowiek da radę zrobić swoją pracę i jeszcze zastąpić dwie inne. I szczerze, jestem z osób które potrafią coś takiego zrobić, tylko po co? Skoro pensja zostaje taka sama albo tylko grosze większa. Narzekamy na nadmiar pracy a sami sobie to robimy biorąc na swoje barki więcej i więcej chociaż wcale nie musimy tego robić a nawet nie powinniśmy
Przejrzałam na oczy jak okazało się że moja praca jest warta dwa i pół raza tyle :P
Firmy mają coraz większe braki kadrowe ale nie mają ciśnienia skoro ci co są dają radę za tą samą kasę :D
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Kromp jeśli to nie tajemnica napisz mi proszę w jakiej branży pracujesz?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

A ja większości z was zazdroszczę...pracujecie od pon do pt, od 7 do 15, a ja wstaje o 4:30, do pracy mam na 6 i zapindalam do 16:45. Wychodze ciemno na dworze, wracam też ciemno...albo 2 zmiana od 14:45 do 01:00. Cały dzień zapieprz na nogach, niby jest 0,5h przerwy ale tak naprawdę jesz kanapkę w biegu...naprawdę chciałabym się z wami zamienić...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ciesze się, że ktoś założył taki temat, myslalam,ze tylko ja tak mam, tylko ja 'nie do konca sobie radze'. Co z tego ze jestem super pracownikiem, tak naprawde to chyba kocham swoja'robotę', jestem ekspertem w swojej dzialce w pracy, co z tego ze wdrozylam 'ekstra' automatyzacje-kierowniczka dolozyla mi zadan, tak ze nadal nie idzie wszystkiego zrobic. Wracalam do domu-i nie mialam sil wstac z fotela. Rano- z wielkim trudem zwlekalam sie z lozka. Po odejsciu na zwolnienie -2 m-ce przed porodem - potrzebowalam 2-3 miesiace aby 'odreagowac stres' i wrocic 'do normalnosci'. Poki co jestem w domu-wiec 'problem mnie nie dotyczy', niestety nie mam tez recepty , jak zrobic by bylo lepiej - a kiedys nadejdzie moment powrotu do pracy. Chyba jest tak, jak ktos wyzej napisał: nie ma szans pogodzic idealnie rodziny, pracy dzieci i obowiazkow domowych, i jeszcze dojazdu do pracy -tak godzinke w jedna strone (z przystankiem na przedszkole). Ja juz chyba bylam na granicy depresji-tak to teraz oceniam.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Kobieta

Unieważnienie małżeństwa przez kościół (42 odpowiedzi)

Witam, zastanawiam się czy się za to nie zabrać. Jestem 2 lata po rozwodzie cywilnym. Chyba czas...

dobry adwokat rozwód gdańsk (81 odpowiedzi)

Szukam dobrego adwokata, który przeprowadzi mnie przez rozwód z orzeczeniem o winie w Gdańsku....

Czy warto studiować kierunek "dietetyka"??? (8 odpowiedzi)

Witam, Czy warto studiować kierunek DIETETYKA ??? Jeśli tak,to gdzie (na jakich uczelniach...

do góry