Widok
własnie sięgam po...całkiem cienką parówkę i nie przy tym nie chce mi sie myślec jak i z czego została zrobiona, jem bo lubię i już.
Zycie jest tak poukładane ze nie mozna zastanawiac sie nad kazdym krokiem i jego sensem. Nasz mózg nie jest w stanie bez przerwy analizowac każdy ruch bo to spowoduje nerwicę natręctw.
Zycie jest tak poukładane ze nie mozna zastanawiac sie nad kazdym krokiem i jego sensem. Nasz mózg nie jest w stanie bez przerwy analizowac każdy ruch bo to spowoduje nerwicę natręctw.
Tak , większość z nas lubi mięsko, ale czy jesteśmy obłudni?
Wydaje mi się że jedno z drugim nie ma nic wspólnego . Potępiamy czyn znęcania się nad zwierzętami, dlaczego ? z dwóch powodów. Człowiek- o większej świadomości- ma rozumnie i z szacunkiem odnosić się do "niższych" (kwestia dyskusyjna) form życia. Po drugie potępiamy czyny sadystyczne popełniane nad zwierzetami ponieważ takim debilom wciąż mało emocji i ich okrucieństwo, zacznie eskalować w kierunku drugiego człowieka .
Wydaje mi się że jedno z drugim nie ma nic wspólnego . Potępiamy czyn znęcania się nad zwierzętami, dlaczego ? z dwóch powodów. Człowiek- o większej świadomości- ma rozumnie i z szacunkiem odnosić się do "niższych" (kwestia dyskusyjna) form życia. Po drugie potępiamy czyny sadystyczne popełniane nad zwierzetami ponieważ takim debilom wciąż mało emocji i ich okrucieństwo, zacznie eskalować w kierunku drugiego człowieka .
Zawsze uważałem żeby krety zostawić w spokoju. Czy ja dziś tu pisałem coś o kretach? hmmm chyba tak...
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dzialkowiec-wysadzil-sie-w-powietrze-polujac-na-krety,wid,11481928,wiadomosc.html?ticaid=18b96
A jeże to moi najlepsi nocni kumple. Nie mam lepszych.
I biedronki bardzo lubię, to moje siostrzyczki w czasie dnia.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dzialkowiec-wysadzil-sie-w-powietrze-polujac-na-krety,wid,11481928,wiadomosc.html?ticaid=18b96
A jeże to moi najlepsi nocni kumple. Nie mam lepszych.
I biedronki bardzo lubię, to moje siostrzyczki w czasie dnia.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Taaa, Green way jako sieć to dobry był, ale z 4 lata temu na Żabiance przy SKM-ce i w Sopocie na dole przy Bohaterów Monte Cassino. Aktualnie w Gdyni na Abrahama to można zapomnieć ten adres. Lubiłem koftę indyjską i ten sos do niej :) (wciąż szukam na niego przepisu!!!) bardzo smakowała mi warzywna pitta z fetą, albo z kotletem sojowym. We Wrzeszczu przy skm-ce to jeszcze zaglądam dość regularnie.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Totenkopf.
Na prawdziwe zło nie ma odpowiedzi w postaci kontrataku. Nie istnieje w tym wypadku pełna, wymierna rekompensata za krzywdę i nigdy nie będzie mieć miejsca, ponieważ dobro ze swej natury jest bardziej bierne, mniej wysublimowane w stosunku do samego zła i dodatkowo rzadziej spotykane. Prawdziwe zło to brutalna z siłą świadoma ingerencja, wykonywana z premedytacją dla podwyższenia emocji, zaspokojenia ciekawości, pozyskania chorego samozadowolenia - ostatecznie satysfakcji. Kierując się hasłem "oko za oko" działasz z bezsilności i rozpaczy w imię abstrakcji, jaką jest społeczna sprawiedliwość. To mit, żywcem wyciągnięty spomiędzy bajek. Marny, o ile w ogóle jest to kontratak na zło, szczególnie, kiedy weźmiesz pod uwagę ramy systemu prawnego, w jakim obecnie funkcjonuje Polska. Postukać w klawiaturę to sobie możemy, ale żyjemy utopią. Nie złapiemy tego króliczka. W demokracji przekonasz ułamek % społeczeństwa do swego „oko za oko”.
Chociaż nie powiem, że kiedy dowiedziałem się, iż Mossad dorwał Eichmanna nie odczułem pewnej ulgi.
To za mało. Stawiam 300litrów mojego wina, że za 50 lat w Polsce dalej będzie trwał ustrój demokratyczny. A jeśli już nawet zaczną się jakieś rewolucyjne ruchy, to za ten czaso-okres będziesz w stanie zmienić jedynie swe skarpetki, a nie system prawny.
Co do kwestii ekonomicznej, jak komuś wypali się oczęta, połamie witki, wrzuci go do betoniary itd. i delikwent o własnych siłach się wydostanie, to chyba będzie potrzebował opieki, z pewnością kosztującą znacznie więcej niż kilku strażników z bronią pilnujący skazanych, którzy częściowo spłacają dług społeczeństwu i światu? Ano pewnie. Społeczeństwo to jeden żywy organizm, ba, ja se myślę nawet, że Ziemia (jako planeta) to jedna wielka żyjąca ISTOTA i człowiek nie powinien stawiać się ani powyżej ponad ptaki, albo niżej aniżeli krety. Chore elementy, trzeba separować albo/i leczyć. (tak to robię w ogrodzie), a jeśli to możliwe i eliminować, chociaż tutaj będzie ciężko, gdyż brak kary śmierci to wymysł naszych ostatnich chyba 40 lat. Zawsze w historii świata kara śmierci była obecna w tak zwanych cywilizowanych państwach (oczywiście nie tylko w nich).
Na zło nie ma żadnej odpowiedzi.
Budda stwierdził kiedyś, że nie sztuką jest złamać dłońmi choćby najgrubszą gałąź, sztuką jest, aby następnie tak pokierować dłońmi, aby wrócić do stanu sprzed tej ingerencji. Nie jestem buddystą tak sobie tylko przypomniałem właśnie – gdyż ostatnio za dużo czasu spędzam w ogrodzie przy piwie i wódzie.
Manson z nałogu to ja też chyba za szybko się nie wydostanę. Martwiłby mnie ten fakt gdybym żył tyle lat, co na przykład Noe.
Co do mięsa. To zjem rzadko, bo rzadko – ogólnie nie przepadam. Koszernie zrobione mięsko zjem. Szybko zabite i umiejętnie, czysto oprawione i przyrządzone. Najczęściej spożywam mięcho upolowane przez myśliwych i wędzone domowym sposobem. Te produkty (podobnie jak kurze jaja) pobieram od znajomych, którzy zazwyczaj nie dadzą sobie żadnej kasy jako ekwiwalent wcisnąć. Mają satysfakcję, że się dzielą. Trochę mnie to martwi, że wcale nie dają mi szansy się zrewanżować. Zdaję sobie w pełni sprawę, że mógłbym przeżyć nie jedząc mięsa drobiu, wołu i wieprza, włącznie z rybami. To kwestia sposobu myślenia, siły woli i motywacji czymś popartej, ale tylko na początku. Później to już tylko jest sposób odżywiania, ewentualnie poparty pewnymi przekonaniami. Mój kumpel jest weganem i ma jakieś takie czystsze myśli od moich, cerę jak dupa niemowlęcia i zauważalny błysk w oku. To wynik Jego diety. Skórzanych produktów nie używam, bo nie lubię, podobnie jak również skórzano podobnych. Mam za to buddę z kości słoniowej z Chin, drewnianego dziada z Suwałk, składanego kota przywiezionego z Azji z szlachetnego drzewa, żabę wyciosaną i obrobioną z szlachetnego kamienia i inne pierdoły. I co? I niszsz, wiem, że kamień też żyje, albo inaczej, kamienie też rosną. Wprawdzie mózgu kamienie nie mają, ale rosną w ziemi. Gdyby tak patrzeć, jeśli chodzi o wykończenie domu, musielibyśmy się cofnąć to epoki neandertalczyka. Cenię i szanuję u innych wegetarianizm i weganizm, bo mnie osobiście na to nie stać. Zawsze zarzuca się im – czego byłem wielokrotnie świadkiem w rozmowach- że skoro zrobili jeden krok (temat diety), to, dlaczego dalej nie idą w tym kierunku (temat skórzanej popularnej już torby czy paska). Najśmieszniejsze, że te zarzuty są wysuwane przez osoby, które nie są w stanie odżywiać się bez padliny z marketu przez na przykład miesiąc.
Na prawdziwe zło nie ma odpowiedzi w postaci kontrataku. Nie istnieje w tym wypadku pełna, wymierna rekompensata za krzywdę i nigdy nie będzie mieć miejsca, ponieważ dobro ze swej natury jest bardziej bierne, mniej wysublimowane w stosunku do samego zła i dodatkowo rzadziej spotykane. Prawdziwe zło to brutalna z siłą świadoma ingerencja, wykonywana z premedytacją dla podwyższenia emocji, zaspokojenia ciekawości, pozyskania chorego samozadowolenia - ostatecznie satysfakcji. Kierując się hasłem "oko za oko" działasz z bezsilności i rozpaczy w imię abstrakcji, jaką jest społeczna sprawiedliwość. To mit, żywcem wyciągnięty spomiędzy bajek. Marny, o ile w ogóle jest to kontratak na zło, szczególnie, kiedy weźmiesz pod uwagę ramy systemu prawnego, w jakim obecnie funkcjonuje Polska. Postukać w klawiaturę to sobie możemy, ale żyjemy utopią. Nie złapiemy tego króliczka. W demokracji przekonasz ułamek % społeczeństwa do swego „oko za oko”.
Chociaż nie powiem, że kiedy dowiedziałem się, iż Mossad dorwał Eichmanna nie odczułem pewnej ulgi.
To za mało. Stawiam 300litrów mojego wina, że za 50 lat w Polsce dalej będzie trwał ustrój demokratyczny. A jeśli już nawet zaczną się jakieś rewolucyjne ruchy, to za ten czaso-okres będziesz w stanie zmienić jedynie swe skarpetki, a nie system prawny.
Co do kwestii ekonomicznej, jak komuś wypali się oczęta, połamie witki, wrzuci go do betoniary itd. i delikwent o własnych siłach się wydostanie, to chyba będzie potrzebował opieki, z pewnością kosztującą znacznie więcej niż kilku strażników z bronią pilnujący skazanych, którzy częściowo spłacają dług społeczeństwu i światu? Ano pewnie. Społeczeństwo to jeden żywy organizm, ba, ja se myślę nawet, że Ziemia (jako planeta) to jedna wielka żyjąca ISTOTA i człowiek nie powinien stawiać się ani powyżej ponad ptaki, albo niżej aniżeli krety. Chore elementy, trzeba separować albo/i leczyć. (tak to robię w ogrodzie), a jeśli to możliwe i eliminować, chociaż tutaj będzie ciężko, gdyż brak kary śmierci to wymysł naszych ostatnich chyba 40 lat. Zawsze w historii świata kara śmierci była obecna w tak zwanych cywilizowanych państwach (oczywiście nie tylko w nich).
Na zło nie ma żadnej odpowiedzi.
Budda stwierdził kiedyś, że nie sztuką jest złamać dłońmi choćby najgrubszą gałąź, sztuką jest, aby następnie tak pokierować dłońmi, aby wrócić do stanu sprzed tej ingerencji. Nie jestem buddystą tak sobie tylko przypomniałem właśnie – gdyż ostatnio za dużo czasu spędzam w ogrodzie przy piwie i wódzie.
Manson z nałogu to ja też chyba za szybko się nie wydostanę. Martwiłby mnie ten fakt gdybym żył tyle lat, co na przykład Noe.
Co do mięsa. To zjem rzadko, bo rzadko – ogólnie nie przepadam. Koszernie zrobione mięsko zjem. Szybko zabite i umiejętnie, czysto oprawione i przyrządzone. Najczęściej spożywam mięcho upolowane przez myśliwych i wędzone domowym sposobem. Te produkty (podobnie jak kurze jaja) pobieram od znajomych, którzy zazwyczaj nie dadzą sobie żadnej kasy jako ekwiwalent wcisnąć. Mają satysfakcję, że się dzielą. Trochę mnie to martwi, że wcale nie dają mi szansy się zrewanżować. Zdaję sobie w pełni sprawę, że mógłbym przeżyć nie jedząc mięsa drobiu, wołu i wieprza, włącznie z rybami. To kwestia sposobu myślenia, siły woli i motywacji czymś popartej, ale tylko na początku. Później to już tylko jest sposób odżywiania, ewentualnie poparty pewnymi przekonaniami. Mój kumpel jest weganem i ma jakieś takie czystsze myśli od moich, cerę jak dupa niemowlęcia i zauważalny błysk w oku. To wynik Jego diety. Skórzanych produktów nie używam, bo nie lubię, podobnie jak również skórzano podobnych. Mam za to buddę z kości słoniowej z Chin, drewnianego dziada z Suwałk, składanego kota przywiezionego z Azji z szlachetnego drzewa, żabę wyciosaną i obrobioną z szlachetnego kamienia i inne pierdoły. I co? I niszsz, wiem, że kamień też żyje, albo inaczej, kamienie też rosną. Wprawdzie mózgu kamienie nie mają, ale rosną w ziemi. Gdyby tak patrzeć, jeśli chodzi o wykończenie domu, musielibyśmy się cofnąć to epoki neandertalczyka. Cenię i szanuję u innych wegetarianizm i weganizm, bo mnie osobiście na to nie stać. Zawsze zarzuca się im – czego byłem wielokrotnie świadkiem w rozmowach- że skoro zrobili jeden krok (temat diety), to, dlaczego dalej nie idą w tym kierunku (temat skórzanej popularnej już torby czy paska). Najśmieszniejsze, że te zarzuty są wysuwane przez osoby, które nie są w stanie odżywiać się bez padliny z marketu przez na przykład miesiąc.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Człowiek z natury zwierze wszystkożerne.
Tak więc problemy dietetyczne sprowadzą się do ideologii.
Czyli niech sobie każdy sam skrobie rzepkę, byleby łupinek sąsiadowi za płot nie rzucał.
Ja tam mięcha nie ruszam, ale sarenkę oprawić, zamarynować i przyrządzić umiem.
Karpia na święta też własnoręcznie utłukę i nie mam empatii dla kurki przeznaczonej na rosołek niedzielny.
A mało tego, uważam, że każdy chłop tak powinien umieć.
Boję się w życiu tylko szaleńców. Ortodoxi wśród wegetarian takimi mi się jawią.
A wiecie, że w krajach ubogich jest najniższy wskaźnik chorych na anoreksję? Jak się chce przeżyć, to się nie odchudza.
Tak więc problemy dietetyczne sprowadzą się do ideologii.
Czyli niech sobie każdy sam skrobie rzepkę, byleby łupinek sąsiadowi za płot nie rzucał.
Ja tam mięcha nie ruszam, ale sarenkę oprawić, zamarynować i przyrządzić umiem.
Karpia na święta też własnoręcznie utłukę i nie mam empatii dla kurki przeznaczonej na rosołek niedzielny.
A mało tego, uważam, że każdy chłop tak powinien umieć.
Boję się w życiu tylko szaleńców. Ortodoxi wśród wegetarian takimi mi się jawią.
A wiecie, że w krajach ubogich jest najniższy wskaźnik chorych na anoreksję? Jak się chce przeżyć, to się nie odchudza.
te dyskusje zawsze przebiegają podług tego samego schematu: potępienie zabijania => potępienie hipokryzji => pytanie o buty, pasek i karmienie mięsożernych zwierząt => wykazanie marginalności powyższych zarzutów => dyskusja nad naturą człowieka.
ja jem dużo mięsa bo bardzo lubię. niemniej kilkakrotnie przekonałem się, że bez mięsa może być jeszcze smaczniej i zdrowiej (ostatnio na wegetariańskim grillu opartych na kartoflach, cukinii i czosnku), ale wiem, że przy moim lenistwie i niesystematyczności wegetarianizm sprowadzałby się do jechaniu przez miesiąc na bułkach z serem. w każdym razie moją ulubioną restauracją stał się ostatnio green way (pierożki aromatyczne rules!). może gdybym był młodszy i pełen licealnego buntu, to bym mięcho odrzucił, ale teraz to już za stary jestem na rezygnowanie z golonki, placka po cygańsku czy jajówy na boczku i cebuli.
ja jem dużo mięsa bo bardzo lubię. niemniej kilkakrotnie przekonałem się, że bez mięsa może być jeszcze smaczniej i zdrowiej (ostatnio na wegetariańskim grillu opartych na kartoflach, cukinii i czosnku), ale wiem, że przy moim lenistwie i niesystematyczności wegetarianizm sprowadzałby się do jechaniu przez miesiąc na bułkach z serem. w każdym razie moją ulubioną restauracją stał się ostatnio green way (pierożki aromatyczne rules!). może gdybym był młodszy i pełen licealnego buntu, to bym mięcho odrzucił, ale teraz to już za stary jestem na rezygnowanie z golonki, placka po cygańsku czy jajówy na boczku i cebuli.
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
takie rozmowy o jedzeniu-niejedzeniu mięsa to sprzed 10 lat pamiętam. a...z wyjątkiem tego, oże statnio jakaś mała przekonywała mnie o słuszności karmienia kota wegańską karmą. chyba jej ideały rozbiły się o mur mojej obojętności i beznamiętnych reakcji. to nie mój świat już takie dylematy. sedno sprawy rozmyło się tylko
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo