Mnie fakt, że ludzie kupują rasowe zwierzaki nie denerwuje. Sama jestem właścicielką kota z rodowodem i nie dostrzegam różnicy w miłości do zwierzęcia. Wcześniej miałam zawsze tzw. dachowce. Opiekawałam się nimi w identyczny sposób i równie często bywałam u weterynarza. Gdyby zakup Leona miał zrujnować mój budżet jest chyba oczywistym, że nie kupiłabym wymarzonego brytyjczyka.
W mojej ocenie nie jest istotne czy zwierzak jest rasowy, ale jaki ja jako właścicielka mam stosunek do opieki nad nim. Jako istota silniejsza i z założenia bardziej rozumna decyzję o posiadaniu jakiegokolwiek zwierzęcia powinnam podjąć świadomie tzn. że to nie pluszowa zabawka, którą można odstawić na półkę kiedy się znudzi- co uważam, że uczyniłam ;)
Jeżeli zakup zwierzęcia podyktowany jest "modą", kaprysem czy snobizmem, a następnie pupil trafia do schroniska lub ktoś pozbywa się go w jakiś inny sposób- to wówczas uważam takie zachowanie za naganne.
Uwielbiam mojego kota. Cieszę się z jego towarzystwa, czasem wrednych zachowań, ale wdzięczności nie oczekuję :)