Widok

opinie na temat zaspy

które rodziły na zaspie?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oddziały jakie się po kolei odwiedza: położnictwo, porodówka i poporodowy? To położne z jednego do drugiego nie przechodzą...? Szkoła rodzenia jest naprawdę potrzebna... ;D
Może moje pytania są głupie, ale nigdy nie rodziłam i nie mam pojęcia jak to wygląda i za co panie tam pracujące odpowiadają - czego od nich oczekiwać.

Póki co, Zaspa wypada średnio na jeża...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja mam na mysli " rudą ' z położnictwa, a nie z traktu porodowego. Na trakcie podrodowym wszystkie połozne były OK.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ruda - legenda. Ciekawa jestem kto to taki. :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
bociany,
niedoczynność tarczycy nie powoduje problemów z laktacją...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No, ale ja właśnie miałam robiony wymaz w laboratorium na zaspie i wszystko było ok, na kilka dni przed terminem. W dodatku jak już mi powiedzieli o "infekcji" to pytałam ginekologa, czy Mała zaraziła się czymś ode mnie. Odpowiedział, że o mojego stanu zdrowia, nie ma zastrzeżeń, a o dziecku mam rozmawiać z neonatologiem (dostała 10 pkt) :] Jakbym miała grzybicę, albo jakieś inne świństwo to powinni mnie o tym poinformować. Wtedy wiedziałabym skąd ta "infekcja". Poza tym nie tylko moje dziecko dostawało antybiotyk :( Dlatego podejrzewam szpital :(((( Podejrzewam, ale nie oskarżam :] Ale jeśli moje podejrzenia byłyby słuszne, to napewno żaden lekarz by tego nie potwierdził :]

Całkowicie skupiłam się na zdrówku mojej Małej i nie przypominam sobie żadnych przykrych sytuacji z pielęgniarkami na oddziale. Pościel zmieniana codziennie, podkłady higieniczne donoszone.
Jedzenie jak w państwowym szpitalu, nie spodziewajcie się rarytasów. Mi donosili kanapki :P

Wracając do porodu, to wydaje mi się, że jakbym trafiła od razu na tę "rudą" to urodziłabym w dwie godziny, a tak całą noc z mężem spędziliśmy skacząc na piłkach :P Dobrze, że był ze mną :D
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja rodzilam tam trzy razy pierwsza 9 lat temu porod szybki niecala godz.fakt ze zszyl mnie zle jakis rzeznik ,ale jakos to przezylam,corka dostala 10 pkt.,ale niestety wystapily jakies kaplikacje i trafila na OJOM nie widzialam jej trzy dni,bylam zalamana,ale twardo zeby nie stracic pokarmu caly czas sciagalam,zeby tylko karmic piersia,jak dostalam mala nie chciala piersi,wygodniej bylo jej juz z butelki,na szczescie znalazly sie tam super pielegniarki i mi pomagaly ,zoltaczke tez miala duza,wiec siedzialysmy 10 dni,chociaz powinnysmy i tak dluzej lezec bo wychodzac miala i tak duza,pozniej jezdzilam do szpitala z nia przez ta zoltaczke bo utrzymywala sie do 4 miesiaca,teraz widze ze podniesli normy ,do konca pobytu w szpitalu nie pila z piersi,caly czas probowalam ja przystawic i sciagalam do butelki w ostatni dzien wiedzialam ze wychodze bylam taka szczesliwa ze dziecko chyba to wyczulo i jeszcze przed wyjsciem zlapala porzadnie piers i od tamtej chwili karmilam tylko z piersi,chociaz nie zawsze bylo latwo,musze wam powiedziec ze wtedy w szpitalu bardziej przywiazywali uwage do karmienia z piersi bardziej pomagaly ,ja mialam tego dosyc codziennie po kilka razy przychodzily nawet pani ordynator i na sile kazaly mi przystawiac i pokazywaly jak to zrobic,niestety jak zostawalam sama nie wychodzilo mi to,ale wszystko dobrze sie skonczylo,dwa lata pozniej nastepna tam urodzilam juz tak przy karmieniu nie pomagaly ,ale opieka ok, a teraz trzeci porod ,rowniez szybki jak dwa pozostale ok.godziny,polozna super,pielegniarki nie moge narzekac szczegolnie pani Asia z laktacji,jak sie ja poprosilo to zawsze pomogla i zagladala nawet w nocy ,mowila jak masowac obolalae piersi co przykladac,nie narzekam na opieke,ta ruda rzeczywiscie jakas taka niemila chociaz ja nie powinnam narzekac bo akurat ja nie mialam z nia zadnych nie przyjemnosci,lezalam tam siedem dni bo mala dostawala antybiotyk,urodzila sie w zielonych wodach,posciel zmieniali ale nie codziennie ,bylam na to przygotowana ze w wekend nie zmienia mi poscieli,bo gdzies to przeczytalam a rodzilam w piatek,ale w poniedzialek chodzila pielegniarka i pytala kto chce czysta,a jak nie chodzila to szlo sie do nich zapytalo sie i daly to co mialy,podkladow nie brakowalo,pobyt wspominam dobrze,jakbym miala rodzic nastepne to tez tam,wiadomo ze wszedzie znajda sie jakies pigwy co uprzyksza pobyt,ale to nie hotel
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
po wypowiedzi KAPSELKA wnioskuję że nie za bardzo bylaś zadowolona bo nikt ci nie przyspieszył porodu, musiałaś tak długo rodzić, ale to nie ich wina. Co do Infekcji jeżeli nie robiłaś sobie wymasu przed porodem to nie możesz wykluczyć że mała od Ciebie się nie zaraziła, np a co do żółtaczki to chyba nie możesz mieć pretensji do szpitala. Bez przesady!!!

popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rodziłam na Zaspie i nie wiem czy tam wróce.POrodówka super,miałam swoją położną i dzięki niej po 1 trafiłam na sale o 5 urodziłam.Wcześniej na izbie przyjęć nie było tak różowo,miałam silne skurcze krzyżowe co 5 minut,a pielęgniarki ze mnie się śmiały,że pierwiastka jestem i ściemniam bo to skurcze porodowe nie są.Słaniałam się z bólu a lekarka kazała mi jechać spać do domu.W końcu po godzinie dała mi zastrzyk i kazała do domu jechać!!!była północ a trafiłam o 23 tam.W samochdzie dostałam mega skurczy,wróciłam jak mnie zobaczyły odrazu na porodówke zabrały.Oddział położniczy dla mnie trauma.Może znajdą się z 2 fajne położne a reszta...przy mnie zemdlała dziewczyna,wiadomo,że podłoge troche od krwi była a ta sławna ,,Ruda'' zrobiła awanture,że przed chwilą podłoga myta a tu takie coś.Leżała ze mną dziewczyna,która nie byłą w stanie wstać z łóżka ,się poruszyć,zadzwoniła po położną ,żeby jej pomogła dziecko przewinąć a Ruda z pytanie ,,CC czy naturalnie rodziła??"" ona,że naturalnie,a Ruda,, to chyba pani jest śmieszna,że pani pomoge"".Paranoja.Nie miałam pokarmu,przez to nerwy łzy ,dopiero jak wychodziłam do domu,to mi powiedziano,że przy niedoczynności tarczycy może tak być,a one mnie denerwować nie chciały i nic nie mówiły.Dziecko głodne płacze ja 3 noce nie śpie,dopiero na 2 dobe dokarmić kazały.Pokarm miałam tylko miesiąc.Nie wiem czy w szpotalu mogłam cś zrobić,żeby go mieć.Nieważne.Pobyt tam nie należał do naprzyjemniejszych.Podobno w każdym szpitalu się to zdarza.Może trafiłam na złą zmiane.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja również mam mieszane uczucia,
mimo przyjechania do szpitala o północy z rozwarciem na 2 palce, Małą urodziłam dopiero następnego dnia o 10.00!!!!!!

W nocy nie urodziła żadna kobieta z 5 rodzących. Dopiero nad ranem były 4 CC i 1 poród SN (ja). Myślałam, że urodzę przy pierwszej położnej, ale do czasu rozwiązania pojawiły się jeszcze 3!!!!! Czy to możliwe, żeby się tak często zmieniały zmiany?? Nie wiem. Teraz podejrzewam, że nocnej zmianie nie chciało się przyjmować porodu. Lekarz nad ranem był kompletnie zaspany i ziewał rozdzierająco. Może położne nie chciały go budzić???

Do 8.00 nic się nie działo, bo skurcze się wyciszyły, tętno Małej było ok, więc położne kazały czekać na skurcze :/

Ok.8.00 pojawiła się taka ruda położna (Gośka - tak twierdzi mój mąż, ja z nadmiaru wrażeń nie pamiętam :P) i zaczęła "rządzić" - ona przebiła mi błonę płodową- to wtedy akcja porodowa ruszyła z kopyta. Zerknęła w kartę i spytała: "Czemu jeszcze nikt nie pomógł mi urodzić?" Babka była zdecydowana i naprawdę dzięki niej urodziłam.
Może na oddziale jest więcej rudych?? :P

Nacięcia nie czułam, szycie było szybkie i goiło się bezproblemowo.

Niestety Mała dostała jakąś "infekcję" (antybiotyk) i żółtaczkę (lampy). Właśnie dlatego jestem niezadowolona!!!!!!

To, że rodziłam tak długo nic. Nikt nie mówił, ze będzie przyjemnie.

Ale podejrzewam, że Mała została jakimś świństwem zarażona w szpitalu. Cała ciąża przebiegała książkowo. Super wyniki badań. W dodatku na 4 dniu przed porodem byłam na kontroli ginekologicznej na Aksamitnej i wszystko było w porządku!!!!!!

To moje pierwsze dziecko, wiec na położnictwie też byłam wystraszona, że mam się dzieckiem zajmować sama. Mała raz mi zaczęła płakać i nie wiedziałam co się dzieje. Była nakarmiona, przebrana, a strasznie wyła. Taka młoda, większa pielęgniarka (chyba Agnieszka) Małą odsmółkowała i już było dobrze :))))) Pielęgniarka ze szkoły rodzeni (która robi zapisy) na położnictwie jest dość oschła, ale pomocna.

Przy drugim dziecku zastanowię się czy lepiej wybrać Zaspę, gdzie wiem już "co i jak", czy wybrać Wojewódzki w ciemno.
Boję się jednak tej niezdiagnozowanej "infekcji" :((((

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
o! ja też dodam, że one ciągle mówiły o tym jak to mają dużo roboty i że musimy wszystko robić same, bo one nie nadążają z robotą. Ciekawe jednak, że ile razy nie zajrzałam do tego ich pokoju to wszystkie siedziały przy kawce i bawiły się najlepsze. jak prosiłam żeby któraś przyszła to musiałam najpierw wyłożyć cały problem - wtedy one stweirdzały, że nie ma takiej potrzeby żeby ruszyć dupsko z tego pokoju i mnie odsyłały.
najlepsze było jak poszłam poprosić już przy wyjściu o to, żeby ktoś pomógł mi wynieść torbę (byłam po cc a torba ciężka), przyszła jedna z tych pind, podniosła, powiedziała, że torba nie jest aż taka ciężka, mogę ją pociągnąć przecież sama po podłodze..i poszła.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mam wrażenie, że istnieją dwa szpitale na Zaspie. Skąd tak skrajne opinie...?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mam wrażenie, że istnieją dwa szpitale na Zaspie. Skąd tak skrajne opinie...?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
hmm dziwne bo jak ja leżałam to zmieniali pościel codziennie!!
wkłady po porodowe gaziki itp były uzupełniane dwa razy dziennie, a leżałam 9 dni co do położnych to ja się spotkałam może z dwiema takimi mało miłymi ale reszta była bardzo pomocna, ale każda ma inne odczucia
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witam, ja rodziłam na Zaspie w styczniu ubiegłego roku. Miałam zapłaconą położną, ale to i tak nie zmienia faktu, że wspominam ten dzień jako najgorszy w swoim dotychczasowym życiu... Poród trwał 12 godzin, to był mój pierwszy raz. Zacznę od tego, że zgłosiłam się do szpitala na rutynowe KTG, podczas którego zostałam źle zdiagnozowana - stwierdzono u mnie wielowodzie i podjęto decyzję abym natychmiast zaczęła rodzić - choć żadnej akcji nie było. Tak więc wylądowałam na porodówce, gdzie załadowano mi oksytocynę - jedną, potem drugą i nic - zero ruchów, Dzidzia ani drgnęła. Mijały godziny, a mnie bolało już całe ciało od leżenia w jednej pozycji - pozwolono mi wstać jedynie 2 razy na ekspresową wizytę w wc (więcej nie było nawet potrzeby, bo nie pozwolono mi ani pić, ani jeść). Po 8 godzinach, w czasie których położna regularnie "rozwierała" mnie ręcznie (przy okazji boleśnie ocierając i kalecząc pochwę) i kiedy już sobie uświadomiłam, że opowieści o "godnym rodzeniu" należy między bajki włożyć, zaczęły się skurcze. Wtedy pojawiła się lekarka - taka mała, zwalista, starsza kobieta - jej sposobem na przyśpieszenie akcji porodowej była ingerencja WRĘCZ - tzn. wepchnęła z całej siły swoją łapę we mnie i zabełtała tak skutecznie, że pękła błona płodowa i poleciały wody. Po jakimś czasie skurcze nasiliły się, w końcu stały się tak diabelnie bolesne, że myslałam, że skonam. Na finiszu pojawił się lekarz, który mnie diagnozował - widząc, że jestem bliska utraty przytomności zaordynował tlen, ignorując przy tym błagania o znieczulenie, cesarkę, o COKOLWIEK! Byłam półżywa - wykończona i zrozpaczona swoim stanem, bałam się, żę nie urodzę. Co do nacięcia - chciałam tego uniknąć, regularnie ćwiczyłam mięśnie Kegla podczas ciąży i co? i nic. Zostałam, jak to się mówi "rutynowo" nacięta - nikt mnie o zgodę nie pytał (oczywiście to tak naprawdę szczegół, ale potem miałam koszmarne zakażenie, długo dochodziłam do siebie). W końcu, w dużej mierze dzięki silnemu wsparciu Męża, urodziłam Córeczkę, która dostała 8 pkt w skali Apgar. Pediatra stwierdziła, że Dziecko było "wymordowane" tak długą i oporną akcją...W swojej naiwności myślałąm, że to już sczęśliwy koniec, nic z tych rzeczy - potem nastąpiło 40minutowe szycie, które zostało wykonane w wyjątkowo nieprofesjonalny sposób - efekt: gorączka i zakażenie, o którym już wspomniałam. Po porodzie byłam tak obolała i tak podłamana psychicznie, że nie miałam siły cieszyć się swoim Dzieckiem... Opiekę na oddziale poporodowym wspominam równie niewesoło - szczególnie mocno utkwiły mi w pamięci chamskie i aroganckie pielęgniarki, które w środku nocy rechotały na całe gardło w swojej dyżurce, ignorując dzwonki z sal i płacz dzieci. Wspomnę też o fantastycznej pościeli ze śladami krwi - niezmienianej przez 2 doby, o terrorze higienicznym ("nie zużywać za dużo środków opatrunkowych!!!"), o rygorze wojskowym ("rozbierać dziecko!!!Szybciej!!!", "karmić dziecko!!!natychmiast!!!") i o urągającym wszelkim normom stanie sanitarnym tej placówki - mam na myśli wszechobecnego grzyba i brud! Reasumując: NIE POLECAM! Mało tego - STANOWCZO O D R A D Z A M !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Witaj

Rodziłam na Zaspie w listopadzie 2008. Nie planowałam tam właśnie porodu (poród zaczął się nagle, przed terminem), gdyż tak naprawdę szykowałam się na Wejherowo.

Nie mam na co się skarżyć.

Po porodzie, jeżeli będziecie miały problem z laktacją, mogę polecić kontakt z "paniami od laktacji", które, jeżeli potrzebujesz takiej porady, są wzywane na oddział. Są świetnie przygotowane i posiadają dużą wiedzę i doświadczenie w tym temacie - szczególnie Pani Asia. Konsultacja bardzo mi pomogła.
Z pielęgniarkami też nie miałam problemów.

Nacięcia krocza - chyba nie są robione standardowo. Podczas mojego porodu najpierw próbowaliśmy rodzić (piszę w liczbie mnogiej mają na uwadze siebie, męża i położną :-) bez nacięcia ale jak dzieciątko się klinowało, położna zapytała mnie o zgodę na nacięcie krocza. Nawet nie wiem, w którym momencie mi je nacięto :-)

Jeżeli będę rodzić w przyszłości - nie będę miała oporów, aby wybrać ten szpital :-)

Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zapomiałam o suwaczku
image
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja po wyjściu ze szpitala złożylam skargę do ordynatora na " ta rudą" mam w kpoii tej skargi napisane jej imię -jak nie zapomnę sprawdzic to napisze Wam.Juz od kilku osób słyszałam o tej wrednej rudej-ale ja jej nie darowałam!!!!teraz juz nie bede pisała skargi tylko jak mnie wnerwi to od razu bede wołała ordynatora-zeby byli swiatkowie!!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Prawda jest taka ze jak na zaspie jeśli nie zapłacisz położnej i tarfisz na osobę która nie jest położna z powołania to nie masz szans normalnie urodzić.Ja nie zapłaciłam,urodziłam dopiero jak przyszła nocna zmiana w 20 minut, a z tamtą położna męczyłam sie 11 godzin.moja ginekolog powiedziała, ze położnej nie chciało sie przyjmować porodu na jej zmianie.Odbiło się to na moim małym, przedłużył nam sie pobyt w szpitalu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
w 100% sie zgadzam z Tobą.Zaspa tragedia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
pozdrów ode mnie ta rudą :)ale jeśli chodzi o zaspe to mi również lekarz polecił ten szpital właśnie ze względu na dobry odzdział neonatologiczny.I jesli chodzi o lekarzy to nie mam do nich żadnych zastrzeżeń i dlatego mimo moich złych doświadczeń nie wiem czy nie zdecydowałabym się jeszcze raz rodzic na zaspie - w końcu zdrowie dziecka jest najważniejsze.Teraz tylko nie dałbym się tak stłamsić i walczyłabym o swoje.I w sumie chciałabym spotkać jeszcze raz tą rudą - zupełnie inaczej wygladałyby nasze kontakty :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0