Widok
praca na zlecenie
Czy jezeli pracuje na zlecenie,ale jednoczenie:
1.pracodawca mowi mi dokladnie jak mam wykonac tę pracę( szczegółowe wytyczne oraz procedury)
2. dostaję grafik, na który nie mam wpływu
3. dostaję uniform, szafke, itp
4. nie moge zlecic nikomu innemu wykonania tej pracy, muszę ją wykonać osobiście
5. muszę brać udział w obowiązkowych szkoleniach, naradach i spotkaniach
to czy mój stosunek pracy(zlecenia) nie nosi czasem znamion pracy na umowe o pracę??
czy mogę chcieć zapłatę za niewykorzystany np.urlop??
1.pracodawca mowi mi dokladnie jak mam wykonac tę pracę( szczegółowe wytyczne oraz procedury)
2. dostaję grafik, na który nie mam wpływu
3. dostaję uniform, szafke, itp
4. nie moge zlecic nikomu innemu wykonania tej pracy, muszę ją wykonać osobiście
5. muszę brać udział w obowiązkowych szkoleniach, naradach i spotkaniach
to czy mój stosunek pracy(zlecenia) nie nosi czasem znamion pracy na umowe o pracę??
czy mogę chcieć zapłatę za niewykorzystany np.urlop??
Tak, twoja forma zatrudnienia ma charakter umowy o pracę. Jeśli masz zaoszczędzone kilka tys i dużo czasu na włóczenie się po sądach, możesz pozwać swojego szefa i otrzymać jakieś tam wyrównanie.
Takimi rzeczami powinien zajmować się PIP, ważna jest wszak faktycznie wykonywana umowa, a nie jej nazwa. W ten sposób oszukiwane jest całe społeczeństwo i podatnicy, ale najwyraźniej zleceniodawców nie stać na urlopy, bo muszą opłacić urzędy i polityków.
Przestrzeganie prawa? w Polsce? haha
Takimi rzeczami powinien zajmować się PIP, ważna jest wszak faktycznie wykonywana umowa, a nie jej nazwa. W ten sposób oszukiwane jest całe społeczeństwo i podatnicy, ale najwyraźniej zleceniodawców nie stać na urlopy, bo muszą opłacić urzędy i polityków.
Przestrzeganie prawa? w Polsce? haha
Jesteś śmieszny po prostu. Najpierw godzisz się na ustalone warunki, podpisujesz umowę, a później oczekujesz, że jeszcze "coś Ci skapnie" lub coś sobie ugrasz. Po co podpisywałeś taką umowę jeżeli Ci się marzy urlop i dodatkowe profity?
Właśnie przez takie postawy pracodawcy proponują wszystkim umowy śmieciowe...
Właśnie przez takie postawy pracodawcy proponują wszystkim umowy śmieciowe...
może dlatego, że to pracodawca ustala warunki a potencjalny pracownik albo się na to zgodzi i będzie miał na chleb albo ułoży się na cmentarzu i zacznie odmawiać za swą duszę różaniec (jednak jeżeli ma dzieci to byłby zbytnim egoistą). ff, czy Ty nigdy nie miałeś problemów z pracą? Jeżeli nie miałeś to zdradź Twój przepis na sukces. Tylko proszę nie zawiedź nas pisząc o nadzianych starych, spadkach i układach. Napisz, że skończyłeś świetną szkołę i sam do wszystkiego doszedłeś dzięki swojej ambicji i ciężkiej pracy i nikt, absolutnie nikt nie miał nawet czelności proponować takiej personie umowy śmieciowej.
Sorry, ale Ty wychodzisz z założenia, że jak pracodawca oszukuje pracownika to złodziej, a jak pracownik oszukuje pracodawcę to trzeba mu przyklasnąć. Typowo polskie podejście. Tyle tylko, że jak będziesz tak dalej uważać, to skończy się to tym, że umowy śmieciowe zostaną zastąpione wyłącznie samozatrudnieniem, a wtedy to będziesz miał totalną olewkę jakichkolwiek praw ze strony zleceniodawców...
Co do mojej osoby, to po pierwsze pracuje od 15 roku życia, po drugie nauka w przeróżnych szkołach do tej pory zajęła mi 21 lat (w tym kilkanaście lat równolegle z pracą) i tu niestety muszę Cię zmartwić - edukację kontynuuje obecnie dalej.
Wasz problem polega na tym, że niczego się nie nauczyliście w szkołach, jesteście leniwi, a jedyna życiowa postawa to nieustanne roszczenia "mi się należy".
Co do mojej osoby, to po pierwsze pracuje od 15 roku życia, po drugie nauka w przeróżnych szkołach do tej pory zajęła mi 21 lat (w tym kilkanaście lat równolegle z pracą) i tu niestety muszę Cię zmartwić - edukację kontynuuje obecnie dalej.
Wasz problem polega na tym, że niczego się nie nauczyliście w szkołach, jesteście leniwi, a jedyna życiowa postawa to nieustanne roszczenia "mi się należy".
Szanowny ff, zdradź mi w jakim miejscu napisałam, że popieram oszustwa pracowników. Co do przypuszczeń o wzroście samozatrudnienia, to patrząc okiem pracodawcy idealna sprawa, może niedługo od kelnerki czy sprzedawcy będzie wymaga własna firma (mam cichą nadzieję, że to jednak zbyt absurdalne). Swoistą modę panującą na zatrudnianie podwykonawców z własnym autem i wszystkimi gadżetami do pracy, nie uważam jednak za skutek oszustw pracowników, a za łatwy sposób obejścia prawa i minimalizacji kosztów czyli jakby nie patrzeć oszustwa pracodawcy (tfuu, głównego inwestora:). Co do oceny mnie i zapewne moich rówieśników jako osób leniwych, roszczeniowych. Może gdyby Pan czy Pani znała mnie osobiście nie zostałyby rzucone takie hasła, podobnie rzecz ma się z moim znajomymi. Nie każdy jest tak samo uparty czy przebojowy , żeby bić się o karierę, ale każdy ma ambicje, chęć i zapał do pracy i do poświęcenia się zajęciu. Myśleć w sposób "mi się należy" może tylko osoba, która nie zetknęła się z rynkiem pracy, gdy się szuka pracy "na poważnie" myśli się tylko- mi się NIC nie należy, bo mimo najszczerszych chęci tel milczy itd. Chęci do dalszego kształcenia gratuluję:)
Wypowiadając się w określony sposób, w kontekście pierwszego postu dałaś wyraźny sygnał swojej postawy. Być może nie jesteś typowym przykładem osoby roszczeniowej, ale jak czytam wypowiedzi na grupie "praca" to 90% tu piszących takie ma właśnie podejście.
Każdy z Was może zostać przedsiębiorcą. Początek może być nawet macie łatwiejszy niż w firmach obecnych na rynku. Możecie szukać klientów już od poniedziałku. Jedyna inwestycja to buty by mieć w czym chodzić od drzwi do drzwi. Zgłosić prowadzenie działalności można obecnie nawet w ciągu 7 dni od jej rozpoczęcia, a więc podpisania pierwszej umowy. Od tego momentu będziecie przedsiębiorcą "pełną gębą", uczestnikiem łańcuszka zatorów płatniczych, konieczności terminowego płacenia ZUSu oraz podatków pod rygorem natychmiastowego zajęcia całego majątku, a także permanentnym nadzorem wszelakich instytucji kontrolnych tego kraju...
Nie dziwcie się, że pracodawcy robią wszystko by minimalizować swoje koszty. Każdy by chciał mieć jakiś bonus za to, że podejmuje ryzyko, którego Wam się podjąć nie chce...
Oczywiście potępiam wszelakie oszustwa typu "składanie kartoników" czy inne pseudo "prace chałupnicze". Natomiast dotrzymywanie umów zleceń i innych "umów śmieciowych" powinno być szanowane przez obie strony takiego kontraktu. Każdy ma wolną wolę jego zawarcia.
Każdy z Was może zostać przedsiębiorcą. Początek może być nawet macie łatwiejszy niż w firmach obecnych na rynku. Możecie szukać klientów już od poniedziałku. Jedyna inwestycja to buty by mieć w czym chodzić od drzwi do drzwi. Zgłosić prowadzenie działalności można obecnie nawet w ciągu 7 dni od jej rozpoczęcia, a więc podpisania pierwszej umowy. Od tego momentu będziecie przedsiębiorcą "pełną gębą", uczestnikiem łańcuszka zatorów płatniczych, konieczności terminowego płacenia ZUSu oraz podatków pod rygorem natychmiastowego zajęcia całego majątku, a także permanentnym nadzorem wszelakich instytucji kontrolnych tego kraju...
Nie dziwcie się, że pracodawcy robią wszystko by minimalizować swoje koszty. Każdy by chciał mieć jakiś bonus za to, że podejmuje ryzyko, którego Wam się podjąć nie chce...
Oczywiście potępiam wszelakie oszustwa typu "składanie kartoników" czy inne pseudo "prace chałupnicze". Natomiast dotrzymywanie umów zleceń i innych "umów śmieciowych" powinno być szanowane przez obie strony takiego kontraktu. Każdy ma wolną wolę jego zawarcia.
Pisząc, że to pracodawca ustala warunki raczej stwierdziłam fakt, a nie zachwaliłam oszustwa wśród pracowników (dodatek o różańcu na cmentarzu w ramach czarnego humoru). Co do sprawy zostania przedsiębiorcą. Myśląc o swojej przyszłości uważam, że założenie własnej działalności jest w Polsce jednym z lepszych sposobów wyjścia na swoje (poza wszelakimi układami). Wymarzony profil działalności mam, potrzebne jest mi do tego zdobycie uprawnień (czyli jeszcze pary mc pracy u kogoś w tej branży, co niestety nie jest sprawą łatwą), no i parę grosza:)sprawy zusów, fiskusów i całego administracyjnego ścier... nie są mi obce. Jednak nie o mnie tu chcę tylko opowiadać. Mam też masę znajomych, którzy marzą jednak o spokojnym etacie, pracy od do, urlopach, nie chcą zarabiać kokosów, a tyle żeby starczyło na życie. Nie jest to sprawa lenistwa wg mnie, a tego jakie mają priorytety, charakter, plany...Nie każdy musi zostać przedsiębiorcą (to nawet byłoby niewskazane), jeżeli chce spokojnie u kogoś pracować, to nie ma powodu go winić za to. Od zawsze ludzie się pod tym względem różnili i nie było tragedii, ale to kiedyś...Dotrzymywanie umów to kolejna sprawa. Każda strona ma na swoim koncie grzeszki. Samo zawieranie umowy, to czasem nie wolna wola, ale nóż na gardle. P.S. mam prośbę, mam nadzieję, że nie zostanie uznana ona za grubiaństwo:) może Pan/Pani podać swoje imię, będzie łatwiej odpowiadać:)
Zawarcie umowy jest wolną wolą, w każdym przypadku. Po zawarciu kontraktu, żądanie przez jedną ze stron dodatkowych korzyści jest zwyczajnym narażaniem się na wyśmianie i robieniem sobie z gęby cholewy.
"Nóż na gardle" nie jest żadnym wytłumaczeniem. W tym kraju jeszcze nikt z głodu nie umarł. Nie masz na chleb to idziesz do MOPSu, a jeżeli jesteś katolikiem to dodatkowo prosisz o pomoc parafię. Ty i twoja rodzina zostaniecie objęci pomocą państwa. Tyle tylko, że wtedy trzeba kombinować jak wyżywić rodzinę i nie kupować gotowych dań lub chipsów. Ale to już temat na inną dyskusję :)...
"Nóż na gardle" nie jest żadnym wytłumaczeniem. W tym kraju jeszcze nikt z głodu nie umarł. Nie masz na chleb to idziesz do MOPSu, a jeżeli jesteś katolikiem to dodatkowo prosisz o pomoc parafię. Ty i twoja rodzina zostaniecie objęci pomocą państwa. Tyle tylko, że wtedy trzeba kombinować jak wyżywić rodzinę i nie kupować gotowych dań lub chipsów. Ale to już temat na inną dyskusję :)...
I tu właśnie się mylisz i to bardzo. No chyba, że "prawdziwym życiem" nazywasz bezstresowe wychowanie przez rodziców, radość komercyjnego, leniwego dzieciństwa lat 90 i początku XXI wieku, szkolnego i uczelnianego traktowania ucznia jako centrum wszechświata.
Jeżeli tak uważasz, to masz rację. Ja takiego "życia" nie znam, bo jestem z wcześniejszej dekady...
Jeżeli tak uważasz, to masz rację. Ja takiego "życia" nie znam, bo jestem z wcześniejszej dekady...
wracając do "noża na gardle". Jeżeli ktoś ma ambicje pracować, lubi pracować bo przynosi mu to satysfakcje, dobre samopoczucie, no i dzięki temu ma na życiowe potrzeby (nie mówię o zupkach fix czy chipsach, chociaż jak ktoś lubi to czemu nie, nie samym chlebem człowiek żyje:), jeżeli na te życiowe potrzeby musi sam zarobić to strata pracy i później dłuższy czas jej poszukiwania tworzy sytuację "nożową". Siada psychika, poczucie własnej wartości, konto zaczyna świecić pustkami, a nikt garnuszka nie da. Czy to nie jest patowa sytuacja? Według Ciebie lepiej iść do mopsu, gopsu i po jałmużnę niż podpisać umowę śmieciową?
Prócz tego, wcześniej wspomniane było, że nie lubisz oszustwa z żadnej strony i jesteś za przestrzeganiem także śmieciówek przez obie strony. Jak więc wytłumaczysz nagminne łamanie warunków umowy zlecenie czy dzieło, w ten sposób, że pracownik wykonuje swoje obowiązki dokładnie tak samo jakby był na umowie o pracę? No żesz kurka wodna.
Prócz tego, wcześniej wspomniane było, że nie lubisz oszustwa z żadnej strony i jesteś za przestrzeganiem także śmieciówek przez obie strony. Jak więc wytłumaczysz nagminne łamanie warunków umowy zlecenie czy dzieło, w ten sposób, że pracownik wykonuje swoje obowiązki dokładnie tak samo jakby był na umowie o pracę? No żesz kurka wodna.
Tu nie dyskutujemy o tym, czy lepiej podpisać umowę śmieciową czy nie, tylko o tym, czy w następstwie zawarcia umowy zlecenia zleceniobiorca powinien żądać dodatkowych korzyści, które z niej nie wynikają.
Po pierwsze, to że ktoś wykonuje zlecenie w taki sposób jak by był pracownikiem nie oznacza, że łamie on warunki umowy zlecenia, a tym bardziej umowy o dzieło. Nie należy tu uogólniać. Jak już mówiłem, strony mają wolną wolę. Jeżeli strony umówią się z zamiarem następującym: zawieramy umowę zlecenia, a ponieważ zleceniobiorca jest studentem i w związku z tym zleceniodawca nie musi odprowadzać składek na ZUS to wypłaci zleceniobiorcy zamiast 1500 zł 1900 zł, to czy taka umowa jest nagięciem? Czy zleceniobiorcy post factum wypada jeszcze żądać uznania tej umowy za umowy o pracę i dodatkowego zapłacenia składek ZUS, skoro wcześniej obie strony umówiły się właśnie na takie warunki z korzyścią dla ich obu? Drugi przykład. Zleceniodawca umawia się z inną jednoosobową firmą,
że będzie wykonywał określone zadania, w określonym czasie i miejscu. Taka umowa powstaje na podstawie dokładnie tych samych przepisów co umowa pierwsza. Czy w związku z tym Zleceniobiorca miałby prawo żądania uznania jej jako umowy o pracę?
Może zacytuję: Art. 2 KP "Pracownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. ". oraz Art. 11 KP "Nawiązanie stosunku pracy oraz ustalenie warunków pracy i płacy, bez względu na podstawę prawną tego stosunku, wymaga zgodnego oświadczenia woli pracodawcy i pracownika."
Jak widzisz, pracownikiem jest osoba zatrudniona na umowę o pracę, którą musi zawrzeć za zgodną wolą obu stron. Zawarcie umowy zlecenia nie powoduje tego, że zleceniobiorca staje się pracownikiem i korzysta z dobrodziejstw i ograniczeń KP.
Tzw. "występowanie znamion umowy o pracę" zostało tak na prawdę uknute przez ZUS, który w połowie lat 90 zaczął przyglądać się zleceniodawcą (umowy zlecenia i o dzieło), dającymi zlecenia i omijającymi składki na ZUS. To pojęcie nie wynika z Kodeksu pracy, tylko z przepisów ustawy o ubezpieczeniu społecznym, gdzie w podobny sposób określano kiedy składka jest należna. Wynika to wprost z wyinterpretowania określonego przepisu. Finalnie skończyło się to tym, że umowy zlecenia są "ozusowane" (z wyłączeniem nielicznych przypadków gdy nie). Pomijam tzw. umowy o dzieło, które nie dotyczą tak na prawdę dzieła, które też powinny być ozusowane (np. dzieło w postaci "stróżowania nocnego"). Ale to już totalna patologia.
Uznanie umowy zlecenia jako umowy o pracę po tzw. "występowaniu znamion umowy o pracę" (wskazanych przez autora niniejszego wątku), jest w praktyce bardzo trudne, a wręcz w normalnej sytuacji niemożliwe. Po stronie stającego z tym wnioskiem zleceniobiorcy jest konieczność udowodnienia, że był on w przekonaniu, że zawiera umowę o pracę, a więc, że zleceniodawca wprowadził go w błąd. I tutaj przy osobach wykształconych, studiujących lub z ukończonymi studiami jest to niemożliwe. Sąd nie uwierzy, że podpisując umowę, osoba z taką wiedzą, wykształceniem i inteligencją nie wiedziała co podpisuje. Zresztą większość zleceniodawców w umowie zlecenia wpisuje "intencją stron nie jest zawarcie umowy o pracę".
Dlatego też ostatecznie. Zawierając umowę zlecenia jesteś zleceniobiorcą i obowiązują Cię ustalenia z umowy i Kodeksu Cywilnego.
Po pierwsze, to że ktoś wykonuje zlecenie w taki sposób jak by był pracownikiem nie oznacza, że łamie on warunki umowy zlecenia, a tym bardziej umowy o dzieło. Nie należy tu uogólniać. Jak już mówiłem, strony mają wolną wolę. Jeżeli strony umówią się z zamiarem następującym: zawieramy umowę zlecenia, a ponieważ zleceniobiorca jest studentem i w związku z tym zleceniodawca nie musi odprowadzać składek na ZUS to wypłaci zleceniobiorcy zamiast 1500 zł 1900 zł, to czy taka umowa jest nagięciem? Czy zleceniobiorcy post factum wypada jeszcze żądać uznania tej umowy za umowy o pracę i dodatkowego zapłacenia składek ZUS, skoro wcześniej obie strony umówiły się właśnie na takie warunki z korzyścią dla ich obu? Drugi przykład. Zleceniodawca umawia się z inną jednoosobową firmą,
że będzie wykonywał określone zadania, w określonym czasie i miejscu. Taka umowa powstaje na podstawie dokładnie tych samych przepisów co umowa pierwsza. Czy w związku z tym Zleceniobiorca miałby prawo żądania uznania jej jako umowy o pracę?
Może zacytuję: Art. 2 KP "Pracownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. ". oraz Art. 11 KP "Nawiązanie stosunku pracy oraz ustalenie warunków pracy i płacy, bez względu na podstawę prawną tego stosunku, wymaga zgodnego oświadczenia woli pracodawcy i pracownika."
Jak widzisz, pracownikiem jest osoba zatrudniona na umowę o pracę, którą musi zawrzeć za zgodną wolą obu stron. Zawarcie umowy zlecenia nie powoduje tego, że zleceniobiorca staje się pracownikiem i korzysta z dobrodziejstw i ograniczeń KP.
Tzw. "występowanie znamion umowy o pracę" zostało tak na prawdę uknute przez ZUS, który w połowie lat 90 zaczął przyglądać się zleceniodawcą (umowy zlecenia i o dzieło), dającymi zlecenia i omijającymi składki na ZUS. To pojęcie nie wynika z Kodeksu pracy, tylko z przepisów ustawy o ubezpieczeniu społecznym, gdzie w podobny sposób określano kiedy składka jest należna. Wynika to wprost z wyinterpretowania określonego przepisu. Finalnie skończyło się to tym, że umowy zlecenia są "ozusowane" (z wyłączeniem nielicznych przypadków gdy nie). Pomijam tzw. umowy o dzieło, które nie dotyczą tak na prawdę dzieła, które też powinny być ozusowane (np. dzieło w postaci "stróżowania nocnego"). Ale to już totalna patologia.
Uznanie umowy zlecenia jako umowy o pracę po tzw. "występowaniu znamion umowy o pracę" (wskazanych przez autora niniejszego wątku), jest w praktyce bardzo trudne, a wręcz w normalnej sytuacji niemożliwe. Po stronie stającego z tym wnioskiem zleceniobiorcy jest konieczność udowodnienia, że był on w przekonaniu, że zawiera umowę o pracę, a więc, że zleceniodawca wprowadził go w błąd. I tutaj przy osobach wykształconych, studiujących lub z ukończonymi studiami jest to niemożliwe. Sąd nie uwierzy, że podpisując umowę, osoba z taką wiedzą, wykształceniem i inteligencją nie wiedziała co podpisuje. Zresztą większość zleceniodawców w umowie zlecenia wpisuje "intencją stron nie jest zawarcie umowy o pracę".
Dlatego też ostatecznie. Zawierając umowę zlecenia jesteś zleceniobiorcą i obowiązują Cię ustalenia z umowy i Kodeksu Cywilnego.
przepisy są jakie są, niestety. W sumie smutne, że do tej pory nie mogę sobie przypisać miana pracownika, pomimo tego, że wykonywałam już przeróżne prace, upssss, dzieła:) (jakbym do kija czorta malowała obrazek dla szefa). Wracając do tematu, przepisy są wybitnie naciągane przez pracodawców. "Umawianie się" czyli wybór dobrego rozwiązanie dla obu stron, czy takie coś ma miejsce? Komukolwiek zaproponowano wybór: umowa o pracę czy zlec lub dzieło? Zapewne gdzieś tam zdarzyły się takie przypadki, ale są one tak odosobnione jak wioski na Syberii. W ten sposób rozumiem słowo "umawiać się", w innym przypadku bardziej pasuje określenie "narzucać swoją wolę". Zlec, a studenci czy dzieło dla podwykonawcy to są akurat dość odosobnione sytuacje, przy których te umowy są odpowiednią formą zatrudnienia. Gdzie jednak cała reszta?
To nie pracodawcy narzucają umowy śmieciowe, tylko warunki rynkowe wymagają od nich obniżania kosztów, a z drugiej strony podaż bezrobotnych im to umożliwia.
Chciałbym przypomnieć, że w latach 2006-2007 mieliśmy bezrobocie na poziomie 6-7%, a w dużych miastach jeszcze mniej. Podaż szukających pracy była mniejsza i wtedy "śmieciówki" praktycznie zniknęły. Pracodawcy mieli koniunkturę, wielu odbiorców na swoje produkty i usługi. W konsekwencji nie bali się zawierać umów o pracę na czas nieokreślony i płacić coraz więcej za pracę (spójrz jak zmieniło się średnie wynagrodzenie w tamtym okresie), a jeżeli proponowali umowy zlecenia to oferowali znacznie większe wynagrodzenie i wszyscy byli zadowoleni. Poza tym niektórzy pracownicy nie chcieli umów o pracę, bo sami nie chcieli się wiązać na długo z pracodawcami gdyż za miesiąc mogli dostać jeszcze lepszą ofertę...
Chciałbym przypomnieć, że w latach 2006-2007 mieliśmy bezrobocie na poziomie 6-7%, a w dużych miastach jeszcze mniej. Podaż szukających pracy była mniejsza i wtedy "śmieciówki" praktycznie zniknęły. Pracodawcy mieli koniunkturę, wielu odbiorców na swoje produkty i usługi. W konsekwencji nie bali się zawierać umów o pracę na czas nieokreślony i płacić coraz więcej za pracę (spójrz jak zmieniło się średnie wynagrodzenie w tamtym okresie), a jeżeli proponowali umowy zlecenia to oferowali znacznie większe wynagrodzenie i wszyscy byli zadowoleni. Poza tym niektórzy pracownicy nie chcieli umów o pracę, bo sami nie chcieli się wiązać na długo z pracodawcami gdyż za miesiąc mogli dostać jeszcze lepszą ofertę...