Widok

samotne samodzielne mamy :) jak dajecie rade?

Rodzina i dziecko bez ogłoszeń Temat dostępny też na forum:
hej dziewczyny.
dopadla mnie ciezka sytuacja zyciowa (ale nie nie, nie potrzebuje pieniedzy, ubranek, jedzenia czy czegokolwiek :)...
a wiec do rzeczy... wydawalo mi sie ze mam wspanialego partnera, zakochana bylam w nim po uszy, ale niestety wszystko co dobre szybko sie konczy. Przestalismy sie dogadywac, codzienne kllotnie, pretensje.. po prostu nie mam juz sily (dluga opowiesc).
z tego zwiazku mamy 1,5 roczna coreczke plus mieszkanie na ktore wzielam kredyt z moja mama, po to zeby mieszkanie bylo moje (ot tak dmuchac na zimne)

niestety albo i stety musze sie z nim rozstac i dac sobie rade sama - przeraza mnie to strasznie... nie wiem co bedzie, czy bedzie mnie stac utrzymac dziecko, no i jak wniesc sprawe o alimenty? ile to sie u was toczylo?

dalej z nim po prostu nie wytrzymam... psychicznie mnie molestuje, codziennie sa wyzwiska itp..
wsrod bliskich same SZCZESLIWE malzenstwa wiec moze tutaj jakas mama podzieli sie ze mna swoja historia i chociaz duchowo wesprze...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3
do góry
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A powiedzcie dziewczyny co ma zrobić taka osoba która:Ma męża od trzech lat z nim dziecko 1,5 roczne,przestało się między nimi układać,dziecko jest często świadkiem awantur,a kłótnie są o pieniądze,wzajemne zrozumienie,czy często pierdoły,bo ten czepia się wszystkiego,podnosi ton,w łózku ma wymagania,nie potrafi uszanować że czegoś można nie lubieć,nie tolerować,poza tym nie ma w zwiazku miłości,przyjażni żadnych pocałunków,przytuleń,ciepłych słów jednym słowem rutyna i stres.
Wynajmujemy mieszkanie,ja nie mam pomocy ze strony rodziny,nawet nie miałabym gdzie pójść,bo nie mam nigdzie zameldowania,nie pracuję.I jak tu myśleć o rozwodzie?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zazdroszczę Wam Dziewczyny siły, że same planujecie odejść, czy jest tu na forum ktoś od kogo odszedł mąż?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Załamana ode mnie nie odszedł mąż ale jak chcesz pogadac napisz do mnie meila.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
no i stało się - klamka zapadła - dziś powiedzieliśmy sobie do widzenia, czuje... ulge i strach, zostaje z dzieckiem, kredytem na mieszkanie, długami na karcie kredytowej...
ma tydzien na wyprowadzke a ja sprobuje zaczac zycie od nowa....

jestem przerażona...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pamiętam to uczucie. Ja zostałam z domem, długiem na karcie ale dziecka nie mieliśmy, choć myślę, że z dzieckiem byłoby łatwiej, bo motywacja do życia inna. Teraz mam kochanego męża, dziecko i jestem szczęśliwa. Wszystko wymaga czasu. Powodzenia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
no mam nadzieje ze teraz bedzie juz tylko lepiej....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
hej

ja tez samotnie ide przez życie. nie powiem ze te cholerne zycie jak dotad dało mi w kos a jeszcze kawal go przede mna. mała ma 11 miesiey i od zawsze jestem praktycznie z nia sama. jej ojciec wolał kolegów. daje na mala kase ale chyba bym wolala pomoc jednak. mala jest chora i bieganie po szpitalach aptekach i poradniach juz mnie dobija. grrr... przydałyby sie ksiaze z bajki i juz. daje rade, dla małej. postanowiłam sobie ze jak ja bede silna to ona tez bedzie i wygramy z choroba kiedys tam. nie życze zednej z was tego ale nic nie umacnia w Tobie siły jak pobyt w szpitalu i rozmowa z lekarzem który daje Twojemu dziecku pare procent szans na przeżycie. pozdrawiam was i życze wytrwałości
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dziewczyny trzymajcie sie cieplo,Ola zycze Ci duzo sily i szczescia...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
U mnie było tak samo.Wyzwiska kłótnie nie raz mi się oberwało i do pracy szłam posiniaczona i podrapana.Też się wyśmiewał z mojej pracy co ja tam robię że jestem ciągle zmęczona.Doszło nawet do tego mówił że ja się z kimś puszczam na magazynie chociaż tam były same dziewczyny a ten magazyn służył nam również za szatnie,to było obrzydliwe.Wracałam do niego kilka razy a on obiecywał że się poprawi,i na obietnicach się skończyło.Od 4 mies mieszkam z moją córką u mojej mamy jesteśmy na jej utrzymaniu,a starszy syn mieszka u drugiej babci ,czyli u mojego byłego matki,nie mam pracy i mam już pomału dość.Tylko on ma problem z alkoholem dostał jedna szanse bo o mało nie zginoł w wypadku,ale on sobie z tego nic nie robi byle tylko innym życie uprzykrzać,i miec co wypić
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dasz radę - tak jak ja ją daję ;-)
Przypilnuj, żeby zabrał WSZYSTKIE swoje rzeczy - nie ma wracania, po plecak/buty zimowe/cokolwiek. Zapowiedz, że to co zostanie wyniesiesz na śmietnik, bo nie jesteś przechowalnią. Wiem co mówię, jak cokolwiek zostawi, będzie miał pretekst, żeby przyłazić, a to nie będzie miłe ani nie jest potrzebne. Jeśli cokolwiek zostawi, wynieś to do piwnicy, tak, żeby nie miał już wstępu do TWOJEGO mieszkania. I zmień zamki. To, że odda ci klucze nie załatwie sprawy, zawsze wcześniej mógł dorobić.
Trzymam kciuki i gorąco ściskam!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
odgrzebuje stary temat bo nie chcę zakładać nowego, mam podobną sytuację nie wyrabiam już psychicznie czuje sie jak sprzątaczka i kucharka a nie partnerka... sytuacja jest o tyle gorsza: brak mieszkania i dzidzi w drodze... :( nie wiem od czego zacząć :( póki co prace mam do końca ciązy zapewnioną ale cięzko coś odłożyć
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
to ja odgrzebię ten wątek jeszcze raz...



jesteśmy dopiero 3 lata po ślubie i mamy roczne dziecko. oboje bardzo go chcieliśmy. na początku była sielanka. potem mąż wymigiwał się od obowiązków, 5 dni w tygodniu był w pracy, pozostałe 2 przeznaczał na kursy. tak naprawdę zostałam ze wszystkim sama, byłam cholernie zmęczona, tym bardziej, że wróciłam do pracy, miałam jeszcze dziecko i dom na głowie. nie mogłam liczyć na to, że mąż zostanie z dzieckiem, żebym mogła wyjść do koleżanki czy na zakupy, gdziekolwiek. do tego obrażał się jak chciałam, żeby to się zmieniło. O naszych wspólnych wyjściach nie było nawet mowy! Rozmowy nie dawały żadnych skutków. Wkurzyłam się na niego i też się nie odzywałam. Potem było raz lepiej raz gorzej, ale od kilku miesięcy on miał mnie i dziecko w d... nie chciał z nami spędzać czasu, unikał nas nawet przez 1,5miesiąca swojego urlopu. odkryłam, że z każdą sprawą leci do matki - wychodził z domu, wtedy dzwonił i razem mnie obgadywali. jego rodzinka znała zawsze tylko jego wersję i nietrudno się domyślić jaki miała do mnie stosunek. doszło nawet do tego, że namówili go, żeby nie jeździł do mojej mamy, bo "jazda pociągiem jest dla rocznego dziecka niebezpieczna"(pociąg jedzie dokładnie 2 godziny).



kilka dni temu dowiedziałam się, że od wielu miesięcy mnie zdradzał! mam na to dowody,a oczywiście on zaprzecza. Dzień po tym jak wszystko wyszło musiałam się komuś wyżalić i wyszłam na kawę z koleżanką (nie było mnie 3 godziny). Okazało się, że w tym czasie mój mąż znowu zadzwonił do mamuśki i przekazał, że to ja mam jakiegoś faceta, że się z kimś spotykam! Najlepsze jest to, że mam takie wyjścia bardzo rzadko, bo jego zwyczajnie nigdy nie ma, więc jestem w domu z dzieckiem. Po tej akcji zostałam wyzwana przez jego rodzinę od k**** itp!



Kazałam mu się wyprowadzić i ze strachu przed tymi wariatami wymieniłam zamki w drzwiach. na szczęście mieszkanie kupiłam przed ślubem, ale częściowo na kredyt.



Przed wyjściem jeszcze uzgadniał, że będzie chciał spotykać się z dzieckiem - wreszcie! Zgodziłam się, ale powiedziałam, że nie pozwolę mu go zabrać do dziadków, którzy mają taki stosunek do mnie, nie chcę, żeby moje dziecko miało z nimi do czynienia. zresztą, mimo,że mieszkają blisko nigdy bez okazji go nie odwiedzali. jak myślicie, czy w przyszłości sąd weźmie to pod uwagę? czy sąd może mu pozwolić zabierać dziecko gdzie chce?



od razu powiedział, że mieszkanie jest moje (i większość rzeczy również), ale np. ze wspólnych pieniędzy zrobiliśmy remont, kupiliśmy komodę czy szafę zamontowaną na stałe. zasugerował mi, że powinnam mu dać jakieś pieniądze. tylko skąd, skoro jestem na urlopie i dostaję mniej niż zwykle, a teraz mam sama płacić raty, czynsz, prąd, itp, oczywiście jedzenie, ubranka, szczepienie... ktoś mi powiedział, że nie powinnam mu nic dawać, bo nie dość, że to on zdradzał, to jeszcze w nagrodę dam mu niezłą sumkę za którą kupi sobie auto, a ja będę karmić dziecko chlebem z margaryną, bo mi już nie starczy. po zapłaceniu raty i opłat w następnym miesiącu, zostanę praktycznie bez grosza (wciąż jeszcze spłacam debet).



powiedział też, że chce złożyć pozew o rozwód. tylko co to oznacza dla mnie? czy jeśli on złoży pierwszy ze swoimi propozycjami, to moje nie będą się liczyć? czy to ja mam go wyprzedzić? co z orzekaniem o winie? czy wybrać to czy lepiej szybko bez orzekania. ale jakie to będzie miało znaczenie dla nas - czy jak będzie z jego winy, to nie będę musiała go spłacać? koszmar...



jestem załamana, kiedy dziecko zasypia siadam i ryczę, że zmarnowałam życie swoje i synka. teraz już nic nie będzie takie jak dawniej!

nie powiedziałam swojej mamie (bo nie chcę, żeby teraz to przeżywała, a nie najlepiej jest z jej zdrowiem) ani rodzinie (bo jest mi cholernie wstyd). Najgorsze, że zbliżają się święta - gdyby mama wiedziała, zmusiłaby mnie żebym przyjechała, ale będą jeszcze inni goście i nie chcę żeby ktoś mnie pytał, albo patrzył jak ryczę.

wygląda na to, że spędzę je tylko z moim malutkim dzieckiem...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
może mi ktoś pomoże? proszę
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nie znam sie na prawie, ale ja bym wybrala opcje z orzekaniem o winie - jego wina jest ewidentna, nie oskubie Cie, tylko Ty jego, nie dawaj mu zadnych pieniedzy.

znam sie za to na czlowieku i wiem, ze potrzebujesz teraz mamy - jedz do niej na kilka dni, wyplacz sie, swiat od razu bedzie lepszy.
nie wstydz sie swojej rodziny w swieta, roznie z nia bywa, ale w ciezkich chwilach potrafia naprawde wesprzec.

ciesz sie, ze masz tego toksycznego dziada z glowy - teraz czujesz sie na dnie, ale bedzie coraz lepiej. jego rodzina o niczym nie wie, dlatego tak Cie traktuja. w czasie sprawy rozwodowej dowiedza sie prawdy i zmienia zdanie.

na poczatek pozwol sobie pomoc i zadzwon do przyjaciol, rodziny. oni tez chca sie czuc potrzebni.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Uszy do góry. Przede wszystkim ochłoń. Nerwy są złym doradcą.

Teraz tak, możesz złożyć swój pozew o rozwód, to, że on złożył to może cię guzik obchodzić i możesz nie wiedzieć, albo on może kłamać. Co do widzeń, to zaproponuj mu, ze może do was przychodzić w soboty, na zabieranie z domu na noc takich małych dzieci to chyba sąd nie pozwala. Co do widzeń z dziadkami, to jeżeli ci założą sprawę to i tak będziesz musiała im dać dziecko i tak więc pomimo waszych stosunków to bym wymyśliła jakiś kompromis. W końcu to dziadkowie, ale każde dziecko chce mieć dziadków.
Co do podziału to mu powiedz, ze niech zabiera Komandora i wsadzi go sobie w.... jak zmieści. Tak na poważnie to faktycznie wspólnym majątkiem musisz się podzielić, ale tego chyba nie trzeba od razu robić. Natomiast zadzwoniłabym do sądu i zapytała co w takiej sytuacji z alimentami, czy to musi być przy sprawie rozwodowej czy możesz osobno jakiś wniosek złożyć.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
aleksandra ja się ułożo czy dalej jesteś z tym facetem?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dzięki, ale skoro on dla odwrócenia uwagi naopowiadał im niestworzonych rzeczy, to wg nich ja byłam złą matką, żoną, nie robiłam nic w domu itd. jak wpadną do sądu i zaczną przekazywać jego kłamstwa i sędzia w nie uwierzy, to jeszcze on stanie się ofiarą, a ja będę winna.

on teraz chyba mieszka u mamusi, więc gdyby chciał zabrać dziecko do siebie, czyli do swoich rodziców, to ma prawo je dostać czy nie?
w zasadzie jeszcze ani razu sam z synkiem nigdzie nie pojechał, więc dlaczego teraz ma tak robić?
nie chcę, żeby za kilka lat oni nastawiali moje dziecko przeciwko mnie, wyrażali się o mnie właśnie źle, wypytywali je o to co robiłam, o której wróciłam z pracy itp. wiem, że to daleka przyszłość, ale...

dziękuję za pomoc. wygadałam się już komuś, dużo mi lepiej. chociaż najgorsze jeszcze przede mną. ale dobrze mieć świadomość, że są ludzie wokół, którzy mnie wspierają...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dziewczyno, co cię obchodzi co oni o tobie mówią. Niech sobie mówią.
Dziecku też niech mówią, ono kiedyś dorośnie i samo oceni. Czy wiesz czy on złożył pozew z orzekaniem czy bez?
Co do dziecka, to ci powiem, że w końcu to ojciec, nawet jeżeli do tej pory miał wszystko gdzieś, on ma pełnię władzy rodzicielskiej, tak samo jak ty. Zrobisz co będziesz uważała za stosowne, ale jak dojdzie do rozprawy, to sąd i tak mu zasądzi odwiedziny.
Moje zdanie jest takie im mniej będziesz się z nim szarpać tym lepiej dla ciebie i dla dziecka.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zdradzona - jak ja Ciebie rozumiem. Przede mną też rozwód. Nie umiem sobie dać z tym rady. Wprawdzie nie mam pewności co do zdrady, ale brak zainteresowania mną. Dzieckiem raz się interesuje, raz nie. Ogólna załamka.
Nie umiem sobie z całą sytuacja poradzić. zazdroszczę kasi i innym dziewczynom, które już maja to za so9bą, a wręcz teraz są szczęśliwsze, może my też kiedyś będziemy. Starajmy się tak myśleć, może będzie łatwiej. Chociaż łatwo powiedzieć trudniej zrobić.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry