Widok
Mnie też trzęsie jak widze mamuśki na placu zabaw, które nie pozwalają wejść do pisakownicy, bo "bakterie", na hustawkę, bo zrobisz "bam", albo na zjeżdżalnie, bo spadniesz. masakra. kiedyś śmiać mi się chciało jak matka nie pozwoliła wejść malcowi w kaloszach do malutkiej kałuży. to po co mu te kalosze? dajmy dzieciom poznawać świat
Roznicą jest lęk o dziecko, ktore jest dla nas najwazniejszą badz jedną z najwazniejszych istot w zyciu a nadopiekunczoscią i trzęsiawką o zabawy na placu zabaw....
Ja mam tez takie mysli, od zawsze boje sie obsesyjnie o zakrztuszenie.... Ale mimo to corka potrafi jesc, gryzc, polykac, nie miksuje Jej schabowego :P choc mialabym ochote :) ale martwie sie po prostu, jak Ona je to jestem czujna, nie zostawiam samej z jedzeniem...
Ale ciąglę chodza mi po glowie takie natretne mysli :/ Jak czasami slysze, ze kolezanki daja 2, 2,5 letniemu dziecku landrynki to robi mi sie gorąco autentycznie. Jak ktos Mloda poczęstuje to reke odgryzę :D
Jak minie mi ten lek to przyjdzie pewnie nastepny o zabawe w przedszkolu czy samodzielne wyjscia na podworko... No tak juz bedzie, co nie znaczy, ze zamkne Mloda w domu i nie wypuszcze do przedszkola czy na plac zabaw...
A fotelik za 800 zl owszem kupilam i nie uwazam, ze to nadopiekunczosc tylko odpowiedzialnosc za wlasne dziecko!
Ja mam tez takie mysli, od zawsze boje sie obsesyjnie o zakrztuszenie.... Ale mimo to corka potrafi jesc, gryzc, polykac, nie miksuje Jej schabowego :P choc mialabym ochote :) ale martwie sie po prostu, jak Ona je to jestem czujna, nie zostawiam samej z jedzeniem...
Ale ciąglę chodza mi po glowie takie natretne mysli :/ Jak czasami slysze, ze kolezanki daja 2, 2,5 letniemu dziecku landrynki to robi mi sie gorąco autentycznie. Jak ktos Mloda poczęstuje to reke odgryzę :D
Jak minie mi ten lek to przyjdzie pewnie nastepny o zabawe w przedszkolu czy samodzielne wyjscia na podworko... No tak juz bedzie, co nie znaczy, ze zamkne Mloda w domu i nie wypuszcze do przedszkola czy na plac zabaw...
A fotelik za 800 zl owszem kupilam i nie uwazam, ze to nadopiekunczosc tylko odpowiedzialnosc za wlasne dziecko!
pierwszą ciążę straciłam bardzo wcześnie - zanim potwierdziłam oficjalnie, że była... ale wiedziałam, że jestem w ciąży :P
Babcia Mariusza nic nie wiedziała o ciąży - a jakoś takoś odwiedziła nas ze swoją córką(naszą Ciotką) i mówiła, że śniło jej się dziecko - takie malutkie... i że to podobno nie dobrze jak się śni... ona trzymała je na rękach...
jakieś 2-3 dni później dostałam krwotoku...
organizm sam się oczyścił... nie trzeba było łyżeczkować...
przy drugiej ciąży nie wkręcałam sobie filmów - starałam się nie myśleć, że coś złego może się stać :) chociaż jak zaczęłam plamić to raz dwa dzwoniłam do mojej lekarki i następnego dnia miałam już wizytę ;) no i tabletki do 32tc :)
Dziewczyno - nie "filmuj się", bo oszalejesz... niestety taka jest prawda, że co ma się stać to i tak się stanie... czasem działa prawo naturalnej selekcji - tak właśnie myślę o swojej pierwszej ciąży... (nie myślę o "dziecku" tylko właśnie o ciąży=zarodku - tak jest łatwiej)
Babcia Mariusza nic nie wiedziała o ciąży - a jakoś takoś odwiedziła nas ze swoją córką(naszą Ciotką) i mówiła, że śniło jej się dziecko - takie malutkie... i że to podobno nie dobrze jak się śni... ona trzymała je na rękach...
jakieś 2-3 dni później dostałam krwotoku...
organizm sam się oczyścił... nie trzeba było łyżeczkować...
przy drugiej ciąży nie wkręcałam sobie filmów - starałam się nie myśleć, że coś złego może się stać :) chociaż jak zaczęłam plamić to raz dwa dzwoniłam do mojej lekarki i następnego dnia miałam już wizytę ;) no i tabletki do 32tc :)
Dziewczyno - nie "filmuj się", bo oszalejesz... niestety taka jest prawda, że co ma się stać to i tak się stanie... czasem działa prawo naturalnej selekcji - tak właśnie myślę o swojej pierwszej ciąży... (nie myślę o "dziecku" tylko właśnie o ciąży=zarodku - tak jest łatwiej)
Dziewczyny , moja córka ma 15 lat , i ja nadal trzese sie o nią . Więc to nie przechodzi nigdy. Oczywiscie nie prowadze jej za rękę do szkoły , i nie wychowuje pod parasolem. Ale zawsze jest we mnie lęk o corkę. Kiedy wychodzi gdzieś na dłużej z koleżankami , albo jesteśmy nad jeziorem i idzie się wykąpać ja na brzegu cały czas na nią patrze i nie mam odwagi stracić jej z oka. Oczywiście nie mówię jej co chwilę o tym ,ze tak strasznie sie o nią boję. Poza tym pamiętam jakmoja mama zawsze sie o nas bała. Jak chodzilam na imprezy, jako już pełnoletnia osoba, mama czekała w nocy az wrócilam do domu...
ups - nie doczytałam, że nie chodzi o wczesne poronienia ;)
u nas też było zadławienie (śluzem), brak oddechu, później przytomności... głupia dyspozytorka którą powinnam pozwać do sądu - ale wtedy nie miałam na to sił... oczekiwanie na lekarza wyjazdowego i na pogotowie... pobyt w szpitalu - pierwsza noc spędzona na krześle przy łóżeczku Gabrysia - bałam się położyć na łóżku polowym tuż obok, bo nie widziałam dobrze Młodego i aparatury... więc zrobiłam z ręcznika i paczki wkładów poporodowych "poduszkę" i oparłam się o szybę/ścianę oddzielającą 2 sale... i tak kimnęłam się może na 2 (w sumie) godziny? a później tekst pielęgniarki - a to ten noworodek z bezdechem...
myślałam, że padnę... jakim bezdechem? dlaczego ja nic nie wiem?
w szpitalu Gabryś spał cały czas na macie/monitorze oddechu - spisaliśmy nazwę i znaleźliśmy producenta, zamówiliśmy taki sam monitor do domu... ale i tak nie ufałam mu w 100% i wolałam żeby Gabryś spał z nami - miałam/mam Go na oku...
mimo wszystko nie jestem przewrażliwiona... chce się oparzyć? niech dotknie kubka z ciepłą kawą - 2 razy Babcia dała Mu dotknąć i już wie, że to jest "sii" i że nie wolno dotykać... uczy się chodzić, co chwilę upada, kilka razy mocno uderzył główką o podłogę(całe szczęście jest gruby dywan i wykładziny) - taka kolej rzeczy, wszyscy to przechodziliśmy...
w zeszłym tygodniu bardzo gorączkował - obstawiałam zęby i/lub 3dniówkę :P dopiero jak temperatura doszła do 39,6'C to się wystraszyłam i zadzwoniłam do Pani Dr... poszliśmy na wizytę, stwierdzono zapalenie ucha i ząbkowanie... w nd Gabryś dostał wysypkę - czyli mieliśmy 3w1 ;) ząbkowanie, zapalenie ucha i trzydniówkę ;) a co tam - wszystko hurtem... ;P
u nas też było zadławienie (śluzem), brak oddechu, później przytomności... głupia dyspozytorka którą powinnam pozwać do sądu - ale wtedy nie miałam na to sił... oczekiwanie na lekarza wyjazdowego i na pogotowie... pobyt w szpitalu - pierwsza noc spędzona na krześle przy łóżeczku Gabrysia - bałam się położyć na łóżku polowym tuż obok, bo nie widziałam dobrze Młodego i aparatury... więc zrobiłam z ręcznika i paczki wkładów poporodowych "poduszkę" i oparłam się o szybę/ścianę oddzielającą 2 sale... i tak kimnęłam się może na 2 (w sumie) godziny? a później tekst pielęgniarki - a to ten noworodek z bezdechem...
myślałam, że padnę... jakim bezdechem? dlaczego ja nic nie wiem?
w szpitalu Gabryś spał cały czas na macie/monitorze oddechu - spisaliśmy nazwę i znaleźliśmy producenta, zamówiliśmy taki sam monitor do domu... ale i tak nie ufałam mu w 100% i wolałam żeby Gabryś spał z nami - miałam/mam Go na oku...
mimo wszystko nie jestem przewrażliwiona... chce się oparzyć? niech dotknie kubka z ciepłą kawą - 2 razy Babcia dała Mu dotknąć i już wie, że to jest "sii" i że nie wolno dotykać... uczy się chodzić, co chwilę upada, kilka razy mocno uderzył główką o podłogę(całe szczęście jest gruby dywan i wykładziny) - taka kolej rzeczy, wszyscy to przechodziliśmy...
w zeszłym tygodniu bardzo gorączkował - obstawiałam zęby i/lub 3dniówkę :P dopiero jak temperatura doszła do 39,6'C to się wystraszyłam i zadzwoniłam do Pani Dr... poszliśmy na wizytę, stwierdzono zapalenie ucha i ząbkowanie... w nd Gabryś dostał wysypkę - czyli mieliśmy 3w1 ;) ząbkowanie, zapalenie ucha i trzydniówkę ;) a co tam - wszystko hurtem... ;P
nauka chodzenia to faktycznie straszny etap dla matki. mój młody od początku był niezłym diabełkiem i najróżniejsze sensacje z nim mieliśmy. kombinator niesamowity. ksiażke mogłabym napisać ile to razy mialam stan przedzawałowy ;-)
świadoma jestem, że najciężej będzie właśnie jak dziecko staje się nastolatkiem i zaczyna chodzić na imprezy itp. nie wiem jak to zniosę ;-D
mąż stwierdził ostatnio, że mloda zacznie wychodzić z domu jak skończy 25lat hehe
świadoma jestem, że najciężej będzie właśnie jak dziecko staje się nastolatkiem i zaczyna chodzić na imprezy itp. nie wiem jak to zniosę ;-D
mąż stwierdził ostatnio, że mloda zacznie wychodzić z domu jak skończy 25lat hehe
Jak nasze dzieci dorosną to bedzie można im GPS-a wczepić tak żeby się nie zorientowały, hehe ;) Ale one znając życie bedą już od nas mądrzejsze i bedą miały zagłuszacze impulsów ;))))
O córcie to chyba większy strach niż o syna.... a jakby jej sie coś stało, to bede miała następny problem, bo małż pójdzie sie mścić jak ten z Prawa Ojca.... tego to by chyba rozniosło jakby sie dowiedział, że ktoś Madzi krzywde zrobił.....
O córcie to chyba większy strach niż o syna.... a jakby jej sie coś stało, to bede miała następny problem, bo małż pójdzie sie mścić jak ten z Prawa Ojca.... tego to by chyba rozniosło jakby sie dowiedział, że ktoś Madzi krzywde zrobił.....
oprocz tego ze ciagle boje sie o syna i meza, nawet potrafie sie poplakac jak sobie pomysle i szybko musze wtedy malego przytulic, to mam tez obsesje nad soba, ze na cos zachoruje , ze umre i zostawei mojego syna i on nie bedzie mnie pamietal, cialge sie boje raka i inncy smiertelnych chorob, wypadku, duzo jezdzimy do tesciow 300 km, massakra, moj maz nie moze nie juz sluchac, zaczynam wpadac w jakas depresje,
OSOBISTY TRENER FITNESS, ODCHUDZANIE, kształtowanie i modelowanie sylwetki, zajęcia indywidualne,diety,zapraszam, tel.695519424,fitness-ola@wp.pl www.odchudzanieztrenerem.pl
olka ja mam tak samo, wogole mam lek przed jazda samochodem ale uzasadniony i od tamtej pory ( straszliej tragedii) boje sie wsiadac do samochodu - fakt, nie wyjezdzamy w zasadzie poza trojmiasto ale powiedzialam mezowi ze na dluzsza trase np do mojej rodziny ktora mieszka bardzoo daleko sie nie odwaze , tez mam takie leki o meza i corke i tez czasem sobie powyje jak zaczynam o tym wszystkim myslec i fakt - wpedza to w depreche i nie tylko
niestety ja jestem wlasnie taka, ktos drugi ma silniejsza i inna psychike ale ja na swoja nic nie poradze...
niestety ja jestem wlasnie taka, ktos drugi ma silniejsza i inna psychike ale ja na swoja nic nie poradze...
to sie nazywa wrazliwosc :) ja jestem strasznie, wczoraj poklocilam sie z wlascieilka silowni i cala noc nie spalam, nie lubie sie klocic, najlepiej bym sie czula jakby dziecko wszedzie ze mna bylo, chcoiaz czasami chce odpoczac, wiadomo, po co mi psycholog, po prostu rodzina jest dla mnie najwazniejsza, mimo ze maz czasami wnerwia, :) a dziecko pol dnia marudzi, ale kilka godz na silce i juz lece do niego najszybciej jak sie da
OSOBISTY TRENER FITNESS, ODCHUDZANIE, kształtowanie i modelowanie sylwetki, zajęcia indywidualne,diety,zapraszam, tel.695519424,fitness-ola@wp.pl www.odchudzanieztrenerem.pl
Ja najbardziej się bałam, jak w zeszłym roku jechaliśmy do wawy na ślub znajomych i zostawiliśmy naszą Duśkę z moją mamą. dwa dni przed wyjazdem, odbyłam rozmowę z moją siostrą, że jakby coś (tfutfu) to ma się chajtać ze swoim facetem i brać Adę do siebie. normalnie poryczałam się jak z nia rozmawiałam. A drugi raz złapało mnie w szpitalu jak mnie wieźli teraz w styczniu na cesarkę, tak się trzęsłam, że mało z tego ich łóżka nie spadłam;) i tylko ta moja Ada w głowie się przewijała. Wszystko dobrze się skończyło ale każdy przed moja cesarką miał instrukcje rozpisane, co i jak odnośnie Ady:) "testament;))" zostawiłam :P
dzisasssssssss ja nie mogę nawet patrzeć na tytuł tego wątku dziś na forum ... fujjjjj
sama też się boje, martwię, o dziecko o nas ( by miała "starych")
jesu nawet sie martwię o to żeby jej nie było ciężko pracy szukać za te 20 lat ...
zle sny z nią w roli głównej, głupie mysli gdy siedzi i się bawi ...
ale to chyba norma od momentu zostania mamą - pod warunkiem ze sie jest "normalnym", wrażliwym, odpowiedzialnym człowiekiem :)
sama też się boje, martwię, o dziecko o nas ( by miała "starych")
jesu nawet sie martwię o to żeby jej nie było ciężko pracy szukać za te 20 lat ...
zle sny z nią w roli głównej, głupie mysli gdy siedzi i się bawi ...
ale to chyba norma od momentu zostania mamą - pod warunkiem ze sie jest "normalnym", wrażliwym, odpowiedzialnym człowiekiem :)
Strach o dziecko jest normą, bez tego nasz gatunek by nie przetrwał :)
Już wiele razy pisałąm o tym, jakie miałam jazdy zwłaszcza na początku ciąży i macierzyństwa, ale nie robiłam sobie wyrzutów, tylko czekałam, aż mi przejdzie.
I odrobinę przeszło. Energię z mojego bania się przekładam na realne zapewnianie bezpieczeństwa - np. ostatnio znów przeniosłam lekarstwa wyżej, do pomieszczenia, do którego Stach ma i tak ograniczony dostęp, wywaliłam wszystkie awaryjne zestawy leków z torebek i toreb... Dużo czytałam na temat pierwszej pomocy udzielanej maluszkom, i dwa razy to się przydało...
Bez sensu tylko, gdy rodzice zajmują się eliminowaniem mało prawdopodobnych zagrożeń, np. nie wypuszczają dzieci na dwór ze strachu przed pedofilem, tylko zostawiają je nudzące się w chałupie, z pełnym dostępem do apteczki. Wiecie ile dzieci zatrutych lekami trafia do szpitali?
Już wiele razy pisałąm o tym, jakie miałam jazdy zwłaszcza na początku ciąży i macierzyństwa, ale nie robiłam sobie wyrzutów, tylko czekałam, aż mi przejdzie.
I odrobinę przeszło. Energię z mojego bania się przekładam na realne zapewnianie bezpieczeństwa - np. ostatnio znów przeniosłam lekarstwa wyżej, do pomieszczenia, do którego Stach ma i tak ograniczony dostęp, wywaliłam wszystkie awaryjne zestawy leków z torebek i toreb... Dużo czytałam na temat pierwszej pomocy udzielanej maluszkom, i dwa razy to się przydało...
Bez sensu tylko, gdy rodzice zajmują się eliminowaniem mało prawdopodobnych zagrożeń, np. nie wypuszczają dzieci na dwór ze strachu przed pedofilem, tylko zostawiają je nudzące się w chałupie, z pełnym dostępem do apteczki. Wiecie ile dzieci zatrutych lekami trafia do szpitali?
to chyba ja jestem jakaś nienormalna w tym towarzystwie ;P nie boję się, nie wkręcam sobie itp. :] nie widzę powodów, żeby się nakręcać :)
owszem - czasem mam wrażenie/przeczucie, e coś może się stać - wtedy najzwyczajniej w świecie siedzimy w domu i nie wyjeżdżamy ;) albo czasem mam wrażenie, że mam "oszukać przeznaczenie" ;P - chyba 2 tygodnie temu moje Mama(mająca problemy z sercem) wracała z rehabilitacji jak koło naszego sklepu reanimowali umierającego(na serce) Pana... niestety nie udało się Go uratować...
pół godziny później jechałam na zakupy do Leclerca - wjechałam do garażu podziemnego... poszłam na zakupy - była gigantyczna kolejka do ważenia warzyw i owoców(a ja akurat miałam kupić pyszne pomarańcze - specjalnie po nie jechałam) - i stwierdziłam, że nie upadłam na głowę, żeby tyle stać w kolejce...
ale pomarańcze były takie ładne, do tego postanowiłam wziąć buraczki za zupę dla Gabrysia(lubi buraczki)... kolejka zmalała - ale ogólnie byłam kilka minut dłużej w sklepie niż zakładałam w pierwszej chwili...
i co? schodzę na parking - a tam 2 miejsca ode mnie 2 samochody rozwalone, jedno wbite w słup, w drugim poduszki powietrzne rozwalone...
wróciłam do domu i na wszelki wypadek już nigdzie tego dnia nie wychodziłyśmy ;) i Męża ostrzegłam żeby uważał jak będzie wracał z pracy...
podobną akcję "oszukać przeznaczenie" mieliśmy latem, gdy mieliśmy jechać na pogrzeb mojego stryjka na Mazury... tak się wszystko sprzysięgło, że nie pojechaliśmy - a już byliśmy zapakowani do auta... (akumulator się rozładował, bo całą noc alarm wył a my nie słyszeliśmy - a pozostałe 2 auta nie nadają się w trasę, moja Mama chciała jechać z moim kuzynem - najpierw Jego Mama powiedziała, że jest u fryzjera, jak zadzwoniła po godzinie - On już był w trasie...)
owszem - czasem mam wrażenie/przeczucie, e coś może się stać - wtedy najzwyczajniej w świecie siedzimy w domu i nie wyjeżdżamy ;) albo czasem mam wrażenie, że mam "oszukać przeznaczenie" ;P - chyba 2 tygodnie temu moje Mama(mająca problemy z sercem) wracała z rehabilitacji jak koło naszego sklepu reanimowali umierającego(na serce) Pana... niestety nie udało się Go uratować...
pół godziny później jechałam na zakupy do Leclerca - wjechałam do garażu podziemnego... poszłam na zakupy - była gigantyczna kolejka do ważenia warzyw i owoców(a ja akurat miałam kupić pyszne pomarańcze - specjalnie po nie jechałam) - i stwierdziłam, że nie upadłam na głowę, żeby tyle stać w kolejce...
ale pomarańcze były takie ładne, do tego postanowiłam wziąć buraczki za zupę dla Gabrysia(lubi buraczki)... kolejka zmalała - ale ogólnie byłam kilka minut dłużej w sklepie niż zakładałam w pierwszej chwili...
i co? schodzę na parking - a tam 2 miejsca ode mnie 2 samochody rozwalone, jedno wbite w słup, w drugim poduszki powietrzne rozwalone...
wróciłam do domu i na wszelki wypadek już nigdzie tego dnia nie wychodziłyśmy ;) i Męża ostrzegłam żeby uważał jak będzie wracał z pracy...
podobną akcję "oszukać przeznaczenie" mieliśmy latem, gdy mieliśmy jechać na pogrzeb mojego stryjka na Mazury... tak się wszystko sprzysięgło, że nie pojechaliśmy - a już byliśmy zapakowani do auta... (akumulator się rozładował, bo całą noc alarm wył a my nie słyszeliśmy - a pozostałe 2 auta nie nadają się w trasę, moja Mama chciała jechać z moim kuzynem - najpierw Jego Mama powiedziała, że jest u fryzjera, jak zadzwoniła po godzinie - On już był w trasie...)