Widok
spokój...
Drogie Doświadczone Forumki!
od tygodnia regularnie łykam kalmsik, bo nerwy robiły ze mną co chciały.
napiszcie mi proszę, czy miałyście/macie podobne "efekty uboczne":
1. humorek poprawil mi sie juz po pierwszej tableteczce
2. spac mi sie zachcialo po drugiej tableteczce
3. sennosc mnie nie opuszcza od tej drugiej tableteczki...
lykam mniej niz napisane na ulotce - 3x1 tabletke dziennie...
dajcie znac, czy mialyscie tak samo, czy nie przespalyscie slubu, czy faktycznie caly TEN dzien byl spokojniejszy???
spiaca atama ;)
od tygodnia regularnie łykam kalmsik, bo nerwy robiły ze mną co chciały.
napiszcie mi proszę, czy miałyście/macie podobne "efekty uboczne":
1. humorek poprawil mi sie juz po pierwszej tableteczce
2. spac mi sie zachcialo po drugiej tableteczce
3. sennosc mnie nie opuszcza od tej drugiej tableteczki...
lykam mniej niz napisane na ulotce - 3x1 tabletke dziennie...
dajcie znac, czy mialyscie tak samo, czy nie przespalyscie slubu, czy faktycznie caly TEN dzien byl spokojniejszy???
spiaca atama ;)
nic mnie nie denerwuje tak jak to, ze nie moge na to wszystko poswiecic tyle czasu ile bym chciala.
wiele spraw mamy juz przeterminowanych (powinny byc dawno zalatwione) i to jest najbardziej stresujace.
nie denerwuje sie ceremonia, przysiega itd. nic z tych rzeczy.
denerwuje sie zepsutym garniturem narzeczonego (byl juz tysiace razy poprawiany i wyglada na to, ze bedziemy szyc nowy! obysmy zdazyli!), jeszcze nie rozeslanymi zawiadomieniami, nie ustalonym scenariuszem zabawy i innymi glupotami, jak zero rezerwacji na podroz poslubna... :/
pewnie faktycznie nie warto. to w koncu tylko jeden dzien w roku.
moze stresuje to, ze przyjedzie troche gosci i nie chce sie ich zawiezc...
ech...
wiele spraw mamy juz przeterminowanych (powinny byc dawno zalatwione) i to jest najbardziej stresujace.
nie denerwuje sie ceremonia, przysiega itd. nic z tych rzeczy.
denerwuje sie zepsutym garniturem narzeczonego (byl juz tysiace razy poprawiany i wyglada na to, ze bedziemy szyc nowy! obysmy zdazyli!), jeszcze nie rozeslanymi zawiadomieniami, nie ustalonym scenariuszem zabawy i innymi glupotami, jak zero rezerwacji na podroz poslubna... :/
pewnie faktycznie nie warto. to w koncu tylko jeden dzien w roku.
moze stresuje to, ze przyjedzie troche gosci i nie chce sie ich zawiezc...
ech...
Atama, ja też ślubuję 13-go :-) i dokładnie przeżywam to samo, co Ty - stresuję się nie tyle ceremonią (choć dziwna jest świadomość bycia w centrum zainteresowania przynajmniej 50 osób obserwujących Cię przynajmniej przez godzinę), co przygotowaniami. Właściwie 90% spraw organizuję sama i obawiam się, że w sobotę puszczą mi nerwy z powodu jakiegoś niedopatrzenia albo czyjejś ignorancji wobec ważnych dla mnie drobiazgów. Też biorę Kalms - w aptece polecono mi go jako środek ziołowy nie powodujący senności. A jednak trochę przysypiam po nim. A może to ta niżowa pogoda ostatnio... I lekkie rozdrażnienie pozostaje, co skupia się czasem na moim narzeczonym, który zdaje się nie przywiązywać większej wagi do spraw organizacyjnych...
[url=http://www.TickerFactory.com/]

[/url]

[/url]
