Widok

szczęście na forum ?

Witajcie.
Czy wierzycie w to, że na tym forum można znaleźć kogoś kto da szczęście?

Czy spotkaliście się z kimś "stąd" ? Czy to trwa nadal czy było jednorazowe?
A jeśli jednorazowe to dlaczego ?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Miałam na myśli, np zakochanie się. Zakładamy, że pozostajemy kumplami, lecz po jakimś czasie okazuje się, że iskrzy. O taką zmianę warunków mi chodziło:) Na lepsze:)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie ma problemu jak oboje tego chcą i w tą stronę. Gorzej jak ktoś się umawia na wyłączność, potem wychodzi na jaw jakaś zdrada i jedna ze stron chce zmieniać zasady.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak zdrada, to brzmi jak wypowiedzenie umowy trybem natychmiastowym;) Dyscyplinarka;)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To wróćmy do Twojego przykładu. Umawiamy się że jesteśmy tylko kumplami, ale po jakimś czasie jednej stronie iskrzy - i co wtedy? Mamy prawo do zmiany umowy/zasad czy nie? Czy egoizmem jest psuć przyjaźń by się upomnieć o "podwyżkę"?

Stefan Wyszyński powiedział kiedyś:
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi."

Jak zatem ma się to do naszego tematu?

I że tak pozwolę sobie wrócić do początku, tego co pisałaś. Czy wobec tego wszystkiego, jedno zdanie na pewno może nam zaoszczędzić nerwów i czasu? Czy będzie miało ono jakaś wartość, jeśli zasady gry mogą się zmieniać na bieżąco?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To zdanie może zaoszczędzić nerwów i czasu ewentualnie na samym początku. Tak jak w którymś z wątków został podany kontakt ale i od razu informacja chętnie pogadam, ale nie umówię się z Tobą. Więc chłopak ma klarowną i jasną sytuację.

Natomiast. "Mam prawo" brzmi jakbyśmy rozkładali tą sytuację wg jakiegoś kodeksu, który w tych sprawach nie istnieje. Może lepiej brzmi JA MOGĘ lub NIE MOGĘ (ewentualnie chcę/ nie chcę)
Wiem co ja bym zrobiła, będąc np. tą zakochaną. Ja zapewne wyjawiłabym swoje uczucia. Ot taka ze mnie emocjonalna ekshibicjonistka jest i nie potrafiłabym udawać. Oczywiście zepsułoby to naszą przyjaźń, ale jeśli udawałabym że wszystko jest w porządku - to też do pupy z taką znajomością. W życiu czasami trzeba być egoistą, w końcu chodzi o moje zdrowie psychiczne, moją duszę i mój umysł. Jeśli tkwiłabym w takim układzie wbrew sobie, to oznaczałoby, że niezła ze mnie masochistka jest.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak to się jednak ma do naszego początku? To że jesteśmy mądrzy i wiemy kiedy to początek, czujemy to i od razu mówimy co i jak...
Skąd wiesz że jesteś zakochana? Może to fascynacja, oczarowanie, lub coś innego, może za tydzień lub miesiąc ci to minie? Może miałaś szereg złych dni, on cię pocieszał i akurat wyjątkowo trafnie potrafił do ciebie dotrzeć. Za kilka dni wszystko wróci do normy i znów będzie to tylko przyjaźń. Zaryzykujesz, powiesz i nic już nie będzie takie same. Nawet jak Tobie minie, to w nim to pozostanie, może on coś poczuje, a może od razu zerwie kontakt. Może i on Ci się przyzna, że czuje to samo. Ale wtedy od kiedy to czuje, czy tłumił to w sobie - a jeśli tak, to czy oznacza to jego brak szczerości? A jeśli pójdziecie o krok dalej, a Tobie minie, to kim będziesz?

Jak się ma szczerość do uczciwości i egoizm do miłości (moje uczucia, konta ochrona przed cierpieniem kochanej osoby)?


Które to zasady są wtedy trwałe, a które się zmieniają w czasie - czy można wtedy ustalać jakiekolwiek zasady, jeśli sami uznajemy że można je łamać w czasie gry w ramach szczerości?

Czy istnieją jakiekolwiek zasady?

Czy wtedy ta zdrada jest złamaniem zasad, czy tylko zmianą zasady (w czasie gry) wobec której druga strona nie decyduje się na dalszą grę?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty, tylko Ty potrafisz zadać takie pytanie, by o północy mój mózg pracował na wysokich obrotach...;) A miałam pójść spać.

Nie wiem kiedy mężczyzna wie, że jest zakochany. Wiem kiedy zakochana jestem ja. Może gdy miałam lat 20 nie potrafiłam odróżnić fascynacji od zakochania. Dziś potrafię i jestem zdecydowanie ostrożniejsza w tych kwestiach. Natomiast mimo wszystko jest to sprawa bardziej intuicyjna, duchowa, empiryczna. Coś czego nie da się opisać, czego mężczyźni nie rozumieją. Bo to potrafi ogarnąć tylko kobiecy umysł.

Jeśli on tłumił uczucie w sobie, to znaczy że był masochistą. Nie oznacza to braku szczerości. Ale staje się wtedy takim uczuciem lokajskim. Będzie robił wszystko byle mi było dobrze. A co z nim? Z jego uczuciami? Powinien też myśleć o sobie. W końcu stanie się sfrustrowany, wkurzony, być może zazdrosny gdy w moim życiu pojawi się inny mężczyzna.

Piszesz, co jeśli pójdziemy krok dalej. Masz na myśli seks? Jeśli tak, to jak Ty uważasz, kim wtedy będę?

Szczerość do uczciwości ma się nijak tak samo jak egoizm do miłości. Wydaje mi się im bardziej jesteśmy dojrzalsi i bogatsi w doświadczenia to to NIJAK robi się bardzo duże.
Choć z drugiej strony może dziś mi się wydaje że w życiu należy by egoistą, może będę myślała inaczej gdy się zakocham?

W każdym bądź razie na dzień dzisiejszy nie dopuszczam do siebie takiej myśli, więc niech będzie że jestem wyrachowana. Ale jeśli nie kocham, a ta druga osoba tak, muszę ją o tym poinformować. Nie znoszę litowania się, ani gdy ktoś lituje się nade mną.

Idąc powyższym trybem o zasadach i ich dalszych zmianach, zdrada będzie zmianą zasady wtedy gdy druga strona zostanie o tym poinformowana - może przyjąć taką zmianę lub nie.
Złamaniem zasady wtedy gdy robi to po kryjomu, nie przyznaje się. Ale tu już wkraczamy na cienki grunt.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dla takiego intelektualnego fetyszysty jak ja, fascynacja i zakochanie to zawsze była ciężka sprawa - bo te rzeczy zazwyczaj się przeplatają.

Intuicja pozwala ci odróżnić fascynację od zakochania? Tylko że oba te odczucia cechują się tym że zaburzają zdolności oceniania. W takiej sytuacji intuicja to taki "pijany mistrz";)


Nie każdy myśli tak racjonalnie, szybko i bezbłędnie jak Ty - zatem on nie musi być masochistą, może chcieć zaczekać by się upewnić, lub uznać że nie ma co psuć przyjaźni skoro Ty na początku ustaliłaś że nic więcej między wami być nie może. Patrząc na to z innej strony może uznać że wyznanie ci uczuć będzie oszustwem, swoistą zdradą Twojego zaufania, tego co ustaliliście, więc nie zrobi tego dla wyższego dobra?


Egoizm ma jednak wiele do miłości. W związkach seksualnych egoizm jest jednym z głównych czynników. W końcu to wyznanie swoich uczuć kosztem zniszczenia przyjaźni (która też jest formą miłości) jest przejawem egoizmu. Jesteś gotowa zrobić wszystko by mieć go dla siebie. Miłość bez egoizmu to właśnie takie uczucie lokajskie jak je określiłaś. Dobro innych nawet kosztem własnego. Większość jednak nie jest do tego zdolna, większość przez swój egoizm uważa wręcz przeciwnie. Są gotowi poświęcić dobro i szczęście drugiej osoby aby sami cieszyć się jej towarzystwem - tak to wygląda w praktyce.


Nadal nie rozumiem jak postrzegasz tą kwestię zmiany zasad.
Dwie osoby uznają że się nie zakochują, jedna się zakochuje i mówi o tym drugiej.
Dwie osoby uznają że się nie zdradzają, jedna zdradza i mówi to drugiej.
W obu przypadkach złamanie zasady nastąpiło przed wyznaniem tego drugiej osobie, czy jest to złamanie zasad czy uczciwa zmiana zasad?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Kiedyś, dawno dawno temu, w czasach gdy SeaTowers kojarzyło się ludziom najczęściej ludziom z kosmicznymi podbojami a ja byłem młodym, zbuntowanym, zakompleksionym młokosem z milionem wyimaginowanych problemów rodzice zdecydowali się podłączyć w domu Stałe łącze internetowe.
Jak wiadomo, ja Człowiek Oświecony (przecież przez ostatnie dwa miesiące miałem kontakt z e-światem na poprzez kabel telefoniczny więc to żadna dla mnie atrakcja) zacząłem wszędzie swoje młodzieńcze herezje szerzyć gdzie się dało. Publicznie, na stopie prywatnej pal licho wie gdzie jeszcze. Po pewnym czasie obcowania z monitorem zaczęły nawiązywać się wirtualne znajomości, które z biegiem czasy zastąpiły całkiem świat realny. No bo po co wychodzić na dwór skoro można wygodnie siedzieć sobie i pisać zza monitora, naginając prawdę (przecież nikt się nie dowie). No i tak mijał dzień za dniem, w między czasie okazało się, że poznałem dziewczynę - Piękna wyimaginowana Niewiasta brzmiało jej imię. Nim się obejrzałem wciągnąłem się, czułem coś...coś fajnego - to uczucie napawało mnie dumą i dawało energię, wymiana e-buziaczków, fotek. Nocne rozmowy w toku to sprawiało, że świat zza okna mógł przestać istnieć w ogóle był nie potrzebny - przecież poznałem lepszy świat, świat w którym byłem kimś. Mogłem czuć się spełniony, miałem mnóstwo znajomych, własną pasję. To mi wystarczało.
Powracając do Wątku wcześniej wspomnianej Niewiasty było pięknie, cudownie, wspaniale, bombastycznie, jednak każdy dzień przybliżał mnie do przeniesienia tego na świat ten który porzuciłem na rzecz tego nowego lepszego. Zapomniałem wspomnieć, z Niewiastą dzieliły nas kilometry wielkości średniej krajowej pensji tamtych czasów. Ale kto by o tym myślał skoro było tak fajnie.....no ale....
Suma sumarum, przechodząc do meritum mojego posta wreszcie nadszedł ten dzień, czas spotkania face-too-face no i jak zapewne się domyślacie prysło wszystko. Okazało się, że to wszystko co miało miejsce wcześniej to były tylko gdzieś głęboko zakorzenione pragnienia/podświadome dąrzenia - i w tem wszystko w jednej chwili powróciło do czasów z przed dnia w którym rodzice zainstalowali w domu internet. Było sucho, sztywno, zero emocji - totalna obojętność . Jak się za pewne domyślacie na tym jednym spotkaniu się skończyło i słuch o tych czasach zaginął. Młody dostał to na co zasłużył, a zimny prysznic patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego był wart więcej niż główna wygrana w totka.

Na tym zakończymy.
______________________________________________________
Dziś sam jestem dziadkiem, a puenta jest taka, że w internecie nawet pozbawiony uczuć wyższych outsider jest w stanie na krótką metę nieświadomie bądź też całkiem świadomie doświadczyć to czego nie jest w stanie doświadczyć ze względu na własne uwarunkowanie genetyczne czy cokolwiek innego co do tego doprowadziło.


Puentując całego posta i jednocześnie odpowiadając na pytanie zawarte w temacie topicu mogę Ciebie, Nic dla mnie nie znaczący Zbiorze Literek zapewnić, że jest to jak najbardziej możliwe. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.
______________________________________________________
NIE CZYTAJCIE TEGO :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jednorazowym zdarzeniem bym się nie sugerował.
Pierwsza osoba z którą rozmawiałem prywatnie w internecie była pierwszą osobą z którą się spotkałem. Rozmawialiśmy kilka tygodni i było super. Spotkanie nie wyszło najlepiej - ona prawie się nie odzywała i krótko po spotkaniu znajomość się zakończyła. Później poznałem inne osoby i okazało się że nie taki diabeł straszny... - czy nie tacy internauci straszni jakimi ich inni ukazują.

Ludzie udzielający się w internecie nie są odrębnymi bytami względem tych chodzących po ulicach. W zależności od tego czy jesteśmy pesymistami czy optymistami możemy uznać że niektórzy kłamią, lub że wszyscy kłamią. Nie możemy jednak uznać że tutaj kłamią, a na żywo są prawdomówni. Jeśli ktoś uważa że jest inaczej, to zwyczajnie się oszukuje:)

Ludzie przyjmują maski, ukazując innym, w różnych okolicznościach tylko fragmenty tego kim są. Nie nazwałbym tego jednak oszustwem outsiderów pozbawionych uczuć wyższych. To tylko inny skrawek rzeczywistości. I szczerze mówiąc, to spotykam się z tym częściej w życiu codziennym niż w necie.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Aby poznać człowieka, trzeba mieć trochę czasu. Liczą się nie tylko słowa, ale gesty, mimika, ton głosu. Tego w necie się nie zobaczy, nawet, gdy ktoś rozmawia na skypie. Można się rozczarować miło albo niemiło. Ludzie przejawiają pozytywne i negatywne zachowania i necie i w realu. Sceptycznie odnoszę się do stwierdzenia "szczęście na forum", bo dopiero życie zweryfikuje, czy poznaliśmy dobrego człowieka/nieważne, czy to jest koleżanka, kumpel czy facet/. Poznawanie życiowego partnera w necie: być może moja opinię ukształtowały opowiadania osób i ich znajomych o wstrętnych zachowaniach ludzi, którzy np. zatajali, ze są w związkach, nie określali szczerze, jaki jest cel znajomości czy przedstawiali się jako ktoś inny. Pamiętam opowiadanie kumpla, których chciał poznać dziewczynę. Przedstawiła się jak szczupła blondynka, wysłała mu fotkę, która był wręcz oczarowany. Umówił się z nią, przychodzi na spotkanie, a tam pani o gabarytach kulomiotki. Okazało się, ze fotka miała 5 lat. No cóż, zdarza się
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To ta dziewczyna to chyba nabrała z kilkadziesiąt osób, bo słyszałem identyczną opowieść już kilkanaście razy i dwa razy czytałem coś na ten temat na Onecie - to chyba jakaś miejska legenda:P

Ze zdjęciem nigdy nie miałem takiego nieporozumienia. Chociaż moda na wymianę zdjęć nigdy mnie nie dopadła. Jak dziewczyna chciała mi je wysłać to wysyłała, sam o to nie prosiłem. I tak by ocenić kogoś po zdjęciu potrzeba z kilkunastu zdjęć robionych przy różnych okazjach, bo pojedyncze to zawsze przekłamuje.

Kiedyś mnie dziewczyna nabrała ze względu na wiek, miała mieć 20, za dojrzałość poglądów dałbym jej z 25, a dzień przed spotkaniem się przyznała że ma 12:D Chociaż mi kilka lat temu na tym forum dawali 60, więc chyba nie można się sugerować tym co kto mówi;)

Zatajanie, czy przemilczenia na temat związków to standard niezależnie czy osobę poznawałem w necie czy "w realu".
"bo nie pytałeś" - usłyszałem na pewno ponad 5 razy;)
"bo mi się dobrze z Tobą rozmawiało" - też mi się trafiło kilka razy. Czasami także z obwinianiem "(...) a Ty się nie umawiasz z zajętymi".
"bo i tak chce z nim zerwać" - bardzo popularny argument.

Życie:P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Grunt to bunt, i do przodu przed siebie.
Ile postów tyle opowieści, tyle przeróżnych wersji, większość analogicznej treści. Każdy gdzieś coś swojego zmieści.

Prawda jest taka, że choćby nas dzieliły kilometry odległości, setki odmian świadomości, postrzegania na swój sposób rzeczywistości, to i tak łączy nas jeden pewnik - wszyscy żyjemy, żeby zginąć.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
W przypadku żonatych: nie sypiam z żoną, żona mnie bije, myślę o rozwodzie, pobraliśmy się przez pomyłkę, ożeniłem się, bo miałem już tyle lat. Kiedyś na babskim spotkaniu dziewczyny opowiadały takie rzeczy. I ja im wierzę.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No ba, jak w tej piosence "że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią".

Ale to nie jest nowość doby internetu, te same powody pewnie padały i sto lat temu;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hmm..argument " bity przez żonę " uznałabym za nieco młodszy
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tego argumentu nie brałem na poważnie, to raczej kobiecy argument, często z dodatkiem o nadużywaniu alkoholu przez męża.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty: ja też nie bardzo wierzyłam. Ale: kumpela weszła w swoje konto na jakimś portalu randkowym i...takie głupoty pewien koleś wypisywał. Podejrzewam, że naczytał się w necie o przemocy domowej.. Może biedaczek szukał 2 w 1: kochanka i bodyguard." Doskonałe" połączenie przyjemnego z pożytecznym
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie wiem co w tym takiego dziwnego.
Przeciez w rozmowach w toku nawet byl odcinek poswiecony mezom bitym/zastraszanym/terroryzowanym przez zony na spolke z tesciowymi/kochankami.

To takie dziwne ? Serjo, serjo ?
____________________________
nie czytaj tego co ja piszę - żartyyyy
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hmm... a próbowałaś to sobie wyobrazić? To jest fizycznie wykonalne:D

Jednostkowy przypadek się nie liczy;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Towarzyskie

Zdrada (78 odpowiedzi)

Dowiedziałam się,że mąż mnie zdradza. W środku jestem cała rozstrzęsiona, serce mi pękło, ale za...

do góry