Widok

szczęście na forum ?

Witajcie.
Czy wierzycie w to, że na tym forum można znaleźć kogoś kto da szczęście?

Czy spotkaliście się z kimś "stąd" ? Czy to trwa nadal czy było jednorazowe?
A jeśli jednorazowe to dlaczego ?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Myślę,że wbrew pozorom wszędzie mozna znaleźć szczęście. Cała trudność jednak polega na tym ,że wiekszość lubi tą anonimowość i nie szuka spotkania w realu.
Znam jednak kilka par które poznały sie przez internet, więc szanse są .

Powodzenia:)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
no właśnie ta anonimowość.
Ludzie są tu po to by pisać bzdury, oczerniać sąsiadów, pracodawców ale żeby zorganizować coś wspólnie, wyjść do siebie w realu, porozmawiać to już im się nie chce :(
Kiedyś poznałam tu pewnego pana. Myślałam, że coś z tego wyjdzie bo ta znajomość była idealna ale niestety. Idealny świat nie istnieje.
Rozumiem, że dzielimy świat na realny i wirtualny ale dlaczego nie otwieramy się na nowe znajomości ?
Idziesz do pracy - jesteś w realu, cieszysz się, funkcjonujesz na pełnych obrotach, wracasz do domu - do rodziny, przyjaciół. Ale co jeśli nie masz rodziny i przyjaciół? Wracasz do pustego domu, do ścian, które patrzą na Ciebie i mówią, że jesteś niczym skoro gapisz się na nie.I wtedy szukasz pocieszenia na forum...
Wirtualny świat pozwala przetrwać kolejny dzień samotności. Aż do kolejnego dnia w pracy... i tak w koło...
Monotonia życia codziennego...
Szukam i czekam...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Każdy ma inny cel w byciu na forum - czy ogólnie udzielaniu się towarzysko w internecie (bo jakby ktoś nie wiedział, to można też korzystać z internetu nie komunikując się z innymi:p).

Jedni są tu by poznać kogoś nowego, inni tylko po to by porozmawiać (zdobyć wiedzę w postaci opinii innych), a jeszcze inni by dzień w pracy szybciej przeleciał (nie piję do nikogo w szczególności:p).

Czasami są to wszystkie trzy, czasami tylko jedno (albo coś innego).

Znałem pewną osobę stąd, która miała założenie że nigdy nie spotka się z osobą poznaną w necie. Kilka lat rozmawialiśmy przez maile/gg i tyle jej wystarczyło (czyt: nie dało się jej przekonać). Dla mnie było to wtedy dziwne, wręcz podejrzane. Miałem wątpliwości czy coś z tego co mówi jest prawdą, takie "nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie", ale spotkaliśmy się przypadkiem pracując w tym samym miejscu i dziewczyna okazała się całkiem zwyczajna (w tym dobrym znaczeniu).

Pisały tu też dwie inne miłe dziewczyny, które miały facetów i ograniczały się wyłącznie do poznawania ludzi, Tutaj - bez rozmawiania prywatnie, a tym bardziej bez spotkań (nawet w większym gronie). Miały swój świat, a forum było wygodnym sposobem by pogadać z kimś kto należał do innego (różnica wieku, środowiska etc).

Dawniej bywałem tu by pogadać i by kogoś poznać, z chęcią pojawiałem się na spotkaniach, lub inicjowałem spotkania 1:1. Teraz ludzi z netu traktuje jak znajomych z pracy. Są tacy których się lubi i z chęcią się z nimi rozmawia, ale wyłącznie w znikomych przypadkach chce się z nimi spędzać czas po pracy;)

I tak na marginesie, odchodząc od pierwotnego tematu.
Samotna dziewczyny = łatwy seks, trudny związek. Ludzie którzy kochają siebie nie czują się samotni w swoim towarzystwie. Tacy ludzie mają większe poczucie własnej wartości i łatwiej dają się pokochać innym (bo łatwiej akceptują, że ktoś może ich pokochać bez powodu, za to że są).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie zgadzam się z Tobą, że to ściany określają Twoją wartość. Pusty dom i puste ściany? Tylko od Ciebie zależy jak je (życie) "pomalujesz". A co w przypadku gdy ktoś wraca do nie pustego domu i też się czuje samotnym/ą?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
To wciąż to samo co napisałem wcześniej - brak akceptacji dla swojej osoby.
Takie osoby zawsze domagają się uznania. Daje im to bycie adorowanym, przez co często zmieniają partnerów lub znajdują sobie kochanków. Ewentualnie robią sobie dziecko, bo te daje im duże poczucie bycia potrzebnym i kochanym (przynajmniej póki dziecko jest małe:p).

Kiedyś miałem podobnie, związki po 3, 6, 9 miesięcy, a przerwy między kolejnymi od 4 godzin do niecałych dwóch tygodni:p I samotność niezależnie czy otoczony byłem innymi, czy spędzałem czas sam. Można kogoś lubić lub kochać a nadal czuć się samotnym w jego towarzystwie.

Można to jednak zmienić. Nauczyć się żyć samemu ze sobą. Polubić swoje towarzystwo i cenić czas spędzony samemu.

Samotność wynika z ucieczki przed samym sobą, z lęku przed tym kim jesteśmy. Przez całe życie dokonujemy różnych decyzji, czasem lepszych, czasem gorszych. Siłą rzeczy popełniamy błędy, jak wszyscy. Nosimy w sobie konsekwencję tych decyzji, różne demony przeszłości, chowamy je głęboko w sobie i odwracamy się od nich w nadziei że w ten sposób od nich uciekniemy. Chcemy przebywać z innymi, zająć się czymś, mieć pasje/hobby, zabić czas internetem, włączamy muzykę, tv, radio, bierzemy do ręki książkę - wszystko by nie myśleć, by uniknąć ciszy, by odwrócić świadomość od swojego wnętrza.

By się wyleczyć z samotności potrzeba tylko odwagi by wejrzeć w głąb siebie i odrobiny wyrozumiałości, by nie oceniać siebie surowiej niż innych.
Pusty dom, monotonia życia codziennego i wyłącznie swoje towarzystwo - to świetne warunki by uzdrowić swoje relacje ze sobą.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nowe znajomości to zmiany; ludzie boją się zmian, to naturalne.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Niestety żyjemy w czasach , w których słowa MIŁOŚĆ,PRZYJAŹŃ, SZACUNEK, HONOR tracą swoją wartość. Człowiek nie ceni drugiego człowieka, jest coraz więcej zdrad i rozwodów. Swiat się kończy..
Rozumiem smutek z powodu powrotu do pustego mieszkania, chęć rozmowy z kimś bliskim , lecz wierz mi,że czasem ludzie w zwiazkach czuja się bardzo samotni. Człowiek to taka dziwna istota ,która ciągle goni za czymś czego nie ma w danym momencie, a gdy juz to zdobędzie często spotyka ja rozczarowanie. Życie samemu jest trudne,ale we dwójkę myśle,że jest jeszcze trudniej. Absolutnie sie nie skarżę na mężczyzn, bo mam męża którego bardzo kocham ale niektóre tematy są koscia niezgody.
Nie ma sprawdzonego miejsca na znalezienie odpowiedniego partnera, niektórzy poznają sie na uczelni , w SKM, w pracy, na imprezie. Wiem jednak na pewno,że bardzo trudno jest znaleźć partnera który by się do zycia nadawał i to raczej jest głównym problemem.

Miej oczy szeroko otwarte:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Świat już dawno się skończył, "144 tysiące opieczętowanych", reszta została zapomniana;)

Trochę nie widzę związku między tym Twoim postem a tematem - jednak rzuca się w oczy, że "niby się nie skarżysz, ale coś Cię uwiera" - raczej nie płeć mniej piękna, a jeden konkretny osobnik:p

A odnośnie tego gdzie się można spotkać, to znam kilka małżeństw które poznały się w sieci. To czy są szczęśliwe, to kwestia ciężka do ocenienia. Jedno robi takie (wiarygodne) wrażenie:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie wiem, czy szukanie faceta na forum to dobry pomysł. Pisać można wiele. Ludzi poznaje się dokładniej w realu. Zależy czego szukasz w necie: miłości, przyjaźni, rozrywki? Zadałaś dość trudne pytanie, dotyczące spotkania z kimś z forum. Bez względu na to, jaki to byłby typ znajomości, ja bym o tym nie pisała. Traktuję to tak samo jak wiadomości na privie. To jest prywatne i nie nadaje się na forum.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Łatwiej by było, gdyby na początku znajomości, druga strona miała świadomość tego w jakim celu zawiera się kontakt. Czyli, uprzedzam mojego rozmówcę, że nie szukam towarzystwa w realu - i jeśli mu na tym zależało, nie będzie na mnie tracić swego czasu.

Byłoby to wielkie ułatwienie, ale nie zawsze potrafimy mówić głośno i otwarcie o swoich oczekiwaniach. A przecież jedno zdanie, może nam zaoszczędzić nerwów i czasu.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
To ogólnie skomplikowane, bo różnie to bywa z tym "na początku".

Ogólnie to miła zasada, tylko ludzie różni.

Odnosząc się na przykład do spotkań (także do wątku z sąsiedzkiego forum). Ludzie się umawiają na spotkania i nie przychodzą. Dla jednych to oczywisty nietakt, ale inni nie widzą w tym żadnego problemu.

Są też ludzie którzy mają tendencję do spóźniania się - i nie widzą problemu że pojawiają się 10-30 minut później niż było umówione.

Podobnie jest ze związkami - dla niektórych "wyłączność" to rzecz oczywista, dla innych już niekoniecznie. Przy czym i "wyłączność" nie dla każdego znaczy to samo.

Łącząc to wszystko ciężko określić kiedy jest to "na początku" - kiedy powinno się o tym wspomnieć, a także jak określić z kim się spotykamy i kiedy. Nawet takie coś jak "spotykam się z osobami które poznam w internecie" dla jednego może oznaczać dwie wiadomości prywatne w stylu "jak masz na imię i ile masz lat" dla innego pół roku regularnego pisania maili.

Kiedyś się zastanawiałem czy w kwestii związków można określić te zasady, na co się godzimy, a na co nie - czy sytuacji które mogą się zdarzyć jest tak dużo że nie mamy szans uniknąć niedomówień. Może w tej kwestii też to tak wygląda. Bo przecież nie musi to chodzić tylko o czas rozmów, ale o pewną bliskość, więź, podobieństwo czy wartość.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Łącząc to wszystko ciężko określić kiedy jest to "na początku" - kiedy powinno się o tym wspomnieć, a także jak określić z kim się spotykamy i kiedy. Nawet takie coś jak "spotykam się z osobami które poznam w internecie" dla jednego może oznaczać dwie wiadomości prywatne w stylu "jak masz na imię i ile masz lat" dla innego pół roku regularnego pisania maili.

Kiedyś się zastanawiałem czy w kwestii związków można określić te zasady, na co się godzimy, a na co nie - czy sytuacji które mogą się zdarzyć jest tak dużo że nie mamy szans uniknąć niedomówień. Może w tej kwestii też to tak wygląda. Bo przecież nie musi to chodzić tylko o czas rozmów, ale o pewną bliskość, więź, podobieństwo czy wartość."



Oczywiście, ciężko stwierdzić kiedy jest to na początku. Ale zakładam, że jesteśmy mądrymi ludźmi - i przychodzi taki moment w rozmowach kiedy czujemy, że druga strona chce czegoś innego niż możemy jej dać. Wtedy należy być szczerym. Po co tu jestem i co tu dla siebie szukam.

Zasady na które godzimy się na początku, zawsze zmieniają swoją postać. Porównałabym to do przyjęcia pracy. Na początku jest umowa, którą zawsze można zmienić, wypowiedzieć lub z okresu próbnego przejść na stałe;) Podobnie jest z naszymi znajomościami, w późniejszym czasie, pod wypływem różnych czynników zasady się zmieniają...lub zasady zmieniają nas.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wnioskując z moich rozmów kwalifikacyjnych mogę ci powiedzieć że ich dominującą cechą jest głupota.
Dwie osoby mają "kota w worku" i przekonują siebie nawzajem że w ich worku jest "kot" idealny do uszczęśliwienia drugiej strony. Tylko zabawa nie polega na kupnie jednego z nich, a na wymianie naszego worka za worek drugiej strony.

Ten moment o którym piszesz wydaje mi się momentem spojrzenia w worek.
Lub opisując to inną metaforą:
"Doświadczenie to coś co zyskujemy chwile po tym jak było nam potrzebne."

Dziwna to gra, gdy zasady zmieniają się w czasie rozgrywki - nie wiem na ile to uczciwe. Wiele chyba zależy od ludzkiej przyzwoitości. Łatwo jednak kogoś zranić, lub zostać zranionym.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Miałam na myśli, np zakochanie się. Zakładamy, że pozostajemy kumplami, lecz po jakimś czasie okazuje się, że iskrzy. O taką zmianę warunków mi chodziło:) Na lepsze:)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie ma problemu jak oboje tego chcą i w tą stronę. Gorzej jak ktoś się umawia na wyłączność, potem wychodzi na jaw jakaś zdrada i jedna ze stron chce zmieniać zasady.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak zdrada, to brzmi jak wypowiedzenie umowy trybem natychmiastowym;) Dyscyplinarka;)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To wróćmy do Twojego przykładu. Umawiamy się że jesteśmy tylko kumplami, ale po jakimś czasie jednej stronie iskrzy - i co wtedy? Mamy prawo do zmiany umowy/zasad czy nie? Czy egoizmem jest psuć przyjaźń by się upomnieć o "podwyżkę"?

Stefan Wyszyński powiedział kiedyś:
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi."

Jak zatem ma się to do naszego tematu?

I że tak pozwolę sobie wrócić do początku, tego co pisałaś. Czy wobec tego wszystkiego, jedno zdanie na pewno może nam zaoszczędzić nerwów i czasu? Czy będzie miało ono jakaś wartość, jeśli zasady gry mogą się zmieniać na bieżąco?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To zdanie może zaoszczędzić nerwów i czasu ewentualnie na samym początku. Tak jak w którymś z wątków został podany kontakt ale i od razu informacja chętnie pogadam, ale nie umówię się z Tobą. Więc chłopak ma klarowną i jasną sytuację.

Natomiast. "Mam prawo" brzmi jakbyśmy rozkładali tą sytuację wg jakiegoś kodeksu, który w tych sprawach nie istnieje. Może lepiej brzmi JA MOGĘ lub NIE MOGĘ (ewentualnie chcę/ nie chcę)
Wiem co ja bym zrobiła, będąc np. tą zakochaną. Ja zapewne wyjawiłabym swoje uczucia. Ot taka ze mnie emocjonalna ekshibicjonistka jest i nie potrafiłabym udawać. Oczywiście zepsułoby to naszą przyjaźń, ale jeśli udawałabym że wszystko jest w porządku - to też do pupy z taką znajomością. W życiu czasami trzeba być egoistą, w końcu chodzi o moje zdrowie psychiczne, moją duszę i mój umysł. Jeśli tkwiłabym w takim układzie wbrew sobie, to oznaczałoby, że niezła ze mnie masochistka jest.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak to się jednak ma do naszego początku? To że jesteśmy mądrzy i wiemy kiedy to początek, czujemy to i od razu mówimy co i jak...
Skąd wiesz że jesteś zakochana? Może to fascynacja, oczarowanie, lub coś innego, może za tydzień lub miesiąc ci to minie? Może miałaś szereg złych dni, on cię pocieszał i akurat wyjątkowo trafnie potrafił do ciebie dotrzeć. Za kilka dni wszystko wróci do normy i znów będzie to tylko przyjaźń. Zaryzykujesz, powiesz i nic już nie będzie takie same. Nawet jak Tobie minie, to w nim to pozostanie, może on coś poczuje, a może od razu zerwie kontakt. Może i on Ci się przyzna, że czuje to samo. Ale wtedy od kiedy to czuje, czy tłumił to w sobie - a jeśli tak, to czy oznacza to jego brak szczerości? A jeśli pójdziecie o krok dalej, a Tobie minie, to kim będziesz?

Jak się ma szczerość do uczciwości i egoizm do miłości (moje uczucia, konta ochrona przed cierpieniem kochanej osoby)?


Które to zasady są wtedy trwałe, a które się zmieniają w czasie - czy można wtedy ustalać jakiekolwiek zasady, jeśli sami uznajemy że można je łamać w czasie gry w ramach szczerości?

Czy istnieją jakiekolwiek zasady?

Czy wtedy ta zdrada jest złamaniem zasad, czy tylko zmianą zasady (w czasie gry) wobec której druga strona nie decyduje się na dalszą grę?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty, tylko Ty potrafisz zadać takie pytanie, by o północy mój mózg pracował na wysokich obrotach...;) A miałam pójść spać.

Nie wiem kiedy mężczyzna wie, że jest zakochany. Wiem kiedy zakochana jestem ja. Może gdy miałam lat 20 nie potrafiłam odróżnić fascynacji od zakochania. Dziś potrafię i jestem zdecydowanie ostrożniejsza w tych kwestiach. Natomiast mimo wszystko jest to sprawa bardziej intuicyjna, duchowa, empiryczna. Coś czego nie da się opisać, czego mężczyźni nie rozumieją. Bo to potrafi ogarnąć tylko kobiecy umysł.

Jeśli on tłumił uczucie w sobie, to znaczy że był masochistą. Nie oznacza to braku szczerości. Ale staje się wtedy takim uczuciem lokajskim. Będzie robił wszystko byle mi było dobrze. A co z nim? Z jego uczuciami? Powinien też myśleć o sobie. W końcu stanie się sfrustrowany, wkurzony, być może zazdrosny gdy w moim życiu pojawi się inny mężczyzna.

Piszesz, co jeśli pójdziemy krok dalej. Masz na myśli seks? Jeśli tak, to jak Ty uważasz, kim wtedy będę?

Szczerość do uczciwości ma się nijak tak samo jak egoizm do miłości. Wydaje mi się im bardziej jesteśmy dojrzalsi i bogatsi w doświadczenia to to NIJAK robi się bardzo duże.
Choć z drugiej strony może dziś mi się wydaje że w życiu należy by egoistą, może będę myślała inaczej gdy się zakocham?

W każdym bądź razie na dzień dzisiejszy nie dopuszczam do siebie takiej myśli, więc niech będzie że jestem wyrachowana. Ale jeśli nie kocham, a ta druga osoba tak, muszę ją o tym poinformować. Nie znoszę litowania się, ani gdy ktoś lituje się nade mną.

Idąc powyższym trybem o zasadach i ich dalszych zmianach, zdrada będzie zmianą zasady wtedy gdy druga strona zostanie o tym poinformowana - może przyjąć taką zmianę lub nie.
Złamaniem zasady wtedy gdy robi to po kryjomu, nie przyznaje się. Ale tu już wkraczamy na cienki grunt.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dla takiego intelektualnego fetyszysty jak ja, fascynacja i zakochanie to zawsze była ciężka sprawa - bo te rzeczy zazwyczaj się przeplatają.

Intuicja pozwala ci odróżnić fascynację od zakochania? Tylko że oba te odczucia cechują się tym że zaburzają zdolności oceniania. W takiej sytuacji intuicja to taki "pijany mistrz";)


Nie każdy myśli tak racjonalnie, szybko i bezbłędnie jak Ty - zatem on nie musi być masochistą, może chcieć zaczekać by się upewnić, lub uznać że nie ma co psuć przyjaźni skoro Ty na początku ustaliłaś że nic więcej między wami być nie może. Patrząc na to z innej strony może uznać że wyznanie ci uczuć będzie oszustwem, swoistą zdradą Twojego zaufania, tego co ustaliliście, więc nie zrobi tego dla wyższego dobra?


Egoizm ma jednak wiele do miłości. W związkach seksualnych egoizm jest jednym z głównych czynników. W końcu to wyznanie swoich uczuć kosztem zniszczenia przyjaźni (która też jest formą miłości) jest przejawem egoizmu. Jesteś gotowa zrobić wszystko by mieć go dla siebie. Miłość bez egoizmu to właśnie takie uczucie lokajskie jak je określiłaś. Dobro innych nawet kosztem własnego. Większość jednak nie jest do tego zdolna, większość przez swój egoizm uważa wręcz przeciwnie. Są gotowi poświęcić dobro i szczęście drugiej osoby aby sami cieszyć się jej towarzystwem - tak to wygląda w praktyce.


Nadal nie rozumiem jak postrzegasz tą kwestię zmiany zasad.
Dwie osoby uznają że się nie zakochują, jedna się zakochuje i mówi o tym drugiej.
Dwie osoby uznają że się nie zdradzają, jedna zdradza i mówi to drugiej.
W obu przypadkach złamanie zasady nastąpiło przed wyznaniem tego drugiej osobie, czy jest to złamanie zasad czy uczciwa zmiana zasad?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
mozna z pewnoscia
trzeba po prostu probowac
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To zależy kogo szukasz. Ja poznałam tutaj świetną dziewczynę. Kontaktujemy się codziennie, odwiedzamy, imprezujemy. Jakbyśmy znały się co najmniej kilka lat.
Spotkałam się też z jednym panem. Raz. I to wystarczyło:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bardzo zgadzam się z przedmówcami. Żeby kogoś spotkać trzeba być gotowym - poukładanym, wyleczonym z żalu i smutku.
Mi jest trudno, bo zawsze po jakimś niewypale (gdy tak mi źle, że znowu nie wyszło) wtedy najbardziej tęsknię za jakąś bliskością, normalnością i szukam jej najbliżej - w Internecie. Czatuję, piszę ogłoszenia, odpowiadam. A jak przestaję gonić to nawet w skm po 10 min siedzenia na przeciwko Ktoś mnie na kawę zaprasza.... ;)

Ogólnie dobrze mi ze sobą, podobam się sobie i mam czym się zajmować, mam znajomych i przyjaciół z którymi spędzam czas a sama ze sobą też się nie nudzę. Jednak tęsknię coraz wyraźniej za bliską relacją z facetem, która wejdzie w miejsce mojej samotności. Osobiście nie sądzę, żebym gdzieś w świecie wirtualnym go znalazła....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Monika, kazde miejsce jest dobre.
Np. w wirtualnym świecie 5 lat temu poznałam Przyjaciela. Wspaniały człowiek.
Choc trzeba z dystansem do tego podchodzić.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja poznałam (:
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
więc kończę marudzić i poudzielam się w jakich innych działach. pozdrawiam ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Kiedyś, dawno dawno temu, w czasach gdy SeaTowers kojarzyło się ludziom najczęściej ludziom z kosmicznymi podbojami a ja byłem młodym, zbuntowanym, zakompleksionym młokosem z milionem wyimaginowanych problemów rodzice zdecydowali się podłączyć w domu Stałe łącze internetowe.
Jak wiadomo, ja Człowiek Oświecony (przecież przez ostatnie dwa miesiące miałem kontakt z e-światem na poprzez kabel telefoniczny więc to żadna dla mnie atrakcja) zacząłem wszędzie swoje młodzieńcze herezje szerzyć gdzie się dało. Publicznie, na stopie prywatnej pal licho wie gdzie jeszcze. Po pewnym czasie obcowania z monitorem zaczęły nawiązywać się wirtualne znajomości, które z biegiem czasy zastąpiły całkiem świat realny. No bo po co wychodzić na dwór skoro można wygodnie siedzieć sobie i pisać zza monitora, naginając prawdę (przecież nikt się nie dowie). No i tak mijał dzień za dniem, w między czasie okazało się, że poznałem dziewczynę - Piękna wyimaginowana Niewiasta brzmiało jej imię. Nim się obejrzałem wciągnąłem się, czułem coś...coś fajnego - to uczucie napawało mnie dumą i dawało energię, wymiana e-buziaczków, fotek. Nocne rozmowy w toku to sprawiało, że świat zza okna mógł przestać istnieć w ogóle był nie potrzebny - przecież poznałem lepszy świat, świat w którym byłem kimś. Mogłem czuć się spełniony, miałem mnóstwo znajomych, własną pasję. To mi wystarczało.
Powracając do Wątku wcześniej wspomnianej Niewiasty było pięknie, cudownie, wspaniale, bombastycznie, jednak każdy dzień przybliżał mnie do przeniesienia tego na świat ten który porzuciłem na rzecz tego nowego lepszego. Zapomniałem wspomnieć, z Niewiastą dzieliły nas kilometry wielkości średniej krajowej pensji tamtych czasów. Ale kto by o tym myślał skoro było tak fajnie.....no ale....
Suma sumarum, przechodząc do meritum mojego posta wreszcie nadszedł ten dzień, czas spotkania face-too-face no i jak zapewne się domyślacie prysło wszystko. Okazało się, że to wszystko co miało miejsce wcześniej to były tylko gdzieś głęboko zakorzenione pragnienia/podświadome dąrzenia - i w tem wszystko w jednej chwili powróciło do czasów z przed dnia w którym rodzice zainstalowali w domu internet. Było sucho, sztywno, zero emocji - totalna obojętność . Jak się za pewne domyślacie na tym jednym spotkaniu się skończyło i słuch o tych czasach zaginął. Młody dostał to na co zasłużył, a zimny prysznic patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego był wart więcej niż główna wygrana w totka.

Na tym zakończymy.
______________________________________________________
Dziś sam jestem dziadkiem, a puenta jest taka, że w internecie nawet pozbawiony uczuć wyższych outsider jest w stanie na krótką metę nieświadomie bądź też całkiem świadomie doświadczyć to czego nie jest w stanie doświadczyć ze względu na własne uwarunkowanie genetyczne czy cokolwiek innego co do tego doprowadziło.


Puentując całego posta i jednocześnie odpowiadając na pytanie zawarte w temacie topicu mogę Ciebie, Nic dla mnie nie znaczący Zbiorze Literek zapewnić, że jest to jak najbardziej możliwe. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.
______________________________________________________
NIE CZYTAJCIE TEGO :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jednorazowym zdarzeniem bym się nie sugerował.
Pierwsza osoba z którą rozmawiałem prywatnie w internecie była pierwszą osobą z którą się spotkałem. Rozmawialiśmy kilka tygodni i było super. Spotkanie nie wyszło najlepiej - ona prawie się nie odzywała i krótko po spotkaniu znajomość się zakończyła. Później poznałem inne osoby i okazało się że nie taki diabeł straszny... - czy nie tacy internauci straszni jakimi ich inni ukazują.

Ludzie udzielający się w internecie nie są odrębnymi bytami względem tych chodzących po ulicach. W zależności od tego czy jesteśmy pesymistami czy optymistami możemy uznać że niektórzy kłamią, lub że wszyscy kłamią. Nie możemy jednak uznać że tutaj kłamią, a na żywo są prawdomówni. Jeśli ktoś uważa że jest inaczej, to zwyczajnie się oszukuje:)

Ludzie przyjmują maski, ukazując innym, w różnych okolicznościach tylko fragmenty tego kim są. Nie nazwałbym tego jednak oszustwem outsiderów pozbawionych uczuć wyższych. To tylko inny skrawek rzeczywistości. I szczerze mówiąc, to spotykam się z tym częściej w życiu codziennym niż w necie.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Aby poznać człowieka, trzeba mieć trochę czasu. Liczą się nie tylko słowa, ale gesty, mimika, ton głosu. Tego w necie się nie zobaczy, nawet, gdy ktoś rozmawia na skypie. Można się rozczarować miło albo niemiło. Ludzie przejawiają pozytywne i negatywne zachowania i necie i w realu. Sceptycznie odnoszę się do stwierdzenia "szczęście na forum", bo dopiero życie zweryfikuje, czy poznaliśmy dobrego człowieka/nieważne, czy to jest koleżanka, kumpel czy facet/. Poznawanie życiowego partnera w necie: być może moja opinię ukształtowały opowiadania osób i ich znajomych o wstrętnych zachowaniach ludzi, którzy np. zatajali, ze są w związkach, nie określali szczerze, jaki jest cel znajomości czy przedstawiali się jako ktoś inny. Pamiętam opowiadanie kumpla, których chciał poznać dziewczynę. Przedstawiła się jak szczupła blondynka, wysłała mu fotkę, która był wręcz oczarowany. Umówił się z nią, przychodzi na spotkanie, a tam pani o gabarytach kulomiotki. Okazało się, ze fotka miała 5 lat. No cóż, zdarza się
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To ta dziewczyna to chyba nabrała z kilkadziesiąt osób, bo słyszałem identyczną opowieść już kilkanaście razy i dwa razy czytałem coś na ten temat na Onecie - to chyba jakaś miejska legenda:P

Ze zdjęciem nigdy nie miałem takiego nieporozumienia. Chociaż moda na wymianę zdjęć nigdy mnie nie dopadła. Jak dziewczyna chciała mi je wysłać to wysyłała, sam o to nie prosiłem. I tak by ocenić kogoś po zdjęciu potrzeba z kilkunastu zdjęć robionych przy różnych okazjach, bo pojedyncze to zawsze przekłamuje.

Kiedyś mnie dziewczyna nabrała ze względu na wiek, miała mieć 20, za dojrzałość poglądów dałbym jej z 25, a dzień przed spotkaniem się przyznała że ma 12:D Chociaż mi kilka lat temu na tym forum dawali 60, więc chyba nie można się sugerować tym co kto mówi;)

Zatajanie, czy przemilczenia na temat związków to standard niezależnie czy osobę poznawałem w necie czy "w realu".
"bo nie pytałeś" - usłyszałem na pewno ponad 5 razy;)
"bo mi się dobrze z Tobą rozmawiało" - też mi się trafiło kilka razy. Czasami także z obwinianiem "(...) a Ty się nie umawiasz z zajętymi".
"bo i tak chce z nim zerwać" - bardzo popularny argument.

Życie:P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Grunt to bunt, i do przodu przed siebie.
Ile postów tyle opowieści, tyle przeróżnych wersji, większość analogicznej treści. Każdy gdzieś coś swojego zmieści.

Prawda jest taka, że choćby nas dzieliły kilometry odległości, setki odmian świadomości, postrzegania na swój sposób rzeczywistości, to i tak łączy nas jeden pewnik - wszyscy żyjemy, żeby zginąć.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
W przypadku żonatych: nie sypiam z żoną, żona mnie bije, myślę o rozwodzie, pobraliśmy się przez pomyłkę, ożeniłem się, bo miałem już tyle lat. Kiedyś na babskim spotkaniu dziewczyny opowiadały takie rzeczy. I ja im wierzę.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No ba, jak w tej piosence "że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią".

Ale to nie jest nowość doby internetu, te same powody pewnie padały i sto lat temu;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hmm..argument " bity przez żonę " uznałabym za nieco młodszy
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tego argumentu nie brałem na poważnie, to raczej kobiecy argument, często z dodatkiem o nadużywaniu alkoholu przez męża.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty: ja też nie bardzo wierzyłam. Ale: kumpela weszła w swoje konto na jakimś portalu randkowym i...takie głupoty pewien koleś wypisywał. Podejrzewam, że naczytał się w necie o przemocy domowej.. Może biedaczek szukał 2 w 1: kochanka i bodyguard." Doskonałe" połączenie przyjemnego z pożytecznym
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie wiem co w tym takiego dziwnego.
Przeciez w rozmowach w toku nawet byl odcinek poswiecony mezom bitym/zastraszanym/terroryzowanym przez zony na spolke z tesciowymi/kochankami.

To takie dziwne ? Serjo, serjo ?
____________________________
nie czytaj tego co ja piszę - żartyyyy
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hmm... a próbowałaś to sobie wyobrazić? To jest fizycznie wykonalne:D

Jednostkowy przypadek się nie liczy;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ej, Ej, Ej ! ale nie zbaczajcie z kursu. Dziewczyna szuka szczescia a nie opwiesci ktorych nie sposob tak schludnie w glowce sobie pomiescic
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Taaa Może byłoby to prawdopodobne, gdyby nie fotka kolesia. Nie wierzę, że facet, który ma 180 cm wzrostu i dużą nadwagę da się bić kobiecie. I druga sprawa: skoro jest taki wylękniony, to jakim cudem zdobył się na szukanie kochanki? Skoro żona się dowie, z pewnością go zatłucze. Ofiary przemocy domowej są z reguły nieufne i wylęknione. Przypisuję niewielkie prawdopodobieństwo temu, że ten człowiek pisał prawdę
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie znasz mnie nie wystawiaj mi ocen z praktyk.


Dobra a teraz e-znajomonieznajoma 3glebokie wdechy, dwa wydechy i dalej juz sama chyba wiesz.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wielkość faceta nie może definiować czy ktoś się nad nim znęca czy nie.
Osoby grube (o endomorficznej budowie ciała) są zazwyczaj bardziej łagodne. A kwestia znęcania się zależy od psychiki (obu stron) a nie fizycznych możliwości ku temu - w przeciwnym razie, z samej zasady, słaba płeć nie mogłaby się znęcać nad mężczyznami.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty: Większe znaczenie ma konstrukcja psychiczna, ale nie można pomijać warunków fizycznych . Uważam jednak, że istnieje małe prawdopodobieństwo, że maile, które czytałyśmy w zaufanym gronie mogła napisać ofiara przemocy. Prędzej podrywacz udaje ofiarę przemocy niż ofiara przemocy podrywacza. Dlatego przypisuję większe prawdopodobieństwo, że facet po prostu chciał przekonać dziewczynę, aby spotkała się z żonatym.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
I jak, i jak - spotkali się w końcu czy nie ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
amaranth, a ja Cię miałem za taką porządną dziewczynkę, a Ty z tych co prywatne maile czytuje w towarzystwie - fuj fuj (skrobanie marchewki:p).
Będę musiał o tym pamiętać!

Codo faceta to różnie bywa. Ludzie noszą maski. Często to jak się startuje w danym towarzystwie tworzy schemat zachowań. Wielu jest takich co w towarzystwie są mili i spokojni, a wieczorami tłuką żony. Wiele dzieci przy matce to okropne bachory a jak są u cioci to są dzieci idealne. Facet przy żonie może być pokorny, a w duszy mu gra inna muzyka;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty: nie włamałam się do kompa kumpeli. Miałyśmy babskie spotkanie, ona poprosiła, abyśmy powiedziały, co o tym sądzimy. Ja swoich maili czytać nie daję. Ona nam zaufała. Nie podaję loginu tego kolesia, nie podaję, na jakim portalu miał swój profil. Piszemy o szczęściu na forach i o tym, jakie osoby tam się logują. Podałam przykład. To wszystko, więc skąd Twoje skrobanie marchewki? Ty lepiej zacznij piec sernik. Lubie z rodzynkami. A potem rzut przez monitor...ale bym zjadła..
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
LetniaBurza kto ty jesteś?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
amaranth, właśnie tak to sobie wyobraziłem. Babskie spotkanie i grupa dziewczyn oceniająca bardzo osobiste zwierzenia facetów z którymi piszą.

Ona wam zaufała i dała poczytać. A Ty swoich czytać nie dajesz - czy to znaczy że im nie ufasz? Ja bym nie ufał, bo skoro Tobie dają takie osobiste zwierzenia innych osób, to pewnie nie widzą w tym nic złego, więc i to co Ty piszesz mogłoby być elementem rozrywki na jakimś spotkaniu.

Ludzie budują swoje zasady, swój kręgosłup moralny, w kontaktach z innymi - zwłaszcza najbliższym otoczeniem (między innymi przyjaciółmi). Zawsze mnie to ciekawiło, jak silnie to działa. Jak bardzo akceptujemy takie zachowania u bliskich nam osób, a jak bardzo wydawałyby nam się obrzydliwe gdybyśmy byli ich ofiarami.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
odpowiem na pierwszy post w tym watku...

w skrocie - tak

w mojej opinii, samo pytanie wynika z kompleksu koziolka matolka
szukal biedaczysko po calym swiecie, tego co bylo blisko

szczescia sie nie znaduje, szczescie sie buduje i tworzy

jakie moze miec znaczenie, czy poznalem kogos na forum, czy dajmy na to w tramwaju, w empiku czy niech tam - pieszej pielgdzymce na gore kalwarie

poznajemy w koncu czlowieka, potrzeba na to czasu

jedynie zbyt dluga korespondencja (czat, forum, maile, a dawniej listy)
prowadzi nieuchronnie do budowy wizerunku danej osoby
sila rzeczy zafalszowanego przez wlasna wyobraznie, wiec nie warto tego przeciagac w tygodnie czy miesiace

spotkac sie z drugim czlowiekiem zawsze warto
im wiecej ludzi spotkanych, tym lepsza mozliwosc dokonania wyboru z kim chcemy sie spotykac regularnie, byc, tworzyc zwiazki, przyjaznie itp

wszak nie ma wiekszej radosci, niz obcowanie z drugim czlowiekiem

pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty: niestety, ludzie maja długie jęzory. Czasem chętnie pogadałabym z najbliższymi znajomymi o sobie, tzn. powiedziałabym więcej niż mówię. Ale...wiesz, jak jest. Zawsze zostaje notatnik w kompie. Można napisać, przeczytać, skasować. Nie wszystko można powiedzieć. Nauczyłam się jednego: to, że ja nie powiem,o czym usłyszałam, nie znaczy, że inni zrobią to samo.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja tam hołduje zasadzie "prawda Cię wyzwoli" i mówię wszystkim o wszystkim:) Zero tajemnic, to zero haków przeciwko mnie - dzięki temu mam spokojny sen;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Sylvusiax jeśli poznałaś szczęście na forum to jestem ciekaw jak będzie długo trwał twoje szczęście
Serwis Komputerowy
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry