Widok
no właśnie ta anonimowość.
Ludzie są tu po to by pisać bzdury, oczerniać sąsiadów, pracodawców ale żeby zorganizować coś wspólnie, wyjść do siebie w realu, porozmawiać to już im się nie chce :(
Kiedyś poznałam tu pewnego pana. Myślałam, że coś z tego wyjdzie bo ta znajomość była idealna ale niestety. Idealny świat nie istnieje.
Rozumiem, że dzielimy świat na realny i wirtualny ale dlaczego nie otwieramy się na nowe znajomości ?
Idziesz do pracy - jesteś w realu, cieszysz się, funkcjonujesz na pełnych obrotach, wracasz do domu - do rodziny, przyjaciół. Ale co jeśli nie masz rodziny i przyjaciół? Wracasz do pustego domu, do ścian, które patrzą na Ciebie i mówią, że jesteś niczym skoro gapisz się na nie.I wtedy szukasz pocieszenia na forum...
Wirtualny świat pozwala przetrwać kolejny dzień samotności. Aż do kolejnego dnia w pracy... i tak w koło...
Monotonia życia codziennego...
Szukam i czekam...
Ludzie są tu po to by pisać bzdury, oczerniać sąsiadów, pracodawców ale żeby zorganizować coś wspólnie, wyjść do siebie w realu, porozmawiać to już im się nie chce :(
Kiedyś poznałam tu pewnego pana. Myślałam, że coś z tego wyjdzie bo ta znajomość była idealna ale niestety. Idealny świat nie istnieje.
Rozumiem, że dzielimy świat na realny i wirtualny ale dlaczego nie otwieramy się na nowe znajomości ?
Idziesz do pracy - jesteś w realu, cieszysz się, funkcjonujesz na pełnych obrotach, wracasz do domu - do rodziny, przyjaciół. Ale co jeśli nie masz rodziny i przyjaciół? Wracasz do pustego domu, do ścian, które patrzą na Ciebie i mówią, że jesteś niczym skoro gapisz się na nie.I wtedy szukasz pocieszenia na forum...
Wirtualny świat pozwala przetrwać kolejny dzień samotności. Aż do kolejnego dnia w pracy... i tak w koło...
Monotonia życia codziennego...
Szukam i czekam...
Każdy ma inny cel w byciu na forum - czy ogólnie udzielaniu się towarzysko w internecie (bo jakby ktoś nie wiedział, to można też korzystać z internetu nie komunikując się z innymi:p).
Jedni są tu by poznać kogoś nowego, inni tylko po to by porozmawiać (zdobyć wiedzę w postaci opinii innych), a jeszcze inni by dzień w pracy szybciej przeleciał (nie piję do nikogo w szczególności:p).
Czasami są to wszystkie trzy, czasami tylko jedno (albo coś innego).
Znałem pewną osobę stąd, która miała założenie że nigdy nie spotka się z osobą poznaną w necie. Kilka lat rozmawialiśmy przez maile/gg i tyle jej wystarczyło (czyt: nie dało się jej przekonać). Dla mnie było to wtedy dziwne, wręcz podejrzane. Miałem wątpliwości czy coś z tego co mówi jest prawdą, takie "nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie", ale spotkaliśmy się przypadkiem pracując w tym samym miejscu i dziewczyna okazała się całkiem zwyczajna (w tym dobrym znaczeniu).
Pisały tu też dwie inne miłe dziewczyny, które miały facetów i ograniczały się wyłącznie do poznawania ludzi, Tutaj - bez rozmawiania prywatnie, a tym bardziej bez spotkań (nawet w większym gronie). Miały swój świat, a forum było wygodnym sposobem by pogadać z kimś kto należał do innego (różnica wieku, środowiska etc).
Dawniej bywałem tu by pogadać i by kogoś poznać, z chęcią pojawiałem się na spotkaniach, lub inicjowałem spotkania 1:1. Teraz ludzi z netu traktuje jak znajomych z pracy. Są tacy których się lubi i z chęcią się z nimi rozmawia, ale wyłącznie w znikomych przypadkach chce się z nimi spędzać czas po pracy;)
I tak na marginesie, odchodząc od pierwotnego tematu.
Samotna dziewczyny = łatwy seks, trudny związek. Ludzie którzy kochają siebie nie czują się samotni w swoim towarzystwie. Tacy ludzie mają większe poczucie własnej wartości i łatwiej dają się pokochać innym (bo łatwiej akceptują, że ktoś może ich pokochać bez powodu, za to że są).
Jedni są tu by poznać kogoś nowego, inni tylko po to by porozmawiać (zdobyć wiedzę w postaci opinii innych), a jeszcze inni by dzień w pracy szybciej przeleciał (nie piję do nikogo w szczególności:p).
Czasami są to wszystkie trzy, czasami tylko jedno (albo coś innego).
Znałem pewną osobę stąd, która miała założenie że nigdy nie spotka się z osobą poznaną w necie. Kilka lat rozmawialiśmy przez maile/gg i tyle jej wystarczyło (czyt: nie dało się jej przekonać). Dla mnie było to wtedy dziwne, wręcz podejrzane. Miałem wątpliwości czy coś z tego co mówi jest prawdą, takie "nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie", ale spotkaliśmy się przypadkiem pracując w tym samym miejscu i dziewczyna okazała się całkiem zwyczajna (w tym dobrym znaczeniu).
Pisały tu też dwie inne miłe dziewczyny, które miały facetów i ograniczały się wyłącznie do poznawania ludzi, Tutaj - bez rozmawiania prywatnie, a tym bardziej bez spotkań (nawet w większym gronie). Miały swój świat, a forum było wygodnym sposobem by pogadać z kimś kto należał do innego (różnica wieku, środowiska etc).
Dawniej bywałem tu by pogadać i by kogoś poznać, z chęcią pojawiałem się na spotkaniach, lub inicjowałem spotkania 1:1. Teraz ludzi z netu traktuje jak znajomych z pracy. Są tacy których się lubi i z chęcią się z nimi rozmawia, ale wyłącznie w znikomych przypadkach chce się z nimi spędzać czas po pracy;)
I tak na marginesie, odchodząc od pierwotnego tematu.
Samotna dziewczyny = łatwy seks, trudny związek. Ludzie którzy kochają siebie nie czują się samotni w swoim towarzystwie. Tacy ludzie mają większe poczucie własnej wartości i łatwiej dają się pokochać innym (bo łatwiej akceptują, że ktoś może ich pokochać bez powodu, za to że są).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Niestety żyjemy w czasach , w których słowa MIŁOŚĆ,PRZYJAŹŃ, SZACUNEK, HONOR tracą swoją wartość. Człowiek nie ceni drugiego człowieka, jest coraz więcej zdrad i rozwodów. Swiat się kończy..
Rozumiem smutek z powodu powrotu do pustego mieszkania, chęć rozmowy z kimś bliskim , lecz wierz mi,że czasem ludzie w zwiazkach czuja się bardzo samotni. Człowiek to taka dziwna istota ,która ciągle goni za czymś czego nie ma w danym momencie, a gdy juz to zdobędzie często spotyka ja rozczarowanie. Życie samemu jest trudne,ale we dwójkę myśle,że jest jeszcze trudniej. Absolutnie sie nie skarżę na mężczyzn, bo mam męża którego bardzo kocham ale niektóre tematy są koscia niezgody.
Nie ma sprawdzonego miejsca na znalezienie odpowiedniego partnera, niektórzy poznają sie na uczelni , w SKM, w pracy, na imprezie. Wiem jednak na pewno,że bardzo trudno jest znaleźć partnera który by się do zycia nadawał i to raczej jest głównym problemem.
Miej oczy szeroko otwarte:)
Rozumiem smutek z powodu powrotu do pustego mieszkania, chęć rozmowy z kimś bliskim , lecz wierz mi,że czasem ludzie w zwiazkach czuja się bardzo samotni. Człowiek to taka dziwna istota ,która ciągle goni za czymś czego nie ma w danym momencie, a gdy juz to zdobędzie często spotyka ja rozczarowanie. Życie samemu jest trudne,ale we dwójkę myśle,że jest jeszcze trudniej. Absolutnie sie nie skarżę na mężczyzn, bo mam męża którego bardzo kocham ale niektóre tematy są koscia niezgody.
Nie ma sprawdzonego miejsca na znalezienie odpowiedniego partnera, niektórzy poznają sie na uczelni , w SKM, w pracy, na imprezie. Wiem jednak na pewno,że bardzo trudno jest znaleźć partnera który by się do zycia nadawał i to raczej jest głównym problemem.
Miej oczy szeroko otwarte:)
Nie wiem, czy szukanie faceta na forum to dobry pomysł. Pisać można wiele. Ludzi poznaje się dokładniej w realu. Zależy czego szukasz w necie: miłości, przyjaźni, rozrywki? Zadałaś dość trudne pytanie, dotyczące spotkania z kimś z forum. Bez względu na to, jaki to byłby typ znajomości, ja bym o tym nie pisała. Traktuję to tak samo jak wiadomości na privie. To jest prywatne i nie nadaje się na forum.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
To wciąż to samo co napisałem wcześniej - brak akceptacji dla swojej osoby.
Takie osoby zawsze domagają się uznania. Daje im to bycie adorowanym, przez co często zmieniają partnerów lub znajdują sobie kochanków. Ewentualnie robią sobie dziecko, bo te daje im duże poczucie bycia potrzebnym i kochanym (przynajmniej póki dziecko jest małe:p).
Kiedyś miałem podobnie, związki po 3, 6, 9 miesięcy, a przerwy między kolejnymi od 4 godzin do niecałych dwóch tygodni:p I samotność niezależnie czy otoczony byłem innymi, czy spędzałem czas sam. Można kogoś lubić lub kochać a nadal czuć się samotnym w jego towarzystwie.
Można to jednak zmienić. Nauczyć się żyć samemu ze sobą. Polubić swoje towarzystwo i cenić czas spędzony samemu.
Samotność wynika z ucieczki przed samym sobą, z lęku przed tym kim jesteśmy. Przez całe życie dokonujemy różnych decyzji, czasem lepszych, czasem gorszych. Siłą rzeczy popełniamy błędy, jak wszyscy. Nosimy w sobie konsekwencję tych decyzji, różne demony przeszłości, chowamy je głęboko w sobie i odwracamy się od nich w nadziei że w ten sposób od nich uciekniemy. Chcemy przebywać z innymi, zająć się czymś, mieć pasje/hobby, zabić czas internetem, włączamy muzykę, tv, radio, bierzemy do ręki książkę - wszystko by nie myśleć, by uniknąć ciszy, by odwrócić świadomość od swojego wnętrza.
By się wyleczyć z samotności potrzeba tylko odwagi by wejrzeć w głąb siebie i odrobiny wyrozumiałości, by nie oceniać siebie surowiej niż innych.
Pusty dom, monotonia życia codziennego i wyłącznie swoje towarzystwo - to świetne warunki by uzdrowić swoje relacje ze sobą.
Takie osoby zawsze domagają się uznania. Daje im to bycie adorowanym, przez co często zmieniają partnerów lub znajdują sobie kochanków. Ewentualnie robią sobie dziecko, bo te daje im duże poczucie bycia potrzebnym i kochanym (przynajmniej póki dziecko jest małe:p).
Kiedyś miałem podobnie, związki po 3, 6, 9 miesięcy, a przerwy między kolejnymi od 4 godzin do niecałych dwóch tygodni:p I samotność niezależnie czy otoczony byłem innymi, czy spędzałem czas sam. Można kogoś lubić lub kochać a nadal czuć się samotnym w jego towarzystwie.
Można to jednak zmienić. Nauczyć się żyć samemu ze sobą. Polubić swoje towarzystwo i cenić czas spędzony samemu.
Samotność wynika z ucieczki przed samym sobą, z lęku przed tym kim jesteśmy. Przez całe życie dokonujemy różnych decyzji, czasem lepszych, czasem gorszych. Siłą rzeczy popełniamy błędy, jak wszyscy. Nosimy w sobie konsekwencję tych decyzji, różne demony przeszłości, chowamy je głęboko w sobie i odwracamy się od nich w nadziei że w ten sposób od nich uciekniemy. Chcemy przebywać z innymi, zająć się czymś, mieć pasje/hobby, zabić czas internetem, włączamy muzykę, tv, radio, bierzemy do ręki książkę - wszystko by nie myśleć, by uniknąć ciszy, by odwrócić świadomość od swojego wnętrza.
By się wyleczyć z samotności potrzeba tylko odwagi by wejrzeć w głąb siebie i odrobiny wyrozumiałości, by nie oceniać siebie surowiej niż innych.
Pusty dom, monotonia życia codziennego i wyłącznie swoje towarzystwo - to świetne warunki by uzdrowić swoje relacje ze sobą.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Świat już dawno się skończył, "144 tysiące opieczętowanych", reszta została zapomniana;)
Trochę nie widzę związku między tym Twoim postem a tematem - jednak rzuca się w oczy, że "niby się nie skarżysz, ale coś Cię uwiera" - raczej nie płeć mniej piękna, a jeden konkretny osobnik:p
A odnośnie tego gdzie się można spotkać, to znam kilka małżeństw które poznały się w sieci. To czy są szczęśliwe, to kwestia ciężka do ocenienia. Jedno robi takie (wiarygodne) wrażenie:)
Trochę nie widzę związku między tym Twoim postem a tematem - jednak rzuca się w oczy, że "niby się nie skarżysz, ale coś Cię uwiera" - raczej nie płeć mniej piękna, a jeden konkretny osobnik:p
A odnośnie tego gdzie się można spotkać, to znam kilka małżeństw które poznały się w sieci. To czy są szczęśliwe, to kwestia ciężka do ocenienia. Jedno robi takie (wiarygodne) wrażenie:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Łatwiej by było, gdyby na początku znajomości, druga strona miała świadomość tego w jakim celu zawiera się kontakt. Czyli, uprzedzam mojego rozmówcę, że nie szukam towarzystwa w realu - i jeśli mu na tym zależało, nie będzie na mnie tracić swego czasu.
Byłoby to wielkie ułatwienie, ale nie zawsze potrafimy mówić głośno i otwarcie o swoich oczekiwaniach. A przecież jedno zdanie, może nam zaoszczędzić nerwów i czasu.
Byłoby to wielkie ułatwienie, ale nie zawsze potrafimy mówić głośno i otwarcie o swoich oczekiwaniach. A przecież jedno zdanie, może nam zaoszczędzić nerwów i czasu.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
To ogólnie skomplikowane, bo różnie to bywa z tym "na początku".
Ogólnie to miła zasada, tylko ludzie różni.
Odnosząc się na przykład do spotkań (także do wątku z sąsiedzkiego forum). Ludzie się umawiają na spotkania i nie przychodzą. Dla jednych to oczywisty nietakt, ale inni nie widzą w tym żadnego problemu.
Są też ludzie którzy mają tendencję do spóźniania się - i nie widzą problemu że pojawiają się 10-30 minut później niż było umówione.
Podobnie jest ze związkami - dla niektórych "wyłączność" to rzecz oczywista, dla innych już niekoniecznie. Przy czym i "wyłączność" nie dla każdego znaczy to samo.
Łącząc to wszystko ciężko określić kiedy jest to "na początku" - kiedy powinno się o tym wspomnieć, a także jak określić z kim się spotykamy i kiedy. Nawet takie coś jak "spotykam się z osobami które poznam w internecie" dla jednego może oznaczać dwie wiadomości prywatne w stylu "jak masz na imię i ile masz lat" dla innego pół roku regularnego pisania maili.
Kiedyś się zastanawiałem czy w kwestii związków można określić te zasady, na co się godzimy, a na co nie - czy sytuacji które mogą się zdarzyć jest tak dużo że nie mamy szans uniknąć niedomówień. Może w tej kwestii też to tak wygląda. Bo przecież nie musi to chodzić tylko o czas rozmów, ale o pewną bliskość, więź, podobieństwo czy wartość.
Ogólnie to miła zasada, tylko ludzie różni.
Odnosząc się na przykład do spotkań (także do wątku z sąsiedzkiego forum). Ludzie się umawiają na spotkania i nie przychodzą. Dla jednych to oczywisty nietakt, ale inni nie widzą w tym żadnego problemu.
Są też ludzie którzy mają tendencję do spóźniania się - i nie widzą problemu że pojawiają się 10-30 minut później niż było umówione.
Podobnie jest ze związkami - dla niektórych "wyłączność" to rzecz oczywista, dla innych już niekoniecznie. Przy czym i "wyłączność" nie dla każdego znaczy to samo.
Łącząc to wszystko ciężko określić kiedy jest to "na początku" - kiedy powinno się o tym wspomnieć, a także jak określić z kim się spotykamy i kiedy. Nawet takie coś jak "spotykam się z osobami które poznam w internecie" dla jednego może oznaczać dwie wiadomości prywatne w stylu "jak masz na imię i ile masz lat" dla innego pół roku regularnego pisania maili.
Kiedyś się zastanawiałem czy w kwestii związków można określić te zasady, na co się godzimy, a na co nie - czy sytuacji które mogą się zdarzyć jest tak dużo że nie mamy szans uniknąć niedomówień. Może w tej kwestii też to tak wygląda. Bo przecież nie musi to chodzić tylko o czas rozmów, ale o pewną bliskość, więź, podobieństwo czy wartość.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Bardzo zgadzam się z przedmówcami. Żeby kogoś spotkać trzeba być gotowym - poukładanym, wyleczonym z żalu i smutku.
Mi jest trudno, bo zawsze po jakimś niewypale (gdy tak mi źle, że znowu nie wyszło) wtedy najbardziej tęsknię za jakąś bliskością, normalnością i szukam jej najbliżej - w Internecie. Czatuję, piszę ogłoszenia, odpowiadam. A jak przestaję gonić to nawet w skm po 10 min siedzenia na przeciwko Ktoś mnie na kawę zaprasza.... ;)
Ogólnie dobrze mi ze sobą, podobam się sobie i mam czym się zajmować, mam znajomych i przyjaciół z którymi spędzam czas a sama ze sobą też się nie nudzę. Jednak tęsknię coraz wyraźniej za bliską relacją z facetem, która wejdzie w miejsce mojej samotności. Osobiście nie sądzę, żebym gdzieś w świecie wirtualnym go znalazła....
Mi jest trudno, bo zawsze po jakimś niewypale (gdy tak mi źle, że znowu nie wyszło) wtedy najbardziej tęsknię za jakąś bliskością, normalnością i szukam jej najbliżej - w Internecie. Czatuję, piszę ogłoszenia, odpowiadam. A jak przestaję gonić to nawet w skm po 10 min siedzenia na przeciwko Ktoś mnie na kawę zaprasza.... ;)
Ogólnie dobrze mi ze sobą, podobam się sobie i mam czym się zajmować, mam znajomych i przyjaciół z którymi spędzam czas a sama ze sobą też się nie nudzę. Jednak tęsknię coraz wyraźniej za bliską relacją z facetem, która wejdzie w miejsce mojej samotności. Osobiście nie sądzę, żebym gdzieś w świecie wirtualnym go znalazła....
"Łącząc to wszystko ciężko określić kiedy jest to "na początku" - kiedy powinno się o tym wspomnieć, a także jak określić z kim się spotykamy i kiedy. Nawet takie coś jak "spotykam się z osobami które poznam w internecie" dla jednego może oznaczać dwie wiadomości prywatne w stylu "jak masz na imię i ile masz lat" dla innego pół roku regularnego pisania maili.
Kiedyś się zastanawiałem czy w kwestii związków można określić te zasady, na co się godzimy, a na co nie - czy sytuacji które mogą się zdarzyć jest tak dużo że nie mamy szans uniknąć niedomówień. Może w tej kwestii też to tak wygląda. Bo przecież nie musi to chodzić tylko o czas rozmów, ale o pewną bliskość, więź, podobieństwo czy wartość."
Oczywiście, ciężko stwierdzić kiedy jest to na początku. Ale zakładam, że jesteśmy mądrymi ludźmi - i przychodzi taki moment w rozmowach kiedy czujemy, że druga strona chce czegoś innego niż możemy jej dać. Wtedy należy być szczerym. Po co tu jestem i co tu dla siebie szukam.
Zasady na które godzimy się na początku, zawsze zmieniają swoją postać. Porównałabym to do przyjęcia pracy. Na początku jest umowa, którą zawsze można zmienić, wypowiedzieć lub z okresu próbnego przejść na stałe;) Podobnie jest z naszymi znajomościami, w późniejszym czasie, pod wypływem różnych czynników zasady się zmieniają...lub zasady zmieniają nas.
Kiedyś się zastanawiałem czy w kwestii związków można określić te zasady, na co się godzimy, a na co nie - czy sytuacji które mogą się zdarzyć jest tak dużo że nie mamy szans uniknąć niedomówień. Może w tej kwestii też to tak wygląda. Bo przecież nie musi to chodzić tylko o czas rozmów, ale o pewną bliskość, więź, podobieństwo czy wartość."
Oczywiście, ciężko stwierdzić kiedy jest to na początku. Ale zakładam, że jesteśmy mądrymi ludźmi - i przychodzi taki moment w rozmowach kiedy czujemy, że druga strona chce czegoś innego niż możemy jej dać. Wtedy należy być szczerym. Po co tu jestem i co tu dla siebie szukam.
Zasady na które godzimy się na początku, zawsze zmieniają swoją postać. Porównałabym to do przyjęcia pracy. Na początku jest umowa, którą zawsze można zmienić, wypowiedzieć lub z okresu próbnego przejść na stałe;) Podobnie jest z naszymi znajomościami, w późniejszym czasie, pod wypływem różnych czynników zasady się zmieniają...lub zasady zmieniają nas.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
Wnioskując z moich rozmów kwalifikacyjnych mogę ci powiedzieć że ich dominującą cechą jest głupota.
Dwie osoby mają "kota w worku" i przekonują siebie nawzajem że w ich worku jest "kot" idealny do uszczęśliwienia drugiej strony. Tylko zabawa nie polega na kupnie jednego z nich, a na wymianie naszego worka za worek drugiej strony.
Ten moment o którym piszesz wydaje mi się momentem spojrzenia w worek.
Lub opisując to inną metaforą:
"Doświadczenie to coś co zyskujemy chwile po tym jak było nam potrzebne."
Dziwna to gra, gdy zasady zmieniają się w czasie rozgrywki - nie wiem na ile to uczciwe. Wiele chyba zależy od ludzkiej przyzwoitości. Łatwo jednak kogoś zranić, lub zostać zranionym.
Dwie osoby mają "kota w worku" i przekonują siebie nawzajem że w ich worku jest "kot" idealny do uszczęśliwienia drugiej strony. Tylko zabawa nie polega na kupnie jednego z nich, a na wymianie naszego worka za worek drugiej strony.
Ten moment o którym piszesz wydaje mi się momentem spojrzenia w worek.
Lub opisując to inną metaforą:
"Doświadczenie to coś co zyskujemy chwile po tym jak było nam potrzebne."
Dziwna to gra, gdy zasady zmieniają się w czasie rozgrywki - nie wiem na ile to uczciwe. Wiele chyba zależy od ludzkiej przyzwoitości. Łatwo jednak kogoś zranić, lub zostać zranionym.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"