Widok
trudny temat
Mój problem polega na tym, że kwitnę w związku z kobietą, która nie stara się być atrakcyjna dla mnie i jest nie do wytrzymania. Gdyby nie córka, to już dawno bym jej podziękował. Kilka razy się już rozstawaliśmy, ale tęskniłem bardzo za córką i dręczyło mnie to, że będzie się wychowała bez ojca. Nie mam pojęcia czy dla dziecka się poświęcić i być w takim związku czy się definitywnie rozstać.
Nie sądzę, by Twoja córka była szczęśliwa w rodzinie, gdzie tata nie kocha mamy. W moim odczuciu lepszym rozwiązaniem jest się rozstać, ale dołożyć wszelkich starań by widywać się jak najczęściej z córką i zachować przynajmniej koleżeńskie stosunki z jej mamą.
Swoją drogą ciekawie zestawić dwa wątki. Ostatnio wpadł mi w oko wątek bodajże na Rodzinie i Dziecku o tym czy macierzyństwo to na prawdę taki koszmar. Babeczki jedna po drugiej udowadaniały, że to, że są matkami, nie sprawia, że są mniej zadbane, czy że mają mniej uwagi i czasu dla męża. Pomyślałam wtedy - "aha! Wy swoje, a tylu panów się skarży na to jak ich żony nie dbają o siebie, i jakie są okropne odkąd zostały matkami... "
Cały czas myślę nad tą kwestią i coraz mniej mam wątpliwości, rezygnując z macierzyństwa na rzecz miłości, męża, radości życia i jakkolwiek to zabrzmi - siebie samej
Swoją drogą ciekawie zestawić dwa wątki. Ostatnio wpadł mi w oko wątek bodajże na Rodzinie i Dziecku o tym czy macierzyństwo to na prawdę taki koszmar. Babeczki jedna po drugiej udowadaniały, że to, że są matkami, nie sprawia, że są mniej zadbane, czy że mają mniej uwagi i czasu dla męża. Pomyślałam wtedy - "aha! Wy swoje, a tylu panów się skarży na to jak ich żony nie dbają o siebie, i jakie są okropne odkąd zostały matkami... "
Cały czas myślę nad tą kwestią i coraz mniej mam wątpliwości, rezygnując z macierzyństwa na rzecz miłości, męża, radości życia i jakkolwiek to zabrzmi - siebie samej
A zastanawiales sie dlaczegoTwoja kobieta nie stara sie byc dla Ciebie atrakcyjna? Pytales ja o to? Bo gdybac mozna wiele...no i jaki jest Twoj wyznacznik nieatrakcyjnosci? Nieogolone nogi? Odrosty? Workowate ciuchy? A moze Ty tylko szukasz dziury w calym i prawdziwy powod dla ktorego nie chcesz z nia byc jest inny? No i jeszcze jedna kwestia - rozumirem ze Ty wygladasz co najmniej jak Ronaldo ;)
nie ma miłości bez naiwności
Dokładnie. Biedni Ci mężczyźni-mężowie. Żony nieatrakcyjne, a na ulicach jak to mówią faceci tyle "towaru" o internecie nie wspominając. Wracają do domu żona zrzedzi, dzieci denerwują, z małżeńskiego seksu nici bo żona zmęczona (a przecież mogła się kimnac po pracy jak mąż). Na serio współczuje wszystkim takim mężom.
Jak ja mam już dość słuchania tych bredni. Faceci weźcie się w garść. Stańcie się odpowiedzialni za życie swoje i swoich bliskich. Po co się żenić i płodzić dzieci? A potem żal. Żenada.
Jak ja mam już dość słuchania tych bredni. Faceci weźcie się w garść. Stańcie się odpowiedzialni za życie swoje i swoich bliskich. Po co się żenić i płodzić dzieci? A potem żal. Żenada.
Małżeństwo to nie tylko kwestia posiadania dzieci i nie jest to główny problem, więc nie ma co współczuć. Myślę, choć mogę się mylić, że ty masz jakiś problem z posiadaniem dzieci i rzutuje to na twoje całościowe myślenie o małżeństwie. No i tych panów nikt przecież nie gwałcił, to nie są bezwolne kukły.
Problem z posiadaniem mam taki, że nie chcę i nie zamierzam ich mieć. Co więcej, nie rozumiem jak z własnej woli można zrezygnować z wolności w imię dożywotnich obowiązków, hałasu i braku spokoju. Brak dojrzałości? Być może, nie jestem w tym odosobniona. Co więcej, uważam, że jest to niedojrzałość daleko mniejsza, niż niedojrzałość wielu osób decydujących się na dziecko mimo np. braku warunków.
A co do tego, że panów nikt nie gwałcił - owszem, wiedzieli co robią. Jednak nie sądzę, by znalazł się ktoś, kto przynajmniej raz w życiu nie poddał się presji, zrobił coś a potem żałował. Nie uwierzę, że ktoś sobie nie zdaje sprawy jaką presję potrafi wywierać upier.liwa kobieta. Myślę, że nader często kobiety używają szantażu emocjonalnego. Żeby mieć dziecko, kobiety posuwają się znacznie dalej. Nie trzeba daleko szukać - jakiś czas temu jakaś artystka szukała na forum informacji na ile nieskuteczny jest stosunek przerywany - po to żeby chyłkiem zajść w ciążę z mężem, który się wzbrania. Wracając do tematu - tak, rozumiem poddanie się presji. Tak, rozumiem, że można nie radzić sobie z ojcostwem, a nader często dodatkowo kobietą, która przestaje być kobietą a staje się wyłącznie mamuśką. I tak - współczuję facetom
A co do tego, że panów nikt nie gwałcił - owszem, wiedzieli co robią. Jednak nie sądzę, by znalazł się ktoś, kto przynajmniej raz w życiu nie poddał się presji, zrobił coś a potem żałował. Nie uwierzę, że ktoś sobie nie zdaje sprawy jaką presję potrafi wywierać upier.liwa kobieta. Myślę, że nader często kobiety używają szantażu emocjonalnego. Żeby mieć dziecko, kobiety posuwają się znacznie dalej. Nie trzeba daleko szukać - jakiś czas temu jakaś artystka szukała na forum informacji na ile nieskuteczny jest stosunek przerywany - po to żeby chyłkiem zajść w ciążę z mężem, który się wzbrania. Wracając do tematu - tak, rozumiem poddanie się presji. Tak, rozumiem, że można nie radzić sobie z ojcostwem, a nader często dodatkowo kobietą, która przestaje być kobietą a staje się wyłącznie mamuśką. I tak - współczuję facetom
Skoro facet zgadza sie na dziecko tylko i wylacznie pod wplywem mniej lub bardziej emocjonalnej presji (nie mam tu na myśli planowanej wpadki) bo baba mu ględzi ze chce "bejbika" to sorry ale chyba sam jest sobie winien i w tej sytuacji to kobieta ma wieksza "jaja" bo jakby nie bylo osiągnęła swoj cel = zostala zapłodniona.
nie ma miłości bez naiwności
Bez urazy ale "głupota pod presją" to dla mnie np. zarwaniew nocy gdy nastepnego dnia ma sie wazny dzien w pracy, a nie swiadoma decyzja o udostepnieniu swojej spermy w celu splodzenia dziecka.
Jesli w zwiazku trzeba robic cos pod presja drugiej osoby to najwyrazniej nalezy ten zwiazek skonczyc.
Jesli w zwiazku trzeba robic cos pod presja drugiej osoby to najwyrazniej nalezy ten zwiazek skonczyc.
nie ma miłości bez naiwności
>Gdyby moja żona była:
- utyta jak prosie
- śmierdziała
- miewała PMS dwa miesiące z rzędu,
to i tak bym ją kochał.
lekuśno naciągana przesada
nadwaga- nic tak nie mobilizuje jak najbliższy ukochany
PMS- wytrzymasz o wiele dłużej jeśli kochasz
higiena- to jest okropne.. powodzenia jeśli sama to olewa.. mam nadzieję że macie prysznic będzie łatwiej ją tam wepchnąć ;)
dla tego > śmierdziała bym skreślił i należy mieć nadzieję że do tego
nigdy nie dojdzie
- utyta jak prosie
- śmierdziała
- miewała PMS dwa miesiące z rzędu,
to i tak bym ją kochał.
lekuśno naciągana przesada
nadwaga- nic tak nie mobilizuje jak najbliższy ukochany
PMS- wytrzymasz o wiele dłużej jeśli kochasz
higiena- to jest okropne.. powodzenia jeśli sama to olewa.. mam nadzieję że macie prysznic będzie łatwiej ją tam wepchnąć ;)
dla tego > śmierdziała bym skreślił i należy mieć nadzieję że do tego
nigdy nie dojdzie
Chłopie... to rzeczywiście trudny temat... nie będę jak inni Cię umoralniał, bo to już widzę zdążyłeś otrzymać, ale powiem Ci co o tym myślę :) Po pierwsze bez złości, na luzie (np.wyjazd za miasto) zmierz się z samym sobą i odpowiedz sobie czy chcesz być z tą kobietą. Jeśli nie wiesz jak to zrobić, weź kartkę papieru i napisz sobie pozytywy z jednej strony i negatywy z drugiej... sam musisz podjąć decyzję i nikogo nie słuchaj... szczególnie doradców internetowych... Jeśli decyzja będzie negatywna, to masz jasność sytuacji... i co bardzo ważne!! żadnych prób, ostatnich szans itp. bzdur!! Koniec to koniec!! ale tylko w przypadku podjęcia decyzji na "nie". Jeśli zaś podejmiesz decyzję, że jednak coś trzyma Cię przy kobiecie, musisz z nią porozmawiać!! bez ściemy, bez hipokryzji, zamiatania pod dywan tylko szczerze i otwarcie...może dowiesz się o sobie, czegoś czego nie wiesz lub nie zdawałeś sobie sprawy z problemu Twojej kobiety. Może również okazać się że najzwyczajniej w świecie, ma Cie w nosie i nie chce z Tobą być... Tylko poważna i otwarta rozmowa to wyjaśni. Co do dziecka... znam to z autopsji i nie są to żadne dywagacje teoretyczne... małe dzieci są bardziej odporne na takie rozstania, oczywiście wymagają odpowiedniej rozmowy i szczególnego traktowania ze strony obojga rodziców i tu potrzebna jest współpraca między rodzicami, podział ról, opieki na dzieckiem... Starsze dzieci, mogą przeżywać rozstanie rodziców bardziej boleśnie i wcale nie muszą tego okazywać werbalnie, a np. pozornie akceptując stan rzeczy, przeżywać to popadając w alkohol, nie daj Panie prochy, zamykając się w sobie... "Starszaki" wymagają więcej troski niż "maluchy" i jest to trudne, a nawet bardzo trudne... ale w efekcie końcowym lepsze dla wszystkich... Jakąkolwiek decyzję podejmiesz, będzie dobra... bo będzie Twoja... ale musi być przemyślana... czego Ci życzę... :)) Powodzenia Jarek.
Kasieńka piszesz, że "Co więcej, nie rozumiem jak z własnej woli można zrezygnować z wolności w imię dożywotnich obowiązków, hałasu i braku spokoju. " Wszystko to piękne, ale po co zakładasz rodzinę, jeśli nie planujesz posiadania dzieci? A względem domu i męża nie masz obowiązków? Bo nie uwierzę, że wszystko to same przyjemności. A tak żartobliwie, kto będzie na Ciebie i Twojego męża zarabiał na Wasze emerytury?
Temat jest trudny, nie powiem. Kobiety mają większe wymagania względem swoich partnerów, ale też Panowie zmienili swoje oczekiwania. Szeroki dostęp do mediów wszelakich i swoista moda na chude i zadbane kobiety sprawiają, że chcieliby na wzór aktorek i modelek zaraz po porodzie zobaczyć żonę-laskę. A to niełatwe przez hormony i chwilowy brak czasu.
Myślę, że najważniejsze to rozmowa i wypowiedzenie swoich oczekiwań. No i trochę kompromisów.
A do Autora wątku: nie jedź na wyprawę za miasto sam, pojedź z żoną (bez dziecka). Może odkryjecie siebie na wzajem od nowa, o ile nie chodzi oczywiście o drugą kobietę.
Temat jest trudny, nie powiem. Kobiety mają większe wymagania względem swoich partnerów, ale też Panowie zmienili swoje oczekiwania. Szeroki dostęp do mediów wszelakich i swoista moda na chude i zadbane kobiety sprawiają, że chcieliby na wzór aktorek i modelek zaraz po porodzie zobaczyć żonę-laskę. A to niełatwe przez hormony i chwilowy brak czasu.
Myślę, że najważniejsze to rozmowa i wypowiedzenie swoich oczekiwań. No i trochę kompromisów.
A do Autora wątku: nie jedź na wyprawę za miasto sam, pojedź z żoną (bez dziecka). Może odkryjecie siebie na wzajem od nowa, o ile nie chodzi oczywiście o drugą kobietę.
Smyqula3 - ja po prostu od zawsze chciałam mieć kochanego mężczyznę i wobec niego mieć obowiązki. To nie są same przyjemności, ale tego zawsze chciałam i w moim świecie nie ma i nie będzie miejsca na niemowlaka. Swoje miejsce ma nastolatek, syn mojego męża. Obowiązki wobec niego nie są ciężarem. Natomiast nie chcę zmieniać pieluch, podcierać tyłka dziecku i znosić wrzasków. Brzydzi mnie to i irytuje. A co do emerytury - odpowiem równie żartobliwie - rozumiem, że Ty planujesz/posiadasz dzieci po to, żeby zarabiał na Twoją emeryturę? Gratuluję podejścia;)
Odeszliśmy mocno od tematu. To, że piszę, że nie rozumiem jak można z własnej woli skazać się na to wszystko nie znaczy, że nie szanuję ludzi, którzy to robią. Każdy ma prawo do swojego zdania i sposobu życia. To, do czego zmierzam to to, że nie każdy powinien mieć dzieci. Ludzie decydują się na nie pochopnie i okazuje się często, że nie mogą unieść tego ciężaru. Potrafię to zrozumieć, potrafię współczuć, nie twierdząc wcale, że zdejmuje to z takich ludzi odpowiedzialność. Łatwiej mi wczuć się w rolę takiego męża, niż kobiety dla której sensem życia jest posiadanie dziecka. (btw. moim sensem jest moja praca i mój mąż). Forum jest o tyle fajne, o ile daje możliwość dowiedzenia się, że nie każdy patrzy na wszystko tak samo.
Odeszliśmy mocno od tematu. To, że piszę, że nie rozumiem jak można z własnej woli skazać się na to wszystko nie znaczy, że nie szanuję ludzi, którzy to robią. Każdy ma prawo do swojego zdania i sposobu życia. To, do czego zmierzam to to, że nie każdy powinien mieć dzieci. Ludzie decydują się na nie pochopnie i okazuje się często, że nie mogą unieść tego ciężaru. Potrafię to zrozumieć, potrafię współczuć, nie twierdząc wcale, że zdejmuje to z takich ludzi odpowiedzialność. Łatwiej mi wczuć się w rolę takiego męża, niż kobiety dla której sensem życia jest posiadanie dziecka. (btw. moim sensem jest moja praca i mój mąż). Forum jest o tyle fajne, o ile daje możliwość dowiedzenia się, że nie każdy patrzy na wszystko tak samo.
To sobie dziewczyny pogadalyscie ;)
Kasieńka: oczywiście, że moje dzieci będą zarabiać na emeryturę. Wypełniłam swój obywatelski obowiązek. ;) (mam dwoje)
Oczywiście, że nie każdy nadaje się na rodzica, ale jakby tak patrzeć to gatunek ludzki miałby się marnie. W naszej naturze jest instynkt posiadania potomstwa. Ja akurat nigdy nie zastanawiałam się czy i kiedy chcę mieć dzieci. Są, kocham je, ale nie zatracam w tym siebie. Wiem, że ludzi denerwują niemowlęta, ale przecież jest tyle starszych dzieci do adopcji.
Jak mówiłam trudno określić kto powinien rodzicem zostać. Czasem dzieci z dobrych domów, świetnych rodziców stają się kryminalistami, a dzieci z rodzin patologicznych są wzorem do naśladowania. Nie ma reguły. Mnie w ostatnich czasach przeraża co innego. Coraz więcej ludzi ma dzieci, dba o nie, ale jak tylko może podrzuca babciom, ciotkom, opiekunką.
Idealną matką się nie czuję i dobrze mi z tym. Czasem przez dzieci się złoszcze, ale w pracy też się złoszcze i Mąż mnie też czasem wkurza.
Spokojnej nocy i poszukajcie kwiatu paproci na szczęście - dziś jest ta noc.
Kasieńka: oczywiście, że moje dzieci będą zarabiać na emeryturę. Wypełniłam swój obywatelski obowiązek. ;) (mam dwoje)
Oczywiście, że nie każdy nadaje się na rodzica, ale jakby tak patrzeć to gatunek ludzki miałby się marnie. W naszej naturze jest instynkt posiadania potomstwa. Ja akurat nigdy nie zastanawiałam się czy i kiedy chcę mieć dzieci. Są, kocham je, ale nie zatracam w tym siebie. Wiem, że ludzi denerwują niemowlęta, ale przecież jest tyle starszych dzieci do adopcji.
Jak mówiłam trudno określić kto powinien rodzicem zostać. Czasem dzieci z dobrych domów, świetnych rodziców stają się kryminalistami, a dzieci z rodzin patologicznych są wzorem do naśladowania. Nie ma reguły. Mnie w ostatnich czasach przeraża co innego. Coraz więcej ludzi ma dzieci, dba o nie, ale jak tylko może podrzuca babciom, ciotkom, opiekunką.
Idealną matką się nie czuję i dobrze mi z tym. Czasem przez dzieci się złoszcze, ale w pracy też się złoszcze i Mąż mnie też czasem wkurza.
Spokojnej nocy i poszukajcie kwiatu paproci na szczęście - dziś jest ta noc.
smyqula3... Co do obowiązku, emerytur i dzieci... Mimo, że nie chcę rodzić dzieci, nie planuję tego całego bagienka, wiem jedno - dzieci nie powinno się mieć dla siebie, nie po to, żeby zarabiały na nasze emerytury, opiekowały się nami na starość albo spełniały nasze ambicje. Nie lubię dzieci, ale gdybym miała je mieć - nic nie uczyniło by mnie bardziej nieszczęśliwą niż myśl, że moje dziecko poświęca swoje życie, swoją radość życia... DLA MNIE.
Nie patrzę na dzieci pod kątem, że są dla mnie. One są i wiem, że kiedyś opuszczą gniazdo, założą swoje. To czy będą z nami (rodzicami) w kontakcie zależy od wspólnych relacji. Mówisz o poświęceniu, a czy Ty nie poświęcasz się dla Męża, w pracy? Gdy kogoś kochamy to się poświęcamy bo tego chcemy. A pomyśl co by się stało, gdyby teraz wszyscy ludzie mieli takie zdanie jak Ty. Nie wiem ile masz lat, jaka jest Twoja historia, ale zapewniam Cię, że nie ma nic piękniejszego niż chwile z dzieckiem, może nie trwają one cały czas, ale są.
smyqula3 - ja już tłumaczyłam - moim wyborem, moją decyzją jest to, że nie chcę poświęcać się dla niemowlaka, ale dla męża. Po prostu nie i już. Lat mam już prawie 30. Dzięki Bogu, ludzie mają swoje zdania, swoje sposoby na życie i nikt nikomu nie powinien narzucać sposobu życia. Zwróć uwagę, że ja nigdzie nie krytykuję postawy osób, które poświęcają się dziecku. Ja piszę, że nie rozumiem. Szanuję, ale nie widzę w takiej roli siebie i nie wstydzę się o tym pisać.Rozumiem natomiast męskie postawy w obliczu zmian, jakie często zachodzą w kobietach, które zostają matkami.
Zapewniam Cię, że to, że dla Ciebie najpiękniejsze są chwile z dzieckiem, nie znaczy, że były by najpiękniejsze dla mnie.
W dniu świra był taki tekst:
" Jedna jest racja, lecz ona jest przy nas!
Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!"
Tak widzę większość wypowiedzi na forum. Ludzie z automatu skreślają osoby, których poglądów nie rozumieją. Skoro ktoś myśli inaczej - na bank - musi być głupi, no debil, ani chybi... A już najgorszy grzech to:
1. Twierdzić, że się rozumie meżczyzn, gdy skarżą się na kobiety:D
Zapewniam Cię, że to, że dla Ciebie najpiękniejsze są chwile z dzieckiem, nie znaczy, że były by najpiękniejsze dla mnie.
W dniu świra był taki tekst:
" Jedna jest racja, lecz ona jest przy nas!
Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!"
Tak widzę większość wypowiedzi na forum. Ludzie z automatu skreślają osoby, których poglądów nie rozumieją. Skoro ktoś myśli inaczej - na bank - musi być głupi, no debil, ani chybi... A już najgorszy grzech to:
1. Twierdzić, że się rozumie meżczyzn, gdy skarżą się na kobiety:D
a rozmawiałeś ze swoją żoną, co Tobie przeszkadza a co jej w Waszym związku i dlaczego jest nie do wytrzymania?
nie jestem specjalistką; ale kiedyś mój były często mi mówił, że powinnam po domu chodzić w wygodnym dresiku a nie się stroić, po co te baby się malują itp. pewnie za kilka lat też by się żalił na forum, jak to o siebie nie dbam, zapominając że to jego sugestie...
zabrałeś kiedyś żonę na zakupy? albo kupiłeś coś ładnego (w jej rozmiarze) w czym chciałbyś ją widzieć? Niestety, ładne rzeczy są nowe, później się spierają i trzeba wymienić na nowe. Jak kiedyś zrzędziłeś że ża dużo na siebie wydaje, no to teraz masz.
a kiedy ostatnio gdzieś wyszliście? no tak, w domu kawa jest tańsza.
łatwiej narzekać, uciec, poświęcić się, niż rozwiązać problem. W nowym związku nie będzie lepiej, też się znudzisz.
nie jestem specjalistką; ale kiedyś mój były często mi mówił, że powinnam po domu chodzić w wygodnym dresiku a nie się stroić, po co te baby się malują itp. pewnie za kilka lat też by się żalił na forum, jak to o siebie nie dbam, zapominając że to jego sugestie...
zabrałeś kiedyś żonę na zakupy? albo kupiłeś coś ładnego (w jej rozmiarze) w czym chciałbyś ją widzieć? Niestety, ładne rzeczy są nowe, później się spierają i trzeba wymienić na nowe. Jak kiedyś zrzędziłeś że ża dużo na siebie wydaje, no to teraz masz.
a kiedy ostatnio gdzieś wyszliście? no tak, w domu kawa jest tańsza.
łatwiej narzekać, uciec, poświęcić się, niż rozwiązać problem. W nowym związku nie będzie lepiej, też się znudzisz.
Kasieńka wydaje mi się, że ani razu nie powiedziałam, że nie szanuję Twojego zdania. Obie mamy święte prawo do swojego zdania. Nie mam zamiaru namawiać Cię na posiadanie dzieci. Przeraża mnie tylko, że coraz więcej kobiet tak myśli. Mężczyzn możesz bronić, Twoja wola. W momencie kiedy nie masz dzieci łatwiej Ci ich zrozumieć. Ja też kiedyś lepiej dogadywalam się z facetami niż z kobietami. Ale jak masz w domu trzech facetów zaczynasz tęsknić za żeńskim punktem spojrzenia. Smutna prawda jest taka, że zawsze wina za kryzysy w związku jest pośrodku.
Jak można się nie starać być atrakcyjną?? Chociaż dla samej siebie?? Nie rozumiem takich bab, przecież nie trzeba mieć kupę kasy i czasu żeby coś dla siebie zrobić i czuć się dobrze. No chyba że się czuje dobrze jak wygląda jak lump. ;/ Dużo osób się takich widuje, bezguścia totalne, bynajmniej nie dotyczy to osób nie zamożnych.
to jest fakt ja mam odczucia takie jak autor ale jestm kobietą...jest 19.30 a on nic tylko siedzi na sofie i przerzuca programy...jakaś masakra.Mieć 35 lat i przestać wychodzić nawet na głupi spacer. Ja się staram może raczej starałam przez dłuższy czas ale nic nie dało. On kocha tylko kapcie i pilota:(nuddddddddddddaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
A gdzie ja napisalam ze sie ukrywasz? Ty tez sie zastanow co piszesz bo na razie to po prostu sie ośmieszasz - na jednym topicu biedna, niezauważona i niedoceniona przez partnera uzależnionego od TV a na drugim....W kazdym bądź razie dojrzali ludzie maja to do siebie ze problemy w zwiazku rozwiazuja w zwiazku a nie poza nim, albo konczą dany zwiazek zamiast czekac na cud.
nie ma miłości bez naiwności
k...- zeby nie bylo watpliwosci - nie chce Cie atakowac, nie chodzi konkretnie o Twoja osobe, ale co by pomyslał Twoj facet gdyby odkryl ze jego kobieta szuka w necie dawnego znajomego? Nie znam ani Ciebie, ani jego ale po takich "akcjach" nie dziwota ze faceci uwazaja kobiety za zdradzieckie suki itp. i potem nie chca sie angazowac w kolejny zwiazek tylko wola bardziej luźne znajomosci oparte wiadomo na czym i tu zaczyna sie dramat wielu singielek zwlaszcza tych kolo 30stki ktorym zalezy na powaznej znajomosci a niekoniecznie na bawidamku.
nie ma miłości bez naiwności