Widok
wspolne mieszkanie przed slubem
Dziewczyny jak to jest u was, mieszkacie/mieszkalyscie/ z narzeczonym przed slubem, byl jakis sprzeciw rodzicow. kupilismy z narzeczonym mieszkanie odbieramy je na lato, no i wiadomo zacznie sie jezdzenie po sklepach wykonczenie(bo mieszkanie jest nowe) czyli pewnie jakis miesiac to potrwa.planowalismy slub na wrzesien ale odpada bo narzeczony wyjezdza na 2 tygodnie ale jeszcze nie ma konkretnie ustalonej daty, wiec stwierdzilismy ze na spokojnie wezmiemy slub w kwietniu2009,aby nie zalatwiac za jednym zamachem spraw z mieszkaniem i slubem, az tu nagle moj tata sie obudzil i stiwrdzil ze nie pozwoli nam zamieszkac bez slubu, ze mammy choc cywilny wziasc,ale brac cywilny a po pol roku koscielny to nie bedzie juz tego klimatu,tej radosci bo juz formalnie bylibysmy malzenstwem. czy wspolne mieszkanie przed slubem to naprawde az takie zlo i niebezpieczenstwo ze cos sie popsuje
Ja nie zdecydowałabym sie na ślub bez mieszkania wcześniej z ta osobą.To najlepsza okazja, że by sie poznać tak naprawdę , dowiedzieć o prawdziwych wadach i zaletach tej osoby, jak radzi sobie z codziennymi problemami i czy ci pomaga w różnych sprawach, których przy wspólnym mieszkaniu jest mnóstwo.Ja mieszkam z moim od 2 lat i wiem na co sie decyduje.Rodzice nasi uwarzaja tak samo więc nie ma problemu.To już chyba nie te czasy....Ale to oczywiście moje zdanie.
eee, masz tatę starej daty ... jetseś dorosłą kobietą !! postaw się, to twoje życie, to nie twój tata będzie żył z tym człowiekiem tylko ty i skoro chcesz z nim być całe życie, to data slubu nie ma nic do gadania ....
my mieszkamy razem, gdybyśmy mogli to zamieszkaliśmy ze sobą po 3 miesiącach związku, ale sytuacja nam na to nie pozwoliła wiec mieszkamy razem od lutego tego roku, i nie zamieniłabym tego na żadną inna stuację !!
ile ja się go przez ten czas nauczyłam, poznałam mojego narzeczonego jak nie znałam przed zamieszkaniem razem .... nie mówcie, ze to takie wypróbowyanie sie, docieranie ... to raczej uczy nas akceptować wady i kochać zalety drugiego człowieka ... potem z większa pewnością wstępuje się w związek małżeński ... bo lepiej się znacie
my mieszkamy razem, gdybyśmy mogli to zamieszkaliśmy ze sobą po 3 miesiącach związku, ale sytuacja nam na to nie pozwoliła wiec mieszkamy razem od lutego tego roku, i nie zamieniłabym tego na żadną inna stuację !!
ile ja się go przez ten czas nauczyłam, poznałam mojego narzeczonego jak nie znałam przed zamieszkaniem razem .... nie mówcie, ze to takie wypróbowyanie sie, docieranie ... to raczej uczy nas akceptować wady i kochać zalety drugiego człowieka ... potem z większa pewnością wstępuje się w związek małżeński ... bo lepiej się znacie
papilio1@op.pl
" WIELKIEEEEE ZŁO !!! " taaaaa............ i pójdziesz za to do WIEKIEEEEGO PIEKŁA i tam będzie WIELKIIII DIABEŁ.
A tak na poważnie , ja mieszkałam z moim już teraz mężem, i jak większość uważam, że to bardzo dobre patrząc pod kątem poznania się i pod kilkoma innymi kątami również ;))
Pozdrawiam,
"grubasek napisał(a):
> no jeśli jesteś wierzącą osobą, a skoro chcesz brać ślub
> kościelny to raczej jesteś to powinnaś wiedzieć że to bardzo
> WIELKIEEEEE ZŁO !!! bedziesz żyła w ciężkim grzechu
>
>
A tak na poważnie , ja mieszkałam z moim już teraz mężem, i jak większość uważam, że to bardzo dobre patrząc pod kątem poznania się i pod kilkoma innymi kątami również ;))
Pozdrawiam,
"grubasek napisał(a):
> no jeśli jesteś wierzącą osobą, a skoro chcesz brać ślub
> kościelny to raczej jesteś to powinnaś wiedzieć że to bardzo
> WIELKIEEEEE ZŁO !!! bedziesz żyła w ciężkim grzechu
>
>
ja z moim narzeczonym zamieszkałam juz dawno, półtora roku temu... miałam wtedy 21 lat i tata troche kręcił nosem, ale nie dlatego ze popełniemy grzech, tragedia i skandal, tylko jego córenka mu sie wymknęła;)
ciesze sie ze zamieszkalismy razem... musieliśmy sie dotrzec... mój ukochany jest ode mnie 7 lat starszy, miał pewne wkurzające nawyki i był rozpieszczony przez mame strasznie:/ początki mieliśmy małokolorowe, jakies 3-4 m-ce kłotni, cichych dni lub wręcz głosnych dni;) nagle oboje bez rodziców, duzo zmian, jakby stało by sie to dopiero po slubie doszłaby kolejna zmiana, stanu cywilnego;) wkoncu ja zaczęłam gasic swiatła z pomieszczen, z których wychodziłam, zaczełam domykac lodówke, przestałam obwieszac haczyki w łazience ciuchami;) moje kochanie nie zostawiało skarpetek wszędzie, nie zostawia juz tez pustych naczyn w lodówce lub łyka mleka w kartonie i nawet myje naczynia, co było nie do pomyślenia! wie tez co to odkurzacz;)
nasze problemy były moze i prozaiczne, ale i takie potrafią wywołać dużą afere, właściwie to szczególnie takie, bo sa częste i powtarzające sie;) ciesze sie ze pozbylismy sie ich przed ślubem
ciesze sie ze zamieszkalismy razem... musieliśmy sie dotrzec... mój ukochany jest ode mnie 7 lat starszy, miał pewne wkurzające nawyki i był rozpieszczony przez mame strasznie:/ początki mieliśmy małokolorowe, jakies 3-4 m-ce kłotni, cichych dni lub wręcz głosnych dni;) nagle oboje bez rodziców, duzo zmian, jakby stało by sie to dopiero po slubie doszłaby kolejna zmiana, stanu cywilnego;) wkoncu ja zaczęłam gasic swiatła z pomieszczen, z których wychodziłam, zaczełam domykac lodówke, przestałam obwieszac haczyki w łazience ciuchami;) moje kochanie nie zostawiało skarpetek wszędzie, nie zostawia juz tez pustych naczyn w lodówce lub łyka mleka w kartonie i nawet myje naczynia, co było nie do pomyślenia! wie tez co to odkurzacz;)
nasze problemy były moze i prozaiczne, ale i takie potrafią wywołać dużą afere, właściwie to szczególnie takie, bo sa częste i powtarzające sie;) ciesze sie ze pozbylismy sie ich przed ślubem
powiem tak: miej w du*** co mówi rodzina, bądź trochę egoistką i wybierz to co da Ci szczęście!
Moja rodzina nawet nie odważyła się kręcić nosem na to, że mieszkam z chłopakiem :)
My mieszkamy ze sobą praktycznie od kiedy jesteśmy razem. Wg mnie wspólne mieszkanie jest świetnym wstępem, macie czas na "dotarcie się", poznanie swoich zwyczajów. Nie będzie takiego szoku po ślubie o jakim opowiadało mi wiele koleżanek, że nagle z męża wylazł cham i prostak i kłócicie się non stop, a jako narzeczony był subtelny i szarmancki.
Co do ślubu cywilnego, na pół roku przed kościelnym? Wg mnie jak najbardziej! Przynajmniej zawiążesz rodzinie języki. My wzięliśmy ślub cywilny w Sylwestra. Termin trochę przypadkiem taki wyszedł. Zaraz po zaręczynach stwierdziliśmy, że skoro i tak mamy się pobrać, to prawnie warto to zrobić teraz, będziemy się wspólnie rozliczać z podatków. Powód trochę prozaiczny, ale ślub był bardzo miły. Taki jakby sekretny, bo wiedzieli tylko rodzice, a na samym ślubie byliśmy tylko my i świadkowie. Miało to fajny posmak tajnego ślubu :) Sylwester był jedynym wolnym terminem w 2007 roku, a musieliśmy spełnić warunek, że zgłaszamy się na miesiąc przed terminem. Polecam USC w Gdyni, bardzo miła pani prowadzi śluby do tego jest muzyka na żywo za darmo ;)
W Gdańsku podobno trzeba za wszystko płacić i jest straszna masówka (tak mówiła świadkowa, która ma porównanie)
To, że wzięłam cywilny nie umniejsza mojej radości w przygotowaniach do kościelnego.
Reasumując: bierzcie cywilny i mieszkajcie razem :)
Moja rodzina nawet nie odważyła się kręcić nosem na to, że mieszkam z chłopakiem :)
My mieszkamy ze sobą praktycznie od kiedy jesteśmy razem. Wg mnie wspólne mieszkanie jest świetnym wstępem, macie czas na "dotarcie się", poznanie swoich zwyczajów. Nie będzie takiego szoku po ślubie o jakim opowiadało mi wiele koleżanek, że nagle z męża wylazł cham i prostak i kłócicie się non stop, a jako narzeczony był subtelny i szarmancki.
Co do ślubu cywilnego, na pół roku przed kościelnym? Wg mnie jak najbardziej! Przynajmniej zawiążesz rodzinie języki. My wzięliśmy ślub cywilny w Sylwestra. Termin trochę przypadkiem taki wyszedł. Zaraz po zaręczynach stwierdziliśmy, że skoro i tak mamy się pobrać, to prawnie warto to zrobić teraz, będziemy się wspólnie rozliczać z podatków. Powód trochę prozaiczny, ale ślub był bardzo miły. Taki jakby sekretny, bo wiedzieli tylko rodzice, a na samym ślubie byliśmy tylko my i świadkowie. Miało to fajny posmak tajnego ślubu :) Sylwester był jedynym wolnym terminem w 2007 roku, a musieliśmy spełnić warunek, że zgłaszamy się na miesiąc przed terminem. Polecam USC w Gdyni, bardzo miła pani prowadzi śluby do tego jest muzyka na żywo za darmo ;)
W Gdańsku podobno trzeba za wszystko płacić i jest straszna masówka (tak mówiła świadkowa, która ma porównanie)
To, że wzięłam cywilny nie umniejsza mojej radości w przygotowaniach do kościelnego.
Reasumując: bierzcie cywilny i mieszkajcie razem :)
moja mama tez nie ma nic przeciwko,dla niej wazne ze juz jestesmy zareczeni i planujemy slub,ale tata boi sie ze jak zamieszkamy razem to okaze sie ze nie pasujemy a mieszkanie trzeba splacac i jest wspolne,chodzi mu o to aby nie bylo tak ze jak sie rozstaniemy to i tak bedziemy mieszkac pod wspolnym dachem bo mamy wspolne mieszkanie,a jakby byl slub to mozna zrobic podzial majatku. planujemy takie oficjalne zareczyny, no ze on przyjdzie do moich rodzicow i poprosi o moja reke a tu nagle tata wyskoczy z tekstem"prosze wziasc slub cywilny aby bylo zabezpieczenie" chyba bym sie spalila ze wstydu a narzeczony juz by nigdy moich rodzicow ze mna nie odwiedzal

