Widok
Skasowała mi się reszta wpisu. Jeszcze raz, ale już w skrócie:
Tekst ciekawy i nic nie wnoszący - nie wolno przyjmować sakramentów i koniec.
Moja rozprawa trwała 15 min, nie było to przyjemne przeżycie na pewno.
Tuż przed rozprawą mąż powiedział mi, że kogoś miał, gdy od niego odeszłam. I teraz tylko się zastanawiam, czy jestem winna temu, że on złamał przysięgę małżeńską, bo odeszłam od niego i go zdradziłam (a gdybym nie odeszła, to by tego nie zrobił) - czy też każdy odpowiada za siebie (gdyby nie chciał, to by nie zdradził).
Ogółem rozwód to syf. Dziś jestem w rozsypce psychicznie jednak, przyda się flaszka. Znamy się od 13 lat.
Tekst ciekawy i nic nie wnoszący - nie wolno przyjmować sakramentów i koniec.
Moja rozprawa trwała 15 min, nie było to przyjemne przeżycie na pewno.
Tuż przed rozprawą mąż powiedział mi, że kogoś miał, gdy od niego odeszłam. I teraz tylko się zastanawiam, czy jestem winna temu, że on złamał przysięgę małżeńską, bo odeszłam od niego i go zdradziłam (a gdybym nie odeszła, to by tego nie zrobił) - czy też każdy odpowiada za siebie (gdyby nie chciał, to by nie zdradził).
Ogółem rozwód to syf. Dziś jestem w rozsypce psychicznie jednak, przyda się flaszka. Znamy się od 13 lat.
troszkę to długie, ale warto chyba przeczytać - jeśli kogoś interesuje ten temat.
Tekst pochodzi ze strony franciszkanie.esanok.pl
"Małżonkowie żyjący w związkach niesakramentalnych nie są wyłączeni z Kościoła. "Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy - już połączeni sakramentalną więzią małżeńską - próbowali zawrzeć nowe małżeństwo".
Dlatego określając status prawny małżeństw niesakramentalnych w Kościele należy mieć na uwadze, że nie można w sposób jednakowy odnosić się do wszystkich osób rozwiedzionych. Istnieją małżonkowie niesakramentalni, którzy usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo, a mimo to zostali porzuceni; inni zawarli nowy związek cywilny ze względu na wychowanie dzieci; jeszcze inni z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo; są i tacy małżonkowie, którzy w sumieniu subiektywnie są przekonani, że ich małżeństwo nieodwracalnie zniszczone nigdy nie było ważne.
Dlatego Jan Paweł II "wzywa gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazywania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu".
Małżonkowie niesakramentalni mogą aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła przez: a. słuchanie Słowa Bożego;
b. uczęszczanie na Mszę świętą,
c. trwanie na modlitwie;
d. pomnażanie dzieł miłości;
e. podejmowanie inicjatyw na rzecz sprawiedliwości;
f. wychowywanie dzieci w wierze katolickiej;
g. pielęgnowanie ducha i czynów pokutnych.
Wszyscy wierni powinni natomiast modlić się za nich i podtrzymywać ich w wierze i nadziei. Jednocześnie Papież w Adhortacji potwierdza praktykę Kościoła niedopuszczania do Komunii św. rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. "Nie mogą być dopuszczani do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa".
Kościół nigdy przed nikim nie zamyka definitywnie dostępu do sakramentów. Są przypadki umożliwiające dopuszczenie małżonków niesakramentalnych do pojednania w sakramencie pokuty, które otworzyłoby im drogę do komunii św. Mogą być oni dopuszczeni do wspomnianych sakramentów tylko wówczas, gdy: nie mogąc z ważnych powodów zerwać nowego związku, okazują żal z powodu naruszenia prawa Bożego o przymierzu małżeńskim, szczerym sercem zdecydują się na taką formę życia, która nie sprzeciwia się nierozerwalności małżeństwa, a mianowicie, kiedy mężczyzna i kobieta nie mogący się zobowiązać do separacji, postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, to jest powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom, nie zachodzi obawa zgorszenia. Powyższe warunki muszą być spełnione łącznie.
Małżonkowie niesakramentalni decydujący się na podjęcie w swoim życiu powyższych wskazań powinni zgłosić się do proboszcza i poinformować go o podjętym przez siebie postanowieniu. Proboszcz w zależności od wielkości parafii, miasta itp. ma obowiązek pouczyć małżonków o możliwości zajścia zgorszenia i doradzić im w związku z tym, aby do sakramentów świętych przystępowali we własnej parafii lub w innej.
Proboszcz, mając na uwadze względy duszpasterskie, może doradzić im, aby postarali się o stałego spowiednika, który będzie znał ich sytuację prawną w Kościele. Pozwoli im to uniknąć przy okazji spowiedzi tłumaczenia każdemu spowiednikowi od początku swojego statusu prawnego w Kościele.
Normy dotyczące przyjmowania komunii św. przez wiernych rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach cywilnych bynajmniej nie mają charakteru kary albo jakiejkolwiek dyskryminacji małżeństw niesakramentalnych w Kościele. Wyrażają one jedynie sytuację obiektywną, która sama przez się uniemożliwia przystępowanie do komunii świętej. Mając na względzie szacunek dla sakramentu małżeństwa, papież Jan Paweł II w Adhortacji zabrania duszpasterzom dokonywania z jakiegokolwiek powodu, motywu, racji duszpasterskiej czy przy okazji rekolekcji aktów kościelnych lub ceremonii liturgicznych, naśladujących formułę sakramentu małżeństwa, na rzecz rozwiedzionych, którzy zawarli nowe małżeństwo".
Tekst pochodzi ze strony franciszkanie.esanok.pl
"Małżonkowie żyjący w związkach niesakramentalnych nie są wyłączeni z Kościoła. "Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy - już połączeni sakramentalną więzią małżeńską - próbowali zawrzeć nowe małżeństwo".
Dlatego określając status prawny małżeństw niesakramentalnych w Kościele należy mieć na uwadze, że nie można w sposób jednakowy odnosić się do wszystkich osób rozwiedzionych. Istnieją małżonkowie niesakramentalni, którzy usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo, a mimo to zostali porzuceni; inni zawarli nowy związek cywilny ze względu na wychowanie dzieci; jeszcze inni z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo; są i tacy małżonkowie, którzy w sumieniu subiektywnie są przekonani, że ich małżeństwo nieodwracalnie zniszczone nigdy nie było ważne.
Dlatego Jan Paweł II "wzywa gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazywania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu".
Małżonkowie niesakramentalni mogą aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła przez: a. słuchanie Słowa Bożego;
b. uczęszczanie na Mszę świętą,
c. trwanie na modlitwie;
d. pomnażanie dzieł miłości;
e. podejmowanie inicjatyw na rzecz sprawiedliwości;
f. wychowywanie dzieci w wierze katolickiej;
g. pielęgnowanie ducha i czynów pokutnych.
Wszyscy wierni powinni natomiast modlić się za nich i podtrzymywać ich w wierze i nadziei. Jednocześnie Papież w Adhortacji potwierdza praktykę Kościoła niedopuszczania do Komunii św. rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. "Nie mogą być dopuszczani do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa".
Kościół nigdy przed nikim nie zamyka definitywnie dostępu do sakramentów. Są przypadki umożliwiające dopuszczenie małżonków niesakramentalnych do pojednania w sakramencie pokuty, które otworzyłoby im drogę do komunii św. Mogą być oni dopuszczeni do wspomnianych sakramentów tylko wówczas, gdy: nie mogąc z ważnych powodów zerwać nowego związku, okazują żal z powodu naruszenia prawa Bożego o przymierzu małżeńskim, szczerym sercem zdecydują się na taką formę życia, która nie sprzeciwia się nierozerwalności małżeństwa, a mianowicie, kiedy mężczyzna i kobieta nie mogący się zobowiązać do separacji, postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, to jest powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom, nie zachodzi obawa zgorszenia. Powyższe warunki muszą być spełnione łącznie.
Małżonkowie niesakramentalni decydujący się na podjęcie w swoim życiu powyższych wskazań powinni zgłosić się do proboszcza i poinformować go o podjętym przez siebie postanowieniu. Proboszcz w zależności od wielkości parafii, miasta itp. ma obowiązek pouczyć małżonków o możliwości zajścia zgorszenia i doradzić im w związku z tym, aby do sakramentów świętych przystępowali we własnej parafii lub w innej.
Proboszcz, mając na uwadze względy duszpasterskie, może doradzić im, aby postarali się o stałego spowiednika, który będzie znał ich sytuację prawną w Kościele. Pozwoli im to uniknąć przy okazji spowiedzi tłumaczenia każdemu spowiednikowi od początku swojego statusu prawnego w Kościele.
Normy dotyczące przyjmowania komunii św. przez wiernych rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach cywilnych bynajmniej nie mają charakteru kary albo jakiejkolwiek dyskryminacji małżeństw niesakramentalnych w Kościele. Wyrażają one jedynie sytuację obiektywną, która sama przez się uniemożliwia przystępowanie do komunii świętej. Mając na względzie szacunek dla sakramentu małżeństwa, papież Jan Paweł II w Adhortacji zabrania duszpasterzom dokonywania z jakiegokolwiek powodu, motywu, racji duszpasterskiej czy przy okazji rekolekcji aktów kościelnych lub ceremonii liturgicznych, naśladujących formułę sakramentu małżeństwa, na rzecz rozwiedzionych, którzy zawarli nowe małżeństwo".
"Tak se mysle, ze skoro przysiega sie milosc, wiernosc, uczciwosc i ze cie nie opuszcze az do smierci, to rozstanie juz jest zlamaniem przysiegi w conajmniej dwoch tu wyliczonych kwestiach, wiec czemu sie tej wiernosci tylko czepiac?"
Andzia, ale skoro żona nie chce rozpadu małżeństwa, kocha swojego męża, a on się wyprowadza, odchodzi i zaczyna swoje "nowe życie" to w jaki sposób żona jest mu niewierna, wobec niego nieuczciwa czy też go opuszcza? To, że została sama, nie skreśla jej w żaden sposób. Dopiero to, kiedy występuje przeciw swojemu małżeństwu.
Andzia, ale skoro żona nie chce rozpadu małżeństwa, kocha swojego męża, a on się wyprowadza, odchodzi i zaczyna swoje "nowe życie" to w jaki sposób żona jest mu niewierna, wobec niego nieuczciwa czy też go opuszcza? To, że została sama, nie skreśla jej w żaden sposób. Dopiero to, kiedy występuje przeciw swojemu małżeństwu.
Tak se mysle, ze skoro przysiega sie milosc, wiernosc, uczciwosc i ze cie nie opuszcze az do smierci, to rozstanie juz jest zlamaniem przysiegi w conajmniej dwoch tu wyliczonych kwestiach, wiec czemu sie tej wiernosci tylko czepiac? Czyli opuscic przed smiercia i nie kochac to jeszcze ok, ale juz nowy zwiazek to zlamanie przysiegi? Ktos to po prostu kiedys z powodow jakichs pewnie czysto praktyzcnych arbitralnie ustalil, a juz to trzeba traktowac jak "wole Boga" :/ Polecam uzywac czasem wlasnego rozsadku i sumienia.
No to skoro bierzecie ślub, rozwodzicie się i szukacie sobie partnerów zamiast zatroszczyć się o to, by - jeśli to możliwe - unieważnić swoje małżeństwo lub wcześniej dojść do porozumienia z mężem, to dlaczego dziwicie się, że nie możecie przystępować do sakramentów? Ślub kościelny = przysięga i tyle... Tu nie ma kompromisu.
Niunia, zgadzam się z tobą, kościół jest niestety w pewnych kwestiach tak skostniały, że nie mam słów. Ja bardzo żałuję i bardzo mi źle i mam wiele negatywnych emocji w związku z rozstaniem z mężem. Niestety, ten żal nie wystarcza, aby KK pozostawił mnie na swoim łonie, dostanę kopa w tyłek za związanie się z kimś innym. Ot, absurdy. Gdybym chciała żałować do końca dni moich rozstania z mężem (i tym samym móc przyjmować sakramenty), to bym nie brała rozwodu, bo to się raczej wyklucza i mija z celem.
przecież jak brałam ślub to kochałam i chciałam ślubować przed Bogiem bo myslalam że to jest ten na cale zycie itd., ale nie wyszło i co?? KK mnie skreśla?? Zasady zasady, niby post w świeta, a kościł dopuszcza jedzenie tego na co kogo stać i nie nakazuje jużpościć, to jak to jest? kto ustala zasady?? Bez sensu to wszystko...
no wiesz, jezeli juz sie decydujesz na slub koscielny to chyba wiesz z czym to sie wiaze w przyszlosci, kiedy nie zawsze wszystko sie udaje itp.
Poza tym nikt nie mowi, ze musisz zyc samotnie po rozwodzie. Twoja sprawa jak sobie zycie ulozysz, jednak bedac wierzacym w KK pewne zasady Cie obowiazuja.
Cenie sobie ludzi, ktorzy otwarcie powiedza, ze nie biora slubu koscielnego poniewaz nie czuja potrzeby przysiegania przed Bogiem milosci i trwania w niej.
Nie rozumiem natomiast tych co (pewnie wbrew sobie) slubowali w kosciele i nie licza sie z niczym.
Poza tym nikt nie mowi, ze musisz zyc samotnie po rozwodzie. Twoja sprawa jak sobie zycie ulozysz, jednak bedac wierzacym w KK pewne zasady Cie obowiazuja.
Cenie sobie ludzi, ktorzy otwarcie powiedza, ze nie biora slubu koscielnego poniewaz nie czuja potrzeby przysiegania przed Bogiem milosci i trwania w niej.
Nie rozumiem natomiast tych co (pewnie wbrew sobie) slubowali w kosciele i nie licza sie z niczym.