Widok

rozwód kościelny...

Hej Wam. Czy wiecie ile moze kosztować rozwód kościelny? wiem że trzeba wziąć obrońcę z kościoła ale ile to może wszystko kosztować? czy ktoś wie?? Dzieki za jakiekolwiek info.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
a pewnie że się przyda flaszka, Twoje zdrowie :)) trzymaj sie i głowa do góry...ułożysz sobie wszystko i zobaczysz ze nie bedziesz zalowac :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Skasowała mi się reszta wpisu. Jeszcze raz, ale już w skrócie:

Tekst ciekawy i nic nie wnoszący - nie wolno przyjmować sakramentów i koniec.

Moja rozprawa trwała 15 min, nie było to przyjemne przeżycie na pewno.

Tuż przed rozprawą mąż powiedział mi, że kogoś miał, gdy od niego odeszłam. I teraz tylko się zastanawiam, czy jestem winna temu, że on złamał przysięgę małżeńską, bo odeszłam od niego i go zdradziłam (a gdybym nie odeszła, to by tego nie zrobił) - czy też każdy odpowiada za siebie (gdyby nie chciał, to by nie zdradził).

Ogółem rozwód to syf. Dziś jestem w rozsypce psychicznie jednak, przyda się flaszka. Znamy się od 13 lat.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
no tak do komuni po rozwodzie nie mozna isc ale do koscioła kaza chodzic i dawac im tylko kase tylko o to chodzi.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czyli ogółem wypas. Ciekawy tekst i kompl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
troszkę to długie, ale warto chyba przeczytać - jeśli kogoś interesuje ten temat.
Tekst pochodzi ze strony franciszkanie.esanok.pl

"Małżonkowie żyjący w związkach niesakramentalnych nie są wyłączeni z Kościoła. "Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy - już połączeni sakramentalną więzią małżeńską - próbowali zawrzeć nowe małżeństwo".

Dlatego określając status prawny małżeństw niesakramentalnych w Kościele należy mieć na uwadze, że nie można w sposób jednakowy odnosić się do wszystkich osób rozwiedzionych. Istnieją małżonkowie niesakramentalni, którzy usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo, a mimo to zostali porzuceni; inni zawarli nowy związek cywilny ze względu na wychowanie dzieci; jeszcze inni z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo; są i tacy małżonkowie, którzy w sumieniu subiektywnie są przekonani, że ich małżeństwo nieodwracalnie zniszczone nigdy nie było ważne.

Dlatego Jan Paweł II "wzywa gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazywania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu".

Małżonkowie niesakramentalni mogą aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła przez: a. słuchanie Słowa Bożego;
b. uczęszczanie na Mszę świętą,
c. trwanie na modlitwie;
d. pomnażanie dzieł miłości;
e. podejmowanie inicjatyw na rzecz sprawiedliwości;
f. wychowywanie dzieci w wierze katolickiej;
g. pielęgnowanie ducha i czynów pokutnych.

Wszyscy wierni powinni natomiast modlić się za nich i podtrzymywać ich w wierze i nadziei. Jednocześnie Papież w Adhortacji potwierdza praktykę Kościoła niedopuszczania do Komunii św. rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. "Nie mogą być dopuszczani do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa".

Kościół nigdy przed nikim nie zamyka definitywnie dostępu do sakramentów. Są przypadki umożliwiające dopuszczenie małżonków niesakramentalnych do pojednania w sakramencie pokuty, które otworzyłoby im drogę do komunii św. Mogą być oni dopuszczeni do wspomnianych sakramentów tylko wówczas, gdy: nie mogąc z ważnych powodów zerwać nowego związku, okazują żal z powodu naruszenia prawa Bożego o przymierzu małżeńskim, szczerym sercem zdecydują się na taką formę życia, która nie sprzeciwia się nierozerwalności małżeństwa, a mianowicie, kiedy mężczyzna i kobieta nie mogący się zobowiązać do separacji, postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, to jest powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom, nie zachodzi obawa zgorszenia. Powyższe warunki muszą być spełnione łącznie.

Małżonkowie niesakramentalni decydujący się na podjęcie w swoim życiu powyższych wskazań powinni zgłosić się do proboszcza i poinformować go o podjętym przez siebie postanowieniu. Proboszcz w zależności od wielkości parafii, miasta itp. ma obowiązek pouczyć małżonków o możliwości zajścia zgorszenia i doradzić im w związku z tym, aby do sakramentów świętych przystępowali we własnej parafii lub w innej.

Proboszcz, mając na uwadze względy duszpasterskie, może doradzić im, aby postarali się o stałego spowiednika, który będzie znał ich sytuację prawną w Kościele. Pozwoli im to uniknąć przy okazji spowiedzi tłumaczenia każdemu spowiednikowi od początku swojego statusu prawnego w Kościele.

Normy dotyczące przyjmowania komunii św. przez wiernych rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach cywilnych bynajmniej nie mają charakteru kary albo jakiejkolwiek dyskryminacji małżeństw niesakramentalnych w Kościele. Wyrażają one jedynie sytuację obiektywną, która sama przez się uniemożliwia przystępowanie do komunii świętej. Mając na względzie szacunek dla sakramentu małżeństwa, papież Jan Paweł II w Adhortacji zabrania duszpasterzom dokonywania z jakiegokolwiek powodu, motywu, racji duszpasterskiej czy przy okazji rekolekcji aktów kościelnych lub ceremonii liturgicznych, naśladujących formułę sakramentu małżeństwa, na rzecz rozwiedzionych, którzy zawarli nowe małżeństwo".
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Tak se mysle, ze skoro przysiega sie milosc, wiernosc, uczciwosc i ze cie nie opuszcze az do smierci, to rozstanie juz jest zlamaniem przysiegi w conajmniej dwoch tu wyliczonych kwestiach, wiec czemu sie tej wiernosci tylko czepiac?"
Andzia, ale skoro żona nie chce rozpadu małżeństwa, kocha swojego męża, a on się wyprowadza, odchodzi i zaczyna swoje "nowe życie" to w jaki sposób żona jest mu niewierna, wobec niego nieuczciwa czy też go opuszcza? To, że została sama, nie skreśla jej w żaden sposób. Dopiero to, kiedy występuje przeciw swojemu małżeństwu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
moim jedynym zajęciem w dniu rozwodu było oblewanie :) heh...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
"Niunia, zgadzam się z tobą, kościół jest niestety w pewnych kwestiach tak skostniały, że nie mam słów."
ciekawe, ktore z 'kosciolow' (inne niz katolickie) sa Waszym zdaniem mniej skostniale...:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
malina nie denerwuj się będzie dobrze. Dasz radę dziewczyno!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
20 minut - byłoby pięknie. Przyjaciółka (notabene świadkowa niegdyś) przyjedzie po mnie "po", zawiezie do domu. Na popołudnie mam w planach ciężką pracę fizyczną przy samochodzie. :D
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dasz radę! główka do góry :)) u mnie to trwało 20 minut :)) trzymaj się :))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dobre - oczywiście lepsze.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak czy inaczej mój rozwód cywilny dziś o 13.10, proszę o przesłanie dobrych myśli. Powiem wam, że już po prostu chciałabym, aby to oczekiwanie (pół roku czekania na rozprawę) i to wszystko - się skończyło. Wszystko jest dobre od trwania w zawieszeniu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak se mysle, ze skoro przysiega sie milosc, wiernosc, uczciwosc i ze cie nie opuszcze az do smierci, to rozstanie juz jest zlamaniem przysiegi w conajmniej dwoch tu wyliczonych kwestiach, wiec czemu sie tej wiernosci tylko czepiac? Czyli opuscic przed smiercia i nie kochac to jeszcze ok, ale juz nowy zwiazek to zlamanie przysiegi? Ktos to po prostu kiedys z powodow jakichs pewnie czysto praktyzcnych arbitralnie ustalil, a juz to trzeba traktowac jak "wole Boga" :/ Polecam uzywac czasem wlasnego rozsadku i sumienia.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
No to skoro bierzecie ślub, rozwodzicie się i szukacie sobie partnerów zamiast zatroszczyć się o to, by - jeśli to możliwe - unieważnić swoje małżeństwo lub wcześniej dojść do porozumienia z mężem, to dlaczego dziwicie się, że nie możecie przystępować do sakramentów? Ślub kościelny = przysięga i tyle... Tu nie ma kompromisu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
Niunia, zgadzam się z tobą, kościół jest niestety w pewnych kwestiach tak skostniały, że nie mam słów. Ja bardzo żałuję i bardzo mi źle i mam wiele negatywnych emocji w związku z rozstaniem z mężem. Niestety, ten żal nie wystarcza, aby KK pozostawił mnie na swoim łonie, dostanę kopa w tyłek za związanie się z kimś innym. Ot, absurdy. Gdybym chciała żałować do końca dni moich rozstania z mężem (i tym samym móc przyjmować sakramenty), to bym nie brała rozwodu, bo to się raczej wyklucza i mija z celem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
przecież jak brałam ślub to kochałam i chciałam ślubować przed Bogiem bo myslalam że to jest ten na cale zycie itd., ale nie wyszło i co?? KK mnie skreśla?? Zasady zasady, niby post w świeta, a kościł dopuszcza jedzenie tego na co kogo stać i nie nakazuje jużpościć, to jak to jest? kto ustala zasady?? Bez sensu to wszystko...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
no wiesz, jezeli juz sie decydujesz na slub koscielny to chyba wiesz z czym to sie wiaze w przyszlosci, kiedy nie zawsze wszystko sie udaje itp.
Poza tym nikt nie mowi, ze musisz zyc samotnie po rozwodzie. Twoja sprawa jak sobie zycie ulozysz, jednak bedac wierzacym w KK pewne zasady Cie obowiazuja.
Cenie sobie ludzi, ktorzy otwarcie powiedza, ze nie biora slubu koscielnego poniewaz nie czuja potrzeby przysiegania przed Bogiem milosci i trwania w niej.
Nie rozumiem natomiast tych co (pewnie wbrew sobie) slubowali w kosciele i nie licza sie z niczym.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Przepraszam, ale po co się rozwodzisz - żeby żyć samotnie? Związek z kolejną osobą jest naturalną konsekwencją rozwodu, zwłaszcza, gdy małżeństwo trwało krótko.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Agnieszko cos ci sie pomylilo.
Kosciol dopuszcza separacje w takich przypadkach. Oczywiscie jezeli nie chce sie zlamac przysiegi i przystepowac do sakramentow nie nalezy zyc z innym.

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
do góry