Widok
Dziewczyny i chłopaki,
400 km na MTB po szosie w jednym rzucie jest jak najbardziej realne. Mój dobry kumpel zrobił sam taką traseczkę 2 lata temu, ale nie pamiętam ile czasu mu to zajęło. W tym roku szykuje się na zrobienie w jednym rzucie 500 km.
No cóż, ale ma ziomal power w nogach - ściga się na góralu z szosówkami pod górę na Słowackiego do obwodnicy. Z sukcesami.......
Szerokiej drogi,
pingwin
400 km na MTB po szosie w jednym rzucie jest jak najbardziej realne. Mój dobry kumpel zrobił sam taką traseczkę 2 lata temu, ale nie pamiętam ile czasu mu to zajęło. W tym roku szykuje się na zrobienie w jednym rzucie 500 km.
No cóż, ale ma ziomal power w nogach - ściga się na góralu z szosówkami pod górę na Słowackiego do obwodnicy. Z sukcesami.......
Szerokiej drogi,
pingwin
Ten wątek już był analizowany, niemniej jest to kawałek allegrowej poezji, który studiować będą pokolenia. Oto ten sam tekst z podziałem rytmicznym. Zwróćcie uwagę na wyczucie frazy. :-)
Witam sprzedam rower Scott.
Rower sam składałem,
jest to rower na szose
ale tylko dlatego
ze ma cienkie opony trekingowe
i nie posiada amortyzatora.
Przyznam szczeze ze na tym rowerze
mozna smiało gonic autobusy
znawcy wiedzą o co chodzi
rower poprostu lata w powietrzu
jest bardzo cichy i lekki,
podczas jazdy słychać tylko
delikatny szum oponek,
a wnoszenie go na piętro
po schodach to czysta przyjemność
Rower składałem ze szczególną precyzją,
wszystkie elementy sa bardzo dokładnie
przykręcone i ustawione
Przełożenia przerzutek
nastepuja błyskawicznie
i bardzo cicho (wiadomo stx)
Koła są idealnie proste
dzisiaj zrobione miały centrowanie
zero bicia na boki i góra dół
jazda na tym rowerku
nie wymaga duzego wysiłku,
raz rozpędzony toczy sie bardzo długo
a utrzymywanie stałej predkości
jest prawie nie odczówalne
Odczówacie to ukryte piękno polszczyzny?
No i oczywiście 400 km w 10 godzin to pesteczka.
Witam sprzedam rower Scott.
Rower sam składałem,
jest to rower na szose
ale tylko dlatego
ze ma cienkie opony trekingowe
i nie posiada amortyzatora.
Przyznam szczeze ze na tym rowerze
mozna smiało gonic autobusy
znawcy wiedzą o co chodzi
rower poprostu lata w powietrzu
jest bardzo cichy i lekki,
podczas jazdy słychać tylko
delikatny szum oponek,
a wnoszenie go na piętro
po schodach to czysta przyjemność
Rower składałem ze szczególną precyzją,
wszystkie elementy sa bardzo dokładnie
przykręcone i ustawione
Przełożenia przerzutek
nastepuja błyskawicznie
i bardzo cicho (wiadomo stx)
Koła są idealnie proste
dzisiaj zrobione miały centrowanie
zero bicia na boki i góra dół
jazda na tym rowerku
nie wymaga duzego wysiłku,
raz rozpędzony toczy sie bardzo długo
a utrzymywanie stałej predkości
jest prawie nie odczówalne
Odczówacie to ukryte piękno polszczyzny?
No i oczywiście 400 km w 10 godzin to pesteczka.
KubaTri napisał(a):
> Yary, ty jesteś kolarzem
Od 7 boleści... :-)
> Mój czas przejazdu 94 km (bo tyle miał etap rowerowy) łącznie "ze
> zmianą" (na bieg) wyniósł 3:02 (mógłbym może trochę szybciej,
> ale musiałem jeszcze "zostawić" siły na 21 km biegu).
Po pływaniu? No ładnie...
> na góralu 30 km/h przez 90 km, indywidualnej jazdy - może i są
> tacy mocarze, ale już 40 km/h, to absurd!
No, niestety, 400 km w tempie 40 km/h nawet Armstrong nie ukręci, nie tylko na góralu, ale na swoim Treku z suchymi szytkami też raczej nie... Chociaż kto go wie? Jakby się zawziął... ???
> Yary, ty jesteś kolarzem
Od 7 boleści... :-)
> Mój czas przejazdu 94 km (bo tyle miał etap rowerowy) łącznie "ze
> zmianą" (na bieg) wyniósł 3:02 (mógłbym może trochę szybciej,
> ale musiałem jeszcze "zostawić" siły na 21 km biegu).
Po pływaniu? No ładnie...
> na góralu 30 km/h przez 90 km, indywidualnej jazdy - może i są
> tacy mocarze, ale już 40 km/h, to absurd!
No, niestety, 400 km w tempie 40 km/h nawet Armstrong nie ukręci, nie tylko na góralu, ale na swoim Treku z suchymi szytkami też raczej nie... Chociaż kto go wie? Jakby się zawziął... ???
O ja Cię! To jest naprawdę rewelacyjny czas! Jestem w szoku... :-0
Ja jeżdżę z mastersami z Grodziska Mazowieckiego. Jeden był mistrzem Polski na torze, a drugi jest lepszy od tego pierwszego. Trzeci gada, kiedy ja wypluwam płuca. Czwarty uciekał 200 km z kolegą na Tour de Pologne i wygrał etap. Strasznie mnie katują. Co drugi trening strzelam, ale i tak ich lubię... :-)
Ja jeżdżę z mastersami z Grodziska Mazowieckiego. Jeden był mistrzem Polski na torze, a drugi jest lepszy od tego pierwszego. Trzeci gada, kiedy ja wypluwam płuca. Czwarty uciekał 200 km z kolegą na Tour de Pologne i wygrał etap. Strasznie mnie katują. Co drugi trening strzelam, ale i tak ich lubię... :-)
no to żeby nie tworzyć nowego watku wetnę się z nieco lamerskim pytankiem.
czy jezdząc takie dystanse itd używacie w ogóle przerzutek?
Pytam bo wczoraj pierwszy raz kopsnąłem się za miasto na singlu (42x17), zrobiłem w sumie 64 km i mógłbym jeszcze sporo (czas pominę milczeniem - to był lajtowy wypad nad jeziorko). teren był - jak to na w okolicach 3m pagórkowaty.
no i tak mi się pomyslało, że skoro ja - jezdząc dla przyjemności tylko - jestem w stanie pociągnąć te kilkadziesiąt kilosów bez zmiany przełożenia to kolarze powinni tym bardziej mieć przerzutki gdzieś. czy też ciśniecie na maksymalną wydajność kręcenia i single nie wchodza w grę?
czy jezdząc takie dystanse itd używacie w ogóle przerzutek?
Pytam bo wczoraj pierwszy raz kopsnąłem się za miasto na singlu (42x17), zrobiłem w sumie 64 km i mógłbym jeszcze sporo (czas pominę milczeniem - to był lajtowy wypad nad jeziorko). teren był - jak to na w okolicach 3m pagórkowaty.
no i tak mi się pomyslało, że skoro ja - jezdząc dla przyjemności tylko - jestem w stanie pociągnąć te kilkadziesiąt kilosów bez zmiany przełożenia to kolarze powinni tym bardziej mieć przerzutki gdzieś. czy też ciśniecie na maksymalną wydajność kręcenia i single nie wchodza w grę?
Yary, ty jesteś kolarzem, więc wiesz dokładnie (zresztą napisałeś o tym), jak współpracuje się z kolegami jadąc na zmaiany (i jak ostro można "ciąć" z grupą), a jaką specyfiką charakteryzuje się jazda indywidualna (też często trenuję rower z kolarzami). Uprawiam triathlon i właśnie w niedzielę miałem okazję startować na średnim dystansie w Moritzburgu. Podczas etapu rowerowego każdy "jedzie na siebie", przy dłuższych dystansach drafting jest zabroniony i dokładnie widać wtedy, kto jest naprawdę mocny (swoją drogą, ekscytujacy to widok - zwłaszcza na prostej - co ok. 5-10 metrów kolarz). Mój czas przejazdu 94 km (bo tyle miał etap rowerowy) łącznie "ze zmianą" (na bieg) wyniósł 3:02 (mógłbym może trochę szybciej, ale musiałem jeszcze "zostawić" siły na 21 km biegu). Średnia na góralu 30 km/h przez 90 km, indywidualnej jazdy - może i są tacy mocarze, ale już 40 km/h, to absurd! Gość, który założył ten temat ma chyba coś nie tak z głową, albo z licznikiem (najprawdopodobniej jednak te dwa "komponenty" szwankują). Jeżeli jest taki mocny, to nie on powinien prosić o rady, lecz udzielać ich innym (ja przynajmniej z chęcią bym ich wysłuchał).