Widok
Yary Squary napisał(a):
> Ooooo! to dobre, dobre! Albo za melexem z parawanem. Ktoś ma
> melexa?
nie wiem, jakie przelożenie ma melex, ale vmax chyba kiepskie - tylek zdąży odpaść zanim 400km się nabije ;-)
Ale z trajtkiem niezly pomysl :-) Tyle że trajtusie mają niezly wykop i ze startu zatrzymanego ciężko się utrzymac, nie to co za Ikarusem 280 :-)
No i cholera jak tak sobie pomyślę, to wszystkie trasy gdyńskich trajtków mają pętle gdzieś na jakiś Dąbrówkach, Pustkach Cisowskich czy innych Redlowach - ktoś zna jakąś linię nizinną? ;-)
pozdr
> Ooooo! to dobre, dobre! Albo za melexem z parawanem. Ktoś ma
> melexa?
nie wiem, jakie przelożenie ma melex, ale vmax chyba kiepskie - tylek zdąży odpaść zanim 400km się nabije ;-)
Ale z trajtkiem niezly pomysl :-) Tyle że trajtusie mają niezly wykop i ze startu zatrzymanego ciężko się utrzymac, nie to co za Ikarusem 280 :-)
No i cholera jak tak sobie pomyślę, to wszystkie trasy gdyńskich trajtków mają pętle gdzieś na jakiś Dąbrówkach, Pustkach Cisowskich czy innych Redlowach - ktoś zna jakąś linię nizinną? ;-)
pozdr
Tylko bez takich... mity o bezpłodności proponuje wsadzić między bajki, a wynik 400 km z średnią prędniością 32k/h na szosówce to moze i niezły wynik, jednak chciałbym przypomnieć, że jakiś czas temu pewien 52-letni olsztynianin przejechał w ciągu jednej doby 752 km, z podobną średnią - również szosa.
--
Płeć: yyy... cyklista
Płeć: yyy... cyklista
a ja teraz napisze calkiem powaznie ... rok temu zrobilem na szosowce 301km w 12h i chyba 15 min ... wliczajac juz tutaj wszystkie przerwy ... srednia z jazdy wyszla chyba minimalnie ponad 29 km/h... No i jak myslicie czy uda mi sie w tym roku przejechac 400km bez jakis wielkich meczarni ?
Dodam ze wtedy koncowe kilkometry jeszcze jechalem troche powyzej sredniej .. wiec nie bylem wcale jakis umierajacy... no i mam dopiero 18lat w tym koncze 19, no i bynajmniej mi sie tak wydaje ;) po trochu jednak sie rozwijam ...
No i jeszcze spytam tu o rady.. bo jak wtedy to mialem np dwie ok godzinne przerwy na obiad i kolcje w domu .. bo robilem takie trzy pentle .. 121 141 i 39km na zakonczenie i po kazdej wracalem do domu, a na trasie tez tam jakies krotsze przystanki sie zdarzaly ... ale pytanie czy lepiej wlasnie tak sobie odpoczac troche dluzej ... czy mozliwie szybko siadac na rower i chociaz spokojniejszym tempem ale krecic dalej .. ?
Dodam ze wtedy koncowe kilkometry jeszcze jechalem troche powyzej sredniej .. wiec nie bylem wcale jakis umierajacy... no i mam dopiero 18lat w tym koncze 19, no i bynajmniej mi sie tak wydaje ;) po trochu jednak sie rozwijam ...
No i jeszcze spytam tu o rady.. bo jak wtedy to mialem np dwie ok godzinne przerwy na obiad i kolcje w domu .. bo robilem takie trzy pentle .. 121 141 i 39km na zakonczenie i po kazdej wracalem do domu, a na trasie tez tam jakies krotsze przystanki sie zdarzaly ... ale pytanie czy lepiej wlasnie tak sobie odpoczac troche dluzej ... czy mozliwie szybko siadac na rower i chociaz spokojniejszym tempem ale krecic dalej .. ?
żadnych przerw , nie opłaca się . Czas będzie gorszy i traci się rytm jazdy , organizm po przerwie trudniej dochodzi do poprzedniej wydajności . Kluczem jest takie dostarczanie energii podczas jazdy aby nie " walnąć w ścianę " . Robiłem takie błędy parę lat temu kiedy zaczynałem jeżdzić dłuższe dystanse , bywało że po 100 km nie byłem w stanie jechać szybciej niż 21 km/h , takie są skutki odwodnienia i braku zapasów glikogenu . Trzeba poznać własny organizm , wiedzieć ile mu trzeba dostarczyć energii podczas jazdy i jakie powinno być jedzenie aby było dobrze tolerowane . W tym roku pierwszy raz połasiłem się na drożdżówkę z punktu żywieniowego ... i na PEWNO BĘDZIE TO RAZ OSTATNI ! Przez 150 km dystansu miałem po tym jedzonku kłopoty żołądkowe a przymusowe popasy na stacjach benzynowych kosztowały mnie prawie godzinę straty ! W sumie jeśli już zna się swoje możliwości i ma się odpowiednią bazę w nogach to długie dystanse wcale nie muszą być ciężkim przeżyciem - jedziesz , jesz , pijesz , jedziesz , jesz , pijesz ....
Jeśli nie ma możliwości skorzystani z pomocy kolegów, to można wyznaczyć sobie pętlę tak, żeby przejeżdżać np. przez stację benzynową i tam zostawić u obsługi zapas bidonów z izotonikiem oraz batony energetyczne, banany i żele. Podjeżdżasz, wrzucasz do pudła puste bidony, bierzesz pełne, ładujesz jedzenie do kieszeni i kolejna pętla...
Z pieczywa - żadnych drożdżówek. Jeśli już, to kruche ciastka albo wafle, ale niedużo. Dobre są batony zbożowe, a na ostatniej pętli - żele. Banany to podstawa. Wszystko trzeba dokładnie przeżuwać, mieszając ze śliną.
Z pieczywa - żadnych drożdżówek. Jeśli już, to kruche ciastka albo wafle, ale niedużo. Dobre są batony zbożowe, a na ostatniej pętli - żele. Banany to podstawa. Wszystko trzeba dokładnie przeżuwać, mieszając ze śliną.
Na maratonach szosowych PP pomoc zewnętrzna jest zabroniona , tylko jedzenie z punktów kontrolnych lub mijane po drodze sklepiki . Świetne ( przynajmniej dla mnie ) są batoniki CORNY , smaczne , tanie i sycące . Power Bary są praktyczne w użyciu , żele to zwykle ochyda ale na końcówkach są niezastąpione . Widziałem na trasie rower oblepiony batonikami , były przymocowane do ramy za pomoca taśmy malarskiej , całkiem przytomny patent , w kieszonkach 10 szt i na ramie drugie tyle plus banany na punktach , spokojnie wystarczy na 10 godzin jazdy .