Widok
Średnią 40 km/h robimy z kolegami na treningach na dystansie 80-100 km, pod warunkiem, że jest nas conajmniej czterech i przez większość trasy, z wyjątkiem pierwszych 10 km rozruchu, intensywnie pracujemy na zmianach. Tempo po nawrocie nieraz przekracza 50 km/h, a czasami dochodzi do 55 km/h, ale tylko na prostych odcinkach i w dobrych warunkach. Zazwyczaj jednak oscyluje w granicach 43-48 km/h, co ogólnie pozwala osiągnąć średnią 40 km/h podczas całego treningu.
Generalnie za dobrego kolarza uchodzi ten, kto solo jest w stanie zrobić 100 km w 3 godziny na zamkniętej pętli w miarę stałych warunkach. Taką próbę polecam każdemu szosowcowi, a wcale nie jest łatwa! Podkreślam - solo na agrafce! Można spróbować to samo zrobić na góralu, ale na dystansie o 10 km krótszym. Średnia 30 km/h. Niby niewiele, a jednak... bez siedzenia na kole i psychologicznego dopingu... Trzy godziny ciężkiej walki.
A jeśli ktoś przejedzie góralem 400 km w... 15 godzin, to czapki z głów!
Generalnie za dobrego kolarza uchodzi ten, kto solo jest w stanie zrobić 100 km w 3 godziny na zamkniętej pętli w miarę stałych warunkach. Taką próbę polecam każdemu szosowcowi, a wcale nie jest łatwa! Podkreślam - solo na agrafce! Można spróbować to samo zrobić na góralu, ale na dystansie o 10 km krótszym. Średnia 30 km/h. Niby niewiele, a jednak... bez siedzenia na kole i psychologicznego dopingu... Trzy godziny ciężkiej walki.
A jeśli ktoś przejedzie góralem 400 km w... 15 godzin, to czapki z głów!
Ha , ha a już myślałem że jest coś nowego na rynku , mam pod domem BOMI ale sprzedaja tylko małe opakowania . Krem Sixtusa na stronie dystrybutora jest ceniony na 32 pln za 100 g lub 18 za 50 g , strona Tonusa w przebudowie , ile tam trzeba zapłacić ? Krem firmy Assos ( podobno naj , naj całkowicie ponaddziwiękowy i stratosferyczny ) kosztuje w ich sklepiku on line 15 € ... jest jeden warunek - minimalne zamówienie musi opiewać na 200 € , czyli do kremu trzeba dorzucić najdroższe gacie z ich kolekcji i będzie git . Ci Szwajcarzy mają zboczone poczucie humoru .
lobo napisał(a):
> BIG , hm , co to jest ? Możesz uściślić ? Nie spotkałem się z
> tym . Żele i batony POWER BAR dostaję pocztą do domu od
> Probikes.pl ale nie mają w ofercie smaków cytrynowych a szkoda
> , kto oferuje cytrynowe lub inne pochodzenia " cytrusowego " ?
BIG to baton 50-gramowy, w odróżnieniu od normalnego, 30-gramowego: http://www.hero.pl/pl/page_1410.html
Żele pomarańczowy i grejpfrutowy robi NUTREND: http://www.nutrend.pl/sklep.php?id_g=12
Krem do pośladków Sixtus można kupić tutaj, choć cena nie jest przystępna...: http://tonus.pl/nowy_sklep/product_info.php/products_id/534
> BIG , hm , co to jest ? Możesz uściślić ? Nie spotkałem się z
> tym . Żele i batony POWER BAR dostaję pocztą do domu od
> Probikes.pl ale nie mają w ofercie smaków cytrynowych a szkoda
> , kto oferuje cytrynowe lub inne pochodzenia " cytrusowego " ?
BIG to baton 50-gramowy, w odróżnieniu od normalnego, 30-gramowego: http://www.hero.pl/pl/page_1410.html
Żele pomarańczowy i grejpfrutowy robi NUTREND: http://www.nutrend.pl/sklep.php?id_g=12
Krem do pośladków Sixtus można kupić tutaj, choć cena nie jest przystępna...: http://tonus.pl/nowy_sklep/product_info.php/products_id/534
BIG , hm , co to jest ? Możesz uściślić ? Nie spotkałem się z tym . Żele i batony POWER BAR dostaję pocztą do domu od Probikes.pl ale nie mają w ofercie smaków cytrynowych a szkoda , kto oferuje cytrynowe lub inne pochodzenia " cytrusowego " ? Co do kremów to jeszcze nie stosowałem , jakoś moje cztery litery dają sobie radę ale muszę spróbować . Podobno Lance stosował do nasączania pampersa piankę do golenia ... tylko nie chce podać jakiego producenta .
A tak przy okazji czy ktoś ma spodenki z żelowym pampersem ? Jakie są ewentualne wrażenia ?
A tak przy okazji czy ktoś ma spodenki z żelowym pampersem ? Jakie są ewentualne wrażenia ?
lobo napisał(a):
> Świetne ( przynajmniej dla mnie ) są batoniki CORNY
> , smaczne , tanie i sycące .
tu zgadzam się w całej rozciągłości. najlepsze są orzechowe, w zielonym opakowaniu, bo nie zawierają czekolady. Z doświadczenia polecam BIGi - taniej wychodzą. Najlepiej przekroić je na pół razem z opakowaniem i włożyć do kieszeni przekrojoną stroną do dołu. Na trasie można je obsłużyć jedną ręką bez gryzienia folii. Połówka BIGa to jakieś 2-3 kęsy, w zależności od pojemności paszczy. :-) Niektórzy praktykują krojenie na jeszcze mniejsze kawałki i umieszczają je w większej plastykowej torebce, ale nie polecam, bo lepią się do palców.
A żele są niezłe, tylko trzeba wyczaić, które. Mi na przykład nie podchodzą czekoladowe i kakaowe. Zdecydowanie wolę te owocowe - najlepiej pomarańczowe albo cytrynowe. Chodzi oczywiście o smak, bo w składzie jest ta sama chemia... Żele trzeba oczywiście wcześniej odpieczętować, żeby nie mocować się z nimi na trasie.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt długodystansówek: krem do pośladków i żel do "pampersa". Warto zaopatrzyć się wcześniej i wypróbować, a w dniu startu dość solidnie zabezpieczyć "piąty punkt podparcia" i jego okolice. Jeśli chodzi o krem, najlepszy byłby chyba Sixtus, ale nie wszędzie można go dostać. Może gdzieś w necie sprzedają. Przyda się też na maratony i dłuższe wycieczki. Po 100 km najlepsze siodełko zaczyna się robić niewygodne, a najlepsza nawet wkładka w spodenkach nie zapobiegnie otarciom przy wielogodzinnym pedałowaniu. A otarcia goją się potem wiele dni... Jak mówi stare przysłowie: Kto smaruje, ten jedzie. :-)
> Świetne ( przynajmniej dla mnie ) są batoniki CORNY
> , smaczne , tanie i sycące .
tu zgadzam się w całej rozciągłości. najlepsze są orzechowe, w zielonym opakowaniu, bo nie zawierają czekolady. Z doświadczenia polecam BIGi - taniej wychodzą. Najlepiej przekroić je na pół razem z opakowaniem i włożyć do kieszeni przekrojoną stroną do dołu. Na trasie można je obsłużyć jedną ręką bez gryzienia folii. Połówka BIGa to jakieś 2-3 kęsy, w zależności od pojemności paszczy. :-) Niektórzy praktykują krojenie na jeszcze mniejsze kawałki i umieszczają je w większej plastykowej torebce, ale nie polecam, bo lepią się do palców.
A żele są niezłe, tylko trzeba wyczaić, które. Mi na przykład nie podchodzą czekoladowe i kakaowe. Zdecydowanie wolę te owocowe - najlepiej pomarańczowe albo cytrynowe. Chodzi oczywiście o smak, bo w składzie jest ta sama chemia... Żele trzeba oczywiście wcześniej odpieczętować, żeby nie mocować się z nimi na trasie.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt długodystansówek: krem do pośladków i żel do "pampersa". Warto zaopatrzyć się wcześniej i wypróbować, a w dniu startu dość solidnie zabezpieczyć "piąty punkt podparcia" i jego okolice. Jeśli chodzi o krem, najlepszy byłby chyba Sixtus, ale nie wszędzie można go dostać. Może gdzieś w necie sprzedają. Przyda się też na maratony i dłuższe wycieczki. Po 100 km najlepsze siodełko zaczyna się robić niewygodne, a najlepsza nawet wkładka w spodenkach nie zapobiegnie otarciom przy wielogodzinnym pedałowaniu. A otarcia goją się potem wiele dni... Jak mówi stare przysłowie: Kto smaruje, ten jedzie. :-)
Na maratonach szosowych PP pomoc zewnętrzna jest zabroniona , tylko jedzenie z punktów kontrolnych lub mijane po drodze sklepiki . Świetne ( przynajmniej dla mnie ) są batoniki CORNY , smaczne , tanie i sycące . Power Bary są praktyczne w użyciu , żele to zwykle ochyda ale na końcówkach są niezastąpione . Widziałem na trasie rower oblepiony batonikami , były przymocowane do ramy za pomoca taśmy malarskiej , całkiem przytomny patent , w kieszonkach 10 szt i na ramie drugie tyle plus banany na punktach , spokojnie wystarczy na 10 godzin jazdy .
Jeśli nie ma możliwości skorzystani z pomocy kolegów, to można wyznaczyć sobie pętlę tak, żeby przejeżdżać np. przez stację benzynową i tam zostawić u obsługi zapas bidonów z izotonikiem oraz batony energetyczne, banany i żele. Podjeżdżasz, wrzucasz do pudła puste bidony, bierzesz pełne, ładujesz jedzenie do kieszeni i kolejna pętla...
Z pieczywa - żadnych drożdżówek. Jeśli już, to kruche ciastka albo wafle, ale niedużo. Dobre są batony zbożowe, a na ostatniej pętli - żele. Banany to podstawa. Wszystko trzeba dokładnie przeżuwać, mieszając ze śliną.
Z pieczywa - żadnych drożdżówek. Jeśli już, to kruche ciastka albo wafle, ale niedużo. Dobre są batony zbożowe, a na ostatniej pętli - żele. Banany to podstawa. Wszystko trzeba dokładnie przeżuwać, mieszając ze śliną.
żadnych przerw , nie opłaca się . Czas będzie gorszy i traci się rytm jazdy , organizm po przerwie trudniej dochodzi do poprzedniej wydajności . Kluczem jest takie dostarczanie energii podczas jazdy aby nie " walnąć w ścianę " . Robiłem takie błędy parę lat temu kiedy zaczynałem jeżdzić dłuższe dystanse , bywało że po 100 km nie byłem w stanie jechać szybciej niż 21 km/h , takie są skutki odwodnienia i braku zapasów glikogenu . Trzeba poznać własny organizm , wiedzieć ile mu trzeba dostarczyć energii podczas jazdy i jakie powinno być jedzenie aby było dobrze tolerowane . W tym roku pierwszy raz połasiłem się na drożdżówkę z punktu żywieniowego ... i na PEWNO BĘDZIE TO RAZ OSTATNI ! Przez 150 km dystansu miałem po tym jedzonku kłopoty żołądkowe a przymusowe popasy na stacjach benzynowych kosztowały mnie prawie godzinę straty ! W sumie jeśli już zna się swoje możliwości i ma się odpowiednią bazę w nogach to długie dystanse wcale nie muszą być ciężkim przeżyciem - jedziesz , jesz , pijesz , jedziesz , jesz , pijesz ....
a ja teraz napisze calkiem powaznie ... rok temu zrobilem na szosowce 301km w 12h i chyba 15 min ... wliczajac juz tutaj wszystkie przerwy ... srednia z jazdy wyszla chyba minimalnie ponad 29 km/h... No i jak myslicie czy uda mi sie w tym roku przejechac 400km bez jakis wielkich meczarni ?
Dodam ze wtedy koncowe kilkometry jeszcze jechalem troche powyzej sredniej .. wiec nie bylem wcale jakis umierajacy... no i mam dopiero 18lat w tym koncze 19, no i bynajmniej mi sie tak wydaje ;) po trochu jednak sie rozwijam ...
No i jeszcze spytam tu o rady.. bo jak wtedy to mialem np dwie ok godzinne przerwy na obiad i kolcje w domu .. bo robilem takie trzy pentle .. 121 141 i 39km na zakonczenie i po kazdej wracalem do domu, a na trasie tez tam jakies krotsze przystanki sie zdarzaly ... ale pytanie czy lepiej wlasnie tak sobie odpoczac troche dluzej ... czy mozliwie szybko siadac na rower i chociaz spokojniejszym tempem ale krecic dalej .. ?
Dodam ze wtedy koncowe kilkometry jeszcze jechalem troche powyzej sredniej .. wiec nie bylem wcale jakis umierajacy... no i mam dopiero 18lat w tym koncze 19, no i bynajmniej mi sie tak wydaje ;) po trochu jednak sie rozwijam ...
No i jeszcze spytam tu o rady.. bo jak wtedy to mialem np dwie ok godzinne przerwy na obiad i kolcje w domu .. bo robilem takie trzy pentle .. 121 141 i 39km na zakonczenie i po kazdej wracalem do domu, a na trasie tez tam jakies krotsze przystanki sie zdarzaly ... ale pytanie czy lepiej wlasnie tak sobie odpoczac troche dluzej ... czy mozliwie szybko siadac na rower i chociaz spokojniejszym tempem ale krecic dalej .. ?
Tylko bez takich... mity o bezpłodności proponuje wsadzić między bajki, a wynik 400 km z średnią prędniością 32k/h na szosówce to moze i niezły wynik, jednak chciałbym przypomnieć, że jakiś czas temu pewien 52-letni olsztynianin przejechał w ciągu jednej doby 752 km, z podobną średnią - również szosa.
--
Płeć: yyy... cyklista
Płeć: yyy... cyklista